Moda nie znosi wysiłku

Tajniki stylu Moniki Lenarczyk

Girl power, nonszalancja i wygoda – oto szlachetne składniki stylu fotografki Moniki Lenarczyk. Samo zmieszanie ich ze sobą nie wystarczy. Trzeba znać proporcje i mieć z zabawy modą wielką frajdę.

Żeby osiągnąć mistrzowski efekt w rodzaju je ne sais quoi, potrzebne jest Moniowe wyczucie trendów, śmiałość i polot. Dobrą bazą będzie szafa skomponowana z sukienek polskich marek, wyszperanych na wyprzedażach topów z sieciówek i cennych znalezisk z drugiej ręki. Do tego kilka par komfortowych butów, a więc szpilki, trampki i zamszowe botki, w zależności od nastroju i okazji.

O tym wszystkim rozmawiałyśmy z tuląca Sawę Moniką w jej świetlistym mieszkaniu na Grochowie. Czas płynął nam na wpatrywaniu się – to w cudownie rozbawioną Sawę, to w po kolei wyciągane z szafy skarby, od których oczy świeciły się nieustannie. I na śmiechu, bo w modzie bez dobrej zabawy ani rusz.

*

Opowiedz, jak najchętniej robisz zakupy – online, podczas samotnych wypraw do sklepu czy w towarzystwie? 

Kiedyś nie wyobrażałam sobie, że mogę kupić coś bez uprzedniego przymierzenia. Dodatkowo zniechęcała mnie procedura zwrotów, nie znoszę tych formalności i zamrożonej gotówki. Ale dzisiaj zakupy robię przede wszystkim w sieci. Gdziekolwiek jestem, o każdej porze zaglądam na ulubione strony, trzy kroki i czekam na dostawę. Niedawno długo czekałam na przesyłkę z zagranicy. Kiedy przyszła, ja już byłam na wakacjach. Nie było opcji przekierowania paczki, więc kurier… nadał mi paczkę kurierem! Warto żyć z nimi w zgodzie (śmiech). Ale wracając do tematu, wyjście na zakupy traktuję jako okazję do spotkania z przyjaciółkami. Trochę poszperamy, pomacamy, poplotkujemy, ale już bez takiego namaszczenia jak kiedyś (śmiech). Szkoda mi czasu, zwłaszcza, że wiem, czego chcę i wystarczy mi jeden rzut oka. Albo jest totalny zachwyt, albo nie – żadnych półśrodków. Spacerować wolę po parku.

Czy często przywozisz ubrania, buty albo dodatki z zagranicznych podróży?

Zawsze! W tych rzeczach, tak jak w zdjęciach, zamknięte są moje wspomnienia z podróży. Wystarczy, że sięgnę po torebkę czy okulary i od razu przenoszę się myślami w miejsce, w którym je kupiłam.

 

 

Masz cztery córki: 8-letnią Zoję, 6,5-roczną Biankę, 4-letnią Gaję i 8-miesięczną Sawę. Czy zostawiasz sobie na pamiątkę ubranka dziewczynek? 

Jest kilka takich rzeczy, jednak długo pracowałam nad tym, żeby nie kierować się zbytnim sentymentem do ubrań. Teraz większą przyjemność sprawia mi puszczanie ich w obieg. Lubię wiedzieć, że służą kolejnym maluszkom.

 

 

Czy masz ubranka albo buciki z własnego dzieciństwa, które zachowała twoja mama?

Niestety nie i często wypominam to moim rodzicom. Zwłaszcza, że jak na czasy, w których niewiele było w sklepach, fajnie mnie ubierali.

Pamiętasz, jak trafiła do ciebie sukienka, którą ma na sobie Sawa?

Sawa ma bluzkę jeszcze po Zoi. W ogóle najwięcej rzeczy zachowałam właśnie po niej, ale teraz większą wartość ma dla mnie fakt, że mam je od ośmiu lat, niż to, jakie są to rzeczy.

 

 

Czy widzisz już u Zoi, Bianki i Gai preferencje w wyborze swojego stylu?

Zdecydowanie! Od dawna widać, co im w duszy gra. Bianka jest w klasie sportowej, pływackiej. Ćwiczy kilka razy dziennie, więc często się przebiera – u niej podstawą jest wygoda. Myślę, że ten sportowy tryb życia będzie jeszcze jakiś czas wpływał na jej styl, ale staramy się w nim przemycać to, co lubi. To indywidualistka i wolny duch, jej styl to połączenie dziewczynki i łobuziaka.

Zoja ma styl i wdzięk współczesnej hippiski! Sama dużo kombinuje, potrafi zaskoczyć, ma świeże spojrzenie na rzeczy, które mi już się opatrzyły.

Gaja, Gaja, Gaja… Stylem bliżej jej do Bianki, ale w wieku czterech lat ubieranie to wieczny eksperyment i zabawa. Zobaczymy, w którą stronę pójdzie, ja sama jeszcze tego nie wiem.

Wszystkie dziewczynki na pewno łączy niezwykła nonszalancja i luz. Oby zachowały to na zawsze.

Za jakimi kobietami rozglądasz się na ulicy? Jaki styl przyciąga twoją uwagę?

Za uśmiechniętymi! Wodzę wzrokiem za kobietami, które dobrze czują się w swojej skórze. Od razu wyczuję, kto naprawdę siebie akceptuje, kto się ubrał, a kto przebrał. Widać to po gestach, sposobie chodzenia, po tym jak ubrania na nich ,,pracują”. Takie kobiety nie potrzebują spektakularnych ciuchów, żeby przyciągnąć uwagę.

 

 

Od lat jesteś związana z modą. Angażujesz się w wielkie projekty światowych marek, ubierasz siebie i dziewczynki, a do tego projektujesz w Girls on Tiptoes.

Marka Girls on Tiptoes powstała trzy lata temu, choć pomysł zrodził się w mojej głowie dużo wcześniej. Po drodze dołączały i odchodziły kolejne osoby, ale teraz jestem tylko ja i GOT. Na dobre i na złe. Ta marka to ogromne wyzwanie, ale przede wszystkim spełnienie moich marzeń. Dzisiaj jestem dumna, że mogłam stworzyć stroje uwielbiane przez dziewczynki wychowując jednocześnie czwórkę dzieci i prowadząc jeszcze fotograficzną działalność.

Przed chwilą, po dłuższej przerwie, wróciłam z nowymi wzorami autorstwa Dominika Robaka, za chwilę pojawią się kolejne. Inspiracją jest ruch i muzyka, czyli wszystko, co towarzyszy nam na co dzień. Ja w ogóle chciałabym, żeby GOT stało się synonimem ruchu. Te stroje automatycznie dają dzieciom poczucie swobody, sprawiają, że dziewczynki chcą tańczyć, uprawiać gimnastykę. To jest moc tej marki! Po wypuszczeniu nowej kolekcji dostałam wiele cudownych wiadomości od rodziców, że ich córki nie chcą nosić niczego innego. To dla mnie największy komplement i nagroda za konsekwencję w budowaniu idei marki.


Na pewno masz swoich modowych ulubieńców.

Jest kilka marek, które przewijają się w mojej szafie częściej niż inne, ale o moich zakupowych wyborach nie przesądza metka. Lubię łączyć rzeczy z górnej i dolnej półki, wiem w co warto zainwestować, a za co nie przepłacać. Okazuje się, że mogę mieć mniej i wyglądać lepiej – wystarczy dobra baza. Nie oznacza to, że nie śledzę trendów i nie ulegam wyprzedażowym szaleństwom. W szafie mam perełki kupione za grosze, więc czasem warto dać się ponieść.

 

 

Pogadajmy o butach, bo wiem, że je lubisz. Powiedz, jakie najchętniej wybierasz na co dzień, a w czym pomykasz na imprezy i randki?

Moje życie jest zdominowane przez macierzyństwo i pracę fotografa, a tutaj przede wszystkim liczy się wygoda. Oprócz oczywistego wyboru jakim są trampki, najczęściej sięgam po ulubione botki Isabel Marant albo baleriny Anniel. Buty to najłatwiejszy sposób, żeby przeobrazić codzienny strój w coś wyjątkowego. Czarne rurki i T-shirt w stylu vintage, które najczęściej noszę do Converse’ów, wieczorem zestawiam z błyszczącymi Annielami i czarną marynarką.

Od dawna marzą mi się oryginalne kowbojki, wciąż szukam idealnej pary. Szpilki nie tylko na wielkie wyjścia – lubię pobawić się w Carrie Bradshow i założyć je nawet kiedy jestem w domu. Po to, żeby nie wyjść z wprawy i poczuć się jak milion dolarów!

 

 

Styl, w którym się nosicie, wyróżnia was z tłumu. Dobrze się z tym czujesz, lubisz to uczucie bycia oglądaną od stóp do głów?

Paradoksalnie nigdy nie chciałam wyróżniać się z tłumu. Jednak nie odpowiadał mi styl, który w nim dominował. Nie wiem, jakim cudem, z całą swoją nieśmiałością, znajdowałam w sobie odwagę do eksperymentowania ze stylem i to na oczach bezlitosnych czasem rówieśników. Dzisiaj wiem już kim jestem, w czym dobrze się czuję i eksperymentuję w bezpiecznych granicach. Lubię nieoczywiste połączenia, a na co dzień kieruję się zasłyszaną zasadą, że moda nie znosi wysiłku. Doszłam do momentu, w którym ubrania dobieram tak, żeby harmonizowały z moim stylem życia. Używam ubrań, żeby wyrazić mój nastrój i stan ducha. Najbardziej widać to kiedy jestem w ciąży i tuż po porodzie. Wtedy na nowo szukam i odkrywam siebie, więc poruszam się w bardzo bezpiecznych granicach. Musi minąć kilka miesięcy nim na nowo poczuję zew mody. Mój mąż uwielbia ten moment, kiedy wraca dawna Monika (śmiech).

Jeśli wiem, że cały dzień spędzę w biegu, z dzieckiem pod pachą, to raczej nie biegam w szpilkach i fikuśnych sukienkach, nie czułabym się wtedy swobodnie. Zakładam jeansy, T-shirt, podkręcam to futerkiem w cętki albo oryginalną biżuterią i voilà! Chcę wyglądać i czuć się dobrze, ale już nie za cenę wygody. Takie połączenia mi to gwarantują.

Dzięki za rozmowę.

 

***

zdjęcia: Kasia Bobula

rozmawiała: Dominika Janik

***

Monika Lenarczyk

Fotografka, mama 4 córek. 7 lat temu założyła jednego z pierwszych blogów o tematyce dziecięcej pt. Kaszka z mlekiem. Założycielka marki Girls on Tiptoes. Brała udział w wielu kampaniach marek modowych, m.in. Kids on the Moon, Mrugała czy Zara.

 

12 komentarzy

  • laritasofia:

    No dobra, napisze, bo dawno nie pisalam ;)) ta pania poznalam wlasnie przez jej bloga dawno dawno temu, pozniej zalozylam instagram, bo pani przestala publikowac na blogu , to wszystko jej wina hehe pozniej pojawily sie inne osoby i ich dzieciece „stylowki i outfity”
    w opisach marki ubranek, zamiast cos o dziecku,cos strasznego, im modniej ubrane tym wiekszy zachwyt, nigdy nie zapomne doslownego rzucenia sie na ubrania numero 74 w ktoryms ze sklepow, klotnie w komentarzach, a pozniej wszystkie ubrane tak samo.. bylam przerazona i pozbylam sie na hurra kilku osob z listy.. namietne chwalenie sie co kto ma i kto pierwszy z najnowszej kolekcji… ktos z mojego otoczenia kiedys mi powiedzial, ze matki to takie wariatki, ktore kupia wszystko co przeznaczone dla dzieci i mam wrazenie,ze wlasnie duzo mam kupowalo ubrania tylko dlatego ,zeby zrobic zdjecie i zbierac lajki (bo o to chodzi w ig) a te dzieci niekoniecznie byly zadowolone i im to pasowalo,ale jest bobo choses (mimo,ze 10 rozmiarow za duze ) nie sposob ubrac dziecko katalogowo, dziecko moim zdaniem powinno byc ubrane tak,zeby czulo sie swobodnie, bo przeciez wiekszosc czasu spedza,a przynajmniej powinno spedzac na zabawie.. patrzac na Monike i jej dziewczynki wszystko jest spojne i bardzo mi sie podoba, a dziewczynki przede wszystkim zawsze sa beztrosko usmiechniete i nawet jesli chodzi ubranie, jest to w tak fajny niebezposredni sposob pokazane na zdjeciu, uczmy sie od Nich, bo moda nie znosi wysilku :))

    Odpowiedz
  • Piękna kobieta, fantastyczna mama i mimo że znam to fantastyczną rodzinkę tylko z IG to codziennie zachwycam się zdjęciami_ ogromny talent, łączy nas tylko imię ale jestem bardzo zadowolona z tego bo Monika ma nietuzinkowy gust, oj jak ja lubię te Wasze wywiady

    Odpowiedz
  • Akokohanna:

    Kowbojki o dziwo najłatwiej w Amsterdamie. Nie wiem dlaczego jest tam mnóstwo sklepów z oryginałami ze stanów. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • D.:

    Iza: obstawiam, że różowa sukienka to SeaSide Tones albo Nobonu…
    A ja mam pytanie skąd czarna marynarka p. Moniki i spodnie khaki na gumce? Ktoś podpowie?

    Odpowiedz
  • Dominika:

    Jej, bedąc w czerwcu w Dębkach zwróciłam uwagę na super rodzinkę i rudowłosą Mamę, bo miała cudowny styl i sliczne córki dookoła. Chyba się trochę za bardzo gapiłam;) a ostatnio wchodzę na ładne bebe i proszę, ta osoba to słynna mama z kaszki z mlekiem;). Pozdrawiam, Dominika

    Odpowiedz
  • Dominika:

    Ja też tak mam, ze przywoże sobie praktyczne pamiatki z podrózy w formie ciuchów i dodatków a zwłaszca bizuterii. Zakupy w sieci tez obecnie wole od łażenia po sklepach bo szkoda mi czasu, no chyba ze chodzi o lumpeksy bo w nich jest element łowiecki;).

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.