Tulenie Tymka i Bruna

Rozmowa z Ewą

Kto chce zostać ideałem? Mam wrażenie, że im większa świadomość własnej wartości u kobiety, tym mniej spalania się w osiaganiu nierealnych celów. Idealna kobieta, robotnica, córka, bżona, matka? Wolimy być mocne, naturalne i fajne, tak jak Ewa, kolejna bohaterka cyklu Tulenie w Tuli, mama chłopaków - bliźniaków Tymka i Brunka. Żeby dzieci chciały z nami być, turlać się po podłodze, łaskotać w stopy pod stołem i wyjadać zielony groszek z talerza.

Patrzymy na świetną, zgraną rodzinę a jednocześnie osoby, które się zwyczajnie lubią i myślimy, że receptą na szczęście jest bycie razem. A nawet RAZEM, jak podkreśla Ewa. Rzecz w tym, żeby się sobie przyglądać z ciekawością, dzielić czułościami,znajdować czas na wspólne wyjścia i wspierać choćby nie wiem co. Zapraszamy Was do domu Ewy, Konrada, Tymka i Bruna, rozgośćcie się.

 

lbp23

 

***

Bardzo podobał mi się Twój styl w ciąży: ramoneska, wężowy worek od Zosi Chylak, dużo czerni i rock’n’rolla. Ty tak zawsze miałaś czy dopiero w ciąży spodobał Ci się cięższy look?

 

To zabawne, ale pomimo bliźniaczej ciąży na palcach jednej ręki mogę policzyć rzeczy stricte ciążowe, które kupiłam przez te 9 miesięcy. Z reguły zakładałam to, co miałam w szafie. A czarny to zdecydowanie mój kolor, od zawsze!

Czarny najlepszy!

Nawet pomimo dwóch kotów w domu i tony sierści, nie ustąpił miejsca innemu.

 

lbp15 lbp14 lbp17 lbp16

 

Powiedz, co pomyślałaś, kiedy dowiedziałaś się, że to będą bliźnięta?

 

Byłam kompletnie przerażona. Pamiętam, że wyszłam z gabinetu i przez dłuższy czas nie mogłam się otrząsnąć. Sparaliżował mnie strach, że nie dam sobie rady, że na pewno urodzą się wcześniaki a ja pół ciąży spędzę w szpitalu leżąc, nie mówiąc już o rozmiarach brzucha. Mój mąż był za to zachwycony, bo sam jest jedynakiem i zawsze chciał mieć dużo dzieci.

 

Co było potem?

 

Kiedy już oswoiłam myśl o tym, że w moim brzuchu mieszkają dwie osóbki, zaczęłam sobie wszystko układać, wyobrażać, jak to będzie, czytać, jak radzili sobie inni podwójni rodzice. Przełomowe było też znalezienie wózka – nie wiem czemu, ale miałam straszne lęki, że nigdzie się z nim nie zmieszczę. Okazało się, że moje obawy były kompletnie nieuzasadnione.

A jak się czułaś w ciąży? Wiem, że nie masz porównania ale czuję, że wszystko, co złe dopada dziewczyny w ciąży bliźniaczej ze zdwojoną siłą. Jest tak?

Ja całą ciążę czułam się bardzo dobrze, poza kilkoma typowymi dolegliwościami. Nie miałam mdłości, żadnych szalonych zachcianek. Pracowałam do końca szóstego miesiąca, zdążyłam nawet zamknąć duży projekt. Sporo też wyjeżdżaliśmy, nie spędziłam ani jednego dnia w szpitalu a chłopcy przyszli na świat przez CC wyznaczonego dnia – w połowie 39 tygodnia i obaj dostali po 10 pkt.

Jak wspomina ten czas Twój mąż?

Konrad śmiał się, że byłam kompletnym zaprzeczeniem wszystkich ciążowych anegdot, które przyprawiały go o dreszcze. Zachowywałam się podobno normalnie, żadnej burzy hormonów i on praktycznie nie czuł, że jestem w ciąży i nie traktował mnie jakoś szczególnie. Do tego stopnia, że kiedy pod koniec ciąży byliśmy w Ikei po rzeczy do pokoju chłopców. Po zakupach wsiadłam zdyszana do samochodu, a on zapytał mnie: „co tak sapiesz?”, na co zszokowana odpowiedziałam mu: „może dlatego, że jestem w 9 miesiącu ciąży?!” Jego mina była bezbłędna! Potem wybuchliśmy strasznym śmiechem i chyba przez przypadek mamy anegdotę, którą będziemy opowiadać wnukom (śmiech).

 

lbp11

lbp5

 

Czy czułaś przymus bycia idealną mamą? Większość z nas tego doświadcza, to pojawia się zaraz po porodzie albo jeszcze wcześniej, w ciąży.

Najwspanialsze co dostałam razem z informacją o tym, że będziemy mieli bliźniaki, było zwolnienie z klątwy „Matki Idealnej”.  Wiedziałam od razu, że przy dwóch Żukach nie ma szans na robienie wszystkiego najlepiej, najwspanialej, książkowo. Dzisiaj oczekiwania wobec rodziców, szczególnie mam, są ogromne. Prędzej czy później pojawia się ogromna frustracja, że nie udaje się zrobić wszystkiego idealnie. Ja przy dwójce chciałam tylko przetrwać (śmiech)! To pozwoliło mi złapać dystans, dać sobie luz i popełniać błędy, na których się uczę. Nie jestem idealną mamą,  chciałabym za to być fajną mamą, żeby moi synowie mogli zawsze do mnie przyjść kiedy będą mieli jakiś problem. Żeby mieli poczucie akceptacji i bezpieczeństwa i tego nie odpuszczę. Chciałabym, żeby nie czuli się przez nas osaczeni, tylko wspierani, żeby sami odkrywali, co lubią a czego nie i szukali sposobów, jak do tego dojść.

 

lbp46 lbp45

 

Opowiedz jak sobie chłopaków wyobrażałaś, a jacy są? 

 

W czasie ciąży miałam problem, żeby rozróżnić, który z synów właśnie mnie skopał, chociaż miałam świadomość, że jeden jest bardziej ruchliwy a drugi spokojniejszy.

Nie miałam wyobrażeń co do tego, jak będą wyglądać, ale byłam tego bardzo ciekawa. Oboje chcieliśmy, żeby chłopcy się różnili i jako bliźniacy dwujajowi mieli na to dużą szansę. Ale tak pięknej różnorodności nie byłabym w stanie nawet sobie wymarzyć! A moment kiedy ich po raz pierwszy zobaczyłam… no wiesz, nawet nie potrafię tego opowiedzieć. Taki moment totalny, pełnia miłości, szczęścia i poczucia, że jesteśmy rodziną i teraz już będzie tak zawsze. Sama się o taką ckliwość nie podejrzewałam ale cóż! Życie może zaskoczyć.

lbp18lbp21 lbp19

Co było najtrudniejsze na samym początku? Z czym miałaś najbardziej pod górkę?

Najtrudniejsze było zaakceptowanie samego faktu pojawienia się dzieci, czyli kompletnej zmiany trybu życia. Po powrocie ze szpitala złapałam lekkiego baby bluesa i miałam wrażenie, że moje dotychczasowe życie się skończyło. Zazdrościłam sąsiadom wracającym z imprez w nocy i zastanawiałam się, w co my się wpakowaliśmy. I tak, nie powinnam tego mówić, bo to niepopularne i złe i w ogóle jak tak mogłam, ale wiem, że wiele z nas miało takie myśli, tylko wstydzi się do tego przyznać. To oswojenie nowej sytuacji jest strasznie trudne, oczywiście teraz nie zamieniłabym tego, co mam na nic innego na świecie. Chłopcy to nasze największe szczęście, ale w tamtym momencie ta nowa rzeczywistość była przytłaczająca.

Poza tym na początku, pomimo szkoły rodzenia, czułam się niekompetentna do opieki nad swoimi dziećmi. Nie chodzi mi o nocne wstawanie, ale o taką bezsilność, którą się czuje kiedy dziecko płacze, a ty nie potrafisz mu pomóc bo na początku nie wiesz o co mu chodzi. Albo kiedy dwoje płaczą a możesz pomóc na raz tylko jednemu – to bardzo frustrujące. Z czasem uczysz się dziecięcego języka, pewnych oznak, które można odczytać wcześniej, ale to niestety trwa.

Słyszę, że chłopaki nie ułatwiają Wam zadania w ciągu dnia. A jak jest w nocy – dają pospać?

Właśnie! Kolejną wymagającą rzeczą, którą od samego początku wiedzieliśmy, że musimy zrobić, było zsynchronizowanie ich tak, żeby pory karmienia i drzemek były jednoczesne. To podstawa przy bliźniakach, bez tego nie bylibyśmy w stanie funkcjonować, bo dzień byłby nieustającym karmieniem. To było trudne, bo musieliśmy się nauczyć takiej musztry, trzymania się harmonogramu, jakkolwiek okropnie by to brzmiało. Przy bliźniakach nie ma miejsca na swobodę. Do tej pory musimy pilnować godzin karmienia dużo bardziej niż rodzice jednego dziecka, u których przesunięcie karmienia nie powoduje zburzenia całego dziennego rytmu. Ale jest za to nagroda! Dzięki naszemu wysiłkowi chłopcy przesypiają całe noce już od momentu, kiedy skończyli 3 miesiące. Z dwójką niestety znacznie trudniej jest mi też zrobić coś spontanicznie, spacer czy kawę z koleżanką muszę zawsze planować wcześniej.

 

lbp57

lbp54
Do tej pory zajmowałam się chłopcami sama w ciągu dnia, ale im są starsi i bardziej aktywni tym ciężej jest sprostać temu zadaniu w pojedynkę. Ostatnie dwa wakacyjne miesiące to istna bajka, bo w domu jest Tata, który ma przerwę w standardowej pracy i różnica jest ogromna, kiedy zajmujemy się nimi razem. W ogóle myślę, że RAZEM to w naszym związku słowo kluczowe.

 

lbp48 lbp50_970 x 647

Co Cię w małych nicponiach najbardziej rozbraja?

Oni rozbrajają cali! Są do schrupania. Wiesz, najpierw Cię oplują marchewką a później obdarzą najpiękniejszym bezzębnym (lub dwuzębnym) uśmiechem na świecie i zalotnym spojrzeniem. Jestem trochę przerażona, bo oni wszystko załatwiają na piękne oczy (śmiech). Niesamowite jest też to, że możemy obserwować ich obu jednocześnie: ak się rozwijają, każdy w swoim tempie i na swój własny sposób.

A jak jest u was z tuleniem? Jest dwoje do noszenia, więc rozumiem, że trochę trudniej się zorganizować ale powiedz, jak się sprawdzają nosidła w takiej sytuacji?  

O tak, to jest trudne w przypadku bliźniaków – każdy z nich ma potrzebę bliskości, tulenia i bycia w centrum zainteresowania, a czasem nie mogą mieć tego tak często, jak by chcieli. Nosideł Tula najczęściej używamy na zewnątrz, kiedy np. chcemy na szybko wyskoczyć razem do sklepu i niekoniecznie chce nam się zabierać ze sobą wózek. Ostatnio coraz częściej przydają się też w domu, kiedy nie mam już siły na trzymanie na rękach ponad 8- kilogramowych pędraków do odbicia, albo przy naszej ostatniej bolączce – ząbkowaniu, na które zdecydowanie najlepiej pomaga tulenie.

Najlepiej sprawdzają się nam jednak na spacerach w lesie, tam gdzie nasz „czołg” ma ograniczone możliwości. Kręte, pozarastane dróżki to nie jest to, co bliźniaczy wózek lubi najbardziej. A my owszem. Chłopcy są zachwyceni, są wysoko, wszystko widzą, rozglądają się z ogromnym zainteresowaniem.

 

lbp27 lbp35

A wyjeżdżaliście już gdzieś dalej z chłopcami albo planujcecie taki wypad w najbliższym czasie?

Uwielbiamy podróżować, ale mamy swój styl, który nie każdy rozumie. Ogólnie niewiele czasu poświęcamy na najsłynniejsze atrakcje turystyczne w danym miejscu, unikamy tłumów, za to ciągnie nas tam, gdzie są lokalsi i toczy się zwyczajne życie. Lubimy wczuć się w klimat danego miejsca, dlatego bardzo często wracamy do miejsc, które się nam spodobały i nigdy nie mamy ich dosyć. Strasznie się cieszę, że obydwoje mamy takie podejście do podróżowania, takiego niespiesznego, trochę hedonistycznego – dobre jedzenie, kawa, wino, odpoczynek – to jest dla nas recepta na udane wakacje.

Uwielbiamy Stambuł i Budapeszt – to miasta w których byliśmy po kilkanaście razy i stale wracamy. Chcielibyśmy wziąć tam Chłopaków, ale kiedy zaczęłam myśleć o podróży do Budapesztu zorientowałam się, że nigdy nie widziałam wózka w metrze. Okazało się, że w budapesztańskim metrze, które jest podstawowym środkiem transportu, nie ma udogodnień dla wózków. Kiedy budowano metro, zwyczajnie nie było takich wymogów. To zabawne, że takich rzeczy nie zauważa się dopóki samemu nie ma się dzieci. Dlatego na początek musimy znaleźć bardziej przyjazny kierunek – prawdopodobnie Barcelonę, planowaliśmy ją na wrzesień, ale jak to w życiu bywa, wszystko nam się poprzesuwało, więc może późniejsza jesień.

No a na początku września wybieramy się nad polskie morze, na nasze zaległe wakacje. Bierzemy ze sobą Tule, bo marzą mi się długie spacery brzegiem morza. Niezależnie od pogody bierzemy Chłopaków i wdychamy jod.

Jak się dzielicie obowiązkami z Konradem? Z tego, co wiem we wrześniu stuknie Wam 2 rocznica ślubu więc powiedz, jak sobie świerzaki radzicie z podwójną porcją obowiązków? 

Hahaha z tym stażem to tak nie do końca, druga rocznica ślubu i owszem, ale wcześniej przez 4 lata byliśmy zaręczeni i spędziliśmy szmat czasu razem. Jesteśmy ze sobą kilkanaście lat, zwyczajnie nie czuliśmy potrzeby pobierania się, a kiedy ją poczuliśmy, w trzy miesiące zorganizowaliśmy nasz ślub i był to jeden ze wspanialszych dni w naszym życiu.

Od kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy rodzicami bliźniaków oczywiste było, że mój mąż będzie musiał się bardziej zaangażować. Teraz coraz częściej ojcowie angażują się w wychowanie dzieci, co jest absolutnie wspaniałe dla wszystkich – dla nich samych, ich dzieci i mam, ale to co mamy u siebie jest całkowicie wyjątkowe, jestem straszną szczęściarą! W sumie nie mogę mówić o macierzyństwie, tylko o partnerskim rodzicielstwie, nasz podział obowiązków to 50/50.

Od samego początku Konrad robił przy chłopcach absolutnie wszystko. Wstawał w nocy, karmił, przewijał, kąpał (czego ja do tej pory nie robię), a to wszystko oprócz swojej regularnej pracy. Nie wiem jak udało nam się przebrnąć przez te trudne początki, pobudki w nocy bez żadnej kłótni, ale to akurat chyba zasługa tego, że doskonale się znamy i wiemy czego możemy się po sobie spodziewać. Oczywiście były trudne momenty, chwile zwątpienia, ale zawsze wtedy przechodziliśmy przez nie razem, wspierając się wzajemnie. Byliśmy zawsze po tej samej stronie. Brzmi to trochę jak jakaś bajka wyssana z palca, ale to szczera prawda, co zrobić (śmiech).

 

lbp32 lbp33

 

Jakim jest tatą?

Konrad ma z chłopcami wspaniały kontakt, bawi się z nimi, tarmosi, obserwuje ich reakcje a oni piszczą z radości jak tylko go widzą i są w niego wpatrzeni jak w obrazek. Ta relacja ciągle się pogłębia i zanim się obejrzę będą mieli swoje męskie sprawy, a ja zostanę z boczku (śmiech).

Wychowujemy Chłopaków intuicyjnie, nie śledzimy książek na temat rozwoju dzieci, nie sprawdzamy i nie odznaczamy postępów, wszystko toczy się swoim rytmem z dnia na dzień, przynajmniej tutaj możemy sobie pozwolić na swobodę. Reagujemy na sygnały, które nam wysyłają, obserwujemy co im sprawia przyjemność i co lubią. Oni sami świetnie dają znać kiedy coś im nie odpowiada. Dopiero kiedy coś nas niepokoi, albo pojawia się nowy rozdział np. pokarm stały. szukamy informacji i podpowiedzi. Czasem wystarczy dzieci uważnie obserwować i być z nimi, zamiast wertować książki.

 

lbp51

lbp40 lbp39

 

Ktoś Wam pomaga? Możecie liczyć na kilka chwil dla siebie?

Pamiętam, że pierwszy raz zostawiliśmy chłopców z Babcią między karmieniami na 2 godziny. Mieli wtedy 3 tygodnie, a my poszliśmy do MSN-u na oprowadzanie kuratorskie po wystawie. To było strasznie ważne dla nas, żeby sobie udowodnić, że jest życie poza dziećmi, że da się wszystko tak poustawiać, żeby przy odpowiednim planowaniu móc zrobić, co się chce. Oczywiście mamy szczęście, bo nasi rodzice mieszkają w tym samym mieście i mogliśmy zostawić maluchy z najbliższą nam osobą. Dzięki temu nigdy nie miałam problemu z wychodzeniem z domu, choć na początku zerkałam czasem nerwowo na telefon, żeby sprawdzić czy mama nie dzwoni. Ale telefon milczał, więc i zerkanie zanikło.

Absolutnym zaskoczeniem okazał się Dziadek, tata Konrada. Kiedy chłopcy się urodzili strasznie się cieszył i bardzo chciał nam pomóc ale trochę się bał. Pomagał nam w załatwianiu innych spraw i zaczął częściej do nas wpadać. Przez ten czas obserwował Konrada i to jak on zajmuje się Chłopakami i chyba doszedł do wniosku, że nie tak łatwo ich zepsuć. Zanim się obejrzeliśmy stał się Dziadkiem, któremu nie straszna nawet zmiana pampersa na ławce w parku. Bardzo podoba mi się określenie mojego brata, który powiedział, że Dziadek jest człowiekiem renesansu. Trafił w punkt.

Krótko mówiąc – masz szczęście do facetów!

Ta męska linia w naszej rodzinie jest faktycznie niesamowita – silna i zaradna. Moim największym marzeniem jest, żeby chłopcy w przyszłości byli podobni do Taty i Dziadka. To oni codziennie, zupełnie nieświadomie, uczą mnie zasady, że nie ma rzeczy niemożliwych i wszystko da się zrobić. Z takim optymizmem dużo łatwiej pokonywać wszystkie problemy. 

Na koniec temat najprzyjemniejszy – relaks. Co robisz, kiedy znajdujesz chwilę tylko dla siebie?

Kiedy chłopcy byli mali i sporo spali między posiłkami, a ja już uporałam się z chaosem i ułożyłam sobie plan dnia, stwierdziłam, że koniecznie muszę zająć się czymś kompletnie nie związanym z dziećmi. Na Instagramie widziałam kilka makatek, które mi się spodobały i planowałam kupić jedną do domu. I w sumie to, że sama zaczęłam je robić to trochę zasługa Konrada, który jest alergikiem i kręcił nosem, że taka makatka będzie łapała kurz i że może niekoniecznie chciałby ją w domu. Wtedy wpadłam na pomysł, że może sama spróbuję coś zrobić, miałam nadzieję, że oswoję Konrada z tematem. Był to szalony pomysł, zważywszy na to, że nie miałam zielonego pojęcia o tkaniu, nie byłam też dobra w jakichkolwiek robótkach ręcznych i myślałam, że jest to kompletnie poza moim zasięgiem.   .

Zaczęłam trochę czytać, szukać informacji w necie i kupiłam krosno. Kiedy je dostałam, okazało się, że zostałam rzucona na głęboką wodę i muszę sobie radzić ze wszystkim sama, bo żadnej instrukcji przy nim nie było. Dzięki temu chyba złapałam większą motywację, chciałam sobie udowodnić, że dam radę i do wszystkiego doszłam sama, eksperymentowałam i bardzo mnie to wciągnęło. Dodatkowo nasze koty tak  pokochały moje nowe zajęcie, że nie miałam serca im tego odebrać, z taką pomocą nie mogło się nie udać (śmiech).

lbp9

 

Co dobrego dla Ciebie płynie z tego czasu, który przeznaczasz na tkanie?

Znalazłam taki spokój którego mi brakowało, udało się wyłączyć gonitwę myśli. Tkanie działa na mnie trochę jak medytacja, więc pełni też funkcję terapeutyczną.

Dostaję dużo miłych słów odnośnie makatek i mam plan, żeby wystawiać je na jakimś portalu typu Etsy. Najpierw muszę ich jednak trochę zrobić, żeby mieć co pokazać, a jak dotąd wszystkie robię dla kogoś na zamówienie, więc na razie najprościej zamawiać przez Instagram. Chłopcy też są coraz bardziej absorbujący, więc i czasu mam mniej, ale nie zamierzam przestać, bardzo mnie to wciągnęło.

Coś mi mówi, że poza makatkami jest coś jeszcze…

Fotografia! Chyba dlatego, że była bardzo obecna w naszym domu, mój tata robił dużo zdjęć, sam je wywoływał i powoli zarażał tą miłością. Wtedy fotografia miała coś z magii. Dzięki tacie aparat zawsze mi towarzyszył. Później zaczęłam się interesować historią fotografii i historią sztuki. Uwielbiam też architekturę modernistyczną i design. Chodzimy na kursy organizowane przez UW, żeby uczyć się tego, czego nie dowiesz się, jeśli nie studiowałeś na Architekturze czy ASP, a co, według mnie, powinno być w programie szkolnym. Ostatnie zajęcia z historii sztuki i podstaw rysunku kończyłam w 8 miesiącu ciąży, a kolejne, architektoniczne, zaczynamy we wrześniu.

Bliskie mi są wszystkie tematy związane ze sztuką, być może dlatego, że na co dzień pracuję w korporacji i potrzebuję odskoczni, a może tak ten świat jest urządzony, że jedni kochają cyferki, a inni plamy Pollocka (śmiech).

Ja też wolę Pollocka! Trzymam za Was kciuki i dziękuję za rozmowę.

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: Joanna Szpak – Ostachowska/ mamawcentrum.blogspot.com, @joanna_w_kolorze

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.