Mamo, ukochaj swoje ciało

Intymny konkurs w Ładnebebe

Akcję pod tytułem #samorozpieszczanie czas zacząć. Skoro ani życie, ani listopad nie specjalizują się w rozpieszczaniu, trzeba własnoręcznie umilić sobie los, biorąc udział w naszym konkursie (konkurs rozwiązany).

Ciało nie będzie potulnie czekać, woli się dopomnieć o pieszczotę, nie przebierając w środkach. Pewnie już dotarła do was wiadomość od ciała wysłana w formie znacznego spadku formy, senności i skłonności do mumifikowania się kocem. Ono w ten sposób mówi nam, że jest zmęczone, boi się zimy i chce, żeby ktoś się nim czule i wprawnie zaopiekował. Ukochał, czyli nakarmił, położył do łóżka zasłanego lnianą pościelą, wsmarował olejki, odział w piękne ciuchy i komfortową bieliznę, albo z nich rozebrał. Puśćcie sobie naszą seksowną playlistę i znajdźcie chwilę na lekturę. Na końcu artykułu znajdziecie szczegóły konkursu Ukochaj swoje ciało!

*

AMOUR 

Zaczynamy od miłości, a to najmilszy z początków. Chwytliwe dziewczyńskie hasło na klasycznym tiszercie to zawsze trafiony pomysł. Ja sama mogłabym mieć takich egzemplarzy całe stosy, choć na co dzień skłaniam się ku modowemu minimalizmowi. Koszulki z krótkim rękawem mają w sobie coś takiego, że przy odrobinie buty albo przekory mogą stać się balową kreacją, mundurkiem, zbroją albo bezbronną piżamą. Ubierają tak wszechstronnie i nonszalancko, że czasem wystarczy się gromko roześmiać do adresata koszulkowej, miłosnej wiadomości i już nic więcej nie mówić. Czuję, że polubiłabym się z tęczowym modelem „Amour”, ale też z „Girls support girls” i „Mother”. Ciekawe, który z wariantów trafi do rąk autorki zwycięskiego komentarza.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

BADYLOLOGIA

Jak Ania Czeremcha wstawi nowy wpis na Instagramie, to się zlatują zorientowane i te zwyczajnie zaczarowane odbiorczynie i dyskutują, chwalą, wypytują. Zupełnie się temu entuzjazmowi nie dziwię, ja go podzielam. Na samą wieść o tym, że Ania właśnie nakładła w słoiki ziołomiodu z miłorzębu albo kremów z żywokostu, babki, kocanki i kasztanów, szukam po kieszeniach dukatów, a w łazience skrawka wolnego miejsca na kolejny z jej pięknych wytworów. Wiecie, że Ania uciera wszystkie ingrediencje kamieniem na desce bukowej, w swojej glinianej chacie w osikowym lesie? Nie wiecie? To już wiecie. A szczęściara, co swoim komentarzem rozmiękczy serce Czeremchy, otrzyma przesyłkę z olejowym SERUM BOHATERUM, które – jak sama twórczyni powiada: „broni, chroni i pilnuje, by skóra twarzy czuła się jak przytulona do miękkiej poduszki”. Już was korci, żeby strzelić pod artykułem elaborat? Brawo wy, toż to jedyna właściwa reakcja.

Facebook/Instagram

*

EŻ UNDIES

#miłujswójmajestat – takim sprytnym hasztagiem firmują autorską linię bielizny Monika Kucel i Paulina Puchalska, założycielki Elementu Żeńskiego (moja rozmowa z dziewczynami tu). Po fantastycznych bluzach z nadrukami mieszkającej w Berlinie artystki Kasi Marszewski, przyszła pora na drugi, równie celny strzał. EŻ Undies to wyraz miłości do pupy, jakiego świat nie widział. Wykonane z bawełny, modalu i elastanu, uszyte w niewielkiej włoskiej szwalni (polskie szwalnie nie podjęły się zamówienia w niewielkim nakładzie) i harmonijnie zgrane z dziewczęcym majestatem, mają działanie rozweselające, porywające do tańca i łóżkowej gimnastyki. Są dostępne w dwóch kolorach (czarnym i beżowym) oraz dwóch wariantach (wysokie i niskie). Kupicie je tu, a jedna z was zostanie obdarowana tym robiącym ciału przyjemność prezentem. Ostrzcie ołówki, strzepujcie nadgarstki i smarujcie zgrabny komentarz, ale już!

Strona internetowa/Facebook/Instagram

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

KINKY WINKY

Pomyślcie tylko. Jeden klik i jesteście w kolorowym świecie przyjemności. Wibratory, kulki gejszy, dilda oraz lektury, filmy i gry erotyczne torują proste ścieżki do poznania siebie i własnych potrzeb. Poza tym, że dają przyjemność, są też bezpieczne i ładne, więc może zbierzecie się w sobie i napiszecie parę błyskotliwych słów w komentarzu? Zwycięska odpowiedź może liczyć na lazurowe, rozwibrowane cacuszko do stymulowania łechtaczki.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

LOVE ON THE SNOW

Ta marka ma patent na to, jak polubić zimowe chłody i słoty. Ratunkiem dla zmarzluchów, które lubią ładnie się odziać, będzie elegancka bielizna termiczna, która jest i ciepła, i sexy, a więc nie trzeba iść na kompromis. Wreszcie! Wykonana z wełny merynosów jest najdoskonalszym termoregulatorem – naturalnym, miękkim w dotyku, oddychającym, hipoalergicznym, o właściwościach antybakteryjnych i do tego nie drapie. Klasycznie zaprojektowana i wytrzymała, służyć będzie przez wiele lat. A gdy się zużyje, nie przyczyni się do degradacji środowiska i ocieplania klimatu. Lepiej już być nie może.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

ŁYKO

Jak sobie pościelesz, taką będziesz miała noc. Gruntownie odespaną czy bezsenną i nierówną? Przewidywalną czy namiętną? Radzę wam spać i kochać się w lnach, bo są przyjacielskie dla ciała i niewrażliwe na upływ czasu. Pościele od Łyko, marki założonej przez siostry Helenę Dąbrowską i Marię Oblicką, zapewniają łagodne, ale skuteczne odcięcie od bodźców i zwycięstwo zmysłów. Autorka komentarza, który zaskarbi sobie sympatię Marysi i Heleny, otrzyma zestaw szarej lnianej pościeli w rozmiarze 140 x 200 cm. Taką w sam raz do zamotania siebie i kogoś jeszcze. Do dzieła!

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

MOKAVE

Pola Chrobot, założycielka Mokave, konstruuje swoją biżuterię w łódzkiej pracowni, czerpiąc z legend, opowieści i natury. Zafascynowana alchemią, astrologią, mocą kamieni, geometrią i kobiecą aurą, tworzy naszyjniki, pierścionki, kolczyki i bransoletki, bazując na prostocie i silnym przekazie płynącym z symboli. Bardzo prawdopodobne, że pośród jej wytworów znajdziesz swój talizman, pobudzający zmysłowość i girl power.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

NAGO

Jako że ów konkurs uknuty został wokół tematu miłości i intymności, selekcja marek w nim uczestniczących odbywała się poprzez poszukiwanie cielesnych kontekstów. Gdy tylko przeczytałam w opisie marki Nago, że pretenduje do miana „serca” kobiecej szafy, zapragnęłam pozyskać ją do zestawienia. No i jest, wraz ze swoimi sukienkami i body, wykonanymi z wełny, organicznej bawełny, tencelu i cupro, z szacunkiem dla przyrody i czułością dla wrażliwej skóry. To jest właśnie ten rodzaj ubrań, z których najchętniej wcale bym się nie rozbierała. Chyba, że miałabym naprawdę dobry powód.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

NALU BODYWEAR

Nalu to kobiecość razy milion. Siła tego przekazu głaszcze moje receptory już po krótkim obcowaniu z kimonami, sukienkami i płaszczami projektowanymi przez Olę Hanuszkiewicz. Jak one umajają sylwetkę, jak wznoszą ponad chodnik i przybliżają do samej siebie! Radośnie zatracam się w lekkości, która jest wspólnym mianownikiem wszystkich wytworów rąk Oli i jej zaufanej krawcowej Kasi, i bardzo chcę przyłączyć się do plemienia kobiet Nalu (wszak jedna z nich mnie tutaj przywiodła). Wszystkie namawiają, by rozpalić z nimi ognisko i odtańczyć boginiczny taniec. Nie sposób się temu oprzeć.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

VANITY NAP

Przezroczystości, błyski, miękkości – to wszystko komponuje się w urodzajne jestestwo Vanity Nap. Jeśli chcesz się poczuć na moment jak królowa – a twoim królestwem jest każda przestrzeń, bez limitów: dom, balkon, stacja benzynowa, dyskont spożywczy czy klub, w którym byli już wszyscy, tylko nie ty – tutaj szukaj swojej kreacji. W duszy mi gra najsłodsza muzyka, kiedy patrzę na sukienki, bluzki i płaszcze, a zwłaszcza ten – równie piękny jak przeciwdeszczowiec noszony przez Catherine Deneuve w „Piękności dnia”, ale lżejszy, bo wykonany z organzy. Przeczytałyście: orgazmy? Czyli wy też myślicie tylko o jednym.

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

STORYTEL

Storytel to szwedzki wynalazek, który ze start-upu zamienił się w międzynarodową firmę, udostępniającą tysiące audiobooków o rozmaitej tematyce.To dopiero gratka dla zmysłów – uruchamiać słuch i wyobraźnię jednocześnie, generować wizje i siatki skojarzeń, także te o zabarwieniu erotycznym. W tejże kategorii (o TUTAJ) doszukałam się kilkuset tytułów. Tak więc jest w czym wybierać. Autorka najciekawszego komentarza otrzyma 3-miesięczną darmową subskrypcję. Trzymam kciuki.

 

Strona internetowa

fot. Ewa Przedpełska

 

*

YOUR KAYA

Lubię ten komfort, kiedy lista składników produktu, po który regularnie ustawiam się w kolejce, jest krótka i jasna. Kiedy nie muszę się zamartwiać domieszką chloru, plastiku, SLS-ów, PEG-ów czy innych toksyn, tylko zaufać producentowi i wrócić ze spokojną głową do swoich spraw. Tak mam z tamponami, podpaskami, wkładkami, kubeczkami menstruacyjnymi i płynami do higieny intymnej Your KAYA. Wszystkie wykonane są z bezpiecznych dla zdrowia komponentów, chronią i dają ciału oddychać, a poza tym szkodliwość dla środowiska została ograniczona do minimum. Doceniam, zachwalam i umieram z ciekawości, która z was otrzyma prezentowy zestaw od Your KAYA. Chciałybyście?

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

ZOJO ELIXIRS

Samo dobro. Zapodajcie sobie i swoim dzieciom dawkę adaptogenów do owsianki albo koktajlu i nie martwcie się niedoborem witamin czy minerałów, który dopada większość z nas jesienią i zimą. A co to są te adaptogeny? Ja wizualizuję je sobie jako troskliwe misie, które dbają o zdrowie, dodają mocy i odżywiają organizm, a to z kolei odbija się promiennie na buziach, włosach i uśmiechach. Dla autorki najciekawszej odpowiedzi na pytanie konkursowe założycielka Zojo Elixirs, Marta Ravensdale, przygotowała dwie supermieszanki: The Sexy Formula (maca, ashwagandha i shatavari) oraz The I Love You Formula, wzbogacone lucumą i znakomite na odporność. Powodzenia!

Strona internetowa/Facebook/Instagram

*

Kochane Pieszczochy, my tu gadu gadu, a trzeba się wywiązać z obietnicy i przeprowadzić konkurs z 13 NAGRODAMI. Zasady są jasne jak słońce – odpowiedzcie na pytanie: Gdybyś miała spędzić dzień na rozpieszczaniu samej siebie, jak byś go rozplanowała? Odpowiedzi wpisujcie w komentarz pod tym artykułem, a nasze jurorki, czyli założycielki ww. marek, wybiorą spośród nich 13 najwspanialszych i ich autorkom przyznają nagrodę. Pamiętajcie – każda z marek wybiera tylko jedną odpowiedź i przygotowuje dla jej autorki prezent. Wpisujcie komentarze do piątku 23 listopada. Wyniki ogłosimy 29 listopada.

*

WYNIKI KONKURSU

Najmilsze, najczulsze Czytelniczki! Pisać dla Was to jest zaszczyt. Czytać Wasze komentarze to jest radość. Głowy myślące pięknie i przewrotnie, ciała stęsknione, czasem zlęknione, ale też wsłuchane w swoje potrzeby. Życzę Wam miłości do samych siebie i regularnych, międzygalaktycznych orgazmów. Oto 13 komentarzy, które zaskarbiły sobie sympatię naszych jurorek. Dziewczyny, napiszę do Was niebawem z prośbą o adresy i inne konkrety. A tymczasem GRATULACJE!

1.Amour nagradza komentarz kawoholiczki:

,,Dzień z rozpieszczaniem samej siebie, to dzień, kiedy dałabym sobie zezwolenie na egoizm bez wyrzutów sumienia. Dozwolone byłoby lenistwo, nagła bałaganowa ślepota, zapominalstwo o obowiązkach, marnowanie czasu (i wody w wannie), przyjmowanie wszelkiej pomocy z wdzięcznością, ale bez rozterek, tryb offline w telefonie, drzemki w trakcie dnia, podjadanie w łóżku, odstrzelenie się bez okazji, za mocny makijaż i niepraktyczna bielizna oraz zakupy w myśl zasady „należy mi się”. Jadłabym same frykasy, bez talerza, bo jak nie jest z talerza, to nie ma kalorii, piła wino o nieprzyzwoitej godzinie i bezwstydnie oglądała Netflixa lub odpaliła x-boxa, by delektować się nim w skarpetach nie do pary i koreańską maseczką na twarzy. W taki dzień myślałabym tylko o sobie, bez litości i ze świadomością, że bezwstydne rozpieszczanie siebie to niezbędny reset dla mózgu i własnego ego. A na jego koniec każdy by chyba przyznał, że tego mi było trzeba i po takim zastrzyku egoizmu, jestem słodka jak pączek z dodatkowym lukrem.”

2. Badylologia nagradza komentarz Katii:

,,Niczego w tej chwili nie potrzebuję bardziej, niż rozpieszczenia się kulturą wysoką – maseczki, jogi, drzemki i inne pierdoły mogę mieć na co dzień, bo zawsze znajdę te pół godziny, ale na sztukę (Sztukę przez wielkie SZ!) pół godziny to za mało. Gdybym miała czas i pieniądze, wsiadłabym w najbliższy samolot do Londynu i spędziła cały dzień w National Gallery. Godzinami mogłabym siedzieć (najchętniej na podłodze), odcięta całkowicie od świata, zapatrzona w kolejne dzieła sztuki, ewentualnie z kubkiem słodkiej czarnej kawy w dłoni, i dziennikiem w jednej. Sztuka mnie uspokaja, rozpieszcza, dopieszcza, i to własnie Sztuki brakuje mi w polskiej codzienności, więc gdybym mogła poświecić jeden dzień na totalne rozpuszczenie i zepsucie samej siebie, wybrałabym dzień w National. Później wybrałabym się do palmiarni, aby ukoić zmysły wśród dzikiej zieleni. W drodze na lotnisko zajrzałabym jeszcze do LUSHa, żeby zaopatrzyć się w zestaw najlepszych kosmetyków na świecie – bath bombs!”

3. Element Żeński nagradza komentarz e:

,,Cisza. Otwieram oczy. Piję kawę, myję zęby. Jadę 507. Patrzę na Wisłę. Wysiadam przed dworcem, odwracam się do Pałacu Kultury. Nie widzę godziny, bo chmury… Kupuję bilet, nad Bałtyk. Próbuję czytać, ale wybieram szary krajobraz za oknem. Wysiadam. Wiatr popycha we właściwą stronę. Jest horyzont, jestem ja i tak sobie stoimy na przeciwko siebie”.

4. Kinky Winky nagradza komentarz Maggie:

,,Wszyscy piszą o banałach: porządnym śnie, miękkiej pościeli, kubku gorącej kawy/herbaty, długim prysznicu, spacerach po parku, seksie, smacznym żarciu. Dziewczyny, no co Wy… Mam 36 lat, świetnego męża i dwójkę dzieciaków, pracę i studia, a jednak nie rozumiem, jak tych rzeczy nie można uskuteczniać codziennie. Gdybym mogła się rozpieszczać przez cały dzień, miała wolne 24h to… Poleciałabym do Berlina na całodobowy rave do Berghain. Nieważne kto by grał, bo prawie każdej nocy mogą pochwalić się świetnymi DJ’ami. Dałabym się wciągnąć tłumowi, tańczyłabym do utraty tchu, moje ciało byłoby mokre od gęstej atmosfery, a głośniki tak nakrzyczałyby mi do uszu, że już nigdy nie narzekałabym na piski swoich dzieci i marudzenie męża”.

5. Love on the Snow nagradza komentarz Dominiki:

,,Dla mnie dzień rozpieszczania samej siebie, to dzień pełen aktywności fizycznej, w ruchu. Paradoksalnie, zmęczenie mięśni, ogień w udach, wypieki na policzkach, potargane włosy, to dla mnie forma rozpieszczenie siebie. Zapomina się o obowiązkach, pędu dnia codziennego, posiłek po wszystkim smakuje lepiej. Napięcie mięśni w końcu puszcza, całe ciało jest gotowe na rozluźnienie. Sen przychodzi lekko. Ruch oznacza to ma dla mnie wolność. A ta świadomość nie może być bardziej rozpieszczająca. Dają mi to góry – latem, ale szczególnie zimą. Poza szlakiem”.

6. Łyko nagradza komentarz Olgi, mamy Rysia:

,,Plan jest prosty. Cały ten dzień przeznaczyłabym na SEN. Niczym niezmącony, spokojny, dobry, długi sen. Taki z gatunku tych, które nadchodząc przenoszą nas pod kołdry do łóżek z dziecięcych lat. Taki sen z marzeniami, projekcjami, w którym spotykamy przyjaciół, odwiedzamy zupełnie obce miejsca, które już kiedyś przecież śniliśmy. Taki który trwa więcej niż trzy razy po dwie godziny. Po przebudzeniu i uświadomieniu sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę, MOGĘ SPAĆ, Ryś w swoim łóżeczku obok nie żali się na kolejną jedynkę wychodzącą na świat, kot nie atakuje mojej prawej stopy, a ukochany niemąż nie poszukuje aktualnie portfela/paska/telefonu (zakreślić właściwe), rozpoczęłabym festiwal niespiesznych ziewnięć i przeciągań. Wydłużałabym swoje ciało, ożywiając palce rąk i stóp, a ono byłoby czystą elastycznością, bez napięć, bólu lędźwi, barków i ramion. Po czym, przekręciłabym się na bok i śniła ten SEN dalej …. Pssssst, proszę nie budźcie mnie”.

7. Mokave nagradza komentarz Kasi:

,,Niespieszny poranek, których mi tak brakuje, powolne przeciąganie się w pościeli, potem celebracja śniadania. Potem zafundowałabym swojemu ciało odrobinę przyjemności, masaż szczotką, masaż twarzy, maseczka. Musnęłabym rzęsy tuszem, żeby podkreślić piękno oczu. Włożyłabym zwiewną, rusałkową sukienkę i…poszłabym do lasu. Bez pośpiechu chodziłabym po mchu, tuląc się do drzew. Uziemiałabym się. Łączyła ze sobą i z Ziemią. Taki pełny kontakt z Naturą zawsze działa na mnie kojąco, brakuje mi tego na co dzień. Popołudnie spędziłabym z ukochaną przyjaciółką na zdrowym obiedzie w jakiejś klimatycznej knajpce. Wciąż brakuje nam dla siebie czasu, więc zdecydowanie wpisuje się to w mój idealny dzień. Wieczór przeznaczyłbym na zatopienie się w literaturze, książki zawsze potrafiły przenieść mnie do innego wymiaru. Przed zaśnięciem ucałowałabym dzieci i męża dziękując w duchu za dar, jakim są. Zasnęłabym spokojnie. Może i bez fajerwerków ten mój dzień – ale radość i ukojenie znajduję właśnie w prostocie i tych zwykłych/niezwykłych momentach”.

A dla Kingi D ma nagrodę specjalną:

,,Na okoliczność „me day” zaplanowałabym wycieczkę! Nie chcąc spędzić całego dnia w podróży (wiadomo chciałoby się Paryż, Rzym…) wybrałabym się z Warszawy…do Łodzi. Byłam tam tylko raz i to miasto – tak znienawidzone przez niektórych – mnie urzekło swoim trochę zagadkowym vibem. Może przy bliższym poznaniu się rozczaruję, ale chcę dać mu szansę. Plan wycieczki zakładałby dwa punkty: spacer śladami łódzkich murali, bo kocham ten rodzaj sztuki, kiedy przestrzeń miejska cieszy oko, a drugi: improwizacja? Na co dzień muszę działać według planu, żeby ze wszystko poogarniać, więc tu pozwoliłabym sobie na freestyle i zaufała swoim zmysłom: piękny zapach jedzenia dobiega z tej knajpki? – wchodzę, tu jakiś przyjemnie wyglądający park? – siadam na ławce, ta uliczka wygląda nietuzinkowo? – wydłużam spacer. Jestem pewna, że taki dzień nakarmiłby moją duszę i ciało”.

8. Nago nagradza komentarz Oli:

,,Swój dzień zaczęłabym od krótkich drzemek przeplatanych słuchaniem ulubionej muzyczki. Czuję wtedy, jak każdy pojedynczy dźwięk wypełnia moje ciało i jest to definitywnie jedno z najlepszych uczuć na świecie. Kolejna rzecz to oczywiście śniadanie i herbata karmelowa pita na parapecie w spokoju i pełnym skupieniu. Następnie standardowa poranna pielęgnacja. Mając więcej czasu do dyspozycji, wzięłabym lustro i po prostu usiadłabym przed nim nago. Siedziałabym tak długo, aż w pełni zaakceptuje jak wygląda danego dnia moje ciało. Każdą pojedynczą fałdkę, rozstęp czy jakąkolwiek inną niedoskonałość. Potem zorientowałabym się, czy którykolwiek z moich przyjaciół ma ochotę na jakąś przygodę. Nie mam pojęcia co moglibyśmy robić, ale raczej coś totalnie spontanicznego. Myślę, że nie ma lepszego sposobu na dbanie o siebie niż spędzanie czasu z ludźmi, których kocham. Jeżeli jednak wszyscy byliby zajęci, poszłabym do parku poczytać książkę albo do kina studyjnego na jakiś dobry film. Ostatnimi czasy przekonuję się, jak ważne jest to, żeby lubić spędzać czas przede wszystkim z samym sobą. Z planów zostaje już tylko wieczorne winko, dobra kolacja oraz tańczenie do późna, a dokładniej całkowite wczuwanie się w muzykę. Motywem przewodnim całego dnia byłoby staranie się, aby odczuwać wszystko jeszcze mocniej”.

9. Nalu nagradza komentarz vesper:

,,Ukochałabym siebie dbając o wszystkie te sprawy, o których na co dzień nie mogę pamiętać, bo wszystko jest ważniejsze. Nie zrozumcie mnie źle, ja się nie mażę, ja się nad sobą nie lituję, ja to przyjmuję i godzę się z tym totalnie. Taki czas, buzia na kłódkę. Ale skoro już mam ten dzień, kiedy mi wszystko wolno, to idę do fryzjera, potem na masaż, potem do piekarni i dłuuugo wybieram chleb na kolację. I jeszcze idę na lunch do tej nowej knajpki, co już w niej byli wszyscy tylko nie ja. Nie noszę tego dnia siatek, pluszaków i klocków, wieczorem to już w ogóle nic nie noszę, spaceruję sobie goła i wesoła po zamiecionym parkiecie i gapię się na siebie w lustrze. Piątka, dziewczyno!”

10. Vanity Nap nagradza komentarz p.:

,,Wyłączam wszystkie jarzeniówki w mojej głowie. Chaos. Znika miękko. Ciemno. W ciemności łatwiej się odnaleźć. Powoli. Poczuć tętno punktu, którym się jest. Będącym mimo czasowych nieobecności. Powietrze wolne od smogu. Oddech wolny od ucisku. Myśli wolne od duszności. Ciało wolne od bólu. Ulga nieznająca kompulsywności. Spokój. Cierpliwość trzymająca konstrukcję nie bodziec. Nierozumienie. Czucie. Tylko. Aż. Maj. Maj jest stanem umysłu, który lubię w sobie najbardziej”.

11. Storytel nagradza komentarz Izzi:

,,A ja postawiłabym na coś, czego żadna matka już chyba nigdy nie zazna w 100%, mając z tyłu głowy myśl, że powołało się na świat człowieka – na spontaniczność z ery pre-kids: bez uwzględniania potrzeb innych, bez strachu o dziecko, bez odpowiedzialności, bez myślenia za kogoś, bez uprzedzania wydarzeń, bez spełniania oczekiwań, bez planowania. I nie wiem, co by się wydarzyło tego dnia, ale wiem, że mogłoby wydarzyć się wszystko. A po takim dniu doceniłabym jeszcze bardziej to, co mam.”

12.Your Kaya nagradza komentarz Ewy:

,,Wymsknęłabym się o świcie przez uchylone drzwi, z plecakiem na plecach, prosto na dworzec. Zostawiłabym z buziakiem na policzku dwoje śpiących smoków pod opieką chrapiącego Pana Adama i wsiadłabym w pierwszy lepszy pociąg – poczytać książkę, nonszalancko zarzucić nogi na siedzenie na przeciwko i przespacerować się po miejscu, w którym jeszcze mnie nie było”.

13. Zojo Elixirs nagradza komentarz KHJB:

Dzień na rozpieszczaniu samej siebie zaczęłabym od dłuższej niż zazwyczaj drzemki – nieprzerwanej płaczem dziecka, drapaniem po drzwiach sypialni kota, czy mężem dopominającym się o śniadanie. Przyznaję – ma to swój urok, ale co jakiś czas przychodzi i taki moment, że nucę w głowie tekst piosenki: „Kiedy powiem sobie dość”… ?? Naładowana tą niecodziennie spotykaną dawką energii zaparzyłabym kawę, której nikt w tajemniczy sposób nie uprowadzi (czytaj: mąż). Może nawet do kawy zjadłabym korzenne ciasteczko (czytaj: raczej kremówkę). A co! Przecież mam siebie rozpieszczać! Takim zestawem delektowałabym się przy telewizji śniadaniowej, nie zaprzątając sobie głowy masą obowiązków nie cierpiących zwłoki. Jeszcze nie poprzewracało mi się w głowie od tego rozpieszczania samej siebie – wiem doskonale, że śniadanie to najważniejszy posiłek dnia! Dlatego zjem je w najlepszym lokalu w okolicy, płacąc tyle, że zapewne wystarczyłoby na obiad dla całej rodziny. Oczami wyobraźni już widzę jak moja mama przewraca oczami na widok takiego rachunku, niedelikatnie przypominając o racie kredytu do spłacenia. „Mamo, wrzuć na luz” – myślę. A po śniadaniu joga? Pilates? Basen? A może prestiżowe SPA? Kierując się zasadą rozpieszczania – wybieram wszystkie opcje. W końcu dziś nigdzie mi się nie spieszy. Po serii masaży, wyciszona i zrelaksowana wybieram się na obiad – tutaj następuje powtórka ze śniadania (patrz wyżej). Obiad bez pośpiechu, bez sterty brudnych naczyń do ogarnięcia, bez tłustej plamy na suficie (bo moje kulinarne eksperymenty nie zawsze kończyły się sukcesem) i bez zgagi – brzmi pięknie! Z restauracji wychodzę z uśmiechem na twarzy, no bo wiadomo – przez żołądek do serca. A co jak co, ale w dobrym jedzeniu, to ja jestem totalnie zakochana! Wracam do domu. CZYSTEGO domu (to słowo jest kluczowe, bo nieczęsto przychodzi mi je używać). Nie czeka na mnie pranie do zrobienia, kot nie zwymiotował na dywan, a mąż postanowił wcześniej wrócić z pracy i zajmuje się potomstwem. Gdy robi się ciemno włączamy film familijny, razem się śmiejąc i przeżywając razem z aktorami każdą wzruszającą chwilę. Potomstwo nie dotrwało do końca, więc mąż zanosi je do łóżeczek. Gdy wraca nalewa mi lampkę ulubionego czerwonego wina, jednocześnie przygotowując gorącą kąpiel w blasku świec. Po wszystkim zabiera mnie do sypialni, jeśli wiecie co mam na myśli. Może sam proces wymaga wysiłku, natomiast koniec jest niepodważalnie relaksujący. Zasypiamy wtuleni w siebie. KONIEC. Przyznam szczerze, że choć czasem desperacko marzą mi się takie relaksujące dni, to mimo wszystko kocham swoje życie. Życie pełne pośpiechu, pełne krzyków, plam na suficie, męża ukradkiem spijającego moją poranną kawę. Życie pełne emocji. Pozdrawiam, najszczęśliwsza kobieta na świecie”.

154 komentarze

  • Cecylia:

    Czekolada, orgazm, zakupy i książka! to mój plan na rozpustny dzień
    Czekolada na gorąco z winem i cynamonem by rozgrzać moje ciało pogrążone w krainie snów
    Orgazm – By poczuć moc siebie! Niepohamowaną radość życia…
    Zakupy – by oddać się swojemu roztrzepaniu i zamiast ze śliczną i kobiecą popierdółką albo parą butów to wracam z kwiatkami i płynem do szyb. Kaprys kobiecego absolutu!
    Książka – nie jedna, nie dwie! Wystarczy by poczuć magiczne chwile nie swojego życia 🙂

    Odpowiedz
  • Lu:

    Dręczy mnie jesienna słota, jestem wypompowana psychicznie i fizycznie, (poza tym moje zmartwienia mają swoje zmartwienia- odpoczynek to trudna sztuka!) Można na jeden dzień zniknąć i zmienić odrobine swoje wnętrze, wzrastać! Tak? Chciałabym się obudzić przy ukochanej osobie, ściągnąć jedwabną opaskę z oczu i chłonąć rozświetlona przestrzeń; smugi światła na zasłonach brodzące w złocie. Uwielbiam dawkować emocje i sensualnie odbierać świat. Jestem głęboko poruszona, gdy mogę podziwiać w półświetle skóre mężczyzny, która jarzy się życiem, tak ciepła i słodka. Po porannej pielęgnacji wsród przenikających się woni słodkich kwiatów, moich delikatnych perfum, a to wszystko przełamane ciężkim zapachem kadzidła i katedry czas wyjść na poranną kawę! Miasteczko jest jeszcze lekko zaspane, choć sugestywne. Przez ciemną kawiarnię w kamienicy przechodzi na wskroś cały upał; kwadraty blasku śniące swój żarliwy sen na podłodze; a my karmimy podniebienia, prowadzimy konwersacje i się śmiejemy. Oczywiście mamy tylko jeden dzień, więc łkamy z intensywnością każda chwilę Mkniemy rowerami na plaże (nie zapomniałam o opasce, która podtrzymuje moje rozhuśtane włosy) i spędzamy błogo czas mrużąc oczy od żaru, jakby zlepione miodem. Naprawdę mam nieodparte wrażenie, że kąpiele w morzu dodają mi mnóstwo energii! Słodka do omdlenia lemoniada i słona skóra; uwielbiam to połączenie. Właściwie ,piękne panie, wiecie jak wygląda taki dzień i jak wiele pozytywnej energii potrafi nam dostarczyć. Po przechace wsród gasnącego słońca, rozwieszonego prana i świeżego zapachu mydlin siedzimy we wrzasku i dymie; dymimy i wrzeszczymy sącząc prosecco. Dzień pełen ekspresji mogłabym zakończyć słowami z filmu la dolce vita: „Io sono troppo serio per essere un dilettante, ma non abbastanza per diventare un professionista”. Dbajmy o siebie na co dzień, bądźmy dla siebie łaskawe i wyrozumiałe (nie codziennie musimy dążyć do perfekcji) i pozwólmy sobie na chwilę rozpieszczania, buziaki!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.