rozstanie

Sposób na rozwód

Łatwo nie jest, ale może być łatwiej

Sposób na rozwód

Czas decyzji o rozstaniu, rozwodzie i budowaniu nowego życia najczęściej jest pełen bólu i wątpliwości. Czasem wydaje się, że nie ma się wystarczająco siły, by iść dalej, by oprzeć się rozpaczy, smutkowi i poczuciu starty. A jednak – tyle z nas przez to przeszło. Więc mówmy to sobie, dziewczyny – przez rozwód da się przejść i dobrze po nim żyć.

Monika Pryśko, autorka znanego bloga Tekstualna, to piękna okularnica, której artykuły o życiu, emocjach i macierzyństwie podczytuję od lat. Nie dawno wydała e-book Rozwód na spokojnie. I bach! – pojawił się pomysł. Niech nam opowie, jak sobie poradzić. Prosimy o taką wiedzę w pigułce. Dla tych z nas, które się wahają. Dla tych z nas, które zostały postawione w sytuacji bez wyjścia. Dla tych z nas, które są na świeżo po rozpadzie związku. Monika ma za sobą swoje rozstanie i rozwód. Wie, czym jest budowanie życia na nowo. Wiedzę do e-booka zebrała nie tylko z doświadczeń, ale przede wszystkim od ekspertów – prawników, psychologów. Jeżeli możliwy jest w ogóle przewodnik po rozwodzie, taki, który poprowadzi cię przez te wszystkie kwestie prawne i przez trudy wspierania dzieci – to właśnie jest Rozwód na spokojnie.

Szkoda, że nie było go parę lat temu, kiedy każdej nocy wyłam w poduszkę, że nie dam rady, że nie utrzymam rodziny w pojedynkę, że moje życie się już skończyło, a dzieci mają traumę. Gdyby nie bliskie osoby, które mnie momentami dosłownie prowadziły za rękę, rzeczywiście byłoby mi ciężko wyjść na powierzchnię. Ale wyszłam, żyję, i to życie codziennie mi smakuje. I wiem teraz dwie rzeczy. Po pierwsze: warto było o siebie zawalczyć. A po drugie: jeśli ja dałam radę, to ty też dasz radę na pewno.

Ten tekst powstał z odpowiedzi Moniki na pytania, które zebrałam od kobiet w trakcie rozstania. Ułożyły się w 5 kroków, przez które zazwyczaj przechodzą kobiety. Do ilustracji tekstu wykorzystałam fotosy z trzech filmów „rozwodowych”: Sprawa Kramerów, Jeszcze nie koniec i Historia małżeńska (żadnego nie dałam rady obejrzeć do końca, jak u was?).

ILE TO JESZCZE BĘDZIE BOLAŁO?

Czasem małżeństwo do rozstania po prostu dojrzewa. Często to rozstanie jednak jest burzliwe, lecą talerze i przykre słowa, i ono jest dość szybkie, wystarczy trzasnąć za sobą drzwiami i… koniec. Jednak w głowie rozstanie trwa znacznie dłużej. To proces pełen zwątpienia i żalu. Rozstanie trzeba potraktować bardzo poważnie i pozwolić, by nas to zabolało. Potrzebne jest, byśmy przechodząc przez taki kryzys, przeżyli każdą emocję świadomie i nie na pół gwizdka – każdą emocję trzeba poznać, choć to bardzo niewygodne.

Na co dzień uciekamy przed cierpieniem, prawda? Ale jestem zdania (zresztą, przetestowałam to na swoim żywym organizmie), że wszelkie uczucia, które mamy, i przeżycia, które chwieją naszym światem, nie znikają z naszego ciała i umysłu. Choćbyśmy naprawdę wiarygodnie udawały, że nic nas nie rusza, te emocje są, może i głęboko schowane, ale w najmniej odpowiednim czasie one uderzą, przypomną o sobie i zwalą z nóg. Dlatego tak ważne jest, by to, co mamy do przeżycia, przeżyć naprawdę, bez oszukiwania, że jesteśmy twarde i nic na nas nie robi wrażenia.

Rozstania, choć bolesne, prowadzą do czegoś lepszego. W myśl zasady, że coś się musi skończyć, by coś mogło się zacząć. Jednak nie spieszyłabym się z nowym związkiem. Po drodze musimy się przygotować na niezbyt mile widzianą koleżankę – samotność. Bardzo się jej boimy, a trzeba się na nią przygotować, oswoić ją, poznać, choć to bardzo boli. Ale gdy oswoimy samotność, poczujemy ulgę i będziemy mogły poznać siebie lepiej. Rozstanie boli tyle, na ile pozwolimy. Nie ma na to prostej recepty – złamane serce musi się zagoić. Jednak jest z nim tak, jak z raną. Nie zagoi się, jeśli wciąż będziesz zrywać plaster, drapać, dotykać, naruszać.

NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA

Dziś wiem, że wsparcia trzeba priorytetowo szukać w sobie. Wiem, jak to brzmi, ale po latach widzę w tym wielki sens. Podczas rozwodu brakuje nam drugiej osoby, która wzięłaby na siebie połowę ciężaru i odpowiedzialności. Jednak świadomość swojej sprawczości i zaufanie do samej siebie buduje poczucie własnej wartości, a to naprawdę doskonale wpływa na samopoczucie i na budowanie nowego życia. I tej siły trzeba szukać w sobie. Sprawdzone! Dobrym pomysłem jest też wsparcie psychoterapeuty. Ja sama do psychoterapii miałam trzy podejścia. Na tę trzecią zdecydowałam się jakiś czas po rozwodzie. Okazała się udana i po roku regularnych spotkań z terapeutką czułam się ze sobą naprawdę bardzo dobrze. Wzmocniło mnie to w czasie, gdy starałam się o kredyt na mieszkanie. A dwa tygodnie po ostatniej wizycie poznałam miłość życia. Przypadek? Nie sądzę.

WYPRAWKA NA CZAS ROZWODU

Rozwód, nieudane małżeństwo, próba odrobienia strat, staranie się, proszenie, obiecywanie – to jest energia, którą oddajemy. Rzadko dostajemy ją z powrotem. Kobieta w kryzysie powinna – dla swojego zdrowia psychicznego – znaleźć coś, co jej tę energię da. Coś, co ją wzmocni, ale też odwróci uwagę, zrelaksuje, wyrwie z domu. Rozwód jest wampirem energetycznym, bez litości zabiera czas i energię. Dlatego musimy się wypełniać czymś dobrym, pozytywnym. Tak, żeby mieć siły, by poradzić sobie z tak trudnym etapem w życiu. Świetna jest do tego… praca. Poczucie sprawczości, świadomość wyników, pochwały, poczucie dobrze wykonanej pracy, a także efekt finansowy budują samoocenę. Czujemy, że choć w tej sferze panujemy nad sytuacją. Dobrze jest także znaleźć sobie nowe hobby, albo zacząć bardziej pielęgnować to, które już mamy. Robienie przyjemnych rzeczy dla siebie ma moc, pozwala też poznawać nowych ludzi, a rozmowa z nimi może przynieść ulgę. Wszystko, co odwraca nasze myśli od zmartwień, jest na wagę złota.

ROZMOWY Z DZIEĆMI

Rozmawiajmy spokojnie. Gdy były partner rozczarowuje, my, dla dobra sytuacji, musimy zachować się spokojnie i odpowiedzialnie. Nie każda z nas ma na to siłę. Ale jeśli kobieta potrzebuje zmiany i chcę widzieć zmianę, musi zacząć od siebie. Ona musi nadać ton komunikacji. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jest tak kolorowo i współpraca rodzicielska dostarcza traumatycznych przeżyć, ale warto spróbować rozmawiać na spokojnie.

Gdy pisałam e-booka, rozmawiałam z psycholożką działającą w Stowarzyszeniu Rodzin Pelikan (polecam ich warsztaty dla rozwodzących się rodziców), Agnieszką Dżaman. Agnieszka powiedziała mądrą rzecz: „Rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. W takich relacjach częste jest popadanie w skrajności i ukryta krzywda”. A także: „Rozstając się, przestajemy być partnerami, ale nadal jesteśmy rodzicami. Nie wolno nam przenosić swoich żali i pretensji z relacji partnerskich na relację rodzicielską. Taka praktyka jest wobec dziecka przemocą”.

Dla dobra dziecka warto zdobyć się na cierpliwość i empatię. Wiem, że to niekomfortowe, ale można zrobić krok do tyłu, odetchnąć i powiedzieć do siebie: musiał mieć jakiś powód, że się tak zachował. Zastanów się, dlaczego wasza relacja nie idzie tak, jak zakładałaś. Warto po prostu na neutralnym gruncie zapytać o to byłego męża, bez pretensji i bez dwuznaczności, wprost, ale spokojnie. A siebie zapytaj o to, co mogłabyś zrobić inaczej, by konflikt się załagodził. Powtarzając za Agnieszką Dżaman, dowiedz się, jaka niezaspokojona potrzeba stoi za zachowaniem byłego męża. Nie myśl, że to on musi się dostosować, bo w taki sposób nie działasz na rzecz dobra dziecka, tylko zaspokajasz swoje potrzeby. Nikt nie lubi robić tego, co mu się nakazuje. Jeżeli zapytasz ojca dziecka o jego potrzeby, to pracujesz na spokój i bezpieczeństwo swój i waszego dziecka.

„Rozstając się, przestajemy być partnerami, ale nadal jesteśmy rodzicami. Nie wolno nam przenosić swoich żali i pretensji z relacji partnerskich na relację rodzicielską. Taka praktyka jest wobec dziecka przemocą”.

DOBRE RELACJE PO

Dla niektórych to utopijny obrazek – byli partnerzy, którzy się lubią i razem w zgodzie wychowują dziecko. Ale moim zdaniem to obraz, do którego rozwiedzeni rodzice powinni dążyć. Nie tylko dla swojego dziecka, ale i dla siebie. Bycie rodzicem w pojedynkę jest ciężkie, dlatego dobrze jest mieć sprzymierzeńca w swoim byłym partnerze. Będzie to bardziej osiągalne, jeśli przestaje się walczyć dzieckiem, jeśli nie neguje się kompetencji rodzicielskich drugiego rodzica i decyzje dotyczące dziecka podejmuje wspólnie, bez zaznaczania na każdym kroku, kto jest lepszym rodzicem. Im mniej tego festiwalu skarg i zażaleń, tym lepiej. Bo przecież twoje dziecko nie będzie miało lepszej mamy od ciebie, ale też… lepszego taty od twojego ex. I tego trzeba się trzymać. Budować relację rodzicielską.

Nie mogłam wyobrazić sobie sytuacji, gdy moja córka na występach w przedszkolu z okazji Dnia Matki i Dnia Ojca nie wie, w którą stronę ma biec z laurkami – najpierw do mamy czy do taty. Jestem bardzo empatyczną osobą i nigdy nie pozwoliłabym, by moje dziecko czuło się tak osamotnione i zdezorientowane, jak dzieci, gdy rodzice są zbyt obrażeni na siebie, zbyt skrzywdzeni i zbyt egoistyczni, by wczuć się w sytuację dziecka. Od początku na każdym występie naszej córki siedzę z jej tatą ramię w ramię. Zawsze. Jesteśmy dla niej rodzicami. Tatuś to tatuś i moja córka nigdy nie usłyszy z moich ust negatywnych słów dotyczących jej taty. Moja córka nie ma też konfliktu lojalności. Nigdy nie musiała wybierać, kogo kocha bardziej. Zawsze mogła rozmawiać ze mną o tacie, nigdy nie dałam jej odczuć, że jej pytania czy słowa są dla mnie niewygodne, czy też bolesne. Tata mojej córki jest zawsze mile widziany w naszym domu, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy dziecko odbierane jest lub przekazywane przy domofonie.

dopisek od autorki: dla mnie bardzo wspierającym doświadczeniem było skorzystanie z pomocy mediatorów. Kiedy próby porozumienia kończyły się płaczem, bólem, kłótnią, mediatorzy pozwolili ojcu moich dzieci i mnie spuścić napięcie z dialogu i odnaleźć nowe sposoby na komunikację. Udało się nam pogodzić w pokojowy sposób to, co wydawało się nie do pogodzenia: potrzeby dzieci, ich taty i moje. Rozwód był już rzeczywiście tylko formalnością, nie wojną.

Coś dla Ciebie

Samodzielni rodzice

Samodzielni rodzice

Dodaj komentarz