rodzice mówią

Proszę rodzić, czyli jak przygotować starsze dzieci na spotkanie z rodzeństwem?

Jak to zrobić, żeby wszystko poszło gładko? Radzą doświadczone mamy.

Proszę rodzić, czyli jak przygotować starsze dzieci na spotkanie z rodzeństwem?
Archiwum prywatne

Idąc za głosem serca, a może bardziej za głosem rozsądku, mając w głowie milion pytań o to, jak przygotować mojego syna na przyjście na świat jego młodszego rodzeństwa, i jeszcze więcej obaw, czy na pewno zrobię to dobrze, postanowiłam sprawdzić, jak z tym wyzwaniem poradziły sobie znajome mamy.

Gdy USG połówkowe było już za mną i odważyłam się zacząć mówić innym o ciąży, uświadomiłam sobie, że nie mam pojęcia, jak i kiedy powinnam przekazać tę informację mojemu 2-letniemu synowi i co zrobić, żeby dobrze przygotować go (i nas) na nadchodzącą rewolucję. Oczywiście intuicja podpowiadała jakieś rozwiązania, ale skąd miałam wiedzieć, czy będą one trafione. Postanowiłam wykorzystać doświadczenie innych mam i zapytać ich o to, w jaki sposób przygotowywały starszaki na pojawienie się rodzeństwa oraz jak wyglądało pierwsze spotkanie dzieci. W ich wypowiedziach znajdziecie mnóstwo podpowiedzi na to, jak można z dzieckiem rozmawiać o ciąży i narodzinach młodszego rodzeństwa, co pomaga w oswojeniu starszaka z tą myślą, jak zorganizować powrót do domu i o co zadbać na samym początku przy pierwszym spotkaniu dzieci. Jeśli tak jak ja czekacie na nowego członka rodziny, to koniecznie zerknijcie do tekstu. Ja właśnie zaczynam wdrażać w życie niektóre pomysły!

Miriam Synger, mama piątki: 14-letniego Szymona, 12-letniej Hany, 10-letniej Janiny, 6-letniej Rut i prawie 3-letniego Benka, edukatorka kultury i religii żydowskiej,  autorka książki „Jestem żydówką”, która swoją premierę będzie miała w lutym 

Przygotowania

Mam piątkę dzieci i za każdym razem przygotowania do pojawienia się rodzeństwa przebiegały trochę inaczej. Po pierwsze dlatego, że dzieci były w różnym wieku, gdy na świat przychodził nowy członek rodziny, po drugie dlatego, że ja byłam w różnych sytuacjach życiowych, a po trzecie dlatego, że inaczej jest, gdy w domu mamy jedynaka, a inaczej, gdy jest już trójka dzieci.

Między pierwszym synem, a jego młodszą siostrą jest 2,5 roku różnicy. Poza wieloma rozmowami, dotykaniem brzuszka, czuciem, jak w brzuszku rusza się dziecko, poza udziałem we wspólnych przygotowaniach, takich jak na przykład wybieranie łóżeczka, postanowiliśmy również podarować synowi wózek z lalką. I ten wózek okazał się bardzo pomocny, bo gdy już siostra przyszła na świat, to ja miałam swoją dzidzię, a syn swoją. Kiedy ja karmiłam niemowlę, to syn siadał obok mnie i przystawiał sobie lalkę do sutka (miałam na to swoją zgodę), gdy ja brałam na spacer jego siostrę, to on też zabierał ze sobą wózek z lalką. To było fajne, bo dzięki temu mogliśmy wspólnie przeżywać ten czas. 

Nie mówiłam też za wcześnie synowi o ciąży. Poinformowałam go w ósmym miesiącu. Miałam poczucie, że dla 2,5 latka dziewięć miesięcy to jakiś niewyobrażalnie długi czas i że już samo czekanie może stać się męczące. Nie chciałam mu wydłużać tego okresu. Zwłaszcza że przyjście na świat siostry miało być czymś atrakcyjnym dla niego. Oczywiście gdy dziecko zauważy zmiany w wyglądzie mamy wcześniej i zacznie dopytywać o brzuszek, to też będzie dobry moment, aby z nim porozmawiać.

Przy kolejnym dziecku sytuacja okazała się trudniejsza. Byłam w ciąży, gdy córka miała rok. Bardzo szybko zaczął mi rosnąć brzuch, przez co córce ciężko było się zmieścić na moich kolanach. Dlatego ona już wcześniej wyczuła, że coś jest na rzeczy i że  mama już nie jest w pełni dla niej (jako dla małego dziecka, bo wiadomo, że musiała mamę też dzielić ze starszym bratem).

Nie pamiętam większych przygotowań do pojawienia się trzeciego dziecka, chyba tak jak starszy brat córka również dostała wózek z lalką. Natomiast różnica między dziewczynkami to 1 rok i 9 miesięcy. Niedużo, więc w tym przypadku raczej musieliśmy kupić wózek podwójny na spacery. Gdy młodsza córka była już na świecie starałam się robić wszystko przy obu dziewczynkach w jednym czasie. Gdy przewijałam jedną, to też drugą, gdy jedną łaskotałam po brzuszku, to drugą również. Miałam też taki zwyczaj, że gdy karmiłam młodszą córkę, to starszą brałam na kolana i jej czytałam. 

Gdy pojawiło się czwarte dziecko, to między najmłodszą córką a noworodkiem były trzy lata różnicy. Ta starsza trójka rodzeństwa była już taką brygadą starszaków. I w tym wypadku nie musieliśmy ich jakoś szczególnie przygotowywać na pojawienie się młodszego rodzeństwa, szczególnie że najmłodsza córka przez to, że wychowywała się z niewiele starszą siostrą nie była takim typowym „rodzyneczkiem”. Oczywiście rozmawiałam z nimi, zabrałam ich nawet na USG, wybieraliśmy razem małe ubranka, demonstrowałam im też, jak będzie wyglądać pojawienie się siostry. Bawiłam się z nimi, udając taką małą, nieobliczalną dzidzię (co bardzo ich bawiło). Starałam się pokazać, że przyjście na świat takiego malucha wcale nie będzie idylliczne, że przez pierwsze pół roku takie dziecko będzie głównie płakać, jeść mleko i zajmować czas mamy, że minie dopiero jakiś czas, zanim będzie się można z nim bawić. Mimo tego to czwarte dziecko – córka – stało się od razu oczkiem w głowie starszaków. 

Najmłodszy z całej gromady braciszek urodził się, gdy ta czwarta córka miała trzy lata. Ona faktycznie brutalnie odczuła, że przestała być tą najmłodszą. Jej braciszek urodził się tuż przed pandemią, której istnienia nie mieliśmy wtedy świadomości. Myśleliśmy, że całą swoją uwagę na noworodku skupimy wtedy, gdy najmłodsza córka będzie w przedszkolu, a popołudniami przeniesiemy ją na jej potrzeby i na potrzeby starszaków. Pandemia pokrzyżowała nam te plany i niestety nasza całkowita uwaga została przejęta przez zdalne lekcje starszaków i nowo narodzonego braciszka. I to był trudny moment.

Porody 

W trakcie drugiego porodu synem zajęła się babcia – w nocy przenieśliśmy go śpiącego do mojej mamy, która mieszkała w budynku obok. Dla niego nie było to zaskoczenie. W tamtym czasie syn spędzał z babcią bardzo dużo czasu i nieraz zostawał u niej na noc.

Gdyby jednak takie wydarzenie nie było dla niego powszednie, to na miesiąc przed planowanym porodem aranżowalibyśmy takie sytuacje jak nocowanie u babci (w naszym przypadku). Warto przećwiczyć z dzieckiem wcześniej to, co się ma wydarzyć, tak, żeby w momencie porodu to nie był pierwszy raz, kiedy na przykład dziecko nocuje u babci albo zostaje samo z nianią. 

Myślę, że dobrze jest również przećwiczyć nieobecność mamy. Jeśli dziecko nie jest przyzwyczajone do zostawania bez niej, to jeśli jest tylko taka możliwość, niech mama zniknie wcześniej na jeden czy dwa dni. Niech dziecko oswoi się z rozłąką, zanim będzie ona spowodowana pojawieniem się na świecie nowego członka rodziny. 

Pierwsze spotkania 

Nigdy nie było u nas tekstów w stylu: „Nie chuchaj, nie dotykaj, uważaj, nie podchodź za blisko”, niezależnie od tego, jak bardzo wszyscy chcieliśmy to mówić. Przedstawialiśmy dzieciom to najmłodsze i pytaliśmy się, co chcą zrobić? Jeśli chciały tylko popatrzeć, to patrzyły, jeśli chciały pomóc rozebrać, to pomagały, jeśli chciały wziąć na ręce, to brały. 

Pierwsze spotkanie powinno być zwróceniem uwagi na potrzeby starszego rodzeństwa. To małe już przyszło na świat i już rodzice poświęcili mu swój czas i uwagę.

I jeśli starsze chce na przykład przytulić maluszka, to niezależnie od wieku – dajmy mu je. Oczywiście z naszą asekuracją, ale nienachalną. Stańmy bliżej albo weźmy starszaka na kolana i wtedy dajmy mu niemowlaka do potrzymania. Bądźmy gotowi na wszystkie możliwe ruchy starszego dziecka. A będą to dziwne ruchy, bo starszak wsadzi palec do oczka, pociągnie za ucho, wsadzi palec do buzi. Nie powtarzajmy, że dzidzi coś się stanie, tylko zadbajmy, żeby na przykład umyć ręce (ale nie dlatego, że jest niemowlak, tylko dlatego, że ręce trzeba myć).

To się tyczy też późniejszych momentów. Jeśli młodsze dziecko ma drzemkę, a starsze chce biegać, to może warto dzieci rozdzielić, a nie zakazywać starszemu zabaw.

Jest jeszcze jedna zasada, której pilnowaliśmy, gdy pojawiał się noworodek w domu. Gdy planowaliśmy wizytę kogoś, kto jeszcze nie widział najmłodszego członka rodziny, to staraliśmy się, żeby wypadała ona w czasie, gdy starszaki są w szkole/przedszkolu. To się tyczyło wszystkich, również babć i dziadków. Bo siłą rzeczy, nawet gdy jesteśmy świadomi, to rozczuli nas noworodek, którego dopiero poznajemy, a nie kilkulatek, którego na dodatek już te parę lat znamy.

Jeśli nie dało się takiej wizyty zaplanować w dogodnym czasie i dzieci były jednak w domu, to na wstępie w drzwiach informowaliśmy gości, że prosimy o poświęcenie czasu i uwagi na początku również starszym dzieciom.

Agnieszka Elbanowska, mama 5-letniej Tosi i 2-miesięcznej Wandy, reżyserka filmowa i autorka książek dla dzieci 

Początki

Można powiedzieć, że to nasza starsza córka Tosia przygotowała nas na przyjście rodzeństwa. Od dawna o nim marzyła. Był taki czas, że audiobook „Mania i Ania” Ericha Kastnera czytany przez Edytę Jungowską i Piotra Fronczewskiego pobrzmiewał w naszym domu, w samochodzie, na działce, u babć non stop, a Tosia marzyła o tym, żeby mieć siostrę. Widziałam w tym echo moich własnych marzeń z dzieciństwa, które częściowo znajdowały spełnienie dzięki pomocy mojej cudownej koleżanki Marysi i naszym wspólnym zabawom w bliźniaczki.

Siła książek 

Od zawsze bardzo dużo czytamy, a wśród lektur siłą rzeczy pojawia się wiele pozycji, w których bohaterami jest rodzeństwo. Te narracje mogą nie tylko wzbudzić apetyt na posiadanie takiej siostrzeńsko-braterskiej relacji we własnym życiu, ale też pokazują, jak ona może wyglądać. Jakie mogą być jej blaski i cienie, dobre i trudniejsze strony. Są takim przygotowaniem do „życia w rodzeństwie”. Myślę, że literatura dziecięca wykonała za nas kawał dobrej roboty i to jeszcze zanim sami zaczęliśmy o tym myśleć. Tych tytułów jest mnóstwo, wystarczy wspomnieć o klasyce, czyli Astrid Lindgren („Dzieci z Bullerbyn”, „Madika z czerwcowego wzgórza”, „Peter i Lena” i wiele innych), polskiej „Basi” Zofii Staneckiej, o towarzyszącym nam w początkach naszego czytelniczego życia „Puciu” Marty Galewskiej-Kustry, o skoncentrowanym na radzeniu sobie z trudnymi emocjami „Self Reg” Agnieszki Stążki-Gawrysiak.

Kiedy sytuacja się skonkretyzowała i wiadomo już było, że jestem w ciąży, zaczęliśmy analizować książkę „Narodziny” Helene Druvert, gdzie na pięknych ilustracjach pokazane jest, jak rozwija się dziecko w łonie matki. Córka była tym zafascynowana. Nie mogła doczekać się spotkania z młodszą siostrą. Gdy dowiedziała się, że stanie się to „późną jesienią” ciągle pytała, jaką mamy aktualnie porę roku.

Bardzo długo nie pokazywaliśmy jej żadnych filmów, wychowywaliśmy ją bezekranowo. Przed wakacjami, kiedy miała 4,5 roku, zabrałam ją pierwszy raz do kina, oczywiście na „Basię” (i tu ukłon w stronę twórców za świetną realizację!), a po wakacjach w ramach festiwalu Kino Dzieci obejrzałyśmy animację „Bella w brzuchu” w reżyserii Jacka Rokosza. To seria krótkich filmów o rodzeństwie, z tym że jedno z nich, tytułowa Bella, mieszka jeszcze w brzuchu. Nie przeszkadza to jednak w tym, żeby dzieci już miały ze sobą piękną relację.

Poród

Wanda długo się nie rodziła, czekaliśmy na nią i czekaliśmy, aż pewnego dnia, zmęczona oczekiwaniem Tosia zrobiła razem z tatą demonstrację. Na transparentach widniał postulat: „Proszę rodzić!”.

W końcu, 10 dni po terminie, Wanda postanowiła przyjść na świat. Była głęboka noc, zadzwoniliśmy po babcię, która miała zostać z Tosią. Do szpitala ruszyliśmy po 4 nad ranem. Tosia obudziła się od razu po naszym wyjściu i powiedziała babci: „Wiedziałam, że mama dzisiaj urodzi”. Potem nie mogła zasnąć. Wanda urodziła się o 5:12, po szalonej jeździe samochodem pustymi, zaśnieżonymi ulicami Warszawy (do dziś czekamy na zdjęcie, które zrobił nam wtedy fotoradar). Gdyby to był dzień, pewnie urodziłabym w stojącym w korku samochodzie. Tosia zasnęła dopiero po zobaczeniu pierwszych zdjęć siostry. Rano dzielnie poszła do przedszkola, żeby obwieścić radosną nowinę.

Długo wyczekiwane spotkanie 

Powrót ze szpitala nie był specjalnie zaplanowany. Wiem, że niektórzy przygotowują prezenty (od starszego dziecka dla młodszego i od młodszego dla starszego), ale wydawało mi się to po pierwsze zbyt nachalne, bo z góry narzucone, wyreżyserowane przez rodzica, a po drugie sprowadzające to pierwsze spotkanie do rzeczy materialnych. Wolałam pozostawić starszej córce wolną przestrzeń. I ona sama wpadła na to, że chciałaby zrobić coś dla siostry. Kiedy pierwszego dnia po powrocie ze szpitala poszłam odebrać ją z przedszkola (chciałam, żeby poczuła, że nadal tu dla niej jestem), wręczyła mi rysunek, który w trakcie pobytu w przedszkolu zrobiła dla swojej siostry. Bardzo mnie tym wzruszyła. Później jeszcze wielokrotnie pokazywała, że troszczy się o swoją siostrę. Kiedy zobaczyła ją po raz pierwszy, szybko pobiegła po swoją lalkę, żeby sprawdzić, czy są takiego samego rozmiaru, dopiero potem zabrała się do ostrożnego głaskania siostry. Kiedy kładę Tosię spać i czytam jej na dobranoc, tak jak to było wcześniej, jednocześnie karmię piersią Wandę i to jest taki nasz czas we trójkę, jeden z nowych rytuałów, który już tworzy naszą wspólnotowość, bo właśnie konsoliduje się gang trzech babeczek i bardzo mnie to cieszy. To wszystko jest takie naturalne, intuicyjne, ale na półce już stoi i czeka na lekturę „Rodzeństwo bez rywalizacji” Adele Faber i Elaine Mazlish, bo chociaż podążanie za dzieckiem i własną intuicją jest najważniejsze, to czasem warto wesprzeć się wiedzą ludzi bardziej doświadczonych.

Główną motywacją Tosi do zostania siostrą było posiadanie towarzystwa do zabawy. Ma świadomość, że chwilę to potrwa, zanim Wanda będzie w stanie podjąć wyzwanie, ale jest cierpliwa. Wierzę, że dziewczyny stworzą sobie swój wspólny, siostrzany świat. Już widzę pomiędzy nimi więź. Pierwszy uśmiech Wanda podarowała właśnie siostrze i stało się to wyjątkowo wcześnie! A dzieli je równo pięć lat i osiem dni, więc kiedyś, jeżeli będą chciały, to będą mogły organizować wspólnie urodziny.

Marielle Tourel, mama 3-letniej Layli i 2-miesięcznego Leonarda, autorka bestsellera o rozwoju dzieci, „Twoje Dziecko – Mądre, Zdolne, Szczęśliwe” i Senior Manager w wiodącej firmie doradztwa strategicznego 

Przygotowania

O ciąży powiedziałam Layli, gdy brzuszek zaczął być widoczny. Dzięki temu miała czas, aby oswoić się z nową sytuacją. Od początku rozmawiałam z córką otwarcie, nie koloryzowałam i nie opowiadałam jej bajek, jak to wspaniale będzie mieć rodzeństwo. Chciałam przygotować ją również na te trudne aspekty bycia siostrą. Layla była przygotowana od początku na to, że gdy pojawi się braciszek, to mama będzie z nim spała. Wiedziała, że to dlatego, że niemowlak dużo się budzi i płacze, więc dla niej spanie wspólnie z nami byłoby trudne i wiązało się z niewyspaniem. Opowiadałam jej też, że niemowlę będzie jeść mleko z piersi. Przy okazji posiłku tłumaczyłam, że dzidziuś na początku nie będzie mógł jeść tych wszystkich pyszności, które ona lubi. 

Bardzo często pokazywałam jej też zdjęcia z okresu, kiedy ona sama była niemowlęciem. Chciałam, żeby wiedziała, że gdy była malutka to spędzała u mnie na rękach bardzo dużo czasu, że też nie umiała jeść, chodzić, tańczyć. A teraz jest starsza i już to wszystko potrafi. Uświadamiałam jej, że tych wszystkich umiejętności będziemy musieli niemowlaka dopiero nauczyć i że zajmie to trochę czasu, zanim stanie się on dla niej partnerem do zabawy. Rozmawiałam również o tym, jak dużo czasu i uwagi będę musiała poświęcić młodszemu rodzeństwu. 

Razem z Laylą oglądałyśmy też książeczkę obrazkową „Where do babies come from?” („Skąd się biorą dzieci?”). Pokazany jest w niej przebieg ciąży, nie tylko u ludzi, ale również u innych gatunków zwierząt. To, co jest też wartościowe w książce, to przedstawienie tego, co się dzieje po narodzinach dziecka. Pokazane jest, jak mama musi zadbać o niemowlaka, karmić go, przewijać i nosić. Takie książki jak ta dają rodzicom podstawę do rozmów z dziećmi, aby przygotować je na nadchodzące zmiany. Co ważne, czas spędzony na wspólnym czytaniu jest dla dzieci miły, dzięki czemu dziecko automatycznie będzie miało pozytywne skojarzenie przyjemnie spędzonego czasu z tematyką, o której w jego trakcie się dowiadywało.

Rytuał

Z naszego doświadczenia sprawdza się też wygospodarowanie specjalnego czasu na bycie ze starszym dzieckiem, zanim młodsze przyjdzie na świat, i stworzenie rytuału, który będzie mógł być kontynuowany po narodzinach młodszego rodzeństwa. Chodzi o to, aby dziecko miało poczucie pewnej stabilizacji i tego, że istnieje coś, co w jego życiu się nie zmieniło nawet po pojawieniu się na świecie niemowlaka. U nas przykładowo takim rytuałem, którego pilnujemy do tej pory, jest wypracowany dużo wcześniej czas na zasypianie podzielony między mamę i tatę. Mamy taką rutynę, że Layla zasypia jednego wieczoru z mamą, a kolejnego z tatą. Oczywiście, gdy jedno z nas jest nieobecne, to Layla zaśnie z tym drugim. Nie chodzi bowiem o perfekcję, a o regularność. Pilnujemy tej zasady również teraz, gdy na świecie pojawił się młodszy brat. Idealnie jest, gdy Lenny śpi, ale nawet jeśli nie, to i tak próbujemy zorganizować to tak, żeby jedno z nas mogło Layli poświęcić ten czas i położyć ją spać.

Staram się również angażować w działania córkę, gdy jestem zajęta jej młodszym bratem. Czasami Layla rysuje albo tańczy dla nas, czasami pobawi się zabawką z Lennym. Zawsze też zauważam głośno jej pozytywne i dojrzałe zachowania, gdy angażuje się w zabawę i opiekę nad braciszkiem. 

Poród

Layla była dobrze przygotowana na poród. Jeszcze będąc w ciąży, pokazywałam córce zdjęcia z porodu z nią. Oczywiście nie z samej akcji, ale takie, gdy szłam do szpitala, gdy czekałam, aż zacznie się akcja porodowa, albo te tuż po porodzie, gdy była w moich objęciach. Tłumaczyłam, że poród odbywa się w szpitalu, że obecny jest lekarz i położna oraz że jej tatuś będzie razem ze mną, a ona w tym czasie zostanie z dziadkami. Była też świadoma, że jeśli akcja rozpocznie się w nocy, to po drodze do szpitala zawieziemy ją do babci. Wiedziała również, że po narodzinach dziecka przyjedziemy po nią i że to jej rolą będzie wprowadzenie braciszka do domu i oprowadzenie go po naszym świecie. Córka była bardzo zadowolona z tego jakże kluczowego i odpowiedzialnego zadania. 

Ostatecznie mój poród był wywoływany, więc nie musieliśmy nigdzie jechać nagle, tylko wszystko odbyło się w zaplanowany wcześniej dzień. Już po narodzinach syna, mąż pojechał prosto ze szpitala do Layli, aby spędzić z nią czas i pokazać jej zdjęcia braciszka. Córka była bardzo podekscytowana spotkaniem i nie mogła się go doczekać. Gdy przyjechaliśmy do domu, była bardzo szczęśliwa i od razu przytuliła swojego młodszego braciszka.

*

Jeśli po lekturze urósł Wam apetyt na porządną dawkę wiedzy, to koniecznie zerknijcie na rozmowę o rodzeństwie z Agnieszką Stein. Na łamach Ładne Bebe znajdziecie też inne historie rodziców o wielokrotnym rodzicielstwie (na przykład tu albo tu), które również serdecznie wam polecam.

Dodaj komentarz