kemping wakacje z dzieckiem współpraca reklmowa

Wszystko o kempingu z dziećmi. Jak zorganizować wakacje życia?

Okiem mamy

Wszystko o kempingu z dziećmi. Jak zorganizować wakacje życia?
Ewa Przedpełska

Wyjazd pod namiot z dziećmi może być kwintesencją wakacyjnego relaksu na łonie natury. Da się to zrobić, nawet z trójką dzieci i bez pomocy drugiego dorosłego. Warunki konieczne – solidne przygotowanie, kilka niezbędnych sprzętów i otwartość na przygody.

Moje doświadczenie z kempingami, tak jak w przypadku wielu innych fanów tego typu wypoczynku, rozpoczęło się w dzieciństwie. Jako dziewczynka kilkakrotnie miałam okazję spać w namiocie – na kajakowym spływie, na tradycyjnym kempingu nad morzem i na dziko na Mazurach. Zapamiętałam te pobyty jako prawdziwą przygodę, niemożliwy do zastąpienia kontakt z naturą.

Zawsze chciałam dać swoim dzieciom to doświadczenie, ale długo bałam się, że się nie uda. Co z myciem, usypianiem, komarami? Co z toaletą? Co ze spaniem na chłodnej i czasem wilgotnej ziemi? Co jeśli pogoda nawali? Nie było sprzętu, nie było woli, by go zakupić i wybrać się pod namiot. Wreszcie, gdy najmłodszy syn skończył trzy lata, a w szafie przypadkowo znalazłam stary namiot festiwalowy, odważyłam się wyjechać sama z dziećmi na kemping. Najpierw na jedną noc, potem na tydzień. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie ograniczyć wakacji jedynie do pobytu w hotelu czy agroturystyce. I chyba już dokładnie wiem, co sprawia, że ludzie boją się spróbować nocowania w namiocie z dziećmi. Posłuchajcie – nie warto czekać! Jeśli nie spróbujecie, nigdy nie dowiecie się, czy życie kempingowca jest dla was.

Startuję z omówieniem najbardziej nurtujących zagadnień wokół spania pod namiotem: od materacy i gotowania, po komary i zabawę. Sprawdźcie, jak się przygotować, co zabrać, jak wybierać sprzęt. W sesji znajdziecie mnóstwo inspiracji i wartościowych poleceń, które rodzinnie przetestowałam już na dwóch wyjazdach.

Wyprawa to jest zabawa

Traktuję nasze pakowanie jak element wakacji. Kiedyś to był dla mnie stres i walka z własną sklerozą, dziś po prostu odpuszczam, bo wiem, że nawet jeżeli czegoś zapomnę, załatwię to bez problemu w pierwszym lepszym sklepie po drodze.

Na kemping na pewno warto spakować wszystkie tekstylia (śpiwory, koce, poduszki, ręczniki) w lekkie plastikowe torby. Dawniej wybierałam duże otwarte worki typu „z IKEA”, obecnie preferuję zamykane na suwak, takie jak ogromna prostopadłościenna torba jumbo bag Rex London. Można w nią włożyć wszystko, nawet ukochany kocyk i pluszaki dzieci, jest bardzo wygodna i co ważne – zamykana.

Na podróż i etap rozpakowywania polecam zabrać – nie tylko, jeśli jesteście na kempingu, ale generalnie w podróży – termiczną torbę/cooler marki Packit. W całości wkłada się ją do zamrażarki, gdyż jej ścianki są wypełnione specjalnym żelem. Również termiczny plecak od Lassig sprawdzi się jako przechowalnia na kanapki. Ty się rozpakowujesz i rozkładasz namiot, a dzieci mogą się częstować chłodnymi napojami i świeżymi kanapkami. Sprytne, prawda?

Tym, co zawsze pakuję na kempingi, jest też oświetlenie LED do namiotu i samochodu – przydatne nie tylko, gdy się śpi na dziko bez elektryczności – oraz materace dla dzieci. Dawniej używaliśmy piankowego, który zajmował mnóstwo miejsca, dziś jego rolę przejęły kompaktowe i superwygodne CloudSleepery z pompką od Stokke (więcej o spaniu, oświetleniu i materacach znajdziesz w akapicie „Dobranoc”). Teraz wspomnę tylko, że jestem fanką tego, jak mało miejsca zajmują materace Stokke CloudSleeper po spakowaniu. To de facto małe torebeczki, które dziecko samo może zanieść do namiotu czy auta. Dobrze widać to na naszych zdjęciach.

Nasz polowy dom

Zastanawia was namiot z naszej sesji? Widywaliśmy dawniej takie cuda u innych ludzi i patrzyliśmy na nie z podziwem. Dobrze oświetlony przedsionek, który pozwala jeść „jak na zewnątrz” nawet gdy pada, ogromna przestrzeń, przegródki w ścianach, wentylacja, zaciemniana sypialnia… kuszące te kempingowe luksusy, a ich twórcą jest ekspert od outdooru, czyli amerykańska marka Coleman.

Jak wiadomo Amerykanie przodują od wieków w tematach takich jak trekking, scouting, turystyka górska i akcesoria kempingowe. USA to ojczyzna hippisów, obieżyświatów i miłośników natury – dlatego mam ogromne zaufanie do wszystkiego co amerykańskie w kwestii turystyki.

Rok temu na kempingu w Beskidach poznałam parę z Krakowa – ze wzruszeniem pokazywali mi swoje naczynia kempingowe przywiezione z USA z podróży poślubnej. Wciąż jak nowe! Amerykanie przodują też w rozmiarach XXL – dosłownie. Mleko i benzynę sprzedają w wielkich kanistrach na galony, a ich auta są wyjątkowo przestronne (wiem coś o tym, bo jeżdżę 7-osobowym amerykańskim vanem). Duże rodzinne namioty to także kwintesencja amerykańskiej wygody i model Meadowood 4L Coleman jest tego namacalnym dowodem.

Na zdjęciach: Namiot Meadowood 4L Coleman, Lodówka turystyczna Coleman, bluzy dla mamy i córki Hibiscus od Yellow Meadow, lampka na baterie Colemanlornetka Navir/ Mokopico, ręcznik turecki wielofunkcyjny Osushka/Pandawanda, naczynia silikonowe Baby & Travel, zestawy naczyń dla dzieci Lassig w trzech kolorach, krzesło turystyczne Coleman, gra towarzyska Dobble wodoodporne od Rebel, świeca włóczykija odstraszająca owady Klaudyna Hebda

Komu poleciłabym ten model namiotu? To zdecydowanie ogromny polowy dom dla dużej rodziny jak nasza. Nie wrzucisz go do plecaka, nie rozłożysz samemu w 10 minut, choć jak na takiego giganta, rozkłada się intuicyjnie i zaskakująco łatwo (mnie udało się to zrobić w pół godziny z pomocą kilkulatków). To namiot zdecydowanie stacjonarny, idealny na długie wakacjowanie w jednym miejscu. Kto ma potrzebę większej mobilności i chce innego typu namiot – polecam przejrzeć ofertę Colemana, która obejmuje ponad 60 modeli, przy czym ich „dwójki” i „trójki” od lat wygrywają rankingi na turystycznych blogach i w outdoorowych sklepach.

W testowanym przez nas Meadowood 4L moją uwagę zwróciła podłoga, która ogranicza zawilgocenie i przedostawanie się mrówek i innych owadów. Idealny jest też kanał Colemana na YouTube, dzięki któremu nie trzeba czytać instrukcji – wszystko, co musicie wiedzieć na temat obsługi namiotu, jest pokazane na minutowym filmiku.

Gotowanie w lesie

Jedzenie przy dzieciach – rzecz najważniejsza. Dlatego trochę żałuję, że nie jeździłam na kempingi, gdy moje maluchy miały kilka miesięcy i jadły mleko oraz musy ze słoiczków. Czego się bałam? Nie wiem, ale dziś serwowanie posiłku dla pięciu osób (gdy jest z nami mój mąż) lub dla czterech (gdy jeżdżę sama z dziećmi) mnie niekiedy przerasta. Z tego względu stawiam na proteinowe, szybkie posiłki. Sama jestem fleksitarianką z tendencją do unikania mięsa, ale jeśli moje dzieci nie spożyją 200 g zwierzęcego białka dziennie, czują się zdecydowanie nieswojo.

Wozimy więc ze sobą słoiki i puszki, te domowe i te kupowane. Polecam ten sposób każdej zajętej czy nieprzepadającej za gotowaniem mamie: na kempingu wystarczy wtedy tylko ugotować makaron lub ryż, odgrzać sos, i danie mamy gotowe w kilka minut. Brudzimy tylko dwa naczynia, wszystko załatwia się raz-dwa.

Od dawna do tego celu używamy kuchenek gazowych, które mają tę przewagę nad butlami, że posiadają zwykle dwa palniki. Model kuchenki Campingaz na której gotowaliśmy – Camping Cook CV – jest idealny na dłuższe wakacyjne pobyty dla początkujących. Podłącza się go za pomocą kliknięcia, a w zestawie jest butla gazowa, która starcza na dłużej. Kuchenka jest bezpieczna, zajmuje niewiele miejsca. Warto też zaopatrzyć się w zestaw turystycznych garnków – drobiazg, który jednak pomaga oszczędzić miejsce i mobilizować się do kulinarnej kreatywności, a co za tym idzie – ekologii. Mniej brudnych naczyń to mniejsze zużycie wody!

Psst… Polecam zabrać na kemping także fartuch. Przydaje się na grilla czy właśnie podczas gotowania, gdy nie chcemy pobrudzić ulubionych ubrań. Ja na zdjęciach miałam na sobie moją ulubioną obecnie bluzę z bawełny i elastanu od Yellow Meadow, taką samą jak moja córka. Jeśli nie znacie jeszcze ich ubrań dla dziewczynek, koniecznie kliknijcie tutaj!

Wracamy do gotowania al fresco. Chłodziarka elektryczna Powerbox Plus marki Campingaz zmienia perspektywę o 180 stopni, bo pozwala na zabranie na kemping świeżego mięsa czy ryb – obniża temperaturę w stosunku do otoczenia o 18 stopni! Taka opcja jest super, gdy mamy dość jedzenia gotowych dań. Dzięki Campingaz przyrządziłam więc dzieciom ich ulubiony makaron z łososiem. Bez chłodziarki Powerbox nie byłoby to możliwe.

Warto wspomnieć, że kuchenka gazowa Camping Cook CV, o ile mamy stabilne i niełatwopalne podłoże, może stać bezpośrednio na ziemi. Ale wygodniej jest na stoliku – wystarczy tylko rozłożyć go w wersji z dłuższymi nóżkami (to ten sam, którego używamy jako stół do gier, zabaw i posiłków), wyjąć wcześniej przygotowane jedzenie z turystycznej chłodziarki i rozpoczynamy nasze outdoorowe gotowanie.

Smacznego, kempingowcy!

Wydawanie posiłku dla czterech osób może być szybkie i sprawne, jeśli odpowiednio się przygotujemy. Każde z moich dzieci ma swój zestaw naczynek (łatwo zapamiętać po kolorach) od marki Lassig. Są z tworzywa, a więc nietłukące. Do tego korzystamy z silikonowych talerzy na owoce, pieczywo czy przekąski ze sklepu Baby & Travel. Od razu je pokochałam, ponieważ są  świetne nie tylko na kempingi – można je myć w zmywarce, a nawet podgrzewać w nich w piekarniku do 220oC! Jemy na stoliczku Coleman na którym gotowaliśmy, ustawionym na niski poziom – tak jest łatwiej z małymi dziećmi.

Brudne naczynia wkładamy do silikonowej miednicy i – w zależności od tego, gdzie aktualnie przebywamy – niesiemy je albo do turystycznej umywalni, albo do… rzeki czy jeziora, gdzie po wytarciu resztek trawą myjemy je w ekologiczny sposób, za pomocą jednego genialnego produktu – ekopłynu Dr Bronner’s. Trudno uwierzyć, ale ten płyn nadaje się nie tylko do mycia naczyń, ale też do prania, mycia naszego ciała i żywności! (więcej na ten temat przeczytacie w akapicie „Wieczorna toaleta”). Naczynia czyszczę za pomocą biodegradowalnych myjek (idealne zwłaszcza na kempingu na dziko – można je zakopać bez szkody dla środowiska!). Do osuszania naczyń używam wielofunkcyjnych ręczników  Pandawanda – mogą być także ściereczkami do wycierania rąk czy buzi, oraz zastępować rękawice kuchenne podczas gotowania.

Ochronne ABC

Nie przepadam za słowem „apteczka”, bo kojarzy mi się z jakąś sytuacją wymagającą pomocy medycznej. Choroby to u nas rzadkość, ale nierozsądnym byłoby wybierać się na kemping bez zestawu niezbędnych lekarstw. Pompka do wysysania jadu, substancje odkażające, podstawowe leki (dla mnie przeciwbólowe, dla dzieci na ból brzucha), to moje minimum.

Dorzucam jeszcze zestaw kolorowych plastrów – w tym roku u nas na topie są urocze pieski od Rex London ze sklepu Baby & Travel (zdaniem moich dzieci w byle jakim plastrze się nie chodzi, proszę Państwa!). Zawsze pakuję też nasiona pałki wodnej zebranej nad wodą (domowy sposób na oparzenia – wystarczy obłożyć oparzone miejsce puszkiem z pałki i obwiązać bandażem, skuteczność sprawdzona na niezliczonych ogniskach i plenerowych imprezach z ogniem).

W tym roku do naszej apteczki dołączają jeszcze trzy produkty od Klaudyny Hebdy, a mianowicie olejek odstraszający owady, żel łagodzący ukąszenia owadów i żel na oparzenia słoneczne. Te dwa ostatnie to nowości, które dopiero niedawno mieliśmy okazję testować podczas wycieczki na Lubelszczyznę, i wyznam, że od razu zostałam ich fanką.

Na zdjęciach: plastry opatrunkowe Rex London, olejek odstraszający owady Klaudyna Hebda, żel łagodzący ukąszenia owadów Klaudyna Hebda i żel na oparzenia słoneczne Klaudyna Hebda. Zajrzyjcie też na tę stronę, by zobaczyć promocyjne zestawy.

Żel na oparzenia świetnie koi, pięknie pachnie rumiankiem i ma rewelacyjną, nieco żelową konsystencję – bezcenne, gdy dzieci nie cierpią smarowania. Buteleczka jest mała, co też sobie chwalę – nie lubię kupować kosmetyków, których używa się tylko przez dwa miesiące w roku w ogromnych tubach, by potem stały i czekały na półce na wyrzucenie. Żel Klaudyny został przetestowany na jednym dziecku, które zbyt szybko zmyło z siebie ochronny krem i trochę za bardzo złapało czerwcowe słońce. Preparat łagodzący ukąszenia testowaliśmy na bąblach po meszkach – również całkiem skuteczny i co ważne – naturalny, bez chemii, pochodzący z polskiej, ziołowej manufaktury. Polecam całą zakładkę „wakacyjna apteczka” na stronie Klaudyny.

Wyjście w naturę

Kemping to nie tylko sposób na tanie wakacje i poczucie wolności. To przede wszystkim kontakt z naturą! Moje dzieci za każdym razem, gdy tak podróżujemy, udają się na przyrodnicze wyprawy. Raz na drugi koniec kempingu, raz na brzeg jeziora, raz do lasu – liczy się to, że bawią się jak w mitycznym Bullerbyn, trochę bez kontroli dorosłego. Za to zdobywają sprawności, uczą się obcowania z przyrodą, poznają owady i zwierzęta.

Tym, co jest niezbędne dla ich bezpiecznego funkcjonowania podczas takich zabaw, jest zakryte obuwie – używamy wygodnych, zapinanych na rzepy trampków od Mrugała w kolorze szarym i zielonym, w które od lat zaopatrujemy się w sklepie KokoLeti (warto zerknąć na całą ofertę wakacyjną obuwia dziecięcego tutaj).

Nie ma wyjścia na wycieczkę bez wspomnianych w poprzednim akapicie preparatów na komary i kleszcze, nakryć głowy i prowiantu. Zwykle dzieci dostają ode mnie wodę w bidonie, owoce i kanapki w termicznym plecaczku, bo o to na kempingu najłatwiej. Z „pomocy edukacyjnych” zwykle dzieci mają podbierak na ryby i żaby, a także lornetkę. Ta nowa, marki Navir ze sklepu Mokopico, skradła nasze serce – nie sposób jej zgubić w zielonym gąszczu przez ten wyjątkowy kolor!

Czas zabawy

Co mogą robić dzieci na kempingu? Po pierwsze – uczestniczyć w obozowym życiu, rozstawianiu namiotu, gotowaniu, zmywaniu. Po drugie – robić wycieczki przyrodnicze. A po trzecie… bawić się! Nie ma to jak gry outdoorowe i planszówki na kocu!

U nas na pierwszy ogień idą hity z Mokopico: rzutki magnetyczne (całkowicie bezpieczne dla dzieci), łuk, z którego celuje się do drewnianych jabłek, a dla młodszego Kazika – paletki „rzucaj i łap”. Takie gry gwarantują porcję ruchu, dzięki czemu spożytkowana zostanie energia dzieci.

Jedynym, o czym muszę pamietać, to to, by dzieci się nie przegrzały – bywa, że bawią się w samych kąpielówkach i sandałach. Nasze ulubione letnie buty to aktualnie niesamowicie wygodne sandałki Primigi, które wybrałam ze względu na ortopedyczne walory, naturalną skórę, oraz to, że dzieci mogą je same ekspresowo zdejmować i zakładać z powrotem.

Popołudniami podsuwam dzieciom wyciszające gry, czyli planszówki i gry zręcznościowe wymagające koncentracji, jak łowienie drewnianych krabów. Warto przeczytać instrukcję, bo zasady wcale nie są takie oczywiste!

Zakochaliśmy się w wodoodpornym Dobble, które ma proste zasady zrozumiałe dla dzieci w każdym niemal wieku. Wodoodporne karty i siatka do przechowywania z pewnością sprawdzą się na plaży czy nad basenem. Natomiast łamigłówki „Zmiana toru”, również marki Rebel, to w pewnym sensie dodatek do kultowej gry „Wsiąść do pociągu”, wymagający logicznego myślenia i koncentracji. Łamigłówki z tej serii są idealne dla bystrych przedszkolaków-starszaków i dzieci szkolnych. Bardzo wciągające!

Popołudniowy relaks

Ważny, jeśli nie niezbędny dla mnie element udanych wakacji – także na kempingu – to chwila na słodkie dolce far niente. Mam na myśli ten moment, gdy magicznym sposobem dzieci siedzą spokojnie na kocu, czytają lub grają w planszówki, a ja zapalam świecę i mogę się czegoś w spokoju napić. Rano jest to oczywiście kawa, a wieczorami – napój z lodem, który wyjmuję z chłodziarki Coleman – trzyma lód do dwóch dni, a dodatkowo można ładować ją do samochodowej zapalniczki, przy czym specjalny system ochrony akumulatora nie pozwoli się mu rozładować całkowicie. Dzięki pojemności 36 litrów spokojnie zmieści się w niej mnóstwo butelek z napojami, mlekiem, nabiałem – czym tylko chcecie.

Możliwość zrobienia napoju z lodem to dla mnie drobna rzecz, która cieszy. A gdy nie mam czasu pić – przelewam napój do termicznej butelki, na potem. Ostatnio używam tej od marki Dopper z Pandawanda – odkręcany kieliszek jest naprawdę praktyczny!

Wieczorna toaleta all in 1

Na cywilizowanych kempingach nie ma żadnego problemu – po prostu idziesz do łazienki, bierzesz prysznic, myjesz zęby. Co innego na dziko – wtedy bywa, że niezbędny jest prysznic turystyczny z pompką, albo kąpiel w jeziorze. Warto mieć ze sobą ekologiczne wielofunkcyjne mydło, dzięki któremu szybko umyjesz całe ciało jednym kosmetykiem, bez szkody dla środowiska. Ostatnio używaliśmy mydła Dr Bonners, które zawiera naturalne olejki. Nie uwierzycie jakie ma zastosowanie: można nim myć twarz, włosy i ciało, ale także zęby! Dr Bonners umyje jeszcze owoce i warzywa, a nawet naczynia! Można w nim robić w nim nawet delikatne pranie… Czy to nie fantastyczne zastosowanie zasady „All in 1”?

Do wycierania ciała służy nam wielofunkcyjny ręcznik Osushka. To ten sam, którego używamy także jako lekkiego kocyka, czy podłoża do grania w gry planszowe. Uniwersalne produkty 3 w 1 to coś co się bardzo sprawdza w podróży i na kempingu! Osushki można kupić w naszym ulubionym sklepie ekologicznym  Pandawanda. Jako jedni z nielicznych posiadają dużą ofertę biodegradowalnych produktów, w tym mydeł Dr Bonnersa, również w kostce.

Na zdjęciach: ręcznik wielofunkcyjny Osushka od Pandawanda, mydło all in 1 Dr Bonners z Pandawanda, szczoteczka soniczna marki Bbluv z Baby & Travel, ręczniki wielorazowe Pandawanda

Co do mycia zębów – niezwykle przydatnym gadżetem jest szczoteczka soniczna dla dzieci Bbluv. Niby jest dla niemowląt, ale u mnie korzysta z niej cała trójka. Zasilana baterią, poręczna, trudną ją wypuścić z rąk dzięki grubej, silikonowej rączce. Najważniejsza funkcja tej szczoteczki oprócz sonicznych wibracji? Lampka LED! Dzięki niej nawet w mroku namiotu można dojrzeć zakamarki buzi i wyczyścić zęby do czysta. Szorowanie zębów zmienia się w fajną zabawę! Szczoteczkę kupicie w sklepie Baby & Travel, który oferuje wiele innych sprytnych gadżetów dla podróżujących rodziców, jak np. jednorazowe nocniki, pianki odkażające, akcesoria do auta.

Dobranoc

Noc, największe kempingowe wyzwanie – tak przynajmniej wydawało się mnie, dopóki nie spróbowałam. Wbrew pozorom świeże powietrze, i delikatne bodźce pochodzące z natury potrafią dzieci przed snem skutecznie wyciszyć. Jeśli chcecie przygotować się na wspólną noc pod namiotem – przydatna może być książka „Pucio na wakacjach”.

Z praktycznych informacji – kluczowy jest oczywiście namiot, o którym pisałam wcześniej. Przypominam, że ten model Colemana posiada system tzw. blackout czyli pokoje z tkaniny która całkowicie blokuje promienie słońca. Pozwala to utrzymać temperaturę o 2 stopnie niższą w dzień i o 1 stopień wyższą w nocy! Nie mówiąc o tym, że łatwiej się śpi gdy słońce nie budzi nas o wschodzie. Dla dzieci blackout room wraz z gwarancją nieprzepuszczalności 98% promieni słonecznych może być ciut zbyt ciemny… stąd warto pomyśleć przed snem o lampce LED.

Tegorocznym odkryciem jest mała sówka od Bbluv, która mieni się kolorami zmienianymi za pomocą pilota (choć by ją uruchomić wystarczy puknięcie dziecięcą rączką). Genialna, wyciszająca zabawa, i zarazem mały oswajacz namiotowej przestrzeni. W dodatku silikon z którego jest wykonana lampka można zdjąć i umyć! U nas to zdecydowany hit, nie tylko kempingów, ale także podczas zabaw w domek, czy nocowanek u kolegów. Lampek oczywiście potrzeba więcej, jak to w dużej rodzinie. Używamy też owadobójczej Moskito Bbluv z funkcją „łapania” owadów, także z Baby & Travel – więcej o niej znajdziecie na końcu artykułu.

Na zdjęciach: Dmuchane łóżeczko dziecięce CloudSleeper™ JetKids™ Stokke®, materac dwuosobowy Coleman, przenośna lampka nocna Hibü, Bblüv, lampka LED Coleman.

Bardzo ważne są też materace. Nie tylko ze względu na komfort spania, ale też pompowania. Napełnianie łóżek turystycznych powietrzem bywa zmorą. Testowaliśmy dwuosobowy materac Coleman dla dorosłych, który ma przydatną funkcję pompowania jedynie połowy (czyli coś na kempingi w różnym składzie i konfiguracji spania). Jest solidny i komfortowy, a materiał wydaje się naprawdę niezniszczalny.

Młodsze dzieci usypiam na materacykach, czy raczej dmuchanych podróżnych łóżeczkach Stokke Jet Kids CloudSleeper, które od niedawna są naszym absolutnym faworytem. Używamy ich nie tylko na kempingu, ale też podczas nocowania w naszym aucie (sic!) i w hotelach.

Są wygodną alternatywą dla topornych łóżeczek turystycznych. Pompuje się je stopą lub dłońmi, poprzez wbudowaną pompkę – trwa to około minuty. Napompowany materacyk jest jak przytulne gniazdko, dziecko nie zsuwa się z niego dzięki wgłębieniu, materiał nie szeleści. Na dodatek pokrowiec można zdjąć do prania, a rysunki i instrukcja umieszczone na nim od spodu ułatwiają nawet największym technicznym ignorantom wypuszczenie powietrza i spakowanie CloudSleepera w kilka minut do poręcznej torebki. Jednak szwedzki design to jest to! Polecamy zdecydowanie, dla dzieci od 3 rż, choć moim zdaniem i duże dwulatki powinny ten produkt polubić.

Nie tylko camping, czyli: spanie w vanie, działka, piknik…

Nasze krótkie, acz intensywne doświadczenie z kempingowaniem, pokazuje, że naprawdę wiele zależy od nastawienia. Nie znam wielu kobiet, które same decydują się na wyjazdy tego typu z dziećmi – ja mój pierwszy zaliczyłam, gdy młodszy syn miał 3 lata. Od tamtej pory jedyne co się zmieniło, to że dzieci są bardziej samodzielne, odporne na przeciwności losu, a ja – lepiej przygotowana. Choć nasz pierwszy wyjazd odbył się w starym festiwalowym namiocie, pod kołdrami z domu i na karimatach za 15 zł – dziś wiemy już co zrobić, by podróż i wypoczynek blisko natury był wygodny.

Przyjacielem całej rodziny po ostatnim wyjeździe na farmę z krowami i końmi została lampka owadobójcza Bbluv którą zasila się na USB. Najpierw byłam wobec niej sceptyczna, ale okazało się, że nic lepiej nie wyłapuje komarów i much! Dzieci wręcz kochają czaić się z lampką na owady, by je w ten sposób łapać. To jeden z wielu gadżetów z naszej dzisiejszej sesji, który przydaje się nie tylko na kempingach i w kamperach. Wiele rzeczy które dziś wam pokazałam sprawdzi się też na mikrowyprawach, spacerach do lasu, czy odwiedzinach na działce, czy nawet w domu – tak jak właśnie lampka owadobójcza. Dmuchane łóżeczko Stokke można zabrać jadąc do babci, żeby dziecko miało tam komfortową drzemkę. Bidony i plecaki są w sam raz na wycieczki w przedszkolu. Produkty kosmetyczne i do mycia – sprawdzą się na co dzień także w parkach i na placach zabaw. Mam nadzieję, że choć odrobinę zachęciłam was do wyruszenia w Polskę czy nawet – za jej granicę – i zanocowania gdzieś pod gwiazdami. Pamiętajcie: nie warto czekać, aż dzieci będą duże.

Dajcie znać w komentarzach, czy macie jakieś pytania o produkty, czy samo podróżowanie na kempingach. Chętnie odpowiem.

Życzę wszystkim udanych wakacji!

*

Materiał powstał we współpracy z markami: Baby & Travel, Coleman, Campingaz, Klaudyna Hebda, KokoLeti, Lassig, Mokopico, Pandawanda, Rebel, Stokke i Yellow Meadow.

Dodaj komentarz