moja wyprawka

Wyprawka Gustawa

Wyprawka w stylu vintage

Wyprawka Gustawa
Roksana Wąż

Najprawdopodobniej tak będzie miał na imię syn Piotrka i Joasi Miczulskiej, a brat Franka, Miry i Jany. Roboczo zwany „chodaczkiem”, bo takim mianem określa się chłopców w Muszynie, skąd pochodzi Asia. Prawda, że pięknie?

Ten maleńki bohater kolejnej odsłony cyklu Moja wyprawka urodził się po pierwsze przed czasem, po drugie w czasach pandemii, a jakby tego było mało – tuż przed przymusową przeprowadzką. Joasia aka @littletroublegirl, związana z krakowską wegeknajpą Karmależąc w szpitalu, kupowała online ubranka z drugiej ręki, ale – jak sama twierdzi – najcenniejszą przesyłkę otrzymała od swojej mamy i siostry, mieszkających w Wielkiej Brytanii. O wyprawce opartej na rozsądnym korzystaniu z zasobów, o dzieleniu się i samowystarczalności, która buduje sprawczość, chustach szytych z zasłon i ręcznie pikowanych kołderkach, oraz ulubionych adresach w sieci, pod którymi warto szukać wyprawkowych skarbów z drugiej, trzeciej i kolejnej ręki, opowiada Joasia Miczulska.

 MINIMUM, CZYLI W SAM RAZ

Za czwartym razem chciałam podejść do kompletowania wyprawki na spokojnie i trochę wcześniej się za to zabrać. Chyba miałam przeczucie, co się może wydarzyć. W połowie ciąży, kiedy dowiedziałam się, że spodziewamy się synka, był okres pandemii i spędzaliśmy lockdown na wsi w mojej rodzinnej miejscowości. W głowie planowałam, że po powrocie do Krakowa wyszperam wełniane sweterki i czapeczki z kuferków, w których dziewczyny trzymają ciuszki dla lalek. Piękne sukieneczki musiałam odpuścić (śmiech). Bardzo chciałam mieć minimum ciuszków i gadżetów. Kiedy mogliśmy już wrócić do domu, robiłam sobie wypady do ulubionych lumpeksów, gdzie wiedziałam, że trafię na vintage perełki. Mając na uwadze składy, bo niestety te rzeczy często są uszyte z poliestru czy innych akryli, wybierałam na spokojnie to, czego potrzebowałam. Poprosiłam znajome @mn_knits i @zament_clothing o zrobienie kilku czapeczek i byłam zachwycona efektem. Piękne i mięciutkie.

KĄCIK CHODACZKA

Poza ciuszkami należało zorganizować synkowi jakąś przestrzeń, którą mój chłopak Piotrek zaaranżował w rogu salonu. Szczęśliwym trafem znalazłam fotel na śmietniku, który mi się od dawna marzył, a mianowicie jugosłowiański Atlantis. Na facebookowej grupie Kraków się dzieli upolowałam komodę, za którą właścicielka nic nie chciała w zamian. Zostawiłam jednak wizytówkę, a nuż nadarzy się okazja i będę mogła zrewanżować się jej wegańskim wypiekiem. Na aukcji internetowej znalazłam rattanową etażerkę za grosze, a uprzejmy pan dowiózł mi ją pod drzwi. Kosz Mojżesza był również odkupiony za bardzo atrakcyjną cenę. Kosz na pranie Mokee okazał się przydatnym elementem kącika mojego synka, poza wiadomym przeznaczeniem służy także jako kryjówka podczas zabawy w chowanego.

W CO SIĘ BAWIĆ

Zabawki mojego najmłodszego synka to zbiór z przeróżnych czasów i miejsc. Zachowało się kilka grzechotek z dzieciństwa mojego i mojego rodzeństwa, trafiam też na fajne zabawki w ciucholandach i na targach staroci. Zawsze rozglądam się też za dekoracjami i obrazkami, które mogłabym powiesić nad łóżkami dzieci. Piotrek znalazł na śmietniku piękną starą szufladkę, którą potraktowaliśmy jak półeczkę – lądują w niej też przeróżne „eksponaty”. Tak jak z ciuszkami, nigdy za nie nie przepłacam. Kupuję jedynie, kiedy są w dobrej cenie, a konkretnie bardzo tanie. Bardzo sobie cenię rękodzieło i piękne wykonanie, więc często zaglądam do moich ulubienic: @jajeczko.zabawki i @a_good_start. Jeśli chodzi o książki, na co dzień staramy się korzystać tylko z zasobów bibliotek, ale czasem mi odbija i wydaję furę forsy na ładne wydawnictwa. Nie mogę się oprzeć. Mamy taki zwyczaj, że każde dziecko w dniu urodzin dostaje książkę z dedykacją.

O TEKSTYLIACH

Zależało mi również na skompletowaniu setu pieluszek wielorazowych dla noworodka i na bazarku na Facebooku znalazłam taki zestaw startowy w idealnym stanie. Zostało mi kilka pieluszek po dziewczynach, ale nie są one w rozmiarze dla noworodka. Mam słabość do lnu i taką pościel postanowiłam sprawić młodzieńcowi. Kupiłam końcówki materiałów i uszyłam dwie kołderki i rożek, który ręcznie pikowałam. Tak jak wcześniej
wspomniałam, czułam, że należy wszystko ciut wcześniej przygotować. Lekarze, pod których opieką byłam przez moją niełatwą ciążę, ostrzegali, że dziecko może pojawić się wcześniej. Tak też się stało. W 31 tygodniu ciąży, po przepięknej niespodziance od Piotrka, a mianowicie zorganizowaniu dla mnie „baby shower” z naszymi najbliższymi przyjaciółmi, nad ranem odjechałam karetką do szpitala, gdzie zostałam do porodu i kilka tygodni po nim. Oczekując na godzinę zero, miałam trzy tygodnie, przez które zabijałam sobie czas, między innymi dokupując brakujące ciuszki w Internecie. Przesyłka za 4 zł do kiosku Ruchu pozwalała na delikatne szaleństwo, więc Piotrek latał tak często, że przeszedł na „ty” z panem tam pracującym (śmiech). Kiedy leżałam w szpitalu, moja siostra Madzia mieszkająca w Wielkiej Brytanii razem z mamą wysłały mi w paczce troszkę maleńkich ciuszków dla wcześniaka, które bardzo się przydały, bo synek urodził się tyci i do rzeczy przeze mnie zgromadzonych dopiero dorasta.

LISTA PRZEBOJÓW

Numerem jeden na wyprawkowej liście hitów (kolejność przypadkowa) są ubrania, kołderki, kocyki i uszyte przeze mnie patchworki, w które zawijamy dzidziusia. Bardzo lubię naturalne tkaniny i chętnie w takie opatulam bobasy. Rampers Cacane, jako że jest w 100% bawełniany, też chętnie zakładam dziecku. Kupiłam końcówki muślinu, pocięłam i obszyłam, co służy nam jak te tetrowe pieluszki do wycierania buzi etc.

Pieluszki wielorazowe, np. kraciasta od Lulli, to kolejna rzecz na liście wyprawkowych hitów. Nigdy nie używałam ich od początku, więc tym razem to było lekkie wyzwanie. Kiedy nie nadążam ich wyprać, posiłkuję się ekologicznymi jednorazowymi.

Pozycję trzecią zajmują ukochane chusty. Dziwnym trafem zachowały się po starszych dzieciach. Chyba miałam czuja, że ktoś jeszcze do nas dołączy. Moja pierwsza chusta 13 lat temu była uszyta z zasłony kupionej w lumpeksie. Miała chyba z 5,5 metra (śmiech). Wtedy nie było mnie stać na taką oryginalną. Miałam za to okazję testować sobie te, które miały znajome na spotkaniach w lubelskiej Dushy.

Poduszka do karmienia jest absolutnym must have, jeśli chcemy uniknąć bólu pleców. Ja przejęłam taką od dziewczyny również na grupie Oddam za darmo Kraków. Służy też rodzeństwu, które chce potrzymać braciszka, ale ich małe łapki szybko się męczą.

Po piąte: Kosz Mojżesza czy hamaczek, który odkupiłam okazyjnie, bo kot poprzedniej właścicielki pozaciągał materiał. Bardzo przydatny, kiedy chce się mieć dziecko blisko. Migruje wtedy po całym mieszkaniu.

Po szóste: nawilżacz powietrza Beaba. Od dawna nosiłam się z zamiarem wyposażenia nas w taki sprzęt. Mieszkamy w mieście, które nie cieszy się czystym powietrzem i koniecznością jest posiadanie oczyszczacza, a w sezonie grzewczym dodatkowo nawilżacza powietrza.

Jest jeszcze siódmy hit: kołysanki. Jako, że mój biały śpiew jeszcze – delikatnie mówiąc – nie jest dopracowany, to puszczamy wykonania takie jak kołysanki Kai Prusinowskiej czy Zespołu Międzynarodowej Szkoły Muzyki Tradycyjnej.

WYPRAWKA BEZBŁĘDNA

A co do nietrafionych inwestycji, to – podobnie jak przy Mirze czy Janie – nie miałam takich akcji. Przeginam czasem z ilością ciuszków, przyznaję się. Ale jak tu nie kupić superowych ogrodniczek OshKosh, tiszertów w paski Esprit czy microbluz Benettona, kiedy sztuka kosztuje 50 groszy. Kiedy ponad 13 lat temu rodził się Franek, jako młoda, niespełna 24-letnia mama miałam chętkę na wyposażenie go w nowe rzeczy. Kupiłam wtedy wiklinowy wózek na dużych pompowanych kołach, łóżeczko i przewijak w Ikei. I przewijak właśnie nie do końca był użytkowany. Skończył jako miejsce do trzymania moich form na ciasta w kuchni. Za to wózek i łóżeczko obskoczyło jeszcze kilkoro dzieci i z tego co wiem, nadal służą.

NA NOWYM

Przeprowadzka, z którą teraz się zmagamy, nie była naszą decyzją. Nie będę ukrywać, bo jestem obecnie lekko rozgoryczona, że właściciele mieszkania, które wynajmowaliśmy, uznali, że nie przedłużą nam umowy. Wymarzyłam sobie powrót do domu ze szpitala po trudnych przeżyciach i odsapnięcie, złapanie oddechu i cieszenie się do oporu tym, że jesteśmy już w komplecie, a co złe – jest za nami. Ale stało się inaczej.

Po cichu myślę, że może jednak będzie fajnie. Powoli poznajemy sąsiadów, którzy na balkonach mają rozwieszone tęczowe flagi i banery Strajku Kobiet. Mieszkanie znajduje się w centrum Krakowa, a jednak panuje tu cisza. Jest podwórko, na którym leżą dziecięce rowerki i trochę zabawek – to dobry znak. Do mieszkania zagląda nam piękna jabłoń.

Jesteśmy tu dopiero od kilku dni, a już czujemy się bardzo swobodnie i jakby „u siebie”. Kiedy się wprowadzaliśmy, mieszkanie było praktycznie puste. Na takim nam zależało, bo zgromadziliśmy przez te parę lat bycia w Krakowie sporo naszych mebli i sprzętów. Troszkę musimy zadziałać jak w grze Tetris i ulokować nasz dobytek, bo układ tutaj jest inny i tym razem salon + sypialnia + pokój maluszka to będzie jedno pomieszczenie. Sukcesywnie wystawiam też na wspomnianych wcześniej grupach rzeczy i mebelki, które już nam nie są potrzebne. Są to zdobycze ze śmietnika czy również przez kogoś oddane, ale dzielnie się ich pozbywam, mimo mojej natury chomika.

Zajrzyjcie też do innych odsłon cyklu Moja wyprawka.

*

Artykuł powstał we współpracy z markami Beaba, Cacane, Lulli i Mokee.

Dodaj komentarz