w szafie u

W szafie u Karoliny Kuklińskiej

I trochę w szafach jej córek

W szafie u Karoliny Kuklińskiej
Paulina Pajka

W naszej kolejnej odsłonie cyklu „W szafie u” odwiedzamy Karolinę Kuklińską, właścicielkę marki Yope Sope. Zaglądamy do jej garderoby, ale też do szaf córek – Franki i Klary. 

Przekraczając próg przedwojennego mieszkania na warszawskiej Starej Ochocie, można odnieść wrażenie, że wkracza się do innego świata. Przestronna kuchnia została połączona z salonem, który dziś stanowi serce całego wnętrza. To właśnie tu Karolina i jej mąż Paweł najchętniej spotykają się z najbliższymi. Uwagę zwracają wyszukane meble vintage, biało-różowy marokański dywan, a także wiszące na ścianach obrazy i fotografie polskich twórców. Na półkach stoją albumy i magazyny o sztuce, modzie i dizajnie. Są też pamiątki z dalekich podróży – złote kotki machające łapką przywiezione z Japonii czy kolorowe meksykańskie maski. 

JAK TO SIĘ WSZYSTKO ZACZĘŁO

Karolina modą interesowała się od zawsze. Spory wpływ na jej pasję miała też mama, która pracowała jako krawcowa. Od dziecka wychowywałam się w belach tkanin i na magazynach „Burda”. Mama z babcią dziergały dla mnie swetry, a ja szyłam ubranka dla lalek – wspomina. Nic więc dziwnego, że na studia postanowiła pójść na łódzkie ASP, a następnie przez kilkanaście lat pracowała jako stylistka dla najważniejszych magazynów modowych w Polsce. Stylizowała gwiazdy i dużo podróżowała: To były inne czasy w tej branży. Inny świat. Modę się chłonęło, a kiedy jechaliśmy na pokazy do Londynu czy Paryża, to było wydarzenie i ogromne przeżycie – wspomina. 

Przełomem było dla Karoliny macierzyństwo i choć, jak mówi, nie wpłynęło ono na jej styl, to zmieniło ją w innym kontekście. Kiedy urodziła się młodsza córka, Klara, postanowiła zrezygnować z etatu i razem z Pawłem stworzyli nową markę naturalnych kosmetyków. Tak też powstało Yope Sope, jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich marek kosmetycznych na świecie, którą poza naturalnym składem produktów wyróżnia kreatywność. Dzieci dały mi dojrzałość emocjonalną. Dziś jestem panią swojego losu. Sama podejmuję decyzje i za nie odpowiadam. Sama kreuję świat Yope. A modą wreszcie mogę się cieszyć, bo nie zajmuję się już nią zawodowo – podsumowuje Karolina. 

Z MATKI NA CÓRKI

Chciałabym, żeby dziewczyny wyciągnęły jakąś rzecz z szafy za dziesięć lat i powiedziały: „Wow, to ta różowa marynarka Chanel, którą mama kupiła w Apulii!” – mówi Karolina. Dziś zanim zdecyduje się na zakup ubrania, zastanawia się nad tym, czy kupuje coś, w czym później będą chciały chodzić Franka i Klara. Dlatego stawia na ponadczasowe i unikalne rzeczy, które najchętniej wyszukuje w vintage shopach. Zresztą dziewczynki już mają swoje ulubione ubrania w szafie mamy, jak choćby sukienkę w panterkę i czarne buty na koturnach. Ale nie tylko mamy, bo Franka już chodzi w T-shirtach obojga rodziców. Karolina ma też w swojej szafie sukienki na specjalne okazje. Dziewczynki przeżywają ze mną ważniejsze wyjścia i to, w co się na nie ubieram. Przy okazji umawiają się, która sukienka w przyszłości będzie należała do której – śmieje się.

Karolina stara się dawać córkom dużo wolności w ich życiowych wyborach, dlatego nie chce narzucać im tego, jak mają się ubierać: Miały też okresy różowych jednorożców, Klara dopiero z niego wyrasta – opowiada. Stara się przy tym zachować umiar i żyć ekologicznie – Klara nosi ubrania po starszej siostrze, a dalej przekazują je rodzinie i znajomym. Na rozpoczęcie roku Franka poszła w jednej z białych jedwabnych koszul Karoliny: Nie wyobrażam sobie kupować białej koszuli specjalnie z powodu jednej okazji – tłumaczy mama dziewczynek.

PAMIATKI Z PODRÓŻY

W Polsce prawie w ogóle nie chodzą na zakupy, ale kiedy jadą na wakacje, zawsze starają się znaleźć czas na wspólny wypad do sklepu. W trakcie ich ostatniej wyprawy do Apulii wyszperała piękną klasyczną torebkę Paco Rabanne i jedwabną koszulę z koronką – tę samą, w której Franka poszła na rozpoczęcie roku szkolnego. Zresztą dziewczyny zawsze przywożą sobie jakiś tradycyjny set ubrań na pamiątkę z dalekiego kraju, który odwiedziły. Mają to po mamie. Karolina z podróży do Japonii przywiozła jedwabne kimono w kwiaty, z Meksyku – ręcznie wyszywane szal, bluzkę i sukienkę, a z Wietnamu – tradycyjną spódnicę. 

DRESY I KANCIASTE OKULARY

Jestem przykładem klasycznej kobiety – osoby, która niczego nie potrafi w swojej szafie znaleźć. Ostatnio koleżanka pomogła zrobić mi porządek i selekcję. Ja nie potrafiłabym wyrzucić ani jednej rzeczy – opowiada Karolina. Okazuje się, że poza perełkami vintage przywiezionymi z wakacji, Karolina ma jeszcze jedną słabość: Uwielbiam dresy. Im bardziej obciachowe, tym lepiej! – przyznaje i nosi je na co dzień, łącząc dresowe spodnie z jedwabną koszulą, dobierając do nich botki lub szpilki. A dodatki? Na nie też poluje w vintage shopach na całym świecie: Kocham okulary przeciwsłoneczne, ostatnio wybieram te najbardziej kanciaste.

Moda zawsze była dla Karoliny czymś więcej niż tylko ubieraniem się: Jestem trochę jak kameleon, każdego dnia potrafię ubrać się inaczej. Wszystko zależy od dnia i nastroju – tłumaczy. Dziś świat mody jest w zupełnie innym punkcie niż wtedy, kiedy pracowała jako stylistka. Projektanci zmniejszają liczbę swoich kolekcji. Nie podążamy za sezonami i trendami. Zupełnie się to zatarło. Jesteśmy bardziej ekologiczni. Sama mam dużo rzeczy, ale dzięki temu, że przekażę je dziewczynom, czuję się trochę usprawiedliwiona. Zresztą mam w głowie modowy projekt dla Yope, który jest ekologiczny i zrównoważony – uśmiecha się tajemniczo.  

GDZIE KAROLINA WYSZUKUJE MODOWE PEREŁKI?

Podczas każdej zagranicznej podróży odwiedza małe butiki vintage. Przed każdym wyjazdem robi reaserch w mediach społecznościowych, ale zdarza się też, że trafia na nie przypadkiem w trakcie wyprawy.

Dodaj komentarz