Boże Narodzenie święta z ładne bebe

Spędź Święta po swojemu

22 grudnia

Spędź Święta po swojemu

Samia, Luka i 18-miesięczna Maja to jest takie trio, z którym nie lubimy się rozstawać. Z gruntu dobrzy ludzie, u których ciągle coś się dzieje. W tej właśnie chwili przygotowują się do wigilijnej kolacji na Mauritiusie. Chcecie posłuchać?

Tym, co trzyma ich na wyspie Reunion, którą z jednej strony okala ocean, a z drugiej pasmo wulkanicznych gór, jest praca Luki. Samia przyznaje, że smakowanie bajecznie słodkich owoców i przyjemność płynąca z tego, że słońca i ciepła mają wreszcie pod dostatkiem to bardzo dużo, ale nie wszystko. Że jej pierwszą reakcją na propozycję wyjazdu nie był wcale hurraoptymizm, ale mieszanina lęków i niepewności, którą na szczęście udało się uspokoić. O emocjach związanych z byciem mamą i partnerką, nie zawsze kolorowej codzienności w obcym kraju i pierwszych wspólnych Świętach tak daleko od domu opowie Samia Magda Mja. Jak zawsze pięknie i zajmująco.

*

Co was przywiodło na wyspę Reunion?

Życie, po prostu. To była odpowiedź na pragnienie mojego partnera, żeby popracować gdzieś daleko od Polski, gdzie jest ciepło, a ludzie są zupełnie inni. No i przyszło, a my tu jesteśmy. Tak więc praca Luki to jest powód, dla którego tutaj wylądowaliśmy. Od pół roku przylatujemy tu na kilka tygodni i potem wracamy, albo i nie (śmiech).

 

 

Ucieszyłaś się na wieść, że następne pół roku, w tym Święta, spędzicie na wyspie? Czy może przeciwnie – spanikowałaś?

Luka pewnego dnia powiedział: ,,Samia, mam pracę na Reunion, lecimy?”. Otwieram google maps, wpisuje REUNION i… o matko! Poczułam jakbym w kieszeniach miała pełno ciężkich kamieni, które nie pozwalają mi pójść dalej niż do sklepu za rogiem. To była moja pierwsza reakcja. Jakaś część mnie krzyczała: nie, nie, nie, nie! Nie jedź, zostań, zostań, po co, to daleko, nie jedź, przecież lubisz siedzieć w domu, w domu jest tak fajnie i miło. Musieliśmy się szybko zdecydować, więc poprosiłam Lukę o jeden dzień na przemyślenie tej sprawy sam na sam ze sobą. Poszłam na spacer z psem i zaczęłam się przyglądać tym dziwnym lękom, które sugerują mi zostanie w domu. W takich sytuacjach, kiedy czuję, że stoję na rozdrożu i nie wiem do końca w którą stronę pójść, sięgam po karty Tarota, żeby się spotkać z moją intuicją. To moje magiczne narzędzie, które od kilku lat się sprawdza (śmiech). Wyszła mi karta Koło Fortuny, która w skrócie symbolizuje dar od losu, przygodę, wejście w nieznane. Tego samego dnia wieczorem podzielałam już entuzjazm razem z Luką. No bo on czuł od początku, że w to wchodzimy, a ja potrzebowałam czasu. Na szczęście niewiele.

Jak dobrze zdążyłaś poznać tę wyspę?

Jesteśmy tu już trzeci raz i to aktualnie nasz drugi dom, tyle, że po drugiej stronie kuli ziemskiej. Jak przylecieliśmy tu pierwszy raz to wszystko było bardzo nieznane, topografia wyspy była dla mnie zagadkowa, kontekst historyczny i społeczny również, bo nie miałam czasu się zagłębiać w to przed przylotem. Ta mała wyspa na Oceanie Indyjskim to terytorium zamorskie Francji, na każdym rogu piekarnie z bagietkami i crossantami. No, ale egzotyka na maksa, chociaż już się przyzwyczaiłam do papai i ananasów, które są słodkie jak miód! Z każdym kolejnym dniem czuję, że to miejsce jest niezwykłe i często zadajemy sobie pytanie: ,,ej, gdzie my w ogóle jesteśmy, co?” (śmiech).

 

 

Mimo wielu plusów pewnie nie jest wam łatwo mieszkać w nowym miejscu, w  dodatku z półtorarocznym dzieckiem. 

Faktycznie, nie jest tak kolorowo jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Dużo czasu spędzam z Mają sama i czasami dostaję do głowy (śmiech). Nie mam tu nikogo, kto na chwilę by ją gdzieś zabrał, a ja mogłabym odpocząć od bycia mamą i zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. Zdarzają się kryzysy, czasem mam wrażenie, że dzieją się one nieustannie, ale to tylko złudzenie.

Czy Maja szybko się zaklimatyzowała na wyspie? 

Najszybciej z nas wszystkich. Dla niej najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Dlatego też podjęliśmy decyzję, że żeby się nie rozstawać, latamy całą rodziną. No i może tu rozwijać swoją wielką wodną pasję. W przeciwieństwie do mnie Maja kocha wodę, przez co i ja muszę codziennie się z nią pluskać. Był jeden taki dzień, w którym Maja kąpała się w oceanie, w basenie, w jacuzzi u znajomych i 2 razy pod prysznicem. Podliczyliśmy to i okazało się, że więcej tego dnia była w wodzie niż na lądzie (śmiech).

Co się odkrywa na takiej wyprawie?

Odkrywa się różnorodność, a jednocześnie wiele podobieństw. Ludzie, rośliny, zwierzęta – do pewnego stopnia jesteśmy bardzo podobni, a jednak warunki geograficzne, klimat i środowisko sprawiają, że się różnimy. 11 godzin lotu za każdym razem pokazuje mi, że nasz świat jest ogromny, a ludzie z samolotowego okienka są niewidoczni. Tak jakby nas tu w ogóle nie było.

Powroty do Polski muszą być trudne. I nie mówię tylko o jet lagu.

Po powrocie zawsze potrzebujemy trochę czasu na zaaklimatyzowanie się, ale tak samo jest z przylotem tutaj. Musi minąć parę dni, tydzień, żebym weszła w program ,,codzienność”, a wyłączyła program ,,przemieszczanie”. Mam wrażenie, że jak nie byłam mamą, to łatwiej mi szło takie przełączanie się, a teraz potrzebuję na to więcej czasu.

Wielu moich znajomych tegoroczne Święta spędza w ciepłych krajach. Czy widzisz w tym pewien trend?

Nie wiem czy trend. To chyba bardziej potrzeba słońca i ciepła, i świeżego, morskiego powietrza. Jak się odpowiednio wcześniej poszuka biletów, to można bardzo tanio znaleźć się w miłym, ciepłym miejscu. Myślę, że napięta sytuacja w naszym kraju trochę sprzyja takim ucieczkom w świat, można sobie podoświadczać innego kontekstu kulturowego, otworzyć się na inność i odetchnąć.

 

 

 

Jak chcielibyście spędzić świąteczne dni na wyspie? Czy macie już plan?

W Święta postanowiliśmy polecieć na Mauritius, który jest oddalony o 40 minut lotu stąd. Wiemy, że już raczej nie będziemy mieli okazji, żeby się tam znaleźć, więc wykorzystujemy ten czas na wakacje. Tak dawno ich nie mieliśmy. Sam pobyt na Reunion  trudno zaliczyć do wakacji. To po prostu życie codzienne, tylko na drugim krańcu świata – praca, dom, zakupy, gotowanie, sprzątanie, sen. Więc postanowiliśmy się wybrać na wyspę obok, zwłaszcza, że jest ona o wiele tańsza, zupełnie inna kulturowo i… nie ma tam rekinów. No bo na Reunion są i kąpać się można tylko w wyznaczonych miejscach.

Czy polecałabyś innym taki pomysł na spędzenie świąt? Pośród rekinów (śmiech).

Polecam każdemu robić to, co czuje (śmiech). Święta to dla wielu czas z rodziną, pieczenie pierników, barszcz, choinka. Na wyjeździe chyba ciężko o taki rodzinny klimat. U nas tak spontanicznie wyszło, że tu zostajemy, więc to będą dla mnie pierwsze Święta tak daleko od Polski i rodziny. No, ale na szczęście jeszcze wiele Świąt przed nami, więc tegoroczne mogą być w tropikach w kameralnym rodzinnym gronie.


Jak zorganizujecie kwestię świątecznych podarunków, choinki i całej reszty?

Szczerze mówiąc, zupełnie o tym nie myślimy. To, czego pragniemy oboje, to wypoczynek. W tym roku robimy sobie przerwę od Świąt w tradycyjnym rozumieniu. Będzie to czas we trójkę, bez pracy, mam nadzieję, że w dużym stopniu offline. Mnie się Święta tak bardzo kojarzą z zimnem, że jak ostatnio w super markecie zobaczyłam gościa w stroju Świętego Mikołaja to poczułam się jak w jakimś dziwnym filmie. Ciepło, palmy, Afryka i… Mikołaj z Syberii?
Haha, jaki surrealizm (śmiech). A czy chciałabyś powtórzyć takie doświadczenie za rok? 

O rany, za rok? A kiedy to będzie? (śmiech) Zupełnie nie wypuszczam się w planach tak daleko, zwłaszcza, ze naszym życiowym patronem jest spontan. Ale odpowiadając na twoje pytanie, to nie. Chciałabym za rok być gdzieś indziej. Może być Polska, ale może być też Chile albo Jemen.

Nie tęskno wam do śniegu i chłodu?
Akurat za tym najmniej tęsknimy. W Polsce zimą śpimy pod podwójną grubą kołdrą, a Luka dodatkowo zakłada jeszcze dwie pary skarpet i sweter, a i tak zawsze jojczy na to zimno (śmiech). Mamy za sobą dwie ciężkie zimy i teraz czujemy, że to taki podarunek od losu!

Miejcie cudowne Święta. Dziękuję za rozmowę.

*

Rozmawiała: Dominika Janik

*

Samia Magda Mja

Była modelka, która brała udział m.in w wielokrotnie nagradzanej kampanii marki TAKK, sfotografowanej przez Jacka Kołodziejskiego. Mama 1,5-rocznej Mai. Mieszka w Sokołowsku, Wraz z przyjaciółka Dobrawą współtworzy projekt Lunarium, w ramach którego powstają narzędzia i rozwiązania służące obserwacji cyklu menstruacyjnego.