moja wyprawka wyprawka

Wyprawka Gucia

Z wizytą u Kasi Kulik

Wyprawka Gucia
Ewa Przedpełska

Kompletowanie wyprawki zaczęłam od rozmów z przyjaciółkami – opowiada Kasia, mama maleńkiego Gucia. – To one były moim źródłem wiedzy o tym, co niezbędne, co się sprawdziło, a co u nich okazało się niepotrzebne.

Poznajcie Gutka! Ten kwietniowy chłopaczek, urodzony w samym sercu kwarantanny, przyniósł w życiu Kasi i jej męża Staszka nie tylko znane większości rodziców zmiany, ale też – wbrew pozorom – pozwolił nieco uspokoić myśli i odetchnąć od pandemii. Kasia jest producentką, ekspertką w temacie social mediów i kampanii reklamowych, które realizuje w swojej agencji New Order Warsaw.

Ten wątek zostawiamy sobie jednak z Kasią na inną rozmowę, a dziś będzie o wyprawce. Na jej kompletowanie istotny wpływ miał wątek bynajmniej nie izolacyjny, a wręcz odwrotnie – społeczny. Posłuchajcie.

Pamiętam, jak na początku ciąży weszłam do jednego z największych sklepów dla dzieci po jakiś drobiazg dla mojej przyjaciółki – świeżo upieczonej mamy. Pamiętam też, jak bardzo przeraziła mnie ta ilość kolorów, plastiku i „gadżetów, bez których nie dasz sobie rady w nowej roli“. Na kilka kolejnych miesięcy zamknęłam się na wyprawkę, aż trafiłam na kilka sklepów w sieci, które pokazały mi, że znajdę jednak coś z „naszego świata“.

Długie i miłe rozmowy z dzieciatymi przyjaciółkami to niezbędnik wyprawkowy każdej przyszłej mamy. Przy okazji okazało się, że istnieją wymianki wyprawkowe. W ramach nich pożyczyłam całą górę ciuszków w pierwszych rozmiarach, materacyk do spania, łóżeczko-dostawkę, a nawet wózek. Po 3 miesiącach od narodzin Gutka śmiało mogę napisać, że to najlepsze, co mogło nam się przydarzyć: z części rzeczy wciąż korzystamy, niektóre zupełnie nie zostały wykorzystane (maj był tak zimny, że Gutek ani razu nie miał na sobie krótkiego rękawka), a nowy wózek kupiliśmy po 2 miesiącach, doskonale wiedząc, czego oczekujemy od wycieczek z synem.

PRZEWIJANIE

Mamy małe mieszkanie, więc staraliśmy się tak zorganizować przestrzeń, żeby nie zagracić jej nowymi meblami, ograniczyliśmy się do niezbędnego minimum. Znalazłam na OLX robiony na zamówienie mebel, który po złożeniu sprawdza się jako półka na rzeczy dziecka, a przy okazji idealnie mieści wanienkę Stokke podczas cotygodniowej kąpieli (jest składana, więc to kolejny plus w małym mieszkaniu). Wybrałam przewijak Konges Slojd, bo materiał jest łatwy w czyszczeniu, a poza tym marka wypuściła kolekcję z motywem protei – kwiatów z naszego wesela. Nad przewijakiem wisi mobil w jaskółki – nie wiem, co takiego one mają w sobie, ale Gutek jest jak zaczarowany, zawsze poprawiają mu humor. Przebieramy synka w sypialni, bo łatwiej jest nam zorganizować się w nocy, więc brak dostępu do wody załatwiliśmy butelką termiczną z oh!sokiddy, która utrzymuje temperaturę wody (dzięki temu zawsze mamy ciepłą podczas pielęgnacji). To patent mojej przyjaciółki.

TEKSTYLIA

Usłyszałam kiedyś, że pieluch tetrowych i chusteczek muślinowych nigdy za wiele, teraz już wiem, co to oznacza. Są z nami wszędzie – w sypialni, na przewijaku, podczas karmienia. Wybrałam te zwykłe, tetrowe z apteki, do misji specjalnie trudnych, i te muślinowe, których używamy w kontakcie ze skórą bobasa: Liewood (większe), Konges SlojdBimbla (mniejsze). Bardzo sprawdzają nam się też otulacze Garbo&Friends (świetne jako kocyki latem). W chłodniejsze dni wybieram nieco cieplejsze – polskich marek Nordville (w romby i niebieski) czy Lillé.

Tekstylia to dla mnie nie tylko otulacze i pieluszki, ale także nosidło. Wpadłam niedawno na coś, co jest kompromisem między trudną do wiązania chustą a nosidłem, w którym latem jest za gorąco. Studio Romeo stworzyło prostą metodę noszenia dzieciaków w dwóch elastycznych pętlach materiału. Coś na wzór kangurowania, a do tego uwalnia ręce mamy. Oboje je uwielbiamy.

Pamiętam, jak zastanawiałam się, w czym śpi bobas, skoro kołderka to nie jest najbezpieczniejsze rozwiązanie dla noworodka. Zdecydowałam się na dwa śpiworki z wełny merino – kokon Hvid, który otula i zapewnia maluchowi poczucie bezpieczeństwa, oraz śpiworek Engel Natur, który świetnie sprawdza się podczas drzemek, także na spacerach.
Pod głowę kładę Guciowi płaską poduszkę Sleepee dla zamortyzowania wstrząsów miejskich chodników.

ZABAWA

Gutek nie ma wielu zabawek, wciąż najbardziej cieszą go lampy podwieszone pod sufitem czy zwykłe balony poruszane przez wiatrak, które babcia zawiesiła podczas pierwszych odwiedzin. Na początku interesowały go książeczki kontrastowe, później, kiedy coraz więcej czasu spędzał na Baby Bjornie, postawiliśmy przed nim baby gym. Wybraliśmy ten marki &me – drewniany z białymi elementami. Ma też miejsce na zawieszenie zabawek z boku (np. tych od Lilliputiens), co świetnie pomaga trenować ruchomość głowy dziecka w pierwszym trymestrze życia. Od niedawna kładziemy go także na macie edukacyjnej, którą dostaliśmy od siostry mojego męża. Coś czuję, że za chwilę wszystkie ukryte szeleszczące gwiazdki, słonie i pandy zostaną zdobyte przez Gutka. Dostaliśmy też od mojej przyjaciółki piękną, ręcznie wykonaną karuzelę, która wisi nad łóżkiem – to prezent, który wzruszył mnie najbardziej. Mam nadzieję, że będzie dla Gutka niesamowitą pamiątką z dzieciństwa.

KARMIENIE

Laktacja to rzecz, która chyba zaskoczyła mnie najbardziej. Udało się o nią zawalczyć, choć powiedziano mi, że po CC będzie to trudniejsze. Dzisiaj Gutek jest karmiony tylko moim mlekiem, ale ponieważ bardzo chciałam móc od czasu do czasu zrobić sobie trochę wolnego, od razu wprowadziliśmy KPI (karmienie piersią inaczej, czyli mlekiem matki za pomocą butelki – przyp.red.). Mam laktator, bez którego na pewno nie udałoby się rozkręcić laktacji, ale nie raz zrobiłam sobie nim krzywdę, wywołując niechcący nawały. Do czasu gdy trafiłam na wspaniałą CDL (Certyfikowana Doradczymi Laktacyjna – przyp.red.), która doradziła mi zakup kolektora, którym ściągam przez cały dzień nadmiar pokarmu i gromadzę kolację dla Gutka. Dzięki temu Chłopaki mają swój wieczorny rytuał karmienia: przed pójściem spać Staszek podgrzewa mleko z pomocą magicznego urządzenia Milkymeter i karmi butelką Elhee przypominającą pierś. Sprawdzony zestaw.

PIELĘGNACJA

Do pielęgnacji Gutka używamy tylko kilku kosmetyków – najpierw olejku migdałowego, którym masuję go na godzinę przed kąpielą w krochmalu. Po kąpieli smaruję mu całe ciało emolientami. Rzeczą, bez której nie ruszamy się z domu, jest balsam pod pieluszkę Bentley Nappy Balm – gwarancja braku odparzeń. Pakuję go zazwyczaj do saszetki z akcesoriami do przewijania, dzięki czemu zawsze mam wszystko pod ręką, nawet w kryzysowych sytuacjach.

Wszystko w jednym miejscu to też zestaw 9 akcesoriów do pielęgnacji Beaba. Świetna rzecz dla młodych rodziców – nie musisz przeszukiwać całego internetu, kompletując niezbędniki do pielęgnacji, masz to w jednej podręcznej kosmetyczce. Przy kompletowaniu wyprawki nie zapomniałam też o sobie. Moja ciąża mimo totalnego nastawienia na poród siłami natury zakończyła się cesarką. Po operacji wpadłam na markę genialnych wegańskich kosmetyków NESSA – regularnie używam olejku do okolic intymnych oraz maści na blizny.

UBRANKA

Nie oszalałam na punkcie ubranek, jak wspomniałam wcześniej, sporo z nich pożyczyłam od przyjaciółek. Pierwsze tygodnie to naprawdę niezły roller coaster, ale po miesiącu można się już zorientować, jak ubierać bobasa (choć ja wciąż jestem kiepska w dobraniu ciuchów na spacery). Wybieram zazwyczaj klasyczne ubranka w jednolitych kolorach, czasami szalejąc z printem (jak w przypadku marki Born to Explore i ich morskich body). Wtedy mam gwarancję, że nawet jeśli tata ubiera syna na spacer, obaj będą wyglądać dobrze. Lubię polskie marki: muślinowe Lillé (kaftaniki, spodnie, body) czy świetne śpioszki na zamek od The Odder Side (przyjaciel każdej mamy, zwłaszcza w środku nocy). Z kolei A Baby Brand to basic w 3 kolorach. Sięgam też po H&M Exclusive, które ma dobrą jakość materiałów, czy Uniqlo, które robi body kopertowe nawet w większych rozmiarach. Moim hitem wyprawkowym jest kurteczka z wełny merynosa Engel Natur – sprawdza się o każdej porze roku, a przez 3 miesięce sprawdziłam ich już kilka.

Dziękujemy Kasi Kulik za gościnę i pokazanie swoich wyprawkowych wyborów.

Publikacja powstała dzięki wsparciu marek: Nordville, Lille, Born to Explore, Sleepee, Milkymeter, The Odder Side, Lassig, Beaba, Lilliputiens i sklepowi oh!sokiddy.

Dodaj komentarz