przegląd wycieczka

Rowerowa mikrowyprawa nad Wisłę, czyli rodzinna majówka w mieście

Podpowiedzi, jak, gdzie, na czym i z czym w plecaku

Rowerowa mikrowyprawa nad Wisłę, czyli rodzinna majówka w mieście
Iwona Sokulska/Sophie and the picture

Wreszcie wiosna, wreszcie maj! Tak niewiele trzeba, by wprowadzić się w stan zadowolenia – wystawić kości do słońca, powąchać trochę kwitnących mirabelek, posiedzieć nad wodą. Zabrałam rowery, spakowałam do torby kalosze i trochę jedzenia, i pojechałam z dziećmi na wycieczkę nad Wisłę.

Chciałoby się opracować taki plan dnia, by naładować baterie wiosną. Gdzieś się wyrwać, ale nie jechać za daleko, bo nie chcemy siedzieć w aucie, tylko na trawie. Znaleźć się blisko przyrody, ale tak, by był plac zabaw i WC w pobliżu. Dzieci mają się dobrze bawić, a my, rodzice – odpocząć. Jeśli nie od zajmowania się nimi, to od hałasu, bodźców i bałaganu w domu. Wycieczkę chcemy spędzić aktywnie, ale nie forsująco. Da się to w ogóle zrobić? Oczywiście! Mam to przećwiczone z trójką moich dzieci, i dziś zapraszam was na aktywny dzień w Warszawie. Zdradzamy nasze miejscówki, dzielimy się pomysłami, przy okazji testujemy odzież outdoorową, gadżety wycieczkowe i wymarzone rowery.

Hasło pierwsze: plaża!

Nie ma dziecka, które się na jego dźwięk nie ożywi. Najlepsze jest to, że wcale nie trzeba wyruszać do Dębek, plaża jest 10 minut autem od naszego domu! Od kiedy rok 2017 ogłoszono rokiem rzeki Wisły, stołeczne plaże bardzo skorzystały. Na Poniatówkę wpadamy od czasu do czasu, bo jest tu wszystko co lubimy: natura i infrastruktura. Woda i las, plac zabaw i widoki. Knajpka wprawdzie nie działa, ale to dobrze, bo dzięki temu ludzi jest mniej. Jedzenie zresztą zabieramy ze sobą! Mówię więc dzieciom: „ruszamy na plażę”. Miasto ją niedawno pięknie posprzątało i przygotowało. W tygodniu, w godzinach przedpołudniowych, jest tu ludzi jak na lekarstwo, za to spotkać można policję konną, która rzecz jasna pozwala koniki pogłaskać i pooglądać. Potem warszawiaków pojawia się nieco więcej, ale nie tłumy, bo z powodu remontu ulicy Wybrzeże Helskie nie ma dobrego przejazdu w okolicy Pragi Północ. Ale słynna rowerowa ścieżka wiślana jest i prowadzi aż do Wawra! Czyli mamy przestrzeń, przyrodę i wodę w centrum miasta. A to dopiero początek!

Inne stołeczne plaże, które polecamy:

  • Plaża na Saskiej Kępie przy Łazienkowskim
  • Plaża na Kępie Zawadowskiej
  • Plaża Ciszyca (nieco dalej)

Co robimy?

Po prostu szalejemy na piachu, a potem odpoczywamy na kocyku. Moje dzieci są wędkarzami, więc ich zajęciem jest też łowienie ryb (albo po prostu ich wypatrywanie), no i wiadomo – pluski w przybrzeżnych bajorkach.

Hasło drugie: rowery!

Mój najmłodszy, trzyletni Kazik traktuje biegówkę jako nieodłączny element swojego funkcjonowania poza domem. Starszaki też kochają dwa kółka, więc gdy powiedziałam „rowerowa przejażdżka” – towarzystwo było zachwycone. Zwłaszcza, że przyszło nam testować zupełnie nowe rowery! Zmieniamy kalosze na wygodne buty sportowe i startujemy. Na pomysł jeżdżenia nad Wisłą rowerami wpadłam dzięki Filipowi Springerowi, który w wywiadzie dla Ładne Bebe zdradził, że często jeździ nadrzecznymi trasami w okolicy kępy Wieloryb (rozmowę przeczytacie tutaj). Warszawskie trasy nadwiślańskie są z pewnością dobrze znane wytrawnym cyklistom i użytkownikom Stravy. Mnie kojarzą się bardziej z dobrymi imprezkami z czasów przed dziećmi.

Prawda jest taka, że są jednym i drugim. Łączą w sobie atrakcję przyrodniczą – podmokły łęg chroniony w ramach obszaru Natura 2000, ale też oferują sporo miejsc dla rozrywki: place zabaw, ławeczki, siłownie plenerowe, wypożyczalnie kajaków, szlak do jazdy rowerem czy joggingu. Według mnie to optymalna miejscówka na jazdę rowerami z dziećmi, z których każde ma inne tempo i tryb jazdy. Mały Kazio nie chce słyszeć o siedzeniu w foteliku, dopóki… się nie zmęczy. Tu jest odseparowany od ruchu ulicznego i może szlifować swoje rowerowe umiejętności. Czekają na niego atrakcyjne przystanki: miejsca do piknikowania i palenia ogniska, place zabaw, czasem nawet patrole policji konnej. Funkcjonariuszy na karych konikach jest tu sporo i rzecz jasna, w razie spotkania z dziećmi pozwalają na pogłaskanie. Nasz trasa tradycyjna trasa wiedzie od mostu siekierkowskiego do łazienkowskiego. Polecamy ją na początek najmłodszym rowerzystom.

Gdzie jeszcze można w Warszawie z dziećmi pojeździć rowerami?

  • Las Kabacki, Młociński i Kampinos to klasyczne wybory na bezpieczne przejażdżki z maluchami
  • Trasa wzdłuż bulwarów wiślanych
  • Pole Mokotowskie
  • Pump tracki: na Kole i Kazoora

Nasze rowery:

Trzyletni Kazik korzystał z ultralekkiej biegówki Bungi bungi o średnicy kół 12”. Jest lekka jak piórko! Starszy Henio wypróbował rower KUbikes 20 S, który nas absolutnie zachwycił lekkością (7,5 kg!) i proporcjami. Dla Henia to była inna jakość jazdy: przerzutki, nóżka… To naprawdę rower marzeń dla aktywnego sześciolatka. Starsza Józia przejechała się na szesnastocalowym sportowym Bungi Bungi z bezpiecznym paskiem zębatym. To przydatny gadżet dla dziecka, które dużo jeździ, w poprzednim rowerze Józi łańcuch spadał nam wielokrotnie i utrudniał życie.

Ja dostałam do testowania klasyczną holenderkę dla miejskiej dziewczyny marki Batavus. Zachwyt – superwygodna obustronna nóżka niewymagająca odchylania stopą (ileż to białych adidasów sobie pobrudziłam smarem, kopiąc nóżkę w swoim starym rowerze?). Wyprostowana pozycja jazdy, bagażnik i koszyczek czynią ten rower idealnym pojazdem do poruszania się po Warszawie dla mamy, która wozi zakupy i inne klamoty. Poza miastem, na ubitej ścieżce, też jest OK. Ale w dłuższą trasę wakacyjną chyba preferowałabym jednak model z hamulcem ręcznym i inną konstrukcją. Idealnie byłoby mieć Batavusa do odbierania dzieci z przedszkola i przejażdżek do parku, a na wieś i dalekie wycieczki coś bardziej sportowego.

Na rowerowej przejażdżce nad Wisłą dzieci używały też absolutnie genialnych kasków Abus. Niesamowicie lekkie, z solidnym, miękkim paskiem do zapinania, od razu skradły serca ich i moje. Nie przesadzam, w porównaniu z naszymi dotychczasowymi kaskami z supermarketu kaski Abus wygrywają jakością i komfortem użytkowania.

Wszystkie rowerowe akcesoria i testowane przez nas modele kupicie w sklepie Rowery Stylowe, gdzie możecie liczyć na fachowe doradztwo Pana Maćka, który również jest turystycznym tatą.

Hasło trzecie: przerwa na lunch!

Zwykłe dokarmianie dzieci może przeobrazić się w całkiem przyjemny dla wszystkich rytuał wycieczkowy. Zawsze gdy czuję, że mojej ekipie „spada cukier”, zaglądamy do torby z jedzeniem. Podstawą są u nas termosy z ciepłą zupą, najczęściej pomidorową, słynnym rosołkiem, albo ogórkową czy krupnikiem. Wiosna, zima, lato – zupa zawsze jest OK i potrafi uratować najbardziej znużonego rowerzystę czy wycieczkowicza. Dla trójki dzieci zwykle zabieram dwa termosy – duży i mały. Ulubiony model małego Kazika to stalowy termos z traktorem od Lassig, ale ostatnio przekonuje się także do szerokiego i wygodnego termosu firmy Beaba, który zadziwiająco długo trzyma ciepło i ma szeroki kształt ułatwiający jedzenie (jak z miski). Jedzenie w lunchboxach i termosach sprawdza się u nas zwłaszcza, od kiedy branża gastro nie działa w normalnym trybie. Nad Wisłą, w lesie miejskim czy w parku trudniej umówić się z dowożącym posiłki kurierem… Dlatego lubię mieć domowe jedzenie przy sobie.

Hasło czwarte: odpoczynek na kocu

Moja rodzina wprowadza w Polsce oddolnie zwyczaj piknikowania czy też siadywania na publicznych trawnikach. Robimy to wszędzie: pod domem w parku, w Łazienkach Królewskich, w Wilanowie, gdzie nam się podoba. Czasem przegoni nas straż pałacowa, ochrona, albo jakiś pies puszczony luzem, ale zazwyczaj po prostu dobrze się bawimy. Piach Poniatówki po „rewitalizacji” ciężkim sprzętem jest wreszcie czysty i nadaje się do wylegiwania. Koc, choćby symboliczny – zrobiony z maminej kurtki, jest naszą bazą. Dosłownie, bo gdy zaparkowaliśmy rowery i złożyliśmy swoje „podręczne drobiazgi”, okazało się, że mamy niezły majdan godny prawdziwego turystycznego obozu. Na kocu regenerujemy siły po spacerze, dojadamy owoce i przekąski, czytamy książki (które moje dzieci zabierają wszędzie, nawet na plac zabaw). Tu jest też nasz punkt przebierania się w ubrania adekwatne do kolejnych aktywności – dalszego wędkowania czy oglądania ptaków. Na tym etapie wycieczki zresztą któryś z uczestników zazwyczaj zdążył już się zalać, zabłocić lub zamoczyć, komu innemu jest za gorąco, więc zmieniamy odzież tak czy siak. Naprawdę warto mieć mały kocyk w plecaku i ubrania na zmianę, gdy idziemy w plener z dziećmi (buty pakuję im do ich własnych plecaków). Dobrze, że tym razem nie poszliśmy do muzeum, bo wtedy zabieram jeszcze… kapcie na zmianę.

Po zabawie w wodzie przebraliśmy się w sportowe obuwie marki Superfit, oraz w lekkie swetry polskiej marki dziecięcej Cacane. 

hasło czwarte: wygodna odzież, buty i gadżety

Lubię głosić minimalizm zakupowy, a jeśli jestem skłonna do poleceń, to w przypadku turystycznego sprzętu i odzieży, bo to one determinują komfort na mikrowyprawach. Dawniej odbywaliśmy wycieczki w bawełnie, dżinsach i adidasach, ale szybko zrozumiałam, jakie to niepraktyczne. Moją przewodniczką w kwestii odzieży outdoor była Ania z bloga Kraków z Dzieckiem (ludzie z Krakowa mają bliżej w góry i są bardziej doświadczeni w takiej prawdziwej turystyce krajoznawczej). Ania przekonała mnie np. do kaloszy z pianki EVA.

Gumowe kalosze są bardziej klasyczne, elegantsze, może dobre do ogrodu. Ale na wycieczce – tylko piankowe! Polska marka Slippers Family to nasze odkrycie tej wiosny. Szczerze mogę stwierdzić, że zmienili jakość naszych wycieczek. Ich kaloszki są wagi piórkowej, niezwykle łatwe w czyszczeniu (w przeciwieństwie do gumy) i największy hit – mają wyjmowany filcowy wkład! Kalosze Slippers Family są więc idealne na wiosnę i lato, ale nie zmarzniemy w nich podczas niskich temperatur jesieni i przedwiośnia. Ich lekkość sprawia, że dzieci się nie męczą, w stu procentach korzystają z zabawy w kałużach i przybrzeżnych bajorkach. Zdejmowanie jest łatwe ze względu na uchwyty-dziurki po bokach (Kto lubi swoim dzieciom zdejmować ubłocone kalosze? Ja nie. Niech więc robią to same!). Pianka EVA wysycha momentalnie, więc po mokrej zabawie pakujemy w foliowy worek i do plecaka. Jeśli się ktoś dziwi: „nosisz dzieciom kalosze na wycieczki?” Odpowiadam: „tak, bo ważą tyle co nic”.

Kalosze piankowe EVA od Slippers Family kupicie tu.

Nie mogę też nie wspomnieć o ubraniach Reima, które stały się bazą naszej wiosenno-letniej wyprawki. Tak, wiosenno-letniej, bo kurtki dzieci pochodzą z linii najcieńszych membran, które oddychają, są leciutkie, a chronią od wiatru i opadów. W sam raz na mżawki, wiosenne deszcze i letnie wichry. Spodobało mi się, że to kolekcja eko, oparta na materiałach z odzysku. Co więcej, kurtki w których wystąpiły dzieci, to model Voyager – w pełni przeznaczony do recyklingu! Reima będzie pośredniczyć w przekazaniu zużytych kurtek do firmy, która przetworzy je na polimer, gotowy do ponownego wykorzystania w produkcji. Tym samym bierze odpowiedzialność za swój wpływ na środowisko i zamyka cykl życia produktu. Fajnym rozwiązaniem jest także unikalny kod ID każdej kurtki Voyager, dzięki któremu po zarejestrowaniu zakupu można śledzić dalsze losy produktu, gdy dziecko z niego wyrośnie – spodobało się to mojemu synowi Heniowi, który chce zostać inżynierem produkcji albo konstruktorem maszyn. Za każdą zgłoszoną kurtkę Reima przekazuje ponadto 10 euro na kampanię #OURSEA na rzecz ochrony Morza Bałtyckiego.

Oprócz tego, że filozofia Reimy jest mi bliska, mam sentyment do tej marki. Jest z Finlandii, kraju w którym wiele razy spędzałam cudowne wakacje nad jeziorami jako dziecko. Gdy zostałam mamą, otrzymałam w spadku po dziecku znajomych spodnie narciarskie Reimatec. Nosiło je w sumie czworo dzieci (jedno przed moimi i cała moja trójka) – i wciąż były nie do zdarcia. Co ciekawe, Reima popiera takie „drugie życie” swoich produktów. Warto o dnie dbać, bo termiczne i wodoodporne właściwości technicznych tkanin gwarantuje jedynie odpowiednia pielęgnacja. Membrany należy prać sporadycznie i tylko w specjalnym płynie (do kupienia w sklepach dla turystów). Brzmi jak wyzwanie, ale nim nie jest, wręcz przeciwnie. Prania jest mniej! Tkaniny techniczne typu membrany nie chłoną brudu, błoto od nich po prostu odpada i wystarczy delikatne przetarcie w domu suchą gąbką, by ciuch znów był jak nowy. Czy uwierzycie, że w dniu naszej sesji wszystkie rzeczy Reimy były już po kilku bardzo intensywnie błotnych wycieczkach? A nieprane ani razu.

Jeśli chodzi o mój outfit – miałam na sobie błękitny dres z kapturem z Mój Kraj Taki Piękny, tej samej marki, której wygodne i miłe płaszczobluzy miały na sobie wcześniej dzieci. Są wymarzonym ocieplaczem, ubraniem do przebrania po mokrej zabawie w wodzie. Na zdjęciach jest także torebka Beaba Biarritz 2w1 typu nerka, która zmienia się w shopperkę o pojemności kilku litrów. Zapięta – staje się wygodnym gadżetem na rower.

Hasło piąte: dobry czas w fajnym miejscu

Gdy już mamy odpowiednie ubrania, które zdejmą z głowy zmartwienia w stylu „uważaj, bo się zmoczysz”, gdy mamy torbę jedzenia i pomysł na aktywną zabawę, niewiele rzeczy nam może popsuć dzień. To co zrobić, żeby nie było nudy?

Materiał powstał we współpracy z markami: Reima, Rowery Stylowe, Slippers Family, Cacane, MKTP, sklepem Kokoleti oraz Solutions – dystrybutorem marek Beaba i Lassig.

Dodaj komentarz