Tulenie Julki i Jaśka

Muszę mieć siłę

Słoneczny schyłek stycznia. W powietrzu unosi się wiosna, ludzie cali w uśmiechach. Dobry dzień na rozmowę. Z niewielką zadyszką wbiegam na trzecie piętro kamienicy a zaraz za mną gramoli się Jula i jej tato. Oboje wracają z sobotniego spaceru. Zabrali ze sobą wózek ale niepotrzebnie, bo ona znów wybrała piesze wędrówki i, zmęczona, chwilę po powrocie do domu zasnęła.

Jasne mieszkanie Agnieszki i Piotrka pachnie czekoladowymi babeczkami, panuje w nim przyjemny harmider, którego sprawcą jest nieposkromiony 3-letni Jaś. Chwilę temu wrócili z mamą z bardzo udanej terapii, wspomagającej leczenie zaburzeń integracji sensorycznej. Dlatego Agnieszka promienieje i zaraża pogodą wszystkich obecnych.

tula_aga_ladnebebe_IMG_4361

Zapraszamy Was na kolejną odsłonę cyklu Tulimy w Tula. Tym razem wpadamy w odwiedziny do dziewczyny rozmiłowanej w projektowaniu i tworzeniu, łagodnej mamy dwojga czynnych wulkanów, podążającej za intuicją i głosem dzieci.

 

***

Chusta czy nosidło? Co wolisz?

Przy Jasiu miałam krótki epizod z  chustą, pamiętam upalne lato i potówki na skórze młodego. Zamieniliśmy wtedy chustę na nosidło. Nosiliśmy dużo, Janek nawet w nim usypiał. Kiedy urodziła się Julka spróbowałam jeszcze raz chusty. Nosiłyśmy się przez pół roku.

Julia nie chciała dłużej?

Ona jest niezłą wiercipiętą i trochę się denerwowała, gdy wciąż była w tej samej pozycji. To był czas, kiedy zaczynała raczkować, a zaraz potem nauczyła się chodzić.

Jak dzieciaki zareagowały, gdy po tej przerwie nosidło pojawiło się ponownie?

Był szał! zaraz po otworzeniu paczki Jasiek od razu chciał  w nie wskoczyć! A kiedy Julka zobaczyła brata w nosidle, uczepiła się mojej nogi i nie chciała puścić! W pewnym momencie miałam Jaśka w Tuli i młodą przyklejoną do biodra.

Zacięta walka! W jakich sytuacjach nosidło najbardziej Ci się przydaje?

Najwięcej korzystam z niego, kiedy muszę odebrać syna z przedszkola i kiedy wychodzimy na dłuższy spacer. Córka kategorycznie odmawia jazdy w wózku.

tula_aga_ladnebebe_IMG_4375

Od kiedy jest z wózkiem na bakier?

Od zawsze. Więc już nawet przez myśl nie przechodzi mi, żeby brać go ze sobą. Natomiast nosidło stało się obowiązkowe.

Zauważyłaś w sobie większą zmianę od kiedy masz dzieci?

Z jednej strony zrobiłam się spokojniejsza, z drugiej bardziej roztrzepana. Każdy dzień z taką ekipą jest sporym wyzwaniem.

To ja chętnie posłucham o Twojej ekipie! Może zacznijmy od tego, jak Twój syn Jaś zareagował na pojawienie się w domu Julki.

Jaś dostał siostrę na swoje urodziny. Dosłownie! Dwa dni przed jego drugimi urodzinami wypisali nas ze szpitala. Początkowo był nią zainteresowany, podchodził do łóżeczka, całował. Kiedy Julka zaczęła chodzić i jego zabawki stały się dla niej dostępne, doszła do tego zazdrość i złość, „że jak to ja mam się teraz dzielić?”. Teraz, kiedy Jaś ma 3,5 roku a Julka 1,5, jest już dużo lepiej. Zaczynają się dogadywać.

Co ich różni, a co łączy? I jak im jest ze sobą?

Jedno i drugie to czynne wulkany! Nie mam pojęcia, skąd one czerpią energię.  Nie wiem też, skąd ja czerpię energię na ich ujarzmienie. Julka jest wpatrzona w brata jak w obraz, robi prawie wszystko to, co on. Ale ma też swój charakterek, jest uparta i uwielbia tańczyć. Jaś to typ sportowca, rozbiegany, żywiołowy i bardzo pogodny.

tula_aga_ladnebebe_IMG_4352

U nas pomagają rytuały. Czy u Was też porządkują codzienne sprawy?  

Rytuał to coś, co powinno być podkreślone w naszym planie dnia grubą krechą. Staramy się, żeby dzień był uporządkowany, ale rzadko nam to wychodzi.

A jak się nawzajem rozśmieszacie?

Łaskotki… dużo łaskotek! Mamy do tego nawet ułożoną linię melodyczną.

Haha, jaka to melodia? Zanuć!

To coś przypominającego muzyczny motyw z filmu „Szczęki”: tumtumtumtum wypowiadane przy stale wzrastającym napięciu aż w kulminacyjnym momencie dochodzi do szaleńczej gonitwy po domu!

Czy coś ostatnio w zachowaniu Twoich dzieci zupełnie Cię rozbroiło?

Kiedy Jaś mówi do mnie sio, sio i zamyka drzwi przed nosem w swoim pokoju. I kiedy Julka się kłóci i gestykuluje niczym rodowita Włoszka. No i to, jak zaczynają się fajnie dogadywać. Bo ich miłość jest raczej skomplikowana.

Masz jakiś magiczny sposób na usypianie swoich wulkanów? Czy na oboje działają te same sztuczki?

Na Jasia najlepiej działa wysiłek. Jeśli w ciągu dnia było dużo aktywności, a jemu jakimś cudem nie udało się zdrzemnąć, jest spora szansa, że zaraz po przeczytaniu bajki odleci. U Julki coż…pierś. Dużo piersi.

tula_aga_ladnebebe_IMG_4376

tula_aga_ladnebebe_IMG_4360

Nie masz żadnych kłopotów z karmieniem Julki. Czy za pierwszym razem, z Jasiem, też szło tak gładko?

Jasiek przez antybiotyki i żółtaczkę był bardzo osłabiony, dlatego miał kłopoty ze ssaniem. Ściągałam mleko przez 5 miesięcy. Natomiast Julka uznaje tylko pierś. Co prawda  próbuje nowych smaków, jednak rządzi mamine mleko. I zupełnie nie chce się odstawić, choć kombinuję  na wszelkie sposoby. Ale ona jest sprytniejsza (śmiech).

Co jest najtrudniejsze w wychowywaniu dzieci? 

Konsekwencja, wciąż się jej uczę.

A co jest najprzyjemniejsze w byciu mamą?

Każdy uśmiech dziecka, każdy buziak czy uścisk. Każdy postęp. I ta bezwarunkowa miłość, najprawdziwsza.

Muzyka jest zawsze obecna w Waszym domu. Czego najchętniej słuchacie? 

 Ja uwielbiam indie rocka, jazz i swing, Piotr kocha punkrocka. Julka jest bardzo muzykalna, tańczy nawet przy dźwiękach blendera! Janek za to ma nadwrażliwość dźwiękową, wiec staramy się też dopasowywać do niego. Kiedy widzimy, że muzyka go drażni, to albo ją ściszamy, albo zupełnie wyłączamy.

Czym się zajmowałaś przed narodzinami dzieci, kiedy miałaś tak niewyobrażalnie dużo czasu?

 Studiowałam na Wydziale Edukacji Artystycznej gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych, ale większość energii poświęcałam na grafikę warsztatową i komputerową. Projektowałam też ubrania dla jednej z polskich marek odzieżowych i spędzałam dużo czasu nad morzem.

Co Cię zaprowadziło na ASP?

Znalazłam się tam dzięki dziadkowi, który był malarzem amatorem. Sporo czasu w dzieciństwie spędziłam z nim przy sztalugach, malując i podglądając jak pracuje. On miał swoje oleje, ja rysowałam namiętnie konie. Wtedy nie wyobrażałam sobie innej szkoły niż Akademia.

 

tula_aga_ladnebebe_IMG_4371

Masz sentyment?

Tak, nadal mnie do niej ciągnie. Do zapachu farb, godzin spędzonych przy sztaludze albo w pracowniach graficznych, ludzi, klimatu… A ponieważ w Warszawie mam ją za miedzą, korci mnie, żeby zrobić kolejny kierunek.

Jaki?

Fotografię. Lubię klisze, sam proces wywoływania zdjęć, zapach chemii.

Czy Twoje zamiłowanie do DIY, któremu dajesz upust na blogu, to właśnie pokłosie ASP? 

Fascynację DIY raczej mam od dziecka, kiedy to cięłam zasłony  i firany, tak trudno dostępne sklepach, i przerabiałam je bez skrupułów na ubrania. Meble dla lalek robiłam z opakowań po lekarstwach i gazet. Kiedy pojawiły się dzieci, nastąpił nawrót choroby (śmiech). To jest dla mnie wielka frajda i przyjemność.

 

tula_aga_ladnebebe_IMG_4377

Pomówmy jeszcze o przyjemnościach. Które podróże wspominasz najlepiej?

Moje samotne wyjazdy służbowe do Chin to było coś! Co prawda wiązał się z nimi ogrom pracy ale i wielka przygoda, zetknięcie z egzotyką.

Gdzie chcielibyście się wybrać całą rodziną?

Moim marzeniem jest Islandia,  Australia i Portugalia. Dla Piotra najważniejsze jest, żeby był akwen wodny, w którym można pływać na kajcie czy surfingu i już jest pełnia szczęścia.

Macie wielki wyjazdowy plan na najbliższe miesiące? 

Tak, chcemy pomieszkać w Toskanii.

A jak Ci się mieszka w Warszawie?

Mieszkamy w centrum Warszawy od prawie 3 lat, zaliczyliśmy w międzyczasie jedną przeprowadzkę. Lokalizacja jest idealna, blisko parku i firmy, w której pracuje Piotrek.

Jak długo znacie się z Piotrkiem?

Będzie 11 lat. Na początku naszej znajomości spędzaliśmy mnóstwo czasu nad wodą, bo Piotrek startował wtedy  w zawodach kajtowych. Najbardziej lubię w nim to, że z nim nie sposób się nudzić. Jest zakręcony jak słoik, zresztą ma taką ma ksywę wśród kajciarzy. Sporo razem przeszliśmy i mieliśmy mnóstwo wariackich przygód.

Jak się dzielicie obowiązkami? 

Jeśli chodzi o codzienne sprawy jak mycie, karmienie czy przebieranie – działamy naprzemiennie. Logistykę naszych rodzinnych wyjazdów i wożenie Janka na terapię ogarniam ja. Piotr czyta dzieciom do snu  i zabiera Jaśka na trampoliny i basen.

Co Ci pozwala odpocząć, zrelaksować się ale tak w zupełności?

Malowanie, obmyślanie nowych printów i projektów w Icon Store, ale też spotkania z przyjaciółmi.

pracownia_tula_aga_ladnebebe

Jak wygląda Wasz typowy dzień?

Rano wygrzebujemy się z łóżka. Na prędkości ubieramy się i jemy. Piotr odprowadza Jasia do przedszkola. Ja mam wtedy dwie godziny dla Julki, po tym czasie ubieramy się i idziemy po Janka.Wtorki i soboty zarezerwowane są na terapię.

 Jak to się stało, że opowiedziałaś na swoim blogu o autyzmie Jasia?

Zaczęłam o tym pisać trochę z bezradności, bo sama nic o tym nie wiedziaŁam. Tylko z tym moim typem jest tak, że jedni mówią o zaburzeniach całościowych nieokreślonych a inni o autyzmie. Jeszcze inni, że jest atypowy. Zaś psycholog, która zajmuje się nim od 4 miesięcy, twierdzi, że to Asperger, bo Jaś nawiązuje kontakt choć jeszcze niewiele mówi.

tula_aga_ladnebebe_IMG_4365

Kiedy została postawiona diagnoza?

Pierwsze objawy dostrzegła jako pierwsza moja przyjaciółka, mówiąc, że Jaś nie reaguje na swoje imię. Na pomysł, że to mogą być zaburzenia integracji sensorycznej, wpadła logopedka, która przychodziła do Jasia w ubiegłe wakacje.

Co w zachowaniu Jasia wskazywało na zaburzenia SI?

Przede wszystkim duży problem z jedzeniem. Jaś je wyłącznie suche bułki, czekoladę, naleśniki i kaszę – o zgrozo! – z bidonu. Nie tknie niczego, co ma inny kolor niż brązowy. Poza tym wieczne ściąga skarpetki i bieliznę. Ale taką pierwsza poważną diagnozę usłyszeliśmy w sierpniu 2015 roku. Wtedy wreszcie zapaliła nam się lampka: wiedzieliśmy już, skąd krzyki, rzucanie przedmiotami, zdejmowanie ubrań.

Co wtedy zrobiliście?

Zaczęłam od wypruwania metek, doszła kołdra obciążająca i regularne masaże.

Na co najbardziej czekasz?

Nie mogę się doczekać, aż powie „Mamo, kocham Cię”. Ale jesteśmy coraz bliżej, bo już wypowiada pojedyncze słowa i wciąż robi postępy. Staramy się funkcjonować normalnie, wychodzimy z domu, organizujemy sobie czas. Ostatnio wybraliśmy się z Jasiem na zajęcia Akademii Duckie Deck. Było mnóstwo dzieci a on nawet nie pisnął, nie uderzył. Świetnie się bawił i nie czuł najmniejszego dyskomfortu.

Potrafisz spojrzeć na to wszystko z dystansu?

Sama nie wiem, bardzo często działam intuicyjnie i zwyczajnie podążam za dziećmi. Sporo się nasłuchałam o tym, żeby nie nosić dzieci bo się przyzwyczają. A może przez tak duża dawkę tulenia i bliskości, jaką mu serwujemy, Jaś nie ma problemu z przytulaniem, nawet osób spoza najbliższego grona? Wierzę, że robimy wszystko jak należy a efekty widzę na każdym kroku.

Masz siłę.

Muszę mieć siłę.

***

rozmawiała: Dominika Janik

zdjęcia: Monika Lenarczyk/kaszkazmlekiem

Partnerem cyklu jest tula. Nosidło ze zdjęcia znajdziecie w sklepie tublu.

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.