Prawda jest dziwniejsza, niż fikcja

Shin Noguchi o ojcostwie i fotografii

Gdy zobaczyłam po raz pierwszy zdjęcia Shina Noguchi pomyślałam, że marzy mi się z nim rozmowa o ojcostwie. Potem złapałam się na myśli, że to mało realne, by znalazł czas i namierzył mojego maila w skrzynce. Odpisał po godzinie i przeprosił, że tak późno, ale ma dużo pracy przy kolejnej wystawie. Ojciec trójki z Tokio i mistrz street photography.

マジックto magia po japońsku. Majikku. Czasem wyruszamy by jej szukać niczym św. Graala, z mapą i zestawem mądrych rad, a nie zauważamy, że kryje się tuż za rogiem. W minie, którą robi dziecko jedząc pierwszy raz cytrynę, w entej wizycie w piaskownicy, w deszczu, który wyczarowuje dla nas tęczę nad podwórkowym śmietnikiem, w mydlanej bańce, która unosząc się z wiatrem tworzy niechcący wielobarwną aureolę nad głową. Shin Noguchi ma trzecie oko, albo cały czas trzyma palec na spuście migawki. Widzi więcej czy ma więcej okazji by to widzieć, bo zamiast pędzić do biura przesiaduje z trzema córkami w parku na karuzeli? Wolny zawód artysty fotografa, ktoś powie. Prędzej duża dawka wrażliwości i świadomego rodzicielstwa. 

Shin, twoje kadry dzieciaków są jak łyk świeżego powietrza w dobie instagramowych zdjęć, gdzie rodzicielstwo jest co do milimetra starannie wyreżyserowane. Kto dziś pokazuje histerie, awarie i bałagan w mieszkaniu? Dużo lajków, mało prawdy.

To niezwykle ważne w moim projekcie One Tho Three poświęconym córkom. Nigdy nie fotografowałem ustawianych sytuacji, podobnie jak w przypadku street photography – to są naprawdę obcy ludzie złapani na ulicy. Chciałem, by zdjęcia poruszały, a nie były zwykłą pocztówką, wyjętą z czyjegoś rodzinnego albumu. Na moim Instagramie też znajdziesz prawdziwe kadry, samo życie.

Wyłapujesz momenty niezwykłe w morzu zwykłych czynności. Gdy wszyscy biegną w pogoni za czymś, ty zatrzymujesz się i wyjmujesz aparat. Dużo tu ukrytych, tłumionych emocji i wrażliwości. To coś, co pociąga cię w fotografii ulicznej?

W ludziach jest dużo desperacji, by przeżyć życie na pełnych obrotach. Czasem samotnie, czasem pomagając innym. Płacząc, śmiejąc się. Robię im zdjęcia, bo nie zdają sobie sprawy, że te zwyczajne momenty, pełne ludzkich pragnień i emocji, są nierzadko ciekawsze niż świetnie wyreżyserowane dzieła Chaplina, Hirchcocka, Felliniego czy Szekspira. Próbuję od lat zobrazować słowa Marka Twaina: „prawda jest dziwniejsza, niż fikcja”. Na tym polega język mojej fotografii: odnajduję magię w pozornie błahych momentach. Ludzie pędzą przez życie, czasem jest to dramat, a czasem komedia, ale w tym biegu zawsze zostawiają po sobie ślady. Chciałbym pokazać, że można je odkryć dosłownie za rogiem.

Wyciągasz do nas rękę.

Wiesz co chciałbym, by ludzie poczuli patrząc na moje zdjęcia? Jestem tuż obok. Nie jesteś sam, gdy borykasz się z życiem. Przeżywam z tobą ten wyjątkowy moment, nawet jeśli trwa ułamek sekundy. There is always someone in the world keeping an eye on your struggle… 

Potrzebny jest ci instynkt myśliwego? Włączony aparat, w gotowości, ukryty w kieszeni kurtki? Zdjęcia obcych to jedno, ale zdjęcia trzech energicznych kilkulatek, które uciekają z kadru, są w ciągłym ruchu…

Przede wszystkim, jeśli chodzi o mój warsztat, zawsze używam wizjera, nigdy nie robię popularnych w ulicznej fotografii zdjęć z ukrycia. Używam manualnych ustawień w mojej Leica M i wyłącznie obiektywu 35 mm. Nie lubię czuć się jak intruz, albo podglądacz, staram się zawsze o utrzymanie dystansu. Ale fakt, tak kocham spędzać czas z rodziną i fotografować córki, że nie umiem sobie odmówić brania aparatu nawet do sypialni czy łazienki.

„Sorry, You Will Never Walk Alone”. O kim to jest?

To tytuł jednego z moich projektów . Każda z córek to zupełnie inna osobowość, mają inne pasje. Ale to, co je łączy, to mieszanka nieśmiałości i towarzyskości wobec innych, mają to chyba we krwi po rodzicach (śmiech). Kochają się nad życie, choć też jest miejsce na łzy i zazdrość. A żona? To najwspanialsza osoba, jaką znam. I najpiękniejsza. Kocha ludzi, jest aktywistką na rzecz ochrony praw zwierząt.

Córeczki tatusia?

Tu się mylisz! Moja żona zawsze mówi: „to my, cztery siostry i… tata” (śmiech).

Z opowieści znajomych układa mi się obraz ojca w Japonii jako kogoś nieobecnego, albo raczej mało obecnego w tygodniu. Wychowanie dzieci to rola kobiet. Twoje kadry temu przeczą.

W takim wizerunku ojca jest dużo prawdy. To generalizacja, ale często tak to właśnie wygląda w Japonii. Ja staram się pokazać świat dzieci moimi oczami. Chcę udowodnić, że każdy ojciec może cudownie z nimi spędzać czas i mogą to być zwykłe czynności – zabawa, rozmowa, trzymanie za rękę. Ale to, co widzicie, to tylko wyrywek z naszego życia, to moja żona jest  z nimi 24 h na dobę, nie mogę być przy każdym kąpaniu, karmieniu, gotowaniu. Mam nadzieję, że choć nie widać jej w kadrze, czujecie jej obecność na zdjęciach.

Fotografowanie to twoja praca, ale sam też przyznałeś, że jest to twój sposób na komunikowanie się z dziewczynami. Gdy urodziła się twoja najmłodsza córka, powstała seria portretów noworodka As Yumeiji painted his Beloved Woman.

Tak. W tamtym momencie portretowanie jej był to mój sposób na nawiązanie relacji, na dialog między nami. Robiłem zdjęcia naszej córce Hikono prawie każdego dnia od momentu wyjścia ze szpitala do dnia, gdy skończyła miesiąc. Zestawiałem ją z moimi ukochanymi albumami fotograficznymi z półki, wyobrażając sobie, że jest bohaterką zdjęć moich fotograficznych mistrzów. Wybierałem przeróżne albumy zastanawiając się kim ona będzie jak dorośnie, jaka przyszłość ją czeka? Otwiera się przed nią morze możliwości, wiele dróg, może podążać w każdym kierunku. Sam tytuł serii nawiązuje do artysty Yumeji Takehisa, który malował swoją ukochaną Hikono Kasai.

 

Trzy razy zostawałeś ojcem. Wspominasz narodziny, tamte emocje?

Gdy zostałem ojcem po raz pierwszy, towarzyszyła mi wyłącznie czysta radość, ale wraz z ilością dzieci rosną nie tylko pokłady szczęścia, ale też ciążące poczucie odpowiedzialności, zdajesz sobie sprawę z różnych zagrożeń w społeczeństwie. To mnie interesuje. Nawet w fotografii ulicznej staram się dotykać nie tylko człowieka jakim jest, ale też różnym norm społecznych, narzucanych ról.

I czasem się tym normom i nakazom przeciwstawiasz. Pomimo szpitalnych przepisów i zwyczajów zaprosiliście starszą córkę, by uczestniczyła w porodzie siostry. Jak zareagowała?

Tak, w Japonii mamy dwa skrajne podejścia w szpitalach: od „ zakaz zdjęć, filmów, tylko rodzice, zakaz odwiedzin” do drugiego: „to musi być cudowna przygoda dla całej rodziny”. Chętnie ci o tym opowiem: w trzeciej ciąży po raz kolejny wystąpiło zagrożenie przedwczesnym porodem. Najstarsza córka, Hikono (7 lat) źle to znosiła, miała w nocy koszmary, odmawiała chodzenia do szkoły, nie chciała być zostawiana sama, miała zaburzenia lękowe. Postanowiliśmy przekuć jej lęk w pewność siebie. Uczestniczyła w porodzie i powitała swoją siostrę. Dziś jest szczęśliwą dziewczynką, która chętnie chodzi do szkoły wraz z przyjaciółmi.

Jesteś typem wrażliwca? Wyczuwam w twoich zdjęciach empatię, zrozumienie.

Może i tak, wychowałem się otoczony przez rodziców sztuką, filmem, jazzem, rockiem. Robienie zdjęć moim bliskim jest dla mnie jak poranne przywitanie hej, jak się masz. Czasem użyję słów, czasem oczu, uśmiechu, a czasem po prostu chwycę za aparat. To rodzina nadaje sens i wartość życiu, robiąc zdjęcia jeszcze bardziej się w tym przekonaniu utwierdzam.

Co lubisz najbardziej robić z dziewczynami?

Bawić się w ogrodzie przed domem, rysować kredą grafitti na ścianie, jeździć na desce, czy grać w gry. Naprawdę to lubię, bo jakoś przypomina mi własne dzieciństwo, buduje most między przeszłością a teraźniejszością. No i nadaje sens przyszłości.

A nad czym teraz pracujesz?

Moja nowa wystawa, zorganizowana wraz z Leica Camera, odbędzie się w Chinach. Szykuję też nowy album, który wydam we Włoszech.

Życzę wam magicznych chwil i dziękuję za rozmowę!

*

Pierwsze spotkanie z serii #tatanaladnebebe w tym roku za nami i kolejna dawka inspirujących historii. Zwykły dzień, środek tygodnia, szarobury styczeń? A może właśnie zaraz wydarzy się coś wyjątkowego, czułego, magicznego? Miejcie oczy szeroko otwarte.

 

Shin Noguchi – fotograf,  urodzony w Shinjuku, laureat wielu nagród, w tym nagrody głównej festiwalu w Tuluzie. Uwielbia fotografię uliczną, wyłapywanie pozornie zwykłych momentów dnia codziennego. Jego zdjęcia publikowały między innymi The Guardian, The Independent, Die Zeit, Libération. W tym roku wyda album ze swoimi pracami.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.