rodzinny dom

Piątka w zakopiańskiej „chałpie”

Rodzinny dom Marysi Borgosz-Smagi

Piątka w zakopiańskiej „chałpie”
Ewa Przedpełska

Dzień dobry, Zakopane! Odwiedzamy dom Marysi Borgosz-Smagi i Jakuba Smagi – uśmiechniętych architektów i rodziców trzech pięknych, energicznych chłopaków. Jak im się mieszka w odrestaurowanym ponadstuletnim domu?

Ich drewniana „chałpa” była pomysłem spontanicznym – pierwotnie miała pełnić funkcję domu na weekendy, ale w zeszłym roku go przebudowali i zamieszkali tutaj na stałe. Według dokumentów chatę zbudowano w 1913 r. – była w niej sień plus dwie przejściowe izby. Rodzina Smaga zastała go w stanie graniczącym z rozbiórką: z zapadniętą podłogą, powybijanymi oknami, bez kanalizacji, wody i z… wychodkiem. Jak opowiada Marysia: Udało się wzmocnić fundamenty i delikatnie otworzyć przestrzeń. Uzbroiliśmy dom w wodę, kanalizację i gaz. Uratowaliśmy go! Teraz odwdzięcza się nam swoim urokiem. Dom jest też szkołą dla starszaków, Franka i Gucia, którzy po kilku latach spędzonych w szkole waldorfskiej w Krakowie zaczęli edukację domową. Więcej o tej niesamowitej przestrzeni opowie Marysia, w naszym kwestionariuszu w ramach cyklu Rodzinny dom. Łapcie inspiracje!

rodzinny-dom-zakopane

Kto tu mieszka i na ilu metrach?

Marysia i Jakub + chłopcy: Franek (11 lat), Gutek (9 lat) i Henio (6 lat). Nasz dom ma powierzchnię około 150 mkw.

Jak znaleźliście ten dom?

Mieszkaliśmy wtedy w Krakowie, jak co roku uciekaliśmy z miasta na zimę do moich rodziców, do Zakopanego. Chłopcy byli coraz starsi, coraz bardziej energiczni, a kilkumiesięczny pobyt „u dziadków” stawał się coraz mniej komfortowy i dla nas, i dla moich rodziców. I tak, stojąc w korku na „zakopiance”, zamarzyliśmy, że cudownie byłoby mieć tutaj jakąś swoją przestrzeń. Za nami było już kilka renowacji i razem z Kubą odnajdywaliśmy się w tego typu projektach, więc pomyśleliśmy, że idealistycznym rozwiązaniem byłoby kupno starej „chałpy” blisko moich rodziców, aby dzieciaki mogły same biegać do babci i dziadka. W Zakopanem jest coraz mniej tego typu nieruchomości, więc mieliśmy wyjątkowe szczęście. Dom był totalną ruiną: powybijane okna, zapadnięta podłoga, wychodek… Trudno było dostrzec w nim jakikolwiek potencjał. Udało nam się go kupić. Pierwotnie projektowany był jako miejsce weekendowe.

Dla naszej rodziny przeznaczyliśmy połowę domu, w drugiej połowie miały powstać 3 minijednostki do wynajmu dla gości. W marcu 2020 r., po wprowadzeniu obostrzeń, postanowiliśmy osiąść tutaj na dłużej, nie chcę używać wyrażenia „na stałe”, bo przeprowadzki to trochę nasza specjalność (śmiech). Połączyliśmy więc obie części, aby przystosować przestrzeń dla naszej rodziny. Powiększyliśmy część dzienną, każdy z chłopców dostał własny pokój, dobudowaliśmy wiatrołap i garderobę oraz schowek na sprzęt sportowy.

Co było kluczowe w podziale i projektowaniu tej przestrzeni?

Najważniejszą przestrzenią jest dla nas część dzienna, tutaj spędzamy najwięcej czasu razem. Kochamy wspólne gotowanie, posiłki. Uwielbiamy gościć naszych przyjaciół. Dzieci uczą się w domu, więc nasz stół jest też dużym biurkiem. Sypialnie są małe, to miejsca, gdzie możemy czasem skryć się przed innymi domownikami. Poddasze to królestwo chłopców. Tam budowle, bazy, klocki nie muszą być sprzątane na bieżąco, a ja nie widzę bałaganu (śmiech).

Skąd czerpałaś inspiracje przy urządzaniu domu?

Dom datowany jest na 1913 rok, zbudowany z trzeciaków jeszcze spod siekiery (trzeciaki to takie biedne płazy – deski dawniej ciosane przy pomocy siekiery). Ściany mają więc charakterystyczną fakturę, widać rękę rzemieślnika. Po wypiaskowaniu ścian i pojawieniu się nowego mszenia okazało się, że te elementy są tak charakterystyczne i zdobne, że nic więcej nie jest już potrzebne. Większość wyposażenia jest więc totalnie neutralna. Staraliśmy się wyeksponować to, co w tej starej „chałpie” jest oryginalne. Nasze wnętrze to też zbieranina przedmiotów, które były zdobywane do naszych poprzednich domów, a odnalazły się również tutaj, np. lampy Lexavala i Brokis przeprowadziły się z nami z Krakowa, krzesła Hay i Muuto jeszcze ze wsi Popardowa, w której mieliśmy dom.

Ulubione miejsce w domu?

I tutaj chyba nie będę oryginalna. Wszyscy najbardziej kochają swoje kuchnie. My również. Tutaj zaczynamy i kończymy dzień, tutaj rozmawiamy, uczymy się z chłopcami. Nasi goście też najchętniej biesiadują przy wyspie kuchennej.

Co znajduje się w pokojach chłopców? 

Ich pokoje są bardzo proste. System regałów to inaczej wykorzystane fronty kuchenne z Ikea. Nasze dzieciaki nie spędzają zbyt dużo czasu w swoich pokojach. Traktują je bardziej jako azyl, chwilową kryjówkę przed rodzeństwem, gośćmi. Oczywiście każdy z chłopców ma własne pomysły i upodobania. Franek jest w piątej klasie, ściany jego pokoju pokrywają rysunki, plakaty powstające podczas nauki i gra na klarnecie, wszędzie jest pełno nut. Gucio jest w drugiej klasie, lubi gry planszowe, zaczyna przygodę z grą na gitarze, kocha zwierzęta, od kilku miesięcy ma w pokoju rybki, bacznie je obserwuje. Henio ma 6 lat, jego pokój jest jeszcze niezagospodarowany – jak tylko okaże się, że chciałby to zmienić, pomożemy mu urządzić jego prywatną przestrzeń.

rodzinny-dom-zakopane99

Do których przedmiotów macie szczególny sentyment? Może któryś z nich ma ciekawą historię?

Jest kilka przedmiotów, które podróżują z nami, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy. Zazwyczaj są to pamiątki z podróży. Często wracając z wakacji, kupujemy coś do naszego domu. I tak podróżuje z nami neon tworzący napis „home” (przy jednej z przeprowadzek został uszkodzony i musieliśmy dokupić dwie literki, teraz świecą na inny kolor), delikatne stalowe kwietniki, stary fotel Wassily B3 Marcela Breuera (regularnie cerowany przez Jakuba) czy niebiesko-szara ceramiczna zastawa.

Bez którego mebla nie wyobrażacie sobie waszego domu?

Duże łóżko. Przy wędrujących nocą dzieciakach to jedyny sposób na długą i spokojną noc. (śmiech)

rodzinny-dom-zakopane9

Co lubicie w swojej okolicy?

Fajne jest to, że z jednej strony mieszkamy w centrum, a z drugiej – że w kilka minut możemy być w Kuźnicach, na Nosalu lub w borach, tam pan Józek hoduje owce i kózki, chłopcy zanoszą im obierki, mogą poznać kilkudniowe zwierzęta i obserwować, jak szybko rosną. Blisko jest też na Koziniec czy Bachledzki Wierch, a tam zimą można szaleć na sankach.

Dokończ zdanie —> Nasz dom jest…

… tam, gdzie jesteśmy razem. Nie przywiązujemy się do murów. Częste zmiany miejsca zamieszkania sprawiły, że bardzo szybko umiemy zorganizować sobie przestrzeń, w której dobrze się czujemy. Zazwyczaj są to skrajne pomysły: nowoczesny i minimalistyczny dom na wsi, z dala od cywilizacji, wysokie mieszkanie w kamienicy w centrum miasta, a teraz stara góralska „chałpa”. Życie pokaże, co będzie dalej…

Kto z was ma za sobą nielekką metamorfozę domu? Po więcej inspiracji w temacie wnętrz odsyłam was do naszych cykli: Rodzinny dom oraz Pokoik dziecka. Przyjemności!

Dodaj komentarz