moja wyprawka

Wyprawka Heleny

W której najwięcej jest miłości!

Wyprawka Heleny
Studio Kometa

Przepis na wyprawowy sukces? W tym wypadku więcej znaczy więcej i jest to matematyka miłości. Do tego szczypta szaleństwa na punkcie ubranek i kilka poleceń rzeczy absolutnie niezbędnych z perspektywy mamy trójki.  

Z każdym kolejnym dzieckiem potrzebujemy mniej, a nasze wybory stają się bardziej przemyślane. Finalnie mamy listę top of the top wyprawkowych poleceń. Tak jest właśnie w tym przypadku. O tym, co jest potrzebne mamie i maluchowi za trzecim razem, marzeniu o dużej rodzinie i niezbędnym wsparciu innych kobiet, opowiedziała mi Ana – mama emigrantka, Ekwadorka mieszkająca w Polsce z mężem i trójką dzieci: Kaliną, Wiktorem i urodzoną w połowie lipca Heleną, której wyprawkę dziś wam przedstawiamy.

MARZENIE O DUŻEJ RODZINIE

Helena jest dzieckiem-niespodzianką – zaczyna swoją opowieść Ana. Trzecia ciąża nas zaskoczyła, ale ponieważ obydwoje mamy duże rodziny i taką też chcieliśmy mieć, stało się idealnie! (śmiech). Helena weszła w naszą rodzinę całkowicie naturalnie i oczarowała nas swoim spokojem. Trzecia ciąża to nie był jednak najłatwiejszy czas. Kalina i Wiktor są mali, potrzebowali mnie i mojej obecności, a brak możliwości odpoczynku sprawiał, że byłam zmęczona. Nie pomagała też huśtawka nastrojów, którą najbardziej odczuwał mój mąż Rafał.

Ana wspomina, że gdy zaczął się poród, była w domu z dziećmi: chciałam być w domu jak najdłużej, tym razem nie tylko dlatego, żeby pojechać do szpitala w odpowiednim momencie, bez spędzania tam długich godzin, ale także z powodu dziecipo prostu nie chciałam ich zostawiać. Podczas skurczy Kalina tłumaczyła mi, co robi Helena i co powinnam robić ja – podpowiadała mi pozycje jogi, które według niej mogły być przydatne (śmiech). Do szpitala pojechaliśmy w odpowiednim momencie. Helena urodziła się po dwóch godzinach. 

WSZYSTKO ROBIMY RAZEM

Helena przyszła na świat 16 lipca. Z Ekwadoru przyleciała moja mama, która pomagała mi, głównie zajmując się starszakami, abym miała czas dojść do siebie. To było fajne lato – było ciepło, dzieci chodziły z babcią na lody, a my spokojnie mogłyśmy się bliżej poznać. Teraz, kiedy Helena ma już cztery miesiące, funkcjonujemy, mniej lub bardziej, w oparciu o codzienną rutynę. Plan dnia mamy rozpisany i powieszony w pokoju dzieci. Staramy się mieć względnie stałe pory jedzenia, spacerów, kąpieli. Nie jest to jednak żaden rygor, ale ułatwienie. Teraz mam pomoc niani, ale kiedy byłam z trójką trzy tygodnie sama, rutyna była moim ratunkiem. Nie będąc sama, jestem bardziej elastyczna, są takie dni, kiedy funkcjonujemy zupełnie inaczej niż zwykle i dzieci świetnie się w tym odnajdują.

Wszystko robimy wspólnie. Kiedy ze starszakami szykujemy coś razem w kuchni, Helena leży w swoim gniazdku Cocoonababy i uważnie nas obserwuje albo bawi się rączkami. Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez tego gadżetu. Helena powoli z niego wyrasta i czeka na nią BabyBjörn, zobaczymy, jak się jej spodoba, bo materacem jest zachwycona (śmiech). Karmię piersią, nie korzystam z butelek i smoczków, początkowo przydawała mi się poduszka do karmienia, ale teraz zdobi pokój dzieci (śmiech). Skóra Heleny nie wymaga na razie żadnych kosmetyków. W tych dwóch aspektach – karmienia i pielęgnacji – stawiam na pełen minimalizm. Helena jest niesamowicie łagodna i bezproblemowa. Nawet jeśli chodzi o kupy, ułatwiała mi temat, bo robiła je raz w tygodniu (śmiech).  

KRÓTKA LISTA POTRZEB

Choć lubię oglądać wszystkie piękne rzeczy dla dzieci, to nauczona doświadczeniem wiem, że większość się nie sprawdza, przynajmniej tak jest u nas! Lubię zabawki, choć nie w nadmiarze, ale dzieci potrzebują ich dopiero, kiedy są starsze, jak Kalina i Wiktor. Teraz mają fazę na zabawkową kuchnię, potrafią bawić się nią godzinami, a Helena uwielbia ich obserwować. Jedna zabawka, a zadowala wszystkich (śmiech). W pokoju dzieci mamy matę piankową Skip Hop, na której zazwyczaj bawią się starszaki, a obok, na swojej macie edukacyjnej Kids Concept leży zaciekawiona Helena. Ona lubi leżeć wszędzie, byleby miała nas obok. Helena nie ma swoich zabawek, nie potrzebuje ich, bo najciekawsze są dla niej zabawki rodzeństwa i własne dłonie. W prezencie dostała ślicznego szumiącego króliczka Mooni z lampką, ale przyznaję, że większą radość sprawia on Kalinie i to ona najczęściej się nim bawi (śmiech).

CZASEM SIĘ SPRAWDZA, A CZASEM NIE

W pokoju dzieci czeka na Helenę łóżeczko ze szczebelkami. Jak przyjdzie na to czas, Wiktor przeniesie się do łóżka piętrowego, a Helena zajmie jego miejsce. Obok stoi niska kołyska, która miała być miejscem drzemek w ciągu dnia. Wiktor uwielbiał w niej spać i chyba właśnie to sprawiło, że jak trafiła do niej Helena, chciał tam być razem z nią. Nie było to bezpieczne i kołyska jest teraz miejscem spania maskotek (śmiech). W nocy Helena śpi ze mną i Rafałem w sypialni, w dostawce Chicco. Kupiłam ją dla Kaliny, spał w niej też Wiktor, a w międzyczasie wypożyczyłam ją dla dzieci koleżanek i siostry Rafała. Łącznie spała w niej już chyba szóstka dzieci (śmiech). A nadal jest w idealnym stanie! Wychodzę z założenia, że kiedy coś się sprawdza, warto do tego wracać – czasem się udaje, jak z łóżeczkiem, a czasem nie, czego dowodem jest kołyska (śmiech). Helena śpi w śpiworku Tartine Et Chocolat, który ma po starszej siostrze. Nie rozkopuje się i czuje się w nim bezpiecznie. Śpiworek to jeden z moich ulubionych elementów wyprawki – miałam go ze sobą w szpitalu i potem korzystałam z niego przez pierwsze miesiące. Sprawdził się za każdym razem!

TO, CO PODSTAWOWE…

Kiedy urodziła się Kalina, moja mama wysłała mi dla niej szatę (śmiech). Taką wyjątkowo długą sukienkę, w której dziecko wygląda niczym członek rodziny królewskiej. W Ekwadorze w każdej rodzinie jest niania, która nawet śpi u swoich pracodawców. Ma się zdecydowanie większą pomoc przy dziecku, pewnie dlatego można je stroić, bo niekoniecznie same będziemy je przebierać (śmiech). Przy Helenie mama wiedziała, że nie tędy droga. Ja jestem miłośniczką prostych i funkcjonalnych ubranek. Stawiam na jakość, naturalne materiały oraz wygodę. Ubranko musi był łatwo założyć, zdjąć i wyprać. Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia niż ich składanie i prasowanie (śmiech).

Moja ulubiona marka oferująca dziecięcy basic to Roe&Joe. Uwielbiam bawełnę, z której są wykonane ubranka – jest miękka i bardzo miła w dotyku. Rzeczy są też przemyślane i wygodne w zakładaniu, jak wafelkowy rampers, który Helena ma dziś na sobie. Spora część ubranek moich dzieci pochodzi z drugiej ręki – kupuję je w Twice Upon a Time (rozmowę z Dominiką, współwłaścicielką sklepu, o wyprawce jej syna Józia, możecie przeczytać tutaj – przyp. red.) lub wyszukuję na Vinted. Po Kalinie Helena ma nie tylko część ubrań, ale też mój ulubiony niemowlęcy bambusowy kocyk. Drugi, nowy, kupiłam jej niedawno – wybrałam lekki i ażurowy

I TO, CO WYJĄTKOWE

Przyznaję, że garderoba Heleny jest pokaźnych rozmiarów. To jedyny element wyprawki, w którym pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa (śmiech). Oprócz ulubionych basiców jest w niej trochę skarbów. Kilka ubranek, w tym biały sweterek i haftowane bawełniane kaftaniki, to rzeczy, które ja nosiłam, będąc dzieckiem. Choć może nie są najwygodniejsze na świecie, mają swój urok. Rozczulają mnie za każdym razem, gdy je wyjmuję, i chciałam, aby Helena miała je choć raz na sobie.

W Polsce odkryłam dwa sklepy z hiszpańskimi ubrankami dla dzieci, w których absolutnie się zakochałam! Są to marki Paz Rodriguez i Fina Ejerique – te ubranka zamawiam w sklepach Bimbus i Tres Infantes. Uwielbiam je za jakość i niepowtarzalny styl, często w duchu vintage. Moim hitem jest sweterkowa sukienka z kołnierzykiem. Jest urocza! Na Święta planujemy wyjazd do Miami, dzięki czemu mogłam zaopatrzyć Helenę w letnie sukienki. Mam też słabość do sweterków, moje ulubione są z Petit Bateau. 

POTRZEBA WIOSKI

Na początku macierzyństwa było mi trudniej robić różne rzeczy dla siebie. Teraz wiem, że jest mi to potrzebne. Kalina i Wiktor uwielbiają ostatnio utwór „Gangnam Style” i chcą go słuchać non stop. Fajnie jest patrzeć, jak oni się cieszą i tańczą, ale w pewnym momencie ma się dość. A dzieci wiele rzeczy robią bez opamiętania. Dlatego dobrze jest czasem zrobić sobie przerwę i wyjść wieczorem. Nawet jeśli czasu starcza tylko na kieliszek wina. Kiedy dopadają mnie wyrzuty sumienia, co się zdarza, umawiam się w porze drzemek dzieci – na śniadanie czy lunch. Nie mam wtedy poczucia, że coś tracę. Czasami zabieram ze sobą Helenę, jest wspaniałą towarzyszką. Mój czas sam na sam ze sobą to od niedawna wizyty na siłowni. Wtedy odpoczywa moja głowa. Z rzeczy materialnych kupiłam sobie tym razem tylko butelkę, która ułatwia monitorowanie nawodnienia. 

Dzięki pracy w salonie beauty poznałam kilka mam, z którymi się przyjaźnię. Jedna z nich ma dziecko miesiąc starsze od Heleny, jesteśmy na tym samym etapie i doskonale się rozumiemy. Czasem umawianie się to gorąca linia między nami i informowanie się o postępach w karmieniu i usypianiu, aby ustalić dokładną godzinę spotkania (śmiech). Wsparcie emocjonalne z wielu stron jest niezbędne i tego mi w Polsce najbardziej brakuje. Macierzyństwo jest tu bardziej samotne. W Ekwadorze mama jest bardzo zaangażowana w pomoc córce po porodzie. Jest cała dla ciebie, choć czasem może to być trochę przytłaczające (śmiech). Kuzynki czy siostry wpadają w odwiedziny, na kawę, aby pobyć razem i porozmawiać. Nie jesteś w tym wszystkim sama. Zawsze jest ktoś dostępny. Nie chodzi o samą pomoc przy dziecku, która nie zawsze jest potrzebna, ale o obecność i wsparcie. Warto mieć wokół siebie krąg osób – częściej będzie można się zgrać. Im więcej osób, tym weselej. Ta bliskość daje poczucie, że nie jesteś tylko mamą, ale też kuzynką, siostrą, przyjaciółką, znajomą. To bardzo ważne. 

*

Więcej znaczy więcej, pod każdym względem – mówi mi Ana na pożegnanie. W naszej rodzinie jest miejsce na jeszcze więcej miłości. Teraz chciałabym chwilę odetchnąć, ale czas pokaże, czy nie będę szykować jeszcze jednej wyprawki! 

* 

Dziękuję Anie za pełne ciepła spotkanie!

W wyprawce Heleny znalazły się:

Zajrzyjcie do pozostałych odsłon cyklu Moja wyprawka. 

Dodaj komentarz