U Darii

Rodzinny dom

U Darii

W taki dzień jak dziś przydadzą się malownicze rodzinne kadry i trochę ładnych wnętrz do ponapawania się i pozytywnego nastrojenia do życia. Po to skuteczne panaceum na jesienną chandrę chodźcie z nami w odwiedziny do Darii Zarównej-Gizy, jej męża Abelarda i ich córek: Idy i Mii. Bo na ich dom patrzy się jak przez różowe okulary.

Z przyjemnością zapraszamy was na kolejną odsłonę cyklu Rodzinny dom. Jej bohaterką jest Daria, fotografka, mama 3,5-letniej Mii i 3-miesięcznej Idy, która opowie o swojej – odziedziczonej po mamie – miłości do antyków, relaksujących wyprawach na targi staroci i o przyjemnej dla nich alternatywie. I jeszcze o tym, że zbieractwo to zajęcie dla ludzi o mocnych nerwach. Miłej lektury.

*

Niewielka, zadrzewiona miejscowość pod Gdańskiem, umiejscowiona z dala od turystycznego zgiełku, ale na tyle blisko, by puls miasta był wyczuwalny. Niezmierzona cisza i rozległe pola po horyzont – taka sceneria pozwala się zrelaksować, złapać oddech i nabrać odpowiedniego dystansu do życiowego chaosu. Dla fotografki Darii Zarównej-Gizy i jej męża Abelarda Gizy, komika i scenarzysty, dom w Pruszczu Gdańskim stał się idealnym miejscem do życia i wychowywania dwóch córek.

O tej przytulności w dużej mierze decyduje styl vintage i umiłowanie antyków, tak bardzo widoczne w ich domu. Daria podkreśla, że czułości do tego, co stare, nauczyła ją mama. Sama również jest entuzjastką sztuki i kolekcjonerką pięknych przedmiotów. Od najmłodszych lat Daria towarzyszyła mamie w poszukiwaniach skarbów z minionych epok i tak jest do dziś. Sama przyznaje, że rodzinna pasja zostanie najprawdopodobniej zaszczepiona także najmłodszemu pokoleniu: 

Mia i Ida dorastają w domu, w którym o sofę Ektorp opiera się XIX-wieczny kandelabr. Dla nich lada sklepowa z 1903 roku jest idealną półką na gry i puzzle, a Mia ma wrażenie, że w każdym mieszkaniu stoi przedwojenny koń na biegunach, na którego można się wspiąć i założyć mu kolorową opaskę. Mogłaby być mocno zaskoczona, gdyby Mikołaj przyniósł jej prezenty w torbie w choinki, a nie w nadgryzionych czasem wiejskich sankach.

Czy często zdajecie się na pierwsze wrażenie? To silniejsze od nas, bo odwiedzając kogoś w nowym domu, odruchowo omiatamy wzrokiem układ, w jakim funkcjonują zgromadzone przez gospodarzy przedmioty, zanim jeszcze przestąpimy próg. Od razu widać, kiedy ktoś wkłada serce w dekorowanie domowej przestrzeni, a kiedy jest to wymuszone i nieprawdziwe. Dla Darii ważny jest zarówno każdy skrawek domu, jak i rzeczy, które się nim znajdują:

Najważniejsze dla mnie jest to, że te wszystkie przedmioty dostają drugie życie. Nie są muzealnymi eksponatami, tylko stają się naszymi przyjaciółmi i biorą czynny udział w naszym życiu.
Kiedy w porze deseru stawiam na stół cynowy talerz z owocami, lubię zastanawiać się, kto i w jakiej sytuacji z niego korzystał? Co wtedy przeżywał? Czy był szczęśliwy? Czy też kroił gruszkę dla czteroletniej baletnicy?

Najlepszym źródłem wnętrzarskich inspiracji są dla Darii podróże, a ulubionym kierunkiem – Amsterdam. Jej zdaniem Holendrzy mają niezwykłą łatwość w łączeniu wyjątkowej klasy antyków z prostymi przedmiotami codziennego użytku. I dlatego zupełnie typowym dla tej części Europy widokiem jest unikatowa porcelanowa waza stojąca obok zardzewiałego kosza do połowu ostryg. Daria również nie boi się odważnych rozwiązań, bo jak twierdzi, dobre wzornictwo obroni się zawsze. Dlatego śmiało zestawia secesyjną cukiernicę z wyciskarką do cytrusów Philippa Starcka. Są w tym dystans, lekkość i zabawa, a to one właśnie decydują o unikalnym charakterze wnętrza, w którym żyjemy.

 

 

Pokój Mii to królestwo pasteli, delikatnych wzorów, naturalnych tkanin i drewnianych mebli. Muślinowy baldachim sąsiaduje z girlandą i zdobiącym ścianę polaroidów łabędziem. Dziewczęcą przestrzeń rozświetla lampka ananas oraz neon. Pokaźna kolekcja myszek i królików Maileg usadowiła się wygodnie na bladoróżowej półce, a reszta zabawek spoczywa w plecionych koszach. I jest porządek.

 

 

Kiedy zapytałam Darię o ulubiony sposób na relaks, od razu wskazała wyprawy na targi staroci. Teraz jednak, jako mama 3-miesięcznego niemowlęcia, nie może sobie na nie pozwolić tak często, jakby chciała. I co z tym robi? Szuka okazji w Internecie na aukcjach antyków. Z Idą przy piersi przenosi się do krainy, w której rządzą platery, stare zdjęcia, wagi i sztućce. To wszystko na jedno kliknięcie!

 


Zapytana o swoje najcenniejsze zdobycze, Daria opowiada rozbrajającą historię, która w momencie dziania się, wywołała trwogę na całym lotnisku. Na szczęście dziś jest zaledwie sympatyczną anegdotą:

Czasami największą przyjemność potrafi sprawić jedno, małe zdjęcie wyszperane w pudełku „wszystko za 2 złote”. Ale moją największą dumą jest ręka manekina z przedwojennej pracowni rękawiczek. Być może dlatego, że wiąże się z nią zabawna historia. Wracamy samolotem do domu z Amsterdamu. Rękę z braku miejsca załadowałam do bagażu podręcznego. W czasie kontroli zatrzymano niemal całe lotnisko. Przerażeni celnicy pospiesznie otworzyli walizkę i zobaczyli, że zamiast odciętej kończyny w środku jest drewniana kopia. Bardzo trudno było mi wytłumaczyć, po co zabieram ją do Polski (śmiech).

Dziękujemy za zaproszenie do pięknego domu Darii, to była wielka przyjemność.

*

Tekst: Dominika Janik

Zdjęcia: Ania Rutko / mammamija.pl