Profesjonalny demakijaż Izy Kućmierowskiej

Phenomenalna mama

Jak zaszczepić w dzieciach dbałość o higienę, korzystać z babcinych trików urodowych i umiejętnie miksować je z nowoczesną pielęgnacją? O tym wszystkim opowie Iza Kućmierowska, była pedagożka, a obecnie wizażystka, mama 10-letniego Franka i 7-letniej Janiny.

Oto piąta bohaterka cyklu rozmów Phenomenalne mamy, zainspirowanych produktami Phenomé. Te dbają o to, by codzienne rytuały pielęgnacyjne skoncentrowane były wokół skuteczności w działaniu, troski o zmysły i wprawiania w stan błogiego relaksu. A to wszystko wynika z bliskiego kontaktu z naturalnymi wyciągami, których w kosmetykach Phenomé mamy pod dostatkiem. Krem użyty zamiast olejku do masażu twarzy modelki przed sesją zdjęciową sprawia, że skóra staje się promienna, ale się nie świeci. Za to wieloetapowy demakijaż angażujący płyn micelarny i żel oczyszczający gwarantuje czystą, zdrową skórę, gotową do makijażu albo regeneracji. Iza niejednokrotnie podczas naszej rozmowy podkreślała, że demakijaż jest ważniejszy od makijażu – bez solidnego oczyszczania skóry nanoszenie choćby najdroższych kosmetyków nie przyniesie pożądanych efektów. Przeczytajcie, jakie triki urodowe przekazały jej najważniejsze kobiety w życiu, jak ważny jest upór w dążeniu do celu, i jak rozmawiać z dziećmi na życiowe, zawiłe tematy.

*

Spotykamy Izę w Studiu Tęcza, przygotowującą się do masażu twarzy modelki Julii.

Cześć Iza, co robisz?

Zaraz zrobię Julii masaż twarzy, żeby jej skóra się zrelaksowała i lepiej przyjęła makijaż.

Jakiego kosmetyku użyjesz?

Fajnie sprawdza się Luscious hydrating cream. Rozprowadzam krem na dłoniach, a potem masuję nim całą twarz, płatki uszu i szyję. Masaż twarzy jest bardzo ważny – ja wykonuję tutaj wersję ekspresową, a na sesjach w Japonii trwa on nawet do 40 minut.

 

 

Od pięciu lat pracujesz jako wizażystka i działasz bardzo aktywnie. Często jest tak, że zauważam w magazynie fajny make up, patrzę na podpis i widzę, że to znowu twoja sprawka. Od czego się zaczęło?

Od tego, że na 30 urodziny dostałam od Piotra, mojego męża, prezent – kurs w szkole makijażu. I mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że to był najfajniejszy prezent w moim życiu. Szkołę skończyłam z najlepszym wynikiem, ale przede mną jeszcze sporo nauki, by osiągnąć to, co sobie zamierzyłam. Niemniej jednak szkoła dała mi bardzo dużo.

Co dokładnie?

Odwagę. Wzięłam wtedy urlop w ośrodku wychowawczym, w  którym pracowałam (Iza pracowała w ośrodku pomocy społecznej – przyp. red.), kupiłam stos gazet modowych i stwierdziłam, że tego dnia znajdę inspirację. Zobaczyłam w jednym z pism sesję przygotowaną dla marki Reserved w Szkocji i pomyślałam, że ktoś, kto odpowiadał za makijaż Frei Behy Erichsen, będzie moim nauczycielem.

Kto to był?

Wilson. Przez 2-3 miesiące dzwoniłam do agencji, w której wtedy pracował, rozmawiałam z jego agentką i pytałam, czy nie szuka asystentki. Wydzwaniałam regularnie przez 3 miesiące, a po kilku tygodniach ciszy oddzwonił Wilson, mówiąc, że skoro jestem tak uparta to zaprasza (śmiech). Zabrał mnie wtedy na pokaz mody Macieja Zienia, który odbywał się w kościele. Tak się zaczęła nasza współpraca, która przerodziła się w przyjaźń. Wilson jest osobą, która mnie bardzo ukształtowała pod względem estetycznym.  Jestem bardzo wdzięczą losowi, że pojawił się na mojej drodze. Nigdy mu tego nie zapomnę i mam nadzieję, że kiedyś będę mogła mu się za to odwdzięczyć.

Skąd u ciebie zainteresowanie makijażem i pielęgnacją? Wyniosłaś to z domu?

Dokładnie tak. Moja babcia uważała, że najlepsze kosmetyki mamy pod ręką, leżą sobie na parapecie w kuchni albo w lodówce. Jej ulubionymi specyfikami była śmietana, masło i olej lniany. Babcia też często wspominała, że bardzo dużo dobra dla włosów czyni ocet. Radziła, by przemywać włosy octem jabłkowym rozcieńczonego wodą w proporcji 1:1 przy ostatnim płukaniu. Pamiętam też, że w dłonie i paznokcie wcierała obierki z ogórków.

Jaką była kobietą?

Babcia Rózia była przepiękna. Bardzo wymagająca, ale przy okazji ciepła.

Czy twoja mama też pokazywała ci urodowe triki?

Mama zawsze bardzo mnie pilnowała, żebym używała regularnie kremu do twarzy, nieważne jakiego. Ważne było, by wyrobić w sobie nawyk. Wlewała mnie i mojemu bratu oleju lnianego do kąpieli, a połówką cytryny odsuwała sobie skórki wokół paznokci.

Z taką wiedzą i inspiracją pewnie sama kręcisz kosmetyki na własne potrzeby.

A wiesz, że tak? Kosmetyk naturalny, którego stale używam i który robię sobie sama, to peeling do ust. Przydaje się bardzo na sesjach, nakładam go modelkom na usta – zawsze przed ich pomalowaniem. Przepis jest banalny: 1 łyżkę miodu, 1 łyżeczkę cukru brązowego i kilka kropli soku z cytryny mieszam ze sobą i nakładam na usta. W ten sposób znikają wszelkie skórki, a usta stają się gładkie. Pozostałości wmasowuję w dłonie. Moim ostatnim odkryciem jest wmasowywanie rozgrzanego wosku z sojowych świec w spierzchnięte dłonie. Bardzo lubię też domowy peeling kawowy do ciała. Żeby go przygotować, biorę zaparzoną kawę z kawiarki, dodaję miód, cynamon i trochę oleju migdałowego, mieszam i zamykam w szklanym słoiczku.

A co myślisz o oleju kokosowym? Ma wiele fanek, a ty o nim ani słowa.

Wolę to, co bliżej nas. Nie ufam produktom, które nie powstają w naszych rodzimych warunkach, dlatego wybieram lokalsów: olej lniany, konopny albo rzepakowy oraz masło klarowane, którym można potraktować twarz, ciało i włosy.

Masz dwoje dzieci, czy one z podobną ciekawością i chęcią stosują się do zasad pielęgnacji?

Dużo o tym rozmawiamy, tłumaczę im, jakie to ważne, by dbać o swoją skórę i przestrzegać zasad higieny. Z Janką było też prościej, bo ma atopowe zapalenie skóry i wie, że jeśli nie użyje kremu, będzie się drapać (śmiech). Franek ma drobne problemy skórne, więc zaczął używać kosmetyków aptecznych na pierwszy trądzik. Dzieciaki mają też słabość do maseczek w płachtach i często urządzamy sobie takie rodzinne maseczkowe popołudnia. Poza tym regularnie czeszą włosy szczotkami z włosiem dzika, a Franek zaczął ostatnio myć włosy według specjalnego planu.

Co to za plan? Opowiadaj.

W skrócie wygląda to tak: mycie – spłukiwanie – mycie – spłukiwanie – suszenie ręcznikiem – nakładane odżywki – przeczesywanie włosów grubym rzadkim grzebieniem – spłukiwanie odżywki – suszenie ręcznikiem – rozczesywanie włosów szczotką. Mamy też z nim taką umowę, że jeśli chce mieć długie włosy, to musza być zawsze czyste.

A co z Janiną? Kręci ją pielęgnacja?

Póki co uwielbia bawić się makijażem i często przyłapuję ją na tym, jak bawi się w salon makijażu ze swoim bratem.

Gdybyś miała wybrać jeden kosmetyk Phenomé, bez którego nie wyobrażasz sobie pielęgnacji, na który byś się zdecydowała?

Zdecydowanie Luscious Hydrating Cream. Świetnie nawilża, ma przyjemną konsystencję i, co najważniejsze, szybko się wchłania. Ma neutralny zapach i nie podrażnia, a to przy atopowej skórze bardzo istotne. Świetnie się sprawdza pod makijaż dla suchej i wrażliwej skóry.

 

 

Wiem, że bardzo poważnie podchodzisz do demakijażu. Pewnie nie zdarza ci się zasnąć z tuszem na rzęsach? Bo ja to czynię regularnie.

Na punkcie demakijażu mam świra i raczej nie zdarza mi się o nim zapomnieć. Jest esencjonalnym etapem pielęgnacji i sprawia, że skóra lepiej się regeneruje i chłonie wszelkie zabiegi wzmacniające i odżywiające.

Jak ten proces przebiega u ciebie?

Na początku używam płynu micelarnego Sustainable Science Serene na twarz i mleczka do demakijażu oczu, jeśli mierzę się akurat z wodoodporną maskarą. Ale że są już tusze, które zmywa się samą wodą, ten etap mogę sobie darować. Żeby przywrócić skórze naturalne pH, nakładam kroplę roztartego w dłoniach toniku. Następnie myję twarz olejem i w dalszej kolejności żelem do twarzy Calming Blemish Cleanser, który delikatnie się pieni, a to zaliczam do plusów. Potem spryskuję twarz wodą termalną i zawsze ją wycieram, choćby woda była izotoniczna. Po tym kładę na twarz kroplę olejku – musi być łagodny ze względu na moją atopową skórę. Dalej – wklepuję krem albo maskę. Moje ulubione to złuszczające z glinką, które nakładam podczas kąpieli i regenerujące, które zostawiam na całą noc.

 

Dużo pracujesz i dlatego łapiemy cię właśnie w trakcie sesji zdjęciowej. Powiedz, jak się na co dzień organizujesz, żeby na wszystko starczyło czasu?

Codzienna organizacja to dla mnie nieustanny trud i wyzwanie. Wszystko udaje się dzięki ogromnemu wsparciu ze strony mojego męża Piotra – to on przygotowuje śniadania, prasuje, odrabia z dziećmi lekcje, a ze szkoły syna i córkę odbierają ich dziadkowie lub ciocia Ula. Oczywiście jeśli mam wolne, z przyjemnością przejmuję większość obowiązków. Faktycznie, sporo pracuję, ale każdą wolną chwilę próbuję spędzić z dziećmi.

Co wtedy zwykle robicie?

Muzyka, książki, las – to nasze ulubione aktywności. Mieszkamy na Bielanach i często wybieramy się do Lasu Młocińskiego. Nie mamy samochodu, więc poruszamy się metrem i rowerami.

Masz tu sporo fajnego kosmetycznego sprzętu, ale spodziewam się, że tyle dobra waży swoje i korzystanie z komunikacji miejskiej – choć uprawiam i pochwalam – może być utrudnione.

Fakt, nie jest mi łatwo, bo moja walizka z kosmetykami waży 30 kg, dlatego też często posiłkuję się taksówkami.

 

 

Jak zmieniło cię macierzyństwo? Co ci dało, a co zabrało?

Bardzo wcześnie zostaliśmy rodzicami – ja miałam 25 lat, a Piotrek 22. Macierzyństwo nauczyło mnie wyborów i oduczyło egoizmu. Cieszę się, że zawsze miałam wsparcie Piotrka i rodziców. Ale największy plus to organizacja – doba jakoś magicznie przy dzieciach się rozciąga. Najtrudniej było mi zrezygnować z czasu dla siebie. Pamietam, jak Piotrek robił aplikację prawniczą i zostawałam całe dnie z małymi dziećmi, to był bardzo ciężki dla nas czas. Człowiek przy małych dzieciach uczy się pokory, uświadamia sobie, że na wiele rzeczy nie ma wpływu. Janka pierwszą noc przespała w wieku dwóch lat.

Jak ci się udaje balansować czas na bycie z Frankiem i Janiną?

Robię to intuicyjnie, ale często miałam wyrzuty sumienia, że za mało czasu poświęcam Franiowi, bo większość pochłaniała jego młodsza siostra i obowiązki domowe. Świetnym wyjściem okazały się cotygodniowe wyjścia do teatru – dzięki nim byliśmy na bieżąco ze wszystkimi przedstawieniami (śmiech). Ale najtrudniejszy moment trwa teraz.

Co się dzieje?

Franek wchodzi w fazę buntu i to jest ogromne wyzwanie na wszystkich płaszczyznach. Tłumaczymy mu, że teraz najbardziej kształtuje się osobowość i to naturalne, że wchodzi w spory, buntuje się, ale nadal musi dbać o uczucia innych. Z Piotrkiem doszliśmy do opcji wspólnego frontu, bo umiejętności manipulacji u 10-latka rosną z każdym dniem (śmiech).

A co robisz z dziećmi żeby wyciszyć emocje, tak wyłącznie dla relaksu?

Uwielbiam z nimi gotować i piec. Franek jest mistrzem ciasteczek, a Janinka ogarnia warzywa! Uwielbia też zjadać umytą sałatę, ale nie przełknie jej na kanapce. Franek jest otwarty na nowe smaki, wciągnie wszystko, nawet ostrygi czy ostre curry, za to Jance oswajanie się z nowościami zajmuje dużo więcej czasu. Mają kompletnie różne temperamenty, ale tym, co ich łączy jest wrażliwość.

Dużo czasu spędzacie na zewnątrz?

O tak, mam w domu parę prawdziwie dzikich dzieci! Bardzo mnie cieszy fakt, że Janka i Franek nie są dzieciakami komputerowymi, choć wiadomo, że komputer w domu jest i nie leży nieużywany. Ale każdą wolną chwilę spędzają na podwórku z rówieśnikami. Są bardzo samodzielni, bo też dajemy im sporo swobody – Franek chodzi po zakupy sam, może też już sam jeździć do szkoły, na deskorolce, rolkach albo na hulajnodze. Janka też zaczyna sama odbywać takie wędrówki.

Dzięki za rozmowę, Iza.

*

Rozmawiała: Dominika Janik
Zdjęcia: Aga Bilska

*

Izabela Kućmierowska

Rocznik 1982. Wizażystka i były pedagog. Studiowała pedagogikę i psychologię dziecięcą, po trzydziestce ukończyła Szkołę Wizażu i pracowała jako asystentka Wilsona. Obecnie działa niezależnie jako freelancerka. Ma w domu dwa koty: Wiktora i Wiktorię, gekona Bekona oraz dwie świnki morskie: Śmietanę i Karmelka. Instagram: @izakucmierowska

Podziękowania dla Studia Tęcza za pomoc w realizacji sesji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.