Matka Ziemia pielęgnacja współpraca reklamowa

Weleda Matka Ziemia. Dlaczego warto czytać etykiety kosmetyków?

Rozmowa z ekspertką Agnieszką Pocztarską z „Czytamy etykiety” + konkurs dla Was

Weleda Matka Ziemia. Dlaczego warto czytać etykiety kosmetyków?
Marta Więcek, Materiały Prasowe

Kosmetyki naturalne, czyli jakie? Jak odróżnić ważne informacje na kosmetycznych opakowaniach od marketingu, jak rozwikłać składy, i czym są certyfikaty kosmetyczne, wyjaśnia Agnieszka Pocztarska z „Czytamy Etykiety”.

Rynek kosmetyków naturalnych stale rośnie, do 2050 roku ma stanowić jego większość. Ich popularność nie dziwi – nie dość, że chronimy w ten sposób swoje zdrowie, to jeszcze  możemy mieć pewność, że produkty których używamy zostały stworzone z szacunkiem do planety, że produkcja składników była organiczna, wielokrotnie nawet wsparła bioróżnorodość, a opakowania i mikroplastik z tubek i peelingów nie zaśmiecą oceanów. Tylko no właśnie – czy możemy być tego pewni?

W ramach naszego cyklu Matka Ziemia, który powstaje w partnerstwie z marką produkującą naturalne kosmetyki – Weleda w celu promowania szeroko pojętego dbania o Ziemię i glebę, postanowiłyśmy zgłębić temat etykiet i kosmetycznych certyfikatów. Codzienne preparaty do pielęgnacji, od szamponów po pastę do zębów, bezpośrednio łączą się z organiczną produkcją i ekologią. Mówi o tym m.in. kampania Save Earth’s Skin Weledy, do której was odsyłamy.

W rozwikłaniu tematu opakować naturalnych kosmetyków pomoże nam dziś Agnieszka Pocztarska z  portalu czytamyetykiety.pl, którego społeczność to już ponad 300 tysięcy osób. Codziennie możemy znaleźć tam praktyczne wskazówki na temat tego jakie produkty wybierać, by mieć poczucie, że dbamy o nasze zdrowie i o planetę. Na portalu i Instagramie Agnieszka wraz ze swoim zespołem bierze pod lupę etykiety, ocenia składy, analizuje certyfikaty, tworzy zestawienia i analizy. Dziś poprosiłyśmy ją o rozmowę, by rozwiała wszelkie krążące wokół etykiet ekologicznych i naturalnych kosmetyków wątpliwości. Czy certyfikaty faktycznie gwarantują, że produkt jest tym za co się podaje? I czy dobrze wyjdzie na tym nasza skóra, i skóra planety, czyli gleba?

Jak to jest z tymi etykietami? Łatwo się połapać w opisach na opakowaniach produktów kosmetycznych?
Etykiety kosmetyków w dzisiejszych czasach zawierają coraz więcej informacji, znajduje się na nich już nie tylko skład i sposób użycia. To wszystko nadrukowane drobnym drukiem na małe opakowanie kosmetyku zdecydowanie nie ułatwia znalezienia, a wręcz utrudnia wyłapywanie interesujących nas informacji. Coraz częściej też pojawia się wśród konsumentów brak zaufania do pojęć „eko” i „bio”, na co wpływ ma prawdopodobnie tzw. greenwashing czyli różnego rodzaju sztuczki marketingowe stosowane przez producentów. Niektóre marki wykorzystują niewiedzę lub brak czasu klientów do tego, aby nieświadomie zdecydowali się na kupno produktu, który wcale nie odpowiada ich wymaganiom, a czasem wręcz nie odpowiada deklaracjom na opakowaniu. Przykładowo termin „kosmetyki naturalne” nie jest regulowany przez prawo, więc tak naprawdę gwarancję naturalności dają nam dopiero certyfikaty. Żeby otrzymać certyfikat, kosmetyk musi się wyróżniać składnikami naturalnymi, bądź identycznymi z naturalnymi, odpowiednią (w zależności od certyfikatu) zawartością składników organicznych, a często też ekologicznym procesem produkcji składników i samego kosmetyku.

Skoro jesteśmy manipulowani przez marketing, to czy w ogóle warto czytać etykiety?

Zdecydowanie warto! Przede wszystkim dlatego, że wybór w sklepach jest ogromny, a produkty bardzo zróżnicowane. Druga rzecz to certyfikaty, które moim zdaniem jednak dają gwarancję jakości produktu – ponieważ są przyznawane przez niezależne jednostki certyfikujące. Nie jest też tak, że wszystkie firmy manipulują i że każdy może sobie napisać na opakowaniu co chce, na przykład zrobić wielki napis BIO – nie jest tak. Ale oczywiście jeśli taki napis się pojawia, to warto przyjrzeć się czy oznacza jeden składnik BIO w kosmetyku, czy całe skład wyprodukowany organicznie. Uważam, że warto wiedzieć co zawiera dany produkt, jak może zadziałać, jak powstał. Certyfikaty również dodają sporo ważnych informacji, np.  o pochodzeniu i jakości surowców, czy ekologiczności marki. Dlatego m.in powadzę mój portal czytamyetykiety.pl, by wspierać w wyszukiwaniu tego, co wartościowe i zdrowe.

Jak Pani zauważyła, wielu z nas jest jednak nieświadomych. Napisy na opakowaniach, zwłaszcza składy, wydają się dość zawiłe i trudne do zinterpretowania. Zawsze Pani wiedziała co oznacza jaki napis na opakowaniu?

Nie, nie zawsze. Historia „Czytamy Etykiety” ma już osiem lat i zaczęła się od mojej osobistej potrzeby, właśnie takiego zagubienia w masie produktów, które mamy do wyboru. Gdy urodziłam dzieci, zdałam sobie sprawę, że nie wiem jak powinna wyglądać ich dieta, jakich kosmetyków powinnam używać, aby wszystko to co robię dla nich było zdrowe i bezpieczne. Okazało się, że z tym brakiem wiedzy nie jestem sama i dlatego postanowiłam stworzyć miejsce w sieci, zatrudnić zespół ekspertów i dzielić się wiedzą z ludźmi. Z wykształcenia jestem marketingowcem i należę do pokolenia ludzi, którzy uważają, że żeby publicznie doradzać w jakiejś kwestii, trzeba mieć do tego swoistą legitymację. Dlatego od początku istnienia mojego portalu pracowałam z zespołem ekspertów. I dziś nadal, mimo że wydaje mi się, że naprawdę „siedzę” w temacie etykiet, zdrowej żywności i kosmetyków na tyle długo, by móc się wypowiadać, to niekiedy łapię się na tym, że jednak wolę się podeprzeć opinią eksperta, który ma kierunkowe wykształcenie w temacie. Dlatego uważam, że jeśli ktoś nie czuje się pewnie, nie ma czasu czy przestrzeni, by wczytywać się etykiety – niech polega na ekspertach i certyfikatach.

Podobno certyfikaty można kupić. To prawda?

Tak, część certyfikatów posiada określoną, bardzo wysoką cenę, co automatycznie wpływa też na cenę samego produktu, który ten certyfikat posiada. Jest to jednak dosłownie kilka przypadków i większość wiarygodnych certyfikatów zostaje nadanych przez odpowiednie komisje po spełnieniu określonych warunków. Dlatego tak jak powiedziałam – rzeczywiście kierowanie się tymi certyfikatami – Eco Cert, Demeter, Na true czy certyfikatem Cruelty Free na przykład – pozwala osobom, które nie mają wiedzy na temat czytania etykiet kosmetyków, wybrać produkty z dobrym składem, bezpieczne i wyprodukowane etycznie.

Co jest Pani zdaniem najistotniejszym elementem etykiety kosmetycznej?

Na pierwszym miejscu do naszej oceny kosmetyku zawsze powinien być jego skład. Bez niego nie jesteśmy w stanie określić i ocenić produktu. Umiejętność czytania etykiet jest bardzo ważna, należy robić to na spokojnie i nie ulegać bezkrytycznie obietnicom producenta, a także opiniom koleżanek czy influencerów, bo musimy pamiętać o tym, że to czy dany kosmetyk działa czy nie działa zależy od potrzeb naszej skóry – a każdy z nas ma je inne. Na etykietach poza tym znajdują się też informacje nie tylko o składnikach, ale nawet o sposobie ich pozyskiwania. To już didaskalia, ale marki jak Weleda przywiązują do tego dużą wagę, podkreślają, że ich składniki pochodzą z biodynamicznych upraw, a w niektórych produktach płatki nagietków do produkcji ekstraktów zbierane są… ręcznie.

Naturalne, ziołowe kosmetyki. Tak czy nie? niektórzy mówią, że to co naturalne, może być alergizujące.

Prawdą jest, że każdy produkt kosmetyczny może zawierać substancje potencjalnie alergizujące. Nie ma tu znaczenia czy jest to produkt naturalny czy nie, w grę wchodzą tutaj nasze indywidualne alergie i predyspozycje. Osobiście często używam naturalnych produktów (m.in. Weledy które bardzo lubię) ponieważ służą one mnie i mojej skórze, widzę zadowalające efekty, a to jest najważniejsze. Mam syna chorującego na AZS, które jest chorobą często o podłożu alergicznym i nauczyłam się już, że czasem warto po prostu obserwować reakcje skóry na substancje roślinne. Czasem są one bezpieczniejsze dla nas niż syntetyczne dodatki czy konserwanty. Wszystko tak naprawdę zależy od potrzeb i predyspozycji alergicznych danej osoby.

Certyfikaty kosmetyczne obejmują też kwestie ekologiczności i opakowań. Dlaczego nie zawsze plastikowe opakowanie to zło? Słyszałam, że pakowanie w szkło często oznacza paradoksalnie większy ślad węglowy i uniemożliwia ponowne użycie takiego opakowania. 

Często plastik z recyclingu jest lepszy dla ziemi, niż szkło. Niektóre firmy mają opcję oddania bezpośrednio do producenta opakowania po kosmetyku, a wtedy mamy niemalże pewność, że opakowanie dostanie drugie życie. Szkło przeważnie można oddawać do recyklingu i tutaj już wszystko zależy od zasad jakie panują w danym regionie.

Dlaczego krótkie składy są dobre?

Krótki skład nie oznacza, że produkt jest gorszy, że ma za mało składników. Ale długi skład kosmetyku również nie jest zły. Wszystko zależy od tego co zawiera, jakie to są substancje. Myślę że to przekonanie, że kosmetyk z krótkim składem jest lepszy niż ten z długą listą składników, wziął się z porównań z etykietami żywności. W przypadku jedzenia – im mniej składników, tym bardziej naturalny i mniej przetworzony jest produkt spożywczy. Z kosmetykami nie do końca tak jest. Bywa, że w danym produkcie jest np. kilka naturalnych wyciągów i olejków i one zajmują dużo miejsca na etykiecie. Założenie, że to coś złego, jest błędne.

Czy orientuje się Pani czym różni się Europejska Agencja Leków i jej kryteria, od tego co autoryzuje amerykański odpowiednik tej instytucji? Czy to prawda że na przykład dermokosmetyki z Europy mają wyższe standardy produkcji niż te zagraniczne?

Są różnice w tej kwestii, i mogę powiedzieć, że komisje europejskie stawiają na wysoką jakość i skuteczność potwierdzoną konkretnymi, długimi badaniami. Prawda jest taka że certyfikat certyfikatowi nie równy, ale ważne jest to że przyznają je organizacje pozarządowe. Jednym z częściej pojawiających się oznaczeń na kosmetykach jest ISO, który oznacza normę Międzynarodowej Organizacji Normalizacyjnej. Paradoksalnie jednak my w „Czytamy Etykiety” rzadko patrzymy na tę normę, ponieważ nie ma ona żadnych ograniczeń dotyczących wyboru i ilości użytych surowców. Według normy ISO można stosować produkty petrochemiczne (na bazie oleju mineralnego) i rośliny modyfikowane genetycznie. A woda liczona jest liczona jako naturalna substancja… Dużo ważniejsza jest dla nas certyfikacja Cosmos Organic (stowarzyszenie kilku organizacji certyfikujących) czy właśnie wspomniany kilkakrotnie w naszej rozmowie NaTrue.

Marka Weleda szczyci się tym, że od początku istnienia dba o CSR, ekologię i biodynamiczne uprawy, stawiając sobie coraz ambitniejsze cele. Jak Pani ocenia takie działania koncernów, by uwiarygodnić swoje działania za pomocą pozyskiwania certyfikatów?

Bardzo mnie cieszy coraz większa dbałość firm kosmetycznych o takie ważne aspekty! Certyfikaty odnawialne, czyli takie które trzeba potwierdzać cyklicznie, są w mojej ocenie wiarygodne, właśnie dlatego, że marka nie może pozwolić sobie na spadek jakości. Certyfikat ten musi zostać utrzymany i potwierdzony przez niezależny audyt. Dla mnie to ogromny plus dla marki, choć warto wiedzieć że zamawianie takich certyfikatów to duży koszt dla firm. Mogą sobie na niego pozwolić tylko duzi producenci, i na pewno odbija się to na cenie produktów. Jednym słowem – jakość i bezpieczeństwo zawsze oznaczają nieco wyższą cenę. Tym bardziej warto czytać etykiety, by wiedzieć co kryje się za przystępną ceną, czy są to łatwo dostępne składniki, czy może coś innego.

Dziękuję za rozmowę.

ABC etykiet

Jak już wiemy od ekspertki, certyfikat certyfikatowi nie równy. Z drugiej strony, niefachowe oko może często pomylić znaczek instytucji certyfikującej z innym symbolicznym znaczkiem, który jest jedynie znakiem graficznym i odsyłaczem do przeczytania składu. Warto zapamiętać te nazwy, by czytając etykiety mieć świadomość czego dotyczą:

  • Na True Międzynarodowa organizacja non-profit, która koncentruje się na kosmetykach naturalnych i organicznych. Jej założycielem było kilka firm produkujących kosmetyki naturalne: m.in. Weleda, Dr. Hauschka, Lavera, i Primavera. Certyfikat NaTrue jest jednym z najbardziej restrykcyjnych, nie dopuszcza np. składników które akceptuje EcoCert czy Cosmos np. Tetrasodium Glutamate (używany w mydłach). Aby uzyskać certyfikat NATRUE, produkt może zawierać tylko trzy kategorie surowców: substancje naturalne, pochodne surowców naturalnych (modyfikowane substancje naturalne) i surowce identyczne z naturalnymi. Istnieją trzy poziomy certyfikacji: Kosmetyki naturalne, Kosmetyki naturalne z częścią organiczną i Kosmetyki organiczne. Wszystkie produkty posiadające certyfikat NATRUE celowo unikają stosowania syntetycznych substancji zapachowych, silikonów, parafin, mikrodrobin plastiku, oleju mineralnego i syntetycznych tłuszczów.

 

  • Cosmos – Cosmos to stowarzyszenie europejskich marek kosmetyków naturalnych. Członkami założycielami są Federalne Stowarzyszenie Niemieckiego Przedsiębiorstwa Przemysłowego BDIH (Niemcy), Soil Association (Wielka Brytania), Ecocert i Cosmebio (Francja) oraz ICEA (Włochy). Istnieje różnica między etykietami COSMOS Natural i COSMOS Organic. Dodatkowe kryteria obejmują zgodność ze standardami „zielonej chemii”, zakaz stosowania nanocząsteczek i specyficzne wymagania dotyczące pakowania. Testy przeprowadzane są przez niezależne zewnętrzne jednostki certyfikujące.

 

  • UETBEtykieta UEBT, wydana przez Unię na rzecz Etycznego Biohandlu, potwierdza wysoki standard wszystkich naszych działań związanych z pozyskiwaniem naturalnych składników. Daje pewność konsumentom, że zależy nam na ludziach i różnorodności biologicznej: glebie, mikroorganizmach, wodzie i powietrzu, a także roślinach, zwierzętach i ludziach zaangażowanych w pozyskiwanie naszych naturalnych składników. Jednak etykieta ta nie jest ani certyfikatem produktu, ani nie dotyczy indywidualnego surowca.

 

  • Demeter – Produkty kosmetyczne noszące tę pieczęć zawsze zawierają co najmniej 90% składników pochodzących z surowców certyfikowanych przez Demeter. W przypadku kosmetyków naturalnych możliwe jest również wskazanie składników Demeter niezależnie od kwot wymienionych na liście składników. Jakość każdego indywidualnego składnika pochodzenia rolniczego musi być wskazana na produkcie. Wszystkie produkty muszą być produkowane zgodnie z normami dotyczącymi przetwarzania, dodatków i innych substancji wspomagających. Testowanie przeprowadzane jest przez niezależne zewnętrzne jednostki certyfikujące.

 

  • Terra CycleNazwa amerykańskiej marki która współpracuje m.in. z Weledą. Jest to  organizacja zajmująca się recyclingiem opakowań. Jeśli na opakowaniu kosmetyku znajdziecie ich logo, wystarczy ściągnąć apkę by dowiedzieć się jak bezpiecznie dokonać recyclingu opakowania kosmetyku który macie. W skrócie: po rejestracji dostajesz swój osobisty list przewozowy by odesłać opakowania do recyclingu.

 

  • EAC – Wydawany przez Komisję Eurazjatyckiej Unii Celnej certyfikat EAC jest dokumentem potwierdzającym zgodność produktu z normami i standardami jakości i bezpieczeństwa obowiązującymi na rynkach Państw należących do tej unii czyli Rosji, Kazachstanu, Białorusi, Armenii i Kirgistanu.

 

  • INCINa kosmetykach (m.in. Weledy) często zobaczycie napis „organic ingredients see INCI” czy też kółeczko w kolorze zielonym z napisem BIO. Oznacza to tyle, że producent odsyła cię do listy składników kosmetyku. Analizując je możesz sprawdzić (zgodnie z międzynarodowym systemem nazewnictwa INCI – które jest skrótem od International Nomenclature of Cosmetic Ingredients) które składniki są organiczne.

Konkurs Weleda

Tradycyjnie mamy dla was konkurs związany z tematem naszej publikacji. Pytanie konkursowe brzmi: Na co zwracasz uwagę na etykiecie produktu kosmetycznego? Napisz w max 3 zdaniach w komentarzach. Na wasze odpowiedzi czekamy do 6 listopada. Zwycięzcę wymienimy w tym miejscu następnego dnia.

Nagrodą jest zestaw kosmetyków Weleda: Tonik 2 w1 z oczarem, ekologiczna i 100% naturalna kostka myjąca oraz kultowa pasta do zębów z solą morską.

Regulamin naszych konkursów znajdziecie tutaj. 

EDIT: Wyniki konkursu. Zwycięża komentarz Wiolety. Gratulujemy – redakcja odezwie się do ciebie drogą e-mailową. Zapraszamy do śledzenia kolejnych odsłon cyklu Weleda Matka Ziemia, za miesiąc czeka was wyjątkowy konkurs z aż trzema zestawami nagród!

*

Materiał powstał we współpracy z marką Weleda i portalem Czytamyetykiety.pl

Dodaj komentarz