moda dla mam

Tyszert: AW 2019/2020

Jesteś sobą, kiedy jest ci wygodnie

Tyszert: AW 2019/2020
Marta Streng

Gdzieś tam, w miasteczku Ragvaldsträsk w północnej Szwecji, spadł już śnieg, a mróz skuł lodem jeziora i zorzę wymalował na firmamencie. Przenieście się na moment – tuż przed Świętami – do krainy odświeżającego chłodu za oknem i trzaskającego ciepła w kominku.

Tę podróż zawdzięczamy Ilonie Leszczyńskiej, mamie Rozalii, Rocha i Remigiusza oraz założycielce 6-letniej marki Tyszert, która wybrała się na daleką północ po kadry komplementarne z jej wizją świątecznej kampanii. I udało się, bo w lookbooku wieje zimą, ale taką dogrzaną miłosną historią w kontekście dzikiego wypadu na skraj świata. Założę się, że przynajmniej raz przyszła wam do głowy myśl o ucieczce od ferworu przygotowań, kolejek w sklepach i całej masy trosk związanych z hucznymi przygotowaniami do Świąt. A przecież to jest czas, kiedy niczego bardziej nie pragniemy niż spokoju. Dlatego bardzo nam przypadła do gustu wizja świątecznej dezercji w wykonaniu dwojga zakochanych po uszy uciekinierów, czerwonego jak jabłko w cukrze Saaba 96 i drewnianego domku gdzieś pośrodku niczego.

Motto marki brzmi: Jesteś sobą, kiedy jest ci wygodnie. Ilona wpadła na pomysł komfortowych T-shirtów, swetrów, sukienek i spódnic właśnie wtedy, gdy były jej najbardziej potrzebne, czyli pół roku po urodzeniu pierwszego z trojga jej dzieci. Wtedy też zapragnęła wrócić do pracy, ale po przetestowaniu 6 opiekunek i pierwszym dniu w pracy, który trwał całe 2 godziny (kolejna niania dała za wygraną), zmieniła biuro na home office. Kupiła maszynę do szycia i przeniosła się z rodziną z Warszawy do siedliska w sosnowym lesie. Stąd pewnie w nowej kolekcji tyle nawiązań do dzikiej przyrody i ciszy właściwej odludnym, gęsto zalesionym krainom.

Ilona wierzy, że to, co na siebie narzucamy, decyduje o nastroju i samopoczuciu. Raz chce nam się brylować wśród ludzi w sukience w kolorze wina, a innym razem wolimy ukryć się w przepastnej bluzie. Dobrze jest pozwolić sobie na te wszystkie możliwości i nie trzymać kurczowo jednej, uwierającej na dłuższa metę stylówki. Musicie wiedzieć, że ubrania z metką Tyszert powstają na bazie naturalnej bawełny i lnu, bez grama akrylu czy poliestru, które są pochodnymi plastiku i ropy naftowej. Nie musicie bać się koloru, bo barwniki użyte do jego wytworzenia są opatrzone certyfikatem i w pełni bezpieczne dla skóry.

Ilona z rozbrajającą szczerością opowiada o początkach marki, o wycieczce do Łodzi po 4 metry tkaniny, nieuczciwym inwestorze i kryzysach twórczych, których przez 6 lat funkcjonowania Tyszertu sporo się nazbierało. Jak sama twierdzi: Jesteśmy żywym dowodem na to, że jak się chce, to można. Zaczynałyśmy z zerowym stanem konta, ratując się debetami, i z zerowym stanem wiedzy na każdy z tematów, którym się aktualnie zajmujemy, wspierając się doświadczeniem i pomocą dobrych i mądrych ludzi. Logo, które funkcjonuje do dziś, zaprojektowała nam koleżanka. Pierwsze wykroje robiłyśmy na folii ogrodniczej. Przez dwa lata magazyn, biuro i pracownia mieściły się w naszym pokoju na poddaszu w domu rodziców. Słowo dziewiarnia, odszycie i stębnówka jeszcze 6 lat temu nic dla nas nie znaczyło, a dziś jest naszą ulubioną codziennością. Ładnie opowiedziane. Wiedząc, że produkowanie ubrań to nie przelewki, jeszcze mocniej doceniamy tworzenie ich w pełnej wolności, niezależnie od mód i prognoz, i z radością z dzielenia się trafionym w dziesiątkę pomysłem. Brawo, Tyszert!

*

Zdjęcia: Marta Moosiątko Streng
Modele: Aga i Konrad

TYSZERT

Strona internetowa/Facebook/Instagram