Tulenie Tytusa

Sielsko jak na letnisku

Odwiedziny w domu Kasi i jej rodziny pozostawiają po sobie nie jedno, dwa ale tysiąc wrażeń. Czujemy to już na kilka minut przez naszym spotkaniem, dlatego przez chwilę spacerujemy po lesie, który mają 3 kroki od furtki. Potem jednak gubimy tę furtkę i dajemy susa przez płot.

Gospodarze witają nas ciepło i częstują wszystkim, czego dusza zapragnie. Opowiadają o swoich planach podróży do Nowego Jorku, niezwykłych sąsiadach i o tym, że chcą zawiesić linę pomiędzy drzewami (i robią to po kilku dniach). Tymek wchodzi w rolę przewodnika po ich magicznym domu a ja cieszę się, że on prowadzi, bo bez niego najpewniej zgubiłabym się w którymś z korytarzy. Dom Kasi i Roberta to najlepsza definicja otwartego domu.

Te wszystkie emocje, którymi promieniuje Kasia, Baba Gaba, Robert i chłopaki (Leon, najstarszy, był wtedy w szkole, ale założę się o paczkę andrutów, że jest taki sam), będziemy sobie przypominać jeszcze długo po powrocie do domu. Na obrazek składać się będzie także wyjątkowa sceneria. Parę razy zafalowało drzewo, zatańczyło światło elektryczne, zapachniał placek z truskawkami. Mam nadzieję, że wyłapiecie to na zdjęciach.

Zapraszamy Was na spotkanie z kolejną bohaterką cyklu Tulenie w Tuli. Przyjemnej lektury.

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7149

Wy to chyba powinniście prowadzić warsztaty z tulenia. Jesteście modelowi.

Faktycznie, uwielbiamy się tulić i robimy to tak często, jak tylko możliwe. Leona i Tymka nosiliśmy w nosidle, kiedy była taka potrzeba, ale najczęściej byli wtuleni w nasze ramiona. Mamy to szczeście, że jest z nami moja mama – Baba Gaba – i oficjalnie powinna otrzymać medal za noszenie i tulenie naszych dzieci. Żadne z nas nie wyznaje zasady  „nie noś go tyle, bo się przyzwyczai”, nigdy nie rozumiałam tego stwierdzenia i chyba nie zrozumiem.

Od 9 miesięcy jest z Wami Tytus, młodszy brat Leona i Tymka. Dobrze mu w nosidle czy grymasi?

O ile przy dwójce dzieci nosidło wydawało nam się zbędne, bo wystarczał nam wózek i dostawka dla starszaka przy powrotach z przedszkola, tak przy trójce zdecydowaliśmy się na Tulę. To była bardzo dobra decyzja. Idealnie sprawdza nam się przy wyjazdach dalszych i bliższych. Ostatnio rozkochaliśmy się w podróżach kolejką miejską i Tula na takich wypadach jest niezastąpiona.

Z jaką prędkością Tytus w niej zasypia?

Najczęściej dzieje się tak, że nie zauważamy tego momentu. Chłopak momentalnie odpływa.

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7135

Gdzie ostatnio zawędrowaliście?

Na Majówkę skoczyliśmy do Berlina i w sumie cały wyjazd Tytus spędził w Tuli. Bob codziennie planował 10 – godzinne wycieczki i zwiedzanie, więc chłopcy przejmowali w połowie dnia wózek brata, a maluszek wskakiwał do Tuli.

Czyli wszystko poszło jak z płatka. A jak było i jest z karmieniem piersią? Czy zawsze bez kłopotu i z radością, czy dopiero teraz tak pięknie się układa z Tytusem? I czy lubisz.

Uwielbiam! To jedna z piękniejszych chwil! Dla mnie to kwintesencja macierzyństwa! Za każdym razem kosztowało mnie to wiele wyrzeczeń, bo każdy z chłopców do 6 miesiąca życia musiał być na ścisłej diecie, tzn. ja musiałam być na diecie składającej sie z 6 produktów, na które nie byli uczuleni. Ale mimo wszystko jest to dla mnie cudowny rytuał. Już wiem, że bardzo będę za tym tęsknić.

Macie piękny dom. Począwszy od płotu, na kominie skończywszy. Opowiedz mi w skrócie, skąd się wziął i jak długo zajęło Wam doprowadzanie go do obecnego stanu.

Nasz dom ma już ponad 100 lat, kupiliśmy go 7 lat temu, nie przebudowaliśmyy w nim praktycznie nic, jedynie go odświeżyliśmy. Zmienia się za to bardzo często, bo non stop coś tworzymy, dodajemy. Praktycznie każdy spacer do lasu kończy się przyniesieniem kolejnej dekoracji do domu. Wiele czasu pośwęecamy na zajęcia praktyczno – techniczne z chłopcami i wówczas powstają niepowtarzalne rzeczy. Uwielbiamy starocie i pchle targi. Razem z chlopakami wynajdujemy gadżety do naszej kolekcji. Póki co, wszystko się jakoś w domu mieści (śmiech).

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7157

Mówiłaś, że w zasadzie niewiele się poza Radość ruszacie. To opowiedz, jak wyglądają Wasze zwykłe dni.

To prawda, nie ruszamy się zbyt często z Radości (poza Bobem, który orze w Mordorze). Raczej staramy sie ściągać przyjaciół do siebie. U nas jest tak radośnie (śmiech). Sielsko jak na letnisku. Las, park, mili sasiedzi, domowe obiadki, zakupy w warzywniaku, pyszne lody u Meryka. Wokół domu zawsze jest co robić, więc jeśli nie maile i szycie, to jest możliwość dokopania się do jakiegoś skarbu z dzieciakami. Celebrujemy leżenie w hamaku i grillujemy. W ogrodzie mamy już domek na drzewie, platformę obserwacyjną a wczoraj między świerkami zawisła wielka liana, więc bawimy się w Tarzana.

A jak już gdzies wyjeżdżacie, to z rozmachem. Ja wiem o Waszej wyprawie do Danii i Norwegii, teraz w planach wakacyjnych macie USA i Kanadę. Jak to się stało, że lecicie do NY i co planujecie zobaczyć?

Nasze wyprawy planujemy dosyć spontanicznie, ale z dużym wyprzedzeniem. Siadamy przy stole, bierzemy globus i kręcimy (śmiech). Później rozważamy wszystkie za i przeciw. W tym roku kierunek wybrali chłopcy, przed dłuższą część roku marzyli o Japonii, przeczytali już z Bobem wszystkie wydane książki o Tokyo (śmiech). Troszkę ich przy tym wyborze wspieraliśmy, ale troszkę odwodziliśmy. Żadne z nas nie było jeszcze w Azji, nie znamy tamtejszej kultury i zwyczajów no i mamy 9 – miesięczniaka, który bedzie eksplorował każdy możliwy zakątek. Zrobiliśmy naradę rodzinną ponownie i padło na Amerykę. Chłopcy bardzo chcą zobaczyć Statuę Wolności, Leon przez cały rok omawiał w szkole ten kontynet, więc będzie naszym przewodnikiem. Jedziemy w sierpniu, ale nie rezerwujemy żadnych hoteli, mniej więcej tylko określamy trasę , pewnie niebawem usiądę do komputera i zrobię listę atrakcji i miejsc do zobaczenia. Jednym z pierwszych będzie kraina Tysiąca Wysp na pograniczu USA i Kanady.

Jak się dzielicie obowiązkami z Robertem? Kto usypia, kto zawozi do szkoły, zabiera w plener? Kto uspokaja, a kto szaleje z dziećmi?

My wszystko robimy razem (śmiech). Bob zawozi do szkoły, ja odbieram. Bob kąpie, ale woła mnie zawsze do towarzystwa. Ja jestem zlym policjantem, a Robert dobrym. Kiedy on mówi coś na serio, chłopcy wiedzą, że żarty się skończyły. Ja wciąż próbuję stawiać ich do pionu, ale nabrali już dystansu. Nie ciągnie nas do stereotypów, przez co wspaniale jest być sobą i obdarowywać innych tym, co ma się z natury najlepszego.

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7139 tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7141


A jak świętujecie? Jak dotąd obchodziliście urodziny chłopaków? 

Świętowaliśmy do tej pory bardzo hmmm… tematycznie. Mieliśmy urodziny budowlane, gwiazdkowe, samolotowe, star warsowe i minionkowe. W ubieglym roku jakoś się nie składało i na początku tego roku też nie i w sumie odłożyliśmy świętowanie na wiosnę. Odkryliśmy fantastyczne miejsce, niedaleko domu oczywiście, gdzie nasz trener piłki nożnej wraz z żoną stworzyli magiczną bazę dla dzieciakow. Organizują obozy, kolonie, urodziny, podchody, weekendy tematyczne (detektywistyczne, kulinarne itp.) i zgrupowania sportowe dla dzieciakow. Poprosiliśmy ich o przygotowanie urodzin dla chłopców. Zabawa w pobliskim lesie zakończona ogniskiem trwała 6 godzin. Dzieci same przygotowały tort, wróciły brudne i szczęśliwe.

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7184

Jak to jest być mamą 3 chłopaków, w dodatku tak świadomą swojej kobiecości i siły? 

Od zawsze byłam chłopaczarą, uwielbiałam się wspinać po drzewach i skakać przez najwyższe płoty. Ten świat chłopaków jest mi bardzo bliski. Mam 4 wspaniałych mężczyzn w domu i nie trudno jest mi się poczuć prawdziwie kochaną kobietą. Przecudowne są momenty, kiedy Leon zwróci uwagę na moje czerwone usta i nonszalncko rzuci tekst typu „o, widzę jakiś nowy zakup!”, albo Tymcio swoim słodkim głosikiem  stwierdzi „Mamciu, jaką masz piękną sukienkę, gdzie idziesz?” To „gdzie idziesz” wypowiadane jest już ze strachem (śmiech). Tytus każdego dnia pokazuje mi swoim uśmiechem, jak ważna jestem dla Niego. Bob uczy chłopców odpowiedniej kultury i szacunku do kobiet, więc ja jestem pierwszym napotkanym stworzeniem przeciwnej płci, a co za tym idzie ich ośrodkiem treningowym.

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7173

tula_kudlata_ladnebebe_IMG_7192

A jak się troszczysz o swoją kobiecość, czyli po prostu –  jak o siebie dbasz, pięknoto? Cała promieniejesz!

To zasługa pociążowych hormonów (śmiech). Muszę przyznać, że wyjątkowo piękne włosy mam po ostatniej ciąży, to prawda. Moją receptą na wieczną młodość jest dobry krem, czerwone usta i wieczny uśmiech.

Porozmawiajmy o pracy. Opowiedz, jak powstała Radosna Fabryka i Pacztipi i swoich zlecieniach scenograficznych. 

Radosna Fabryka powstała z potrzeby chwili. Uszylam  girlandę z gwiazdek do pokoju Tymcia, który miał przyjść na świat. Później powstały literki dla córek koleżanki, to już blisko pięć lat jak tworzę unikalne i wyjątkowe dekoracje. Bardzo kocham to, co robię i poświęcam temu ogrom czasu. Zorganizowałam sobie wszystko w okolicy domu, zbudowałam szczere relacje w pobliskich pasmanteriach, hutrowniach i sklepach budowlanych. Każda wizyta to miłe towarzyskie spotkanie z panią Małgosią od suwaków, panią Kasią od nici, panem Stasiem od tkanin. Taka praca to czysta przyjemność, zwlaszcza, że efekty radują odbiorców. Ostatnio miałam okazję być też scenografem przy produkcji telewizyjnej, było to bardzo ciekawe i wyczerpujące doświadczenie. Bardzo miło wspominam też współpracę przy sesjach z Pauliną Kanią, wspaniały człowiek.

IMG_7150

Co Ci się jeszcze marzy i co knujesz na przyszłość?

W Pacz marzy mi się kolekcja namiotów uszytych z małych, ręcznie robionch serwetek. Kolekcja bardzo vintage. W Radosnej nie ma dnia bez nowego produktu, jeden pomysł rodzi kolejny, ostatnio nawiązana współpraca z Agatą z Miszkomaszko rozbudziła we mnie nieznane dotąd pokłady kreatywności i aktualnie zwijam kwiatki do wianków z pięknych tkanin autorstwa Agaty. Mam też pomysly na dwie nowe marki, które juz niebawem ujrzą światło dzienne.

Na koniec chciałam jeszcze zapytać o Twoją Mamę, bo zrobiła na mnie duże wrażenie. Ona jest właśnie taką idealną babcią, jaką każde dziecko powinno mieć. Tak ja to widzę, kiedy wpadam do Was w odwiedziny, ale powiedz, jak Wy to robicie, że ten układ działa? Nie wszystkim się udaje tak zgodnie żyć w takim składzie. Poproszę o złotą metodę (śmiech).

Baba Gaba jest cudowną babcią. Jest jednoczesnie babcina ze swoimi zupami, kotletami i ciastami, które podtyka chłopcom, bo oni przecież tacy mizerni, a z drugiej strony świetnie porusza się po facebooku i instagramie. Jej głowa kipi od pomysłów i nie może usiedzieć spokojnie. Gaba mieszka z nami chwilowo, dzięki Niej mam czas w ciągu dnia na pracę. Kochamy się bardzo, ale równie mocno złościmy się na siebie. Nie ma złotego środka, trzeba iść na kompromis i zjadać te podtykane pod nos jabłuszka (śmiech).

Dzięki za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: Monika Lenarczyk/ kaszkazmlekiem

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.