moja wyprawka

Wyprawka Gai

I filmowa opowieść o miłości, która narodziła się w Chinach

Wyprawka Gai
Kash Hryciow

Mieszkając w kraju, w którym żyje 1,4 miliarda ludzi, zostali swoimi sąsiadami. Miłość połączyła ich w Pekinie i zaprowadziła do wielu zakątów Azji – Indonezji, Hongkongu, na Filipiny. A w końcu zaowocowała narodzinami Gai, która przyszła na świat… w Katowicach. 

Ona jest Brazylijką, on – Polakiem. Obydwoje są modelami. Przyznają, że o swoich krajach nie wiedzieli nic, dopóki się nie poznali. Chcąc zwiedzić świat i szukając ciekawych zawodowych możliwości, wyjechali do Azji. Gotowy scenariusz na romantyczny film? A to dopiero początek opowieści, która doprowadziła do narodzin Gai. Dziś historia międzynarodowej przygody i lokalnej, intymnej rzeczywistości dwojga zakochanych w małej dziewczynce rodziców – Rafaeli i Krzyśka. Poznajcie wyprawkę Gai, czyli Ziemi. 

SKĄD WZIĘŁA SIĘ ZIEMIA?

Trudno opowiedzieć o tej wyprawce bez wprowadzenia, jakim jest niezwykła historia poznania rodziców Gai. Zanim w ich świat wkroczyła mała dziewczynka, a oni poczuli się jak na innej planecie, do tego całkowicie należącej do ich rodziny 3+2, czyli troje ludzi i dwa koty, jak opowiada ze śmiechem Krzysiek, ich życie było niesamowitą przygodą. Pierwsze spotkanie to dzieło przypadku (wersja pragmatyczna) lub przeznaczenia (wersja romantyczna). Niezależnie od przyjętej interpretacji, nie można odmówić tej historii filmowego sznytu. Wpadli na siebie w minibusie, który wiózł ich na casting dla jednej ze sportowych marek, na który, jak podkreśla Rafaela, miała w ogóle nie jechać. Potem okazało się, że mieszkają w tym samym kondominium. Wspólny czas w Pekinie skończył się wraz z zakończeniem kontraktu Rafaeli i wyjazdem do Indonezji. Jak się domyślacie, nie był to jednak koniec tej znajomości. Po miesiącu Krzysiek dołączył do niej i wspólnie zwiedzali Azję, aby następnie wrócić do Chin, w których obydwoje są zakochani. W tej historii będzie coraz więcej miłości. 

7223 KILOMETRY Z PEKINU DO CIESZYNA

W tym miejscu na scenę wkracza pandemia i całkowicie zmienia ich życiowe plany. Rafaela jest w ciąży i marzy o naturalnym porodzie we wspierającej atmosferze. Planuje domowy poród w Brazylii w otoczeniu najbliższych kobiet – mamy i dwóch sióstr. Z powodu sytuacji w jej ojczyźnie to marzenie nie może się ziścić. Moi bohaterowie przyznają, że są mistrzami znajdowania jasnych stron sytuacji, które się komplikują. Wpadają na pomysł porodu w Polsce i po sprawdzeniu szczegółów oraz znalezieniu mieszkania w Cieszynie, postanawiają wcielić ten plan w życie. Po 22-godzinnej podróży, z pięcioma dużymi walizkami, dwoma plecakami, dwójką kotów i dziecięcym wózkiem, lądują na krakowskim lotnisku pod koniec lutego. Wyprawkę kompletują równolegle z urządzaniem mieszkania. Jaki był plan na ostatnie tygodnie ciąży? Odpoczywanie w gronie bliskich. Niestety i jego nie udało się zrealizować, bo w przypadku zachorowania na Covid, nie byłoby mowy o rodzinnym porodzie. Pandemia wymusiła na nas izolację. Ostatnie tygodnie spędziliśmy więc spokojnie, przygotowując się do narodzin Gai, czytając, zdobywając wiedzę o pielęgnacji noworodka i karmieniu piersią. Krzyś nam gotował, dużo spacerowaliśmy i oglądaliśmy filmy – opowiada Rafaela. Porwał mnie świat pięknych rzeczy dla noworodków, uwielbiałam je oglądać. Wśród naszych pierwszych wyborów był kokon niemowlęcy od Maylily, do którego szybko potem dołączył zestaw przytulanek i grzechotek oraz pierwsze ubranka, w tym najpiękniejszy ażurowy pajacyk miniloom. Sama bym mogła go nosić – śmieje się Rafaela i dodaje, że w czasie ciąży i teraz, podczas karmienia piersią postawiła na ubrania od polskich marek – wśród nich wymienia ulubione: The Miracle Makers oraz Booob Yesss

MATKA NATURA

Kiedy Gaia przyszła na świat, poczułam pewność, że wszystko wydarzyło się w odpowiednim czasie. Mimo tego całego szaleństwa z pandemią i przeprowadzką z Chin do Polski – mówi Rafaela. W 36. tygodniu ciąży okazało się, że aktualne zasady w szpitalach pozwolą zostać Krzyśkowi ze mną tylko dwie godziny po porodzie. A ja nie chciałam być sama. W Chinach przerażał mnie brak znajomości chińskiego, ale polskiego także nie znam. Szukaliśmy dobrego rozwiązania. Miejsca, w którym będę mogła urodzić naturalnie, w zgodzie ze swoim ciałem, a Krzysiek będzie mógł być ze mną. Znaleźliśmy je w Katowicach – opowiada Rafaela. Poród był niesamowitym doświadczeniem. Wszystko odbyło się szybko, a ja nie zorientowałam się, że mam już skurcze porodowe, wzięłam je za przepowiadające – śmieje się mama. Kiedy Rafaela ściągnęła aplikację i wpisała ostatnie zapisy, dostaliśmy jasny komunikat, że czas ruszyć do szpitala. A jej torba wciąż nie była spakowana (śmiech). Kiedy byliśmy już gotowi do wyjścia, Rafaeli odeszły wody. Wtedy wyruszyliśmy z domu – mówi Krzysiek. Narodziny Gai odbyły się w środku nocy. Było cicho i spokojnie. Uwzględniono moje prośby i ponieważ nie było żadnych komplikacji, poród odbył się niemal dokładnie tak, jak chciałam. Krzyś był przy mnie cały czas, trzymał mnie za ręce, wspierał. Tak dobre porodowe doświadczenie sprawiło, że łatwiej było mi przejść przez trudności połogu – mówi Rafaela. W czasie ciąży chłonęłam wiedzę, starając się jak najlepiej przygotować na to, co miało nadejść. Ale prawda jest taka, że nic nie równa się z tym doświadczeniem. Nic, co można przeczytać, czy dowiedzieć się od innych, nie zbliża się nawet do tego, co czujesz, gdy zostajesz mamą. Siła, którą mają w sobie kobiety, pozwalająca na przyjście dziecka na świat, jest niezwykła – dodaje. Pierwsze spotkanie z Gaią było magiczne – mówi Krzysiek. Gdzieś w środku rodzi się uczucie, które trudno opisać. Myślisz, że jesteś gotowy, ale ono zrównuje cię z ziemią. Rodzi się nowa miłość, miłość ojcowska, której nie można zmierzyć i którą każdy odczuwa inaczej. Wiesz, że to jest w tobie od dawna, choć znasz tego nowego człowieka dosłownie 15 sekund. Ja zwariowałem i myślę, że ten stan będzie się tylko pogłębiał (śmiech).  

WSPÓLNA ODPOWIEDZIALNOŚĆ

Wyzwaniem okazało się karmienie piersią: to doświadczenie wymaga cierpliwości, poświęcenia i wiary. Gdy brakuje mi sił, stawiam się na miejscu Gai, która dopiero przyszła na świat i szuka języka komunikacji z nami. Myślę, że jej jest trudniej. Wiem też, że to wszystko minie. Ta mała dziewczynka rośnie każdego dnia i szybko przyjdzie czas, kiedy nie będzie trzeba jej przytulać. Choć są chwile, kiedy myślę o tym z ulgą, w głębi serca wiem, że będzie mi brakowało bycia tak potrzebną. Czy było coś, co ułatwiło karmienie? Sięgnęłam po sprawdzone i polecane rozwiązania. Regenerujące okłady, niezbędne przy karmieniu wkładki laktacyjne i kompaktowy laktator. Uwielbiam też naszą poduszkę do karmienia w kształcie wieloryba – dodaje Rafaela. Dziś wiem, że karmienie piersią to znacznie więcej niż tylko dobra wola. Wymaga wysiłku, poświęcenia, wytrwałości, a przede wszystkim systemu wsparcia. Kiedy kobieta zostaje matką, cała jej uwaga skupia się na dziecku. Łatwo się w tym zatracić. Posiadanie wokół siebie ludzi, którzy sprawią, że będziemy miały co jeść, mogły wziąć prysznic i trochę odpocząć, jest kluczowe. Lubię karmić Gaię w zaciszu naszej sypialni, zwłaszcza wieczorem przy przyjemnym, ciepłym świetle lampki – chmurki. Leżymy wtedy otulone lekkim jak piórko i delikatnym otulaczem w kolorze śmietanki, a ja myślę o lodach (śmiech). Chciałam, aby ta bliskość, która jest między mną a Gaią, była też udziałem Krzyśka – dodaje Rafaela. Jej drzemki nie były bardzo długie i wpadliśmy kiedyś na pomysł położenia jej na jego klatce piersiowej. Okazało się, że to świetne rozwiązanie i Gaia uwielbia taką pozycję. Zupełnie jak ja, zanim ciążowy brzuch mi to uniemożliwił (śmiech). Nasza dziewczynka lubi też drzemki w wózku. Dzięki wiązanym bonetkom Bebe Bonnet nie muszę się co chwila zatrzymywać i zdejmować jej czapki z oczu, a ona może spać spokojnie.

DZIKOŚĆ SERCA

Nie da się nie zauważyć, że ich dom to mała dżungla. Faktycznie, moja pierwsza myśl odnośnie urządzania mieszkania i kompletowania wyprawki to były zwierzęta! – śmieje się Rafaela. To moja wielka miłość i część mojej natury. Rysunki ze zwierzętami zdobią nasze ściany. Chyba od początku myślałam o motywie safari. Na huśtawce w salonie zawieszona jest karuzela z żyrafami. Zwierzęta są pewnymi symbolami naszego życia, częścią naszej wspólnej historii – stąd wśród zabawek Gai znajduje się Stich – mały kosmita przypominający misia koalę i T-Rexa. W gronie naszych zwierząt jest też szumiący leniwiec nazwany na cześć bohatera bajki – Sid. To jeden z naszych ulubionych elementów wyprawki Gai. I bardzo przydatny! Wprowadza przyjemną, wyciszającą atmosferę, zwłaszcza w porze kąpielowej – śmieje się mama. Mamy też w rodzinie mniej dzikie zwierzęta – kauczukowego króliczka i łabędzia (śmiech). Nie zapominamy też o mieszkających z rodziną kotach: Dalim i Lilo. 

TRYB EKONOMICZNY

Do tematu wyprawki i urządzania naszego mieszkania podeszliśmy w sposób ekonomiczny. Mamy taki plan, aby zostać w Polsce, dopóki Gaia nie skończy pół roku. Wtedy chcemy wybrać się do Brazylii, aby poznała moją rodzinę. Następnie – wrócić do pracy, do Chin. W tym momencie nie wiemy, czy granice będą otwarte, zobaczymy, co przyniosą najbliższe miesiące – mówi Rafaela. W urządzaniu przestrzeni dla Gai i wyborze rzeczy dla niej staramy się podążać za jej potrzebami. Coraz lepiej się znamy, widzimy, co lubi, staramy się tym kierować. Jednak nie chcemy, aby miała dużo, cały czas mamy w głowach to, że wyjedziemy, a mieszkanie wynajmiemy komuś innemu. Dlatego też zwierzęce motywy na ścianach, które sama zrobiłam, są powieszone w formie łatwych do zdjęcia obrazów. Gaia skończyła 3 miesiące i stała się ciekawym świata dzieckiem – mówi Krzysiek. Mamy taki zwyczaj, że po zmianie pieluchy, kiedy ona jeszcze leży na przewijaku na miękkim kocyku, rozmawiamy ze sobą lub bawimy się w „A kuku!”, korzystając z bambusowych pieluszek. Gaia jest bardzo gadatliwa i wydaje mnóstwo dźwięków. Nasz czas razem staje się coraz ciekawszy, właśnie weszliśmy w fazę kart kontrastowych. Są bardzo fajne! Oprócz zabawy, ćwiczymy także wzrok i wzmacniamy mięśnie szyi. Wiem, że powinienem śpiewać o tym, co Gaia na nich widzi, ale nad tym muszę jeszcze popracować (śmiech). Hitem naszej wyprawki jest też mata do zabawy. Mamy aż dwie – jedną z przymocowanymi zabawkami, którymi Gaia jest coraz bardziej zainteresowana, a drugą samą, w jelonki, która jest duża i możemy być na niej razem. Bawimy się piłką sensoryczną, którą Gaia zaczyna chwytać. Przyszedł też czas na pierwsze gryzaki, chyba najlepiej w małe rączki wpasowuje się niebieska małpka – dodaje tata. 

CO SIĘ SPRAWDZA?

Moim odkryciem i top one w wyprawce Gai są pieluchy wielorazowe – opowiada Rafaela. Kiedy dowiedziałam się, że rocznie zużywa się prawie 3000 jednorazowych pieluch, chciałam znaleźć rozwiązanie, które nie będzie aż tak obciążające dla środowiska. I udało się! Choć początkowo materiałowe pieluchy kojarzyły mi się z czasami naszych mam i babć, toną prania i składaniem trudnym niczym sztuka origami, okazało się, że jestem w błędzie. Nowoczesne rozwiązania są bardzo wygodne, a pieluchy urocze! Miałam okazję używać pieluszek Rasppies, Minki Binki oraz Blümchen Stoffwindeln. Mam wrażenie, że w ciągu dnia Gai jest w nich dużo wygodniej. Jedynie na noc stosujemy pampersy. Dzięki pieluchom materiałowym, które nie podrażniają skóry dziecka, udało się nam też ograniczyć kosmetyki do minimum. Wybór naturalnych kosmetyków na rynku jest ogromny. Ja polubiłam dziecięcą linię duńskiej marki SoKind. Ważne jest dla mnie to, że kosmetyki są wegańskie – dodaje. Stosujemy je podczas kąpieli, z którymi też związana jest pewna historia. Gaia bardzo źle zareagowała na pierwsze próby wykąpania jej w wanience i w zlewie. Pomyślałam wtedy, czemu by nie spróbować wspólnego prysznica? Ja wprost uwielbiam prysznice. Są moim lekarstwem na stres i smutki. W ciąży brałam je bardzo często i opowiadałam wtedy Gai, jak bardzo lubię ciepłą wodę. Kto wie, może dała się przekonać, tylko nie wiedziała, jak nam to przekazać (śmiech). Teraz kąpiele są czystą przyjemnością – albo ja, albo Krzyś trzymamy ją w ramionach, a ona czuje się bezpiecznie i jest szczęśliwa. Po kąpieli otulamy ją mięciutkim ręcznikiemDużą wagę przykładam też do tego, co nosi Gaia i czym ją przykrywam. Uwielbiam miękkość bawełnianych ubranek i kocyków od miniloom. Obok wspomnianego już pajacyka, mamy też body, w którym Gaia wygląda zachwycająco – mówi mama.  Na początku naszej rodzicielskiej przygody świetnie sprawdziła się nam też chusta, której używaliśmy od pierwszych dni. To był nasz czas kontaktu skóra do skóry. Kiedy nadeszła wiosna, zrobiło się nam jednak w niej za gorąco. 

RADOŚĆ ŻYCIA

Brazylijską tradycją jest celebrowanie każdego miesiąca życia dziecka, aż do ukończenia przez nie roku. Rafaela i Krzysiek podchodzą do tematu na poważnie i solidnie się przygotowują. Miesięcznice zazwyczaj są tematyczne. Rodzice mogą wtedy zaszaleć, bo kiedy dziecko jest starsze i bardziej świadome, to ono decyduje o motywie przewodnim przyjęcia. I jeśli życzy sobie księżniczki, to księżniczki muszą być (śmiech). Przynajmniej przez ten rok my możemy wymyślać tematy – stwierdzają rodzice. Szukanie pomysłów i przygotowywanie przyjęcia to dla nich świetna zabawa. Pierwsza impreza była owocowa. Pomysł zawdzięczamy body w gruszki, które było jednym z moich ulubionych pierwszych ubranek Gai – mówi Rafaela. Druga miesięcznica nawiązywała do nocy świętojańskiej. Festa Junina to jedno z najbardziej hucznie obchodzonych świąt w Brazylii. To święto zbiorów, nawiązujące do wiejskiego stylu życia i pełne folkloru. Trzecia natomiast była piknikiem misiów. Z powodu deszczu piknik odbył się w domu, ale nie zabrakło na nim pierwszego w życiu Rafaeli samodzielnie upieczonego tortu! Zaczęliśmy szukać motywu nawiązującego do polskiej kultury. Na razie prowadzą pierogi – śmieje się Krzysiek. Stosunek do świętowania odzwierciedla ich stosunek do życia. Ta rodzina potrafi się nim cieszyć. Czujemy wielką radość z tego, że mamy przerwę od pracy i możemy wspólnie cieszyć się pierwszym rokiem rodzicielstwa. Ja świętowanie mam we krwi – mówi Rafaela. W Brazylii celebrujemy wszystko i cieszymy się życiem. Dlatego kilka dni przed każdą miesięcznicą Gai wycinamy dekoracje i szykujemy się na nadchodzący wielki dzień. Pamiętam z mojego dzieciństwa, jak mama robiła takie rzeczy dla nas. W domu miała troje dzieci, więc nie mogła rozpocząć przygotowań, zanim nie poszliśmy spać. A kiedy tylko nas położyła, piekła ciasto. Zdarzało się, że obudziłam się w nocy i pomagałam jej w przygotowaniach. To wspaniałe wspomnienia – opowiada. Krzyś dał się wciągnąć w świętowanie. Przygotowujemy wszystko razem, a na końcu cieszymy się ze wspólnego, pamiątkowego zdjęcia. Gaia nie będzie pamiętała tych pierwszych miesięcy, ale pokażemy jej zdjęcia. Z pomocą w przygotowaniach za dnia przyszedł nam bujak Lulaj od moKee, w którym Gaia może spędzić chwilę, podczas gdy my robimy coś w kuchni. Może nas obserwować i tym samym uczestniczyć w tym, co się dzieje – cieszy się Rafaela. 

ODKRYWAĆ ŚWIAT NA NOWO

Poczucie, że mogę jej teraz dać 100% siebie, jest wspaniałe – mówi Rafaela. Mam czas, aby próbować codziennie różnych rzeczy, aby poznawać ją coraz lepiej. I nie zrażać się, bo sytuacje takie jak szukanie sposobu na dłuższe drzemki czy problemy z kąpaniem pokazują, że z małym dzieckiem nie ma nic stałego. Wszystko może się zmienić każdego dnia. Teraz odkrywamy z Gaią nową rzeczywistość, znamy się coraz lepiej – mówi mama. Cały mój świat zatrzymuje się na chwilę, kiedy widzę tę bezzębną dziewczynkę pokazującą mi, jakim jest szczęśliwym dzieckiem. To zdecydowanie moja ulubiona zmiana z ostatniego wspólnego miesiąca – fakt, że Gaia zaczęła się z nami kontaktować, wydając odgłosy, próbując się wyrazić. Śmieje się, wpatrując się w tapetę z safari na przewijaku, wykazuje zainteresowanie otaczającymi ją przedmiotami, odkrywa, że może coraz więcej zobaczyć, przekładając główkę na prawo i lewo! To niesamowite! – cieszy się Rafaela. Nasza największa radość to odkrywanie świata na nowo jej oczami – dodaje Krzysiek. Dzięki niej odczuwam wszystko mocniej Z podarowanego nam pingwinka cieszyłam się jak dziecko, bo pingwiny to moje ulubione zwierzęta! – dodaje Rafaela. Mam ich kilka w całym domu! (śmiech). Ten największy jest częstym towarzyszem Gai. Kiedy leży w kokonie, okryta swoim kocykiem – ja najczęściej wybieram dla niej taki leciutki z pięknym haftowanym brzegiem – on czuwa obok – dodaje mama.

Rodzice zgodnie podkreślają, że czekają na wspólną przyszłość. I choć na razie nie ma nic pewnego, nie martwią się o to, co będzie. Mimo wszystkich zawirowań ten rok jest dla nas dobry i na pewno ciekawy. Udało się nam znaleźć mieszkanie w Cieszynie, czujemy się tu dobrze i możemy przeżywać ten czas razem, w pełni skupieni na Gai – mówi Krzysiek. Nie każdy ma taki komfort, doceniamy to, co mamy teraz. Myślę, że niezależnie od tego, co będzie, będzie dobrze. Mamy w końcu za sobą przeprowadzkę z innego kontynentu, w trakcie pandemii i w środku Chińskiego Nowego Roku. To pokazało nam, że wszystko jest możliwe. 

* 

Dziękujemy Rafaeli i Krzyśkowi za spotkanie! 

W wyprawce Gai znalazły się:

Zajrzyjcie do pozostałych odsłon cyklu Moja wyprawka. 

Artykuł powstał we współpracy z markami: Bebe Bonnet, BBTB, Cuddle Dreams, Kubini Kids Concept Store, Maylily, miniloom, moKee, The Little Heaven.  

Trzy zdjęcia z miesięcznic są z archiwum prywatnego bohaterów.

Dodaj komentarz