Tulenie Konstancji

Rozmowa z Martą Śliwicką

Zapraszam was do Marty. U Marty pachnie piernikami i słychać śmiech Konstancji. Marta też dużo się śmieje. I mówi wspierające rzeczy. Warto jej posłuchać, bo ogarnia świetnie.

W dzisiejszej odsłonie naszego #tulenia w tula, zaglądamy do Marty Śliwickiej, autorki bloga Burczy mi w brzuchu. Ostatnio byłyśmy u niej, kiedy w jej brzuchu mieszkała Konstancja, a hormony szalały… Lubię wracać do tamtego spotkania, bo lubię szczerość Marty. Dziś rozmawiam z mamą już podwójną, która rozpędziła strachy pod tytułem jak poradzę sobie z dwójką dzieci.

*

Rozmawiałyśmy 8 miesięcy temu, zanim Konstancja pojawiła się na świecie i mówiłaś wtedy o niepokoju związanym z tym, jak poradzisz sobie z dwójką dzieci. Powiedz, jak jest? Co się zmieniło?

Jest super! Z perspektywy czasu uśmiecham się, gdy myślę o tym niepokoju, ale on chyba dotyka każdego, jest naturalnym etapem w tak nowej sytuacji. Co się zmieniło? Wszystko i nic. Kostka była brakującym elementem układanki, co pewnie powie każdy rodzic po pojawieniu się drugiego (i kolejnego) dziecka. Wniosła do naszego życia kolejne pokłady radości i miłości. Ale, żeby do końca nie lukrować (pozostając w nomenklaturze świątecznej), ilość rzeczy do ogarnięcia na raz przy dwójce dzieci jest niewyobrażalna! Inni rodzice straszyli mnie tym przeskokiem, a ja nie do końca im wierzyłam, co teraz odszczekuję. Już samo wyjście z domu zimą, przy konieczności ubrania siebie i dwójki dzieci graniczy z cudem, a gdy rozchorują się na raz? DRAMAT! Nie wiem, jak ogarniają ludzie z jeszcze większą ilością potomstwa, ale będę postulować, żeby kanonizować ich za życia.

Podpisuję się pod postulatem! Powiedz, jak Julek przyjął siostrę, bo to dosyć kluczowe w ogarnianiu powiększonej rodziny…

Cudownie, choć przez dłuższą chwilę musiał to sobie wszystko ułożyć w głowie. Od samego początku jest dosłownie zakochany. Przytula, pomaga, szepcze jej do uszka, a ja patrzę na to z kręcącą się w oku łezką. Po czasie wiem jedno, zrobiliśmy to dobrze, bo naprawdę długo pracowaliśmy nad tym, żeby go do nadejścia siostry odpowiednio przygotować.

Jak to robiliście? 

Od samego początku bardzo dużo z nim rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy, jak to będzie wyglądać, że pojawi się ktoś nowy, ale to nie znaczy, że będzie mniej ważny. Na ostatni miesiąc wprowadziliśmy coś na kształt kalendarza adwentowego, Julek codziennie losował nagrodę, która zbliżała go do siostry. Nie wiem, kiedy na to wpadliśmy, ale to był super pomysł, uwierzył że siostra, będzie na koniec wielkim, pozytywnym wydarzeniem. Poprosiliśmy go też, żeby podpowiedział jej, co ma mu przynieść w prezencie ze szpitala. Z wielkim wzruszeniem słuchałam, jak mówił do mojego pępka, że chciałby pociąg duplo i siostra uszanowała jego życzenie (śmiech).

Pierwsze ich spotkanie oblałaś łzami wzruszania? 

Rodziłam w miejscu dalekim od domu, tak wyszło, taki wybrałam szpital. Julek odbył ekscytującą podróż pociągiem, przyszedł nas odwiedzić, a ja cały czas ryczałam ze wzruszenia, jak cudownie ją przywitał. Jak wróciłam do domu, i pewnie powie to większość rodziców, wydawał mi się taki inny, taki duży i dorosły. Hormony szalały mi w głowie i byłam bardzo rozbita, z jednej strony nie znałam jeszcze córki, z drugiej czułam, że nie poznaję mojego syna. Chcę w tym momencie powiedzieć osobom, które będą niedługo w tym samym miejscu: nie bójcie się, to normalne, wszystko się ułoży i będzie najpiękniej. Dajcie sobie tylko trochę czasu.

Dzięki to turbo wspierające!

Mówiłaś o sobie w ciąży, jak o diable wcielonym, a dziś słyszę, że bliżej ci do anioła.

Jestem aniołem (śmiech). Ale poważnie, jestem bardzo zadowolona, że tamta Marta poszła w zapomnienie, bo zaczynała irytować nawet mnie. Byłam przekonana, że to wina charakteru córki, ale okazało się, że bardzo, bardzo się pomyliłam. Śmieszne jest, że jak próbuję sobie przypomnieć czas ciąży, choć tak okropnie mi się dłużył, wydaje mi się jakby przytrafiło się to komuś innemu. I miałam tak dosłownie kilka dni po porodzie, nie mogłam nawet przypomnieć sobie uczucia posiadania tak dużego brzucha.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Wiesz, kiedy urodziła się moja córka, poczułam, że dotyka we mnie czegoś innego niż syn, powtarzam to do znudzenia, bo to dla mnie wielka tajemnica, której rozwiązanie zajmie mi pewnie całe życie. Czujesz podobnie?

Tak! Zawsze byłam zwolenniczką teorii, że to kompletnie nie ma znaczenia, jakiej płci są twoje dzieci. Za pierwszym razem troszkę, gdzieś głęboko marzyłam o synku, ale za drugim razem nie byłam nawet w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiej płci chciałabym, żeby było to drugie. Było mi to zupełnie obojętne, a uwagi w stylu: oby była parka puszczałam mimo uszu. Jednak, gdy się urodziła, poczułam, że jest inaczej, nie potrafię tego wyjaśnić słowami. Poczułam jakiegoś rodzaju pełnię, że doświadczę w życiu i syna i córki.

Jaka jest Konstancja?

Boję się odpowiadać na to pytanie, bo inni rodzice mnie zlinczują (śmiech). Kostka jest najspokojniejszą osobą, jaką poznałam, a niemowlaki raczej nie mają tej cechy w pakiecie. Śpi całą noc od początku – 12 godzin bez przerwy to u nas norma, gdy się obudzi, bawi się jeszcze godzinę i gada do siebie, zanim w ogóle zauważy, że jest głodna. Cały czas się chichra, obdarzając nas najpiękniejszym, bezzębnym uśmiechem, no i jest zapatrzona w swojego brata. Gdy on pojawia się na horyzoncie, nie patrzy nigdzie indziej.

Gdy się urodziła, była fizycznie niezwykle podobna do Julka, towarzyszyło nam aż takie dziwne uczucie, że cofnęliśmy się w czasie. Może dlatego, przez pierwsze dwa tygodnie mówiłam do niej “Julo” i zwracałam się jak do chłopczyka. Położna pierwszego dnia upewniała się, czy na pewno powiedzieli mi, że mam dziewczynkę. Teraz jej już trochę mija, ale nadal są bardziej podobni do siebie, niż do któregokolwiek z nas.

Jesteś we dwie na co dzień?

Jesteśmy. Muszę przyznać, że czasem łatwo nie jest, bo w mojej pracy bywają momenty spokoju i wtedy mogę się córce poświęcić w stu procentach, ale bywają też momenty bardzo intensywne. Kilka godzin ciągłego skakania komputer-córka bywało bardzo męczące. Nie umiem się jednak przekonać do niani, chciałabym ją posłać do żłobka, ale jeszcze jest zdecydowanie za wcześnie. Robię więc co mogę, dzielimy się z mężem jak umiemy i korzystamy ze wsparcia cioć, wujków, babć i dziadków.

Musiałaś z czegoś zrezygnować? 

Z jednej strony nie lubię myślenia, że z małym dzieckiem nic nie można, lubię myśleć, że można przenosić góry, ale nie oszukujmy się, nie jest to do końca prawda. Czasem ci się tych gór po prostu nie chce przenosić. Chciałabym mieć wszystko perfekcyjnie zaplanowane, wszędzie ją brać, udowadniać sobie i innym, że wszystko jest możliwe, ale czasami bywa naprawdę ciężko, z czegoś musisz zrezygnować. Nie chcę też szarpać jej na spotkania biznesowe, bo ani ja wtedy nie mogę być w stu procentach dla kogoś ani dla niej. Nie chcę też jej ciągnąć w dalsze podróże, bo ona się wymęczy i w tym wieku, zupełnie na tym nie skorzysta. Trzeba się dostosować, ale zupełnie mnie to nie martwi, to po prostu taki etap. Julek, na przykład, po naszych licznych opowieściach, jest zakochany w Japonii i bardzo by chciał tam pojechać. I wiem, że wiele by mu to dało, mimo że ma tylko 3,5 roku. Rozważamy więc to, żeby jakoś to pogodzić, albo jeszcze trochę poczekać.

Nosidło jest twoim codziennym pomocnikiem?

Szczerze mówiąc, niekoniecznie. Używam go raczej od święta, bo Kostka jest wielką fanką leżenia w łóżeczku. Uwielbia otoczyć się zabawkami, dotykać każdej z nich, gęgać do nich i dobrze się bawi. Nie wymaga częstego noszenia. Używamy nosidła do zabawy, uwielbiamy w nim tańczyć, można lekko podskakiwać i super się bawić, a córa jest wtedy zachwycona!

Mój mąż, gdy urodził się Julek, używał go za to bardzo często. Zostawiali mnie w domu, żeby dać mi odetchnąć na chwilę i ruszali w swoje samotne wypady z nosidłem.

Konstancja lubi być tulona?

Kocha, ale najbardziej chyba my kochamy ją tulić. Jej tata ma jakiś ruch, którego nie umiem powtórzyć, który wprowadza ją wręcz w histeryczny śmiech. Próbowałam powtórzyć, nigdy mi nie wyszło. To chyba będzie ich na zawsze. Tuli ją też brat, robi to często i zupełnie bez inspiracji z naszej strony. Nagle wstaje od stołu, bo przecież po przedszkolu zapomniał przytulić siostry. Jest w tym taki delikatny, tak bardzo nie chce zrobić jej krzywdy, że strasznie nas to wzrusza.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Wszyscy na rodzinnym pokładzie, to był dobry rok dla was…

Powiem ci, że nie wiem, gdzie mi ten rok minął, uświadamiam sobie to najbrutalniej w Święta. Przecież te zeszłoroczne były PRZED CHWILĄ! A z drugiej strony pamiętam takie zdjęcie, przy choince z Julkiem, z Kostką w brzuchu, kiedy dopiero co się dowiedziałam, że Kostka nie jest Kostkiem. Teraz ma ponad pół roku, ale nadal czuję się, jakbym dopiero co wyszła ze szpitala.

Skoro dotknęłyśmy Świąt, ciekawa jestem jak wyglądała wasza uczta?

Stawiamy na jedzeniowy minimalizm: jemy tylko kilka potraw i tylko takie, które smakują wszystkim. Nie bawimy się w 12 dań, 5 wystarczy, ale za to wyjątkowych. Przez ostatnie lata z naszego menu wyjechała ryba (została tylko w formie sałatki śledziowej), ale zastanawiamy się nad powrotem, bo Julek jest rybnym smakoszem.

Byłabym szalona, gdybym nie wykorzystała okazji i nie zapytała cię o szybki przepis na noworoczną imprezę.

Stawiam na sałatkę śledziową. Ludzie ją kochają i można zrobić ją bardzo szybko. Przepis znajdziecie tutaj. A ja, tymczasem, zabieram się za pierniczki, po bożonarodzeniowych, czas na noworoczne.

Dzięki Marta! Wszystkiego dobrego dla was! 

Marta wybrała nosidło Tula Free-to-Grow Muse

*

Marta Śliwicka, współautorka bloga burczymiwbrzuchu.pl i książki kucharskiej „Burczy mi w brzuchu. Śniadania”. Z zawodu radca prawny, na co dzień prowadzi własną agencję social mediową Brandy i łączy to z wychowaniem 3,5-letniego Juliana, i półrocznej Kostki. Jest dumną mieszkanką Sopotu, którego nie zamieniłaby na żadne inne miejsce na ziemi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.