Portret rodzinny według Darii Solak

Konkurs w Ładnebebe

Daria Solak to taki ktoś, kto z uśmiechu, ruchu gałek ocznych i przypadkowego grymasu, potrafi wyczytać całą prawdę o człowieku. Detektyw, wróżka i rysowniczka w jednym sporządzić może dla ciebie rodzinny portret, jeśli tylko zdążysz z zamówieniem do 9 grudnia!

A cała przygoda z portretowaniem zaczęła się dawno temu, kiedy to Daria sporządzała portrety na indywidualne zamówienie znajomych par i od czasu do czasu, kiedy ktoś się w tej sprawie spontanicznie odezwał. Ale pomysł ruszył pełną parą a chwilą gdy pojawiła się na naszych targach Ładna Wiosna. Wymarzyłyśmy sobie w redakcji, że Daria zjedzie do nas ze swoimi przyborami i sztalugami i wyrysuje podobizny odwiedzających nas czytelników. I wiecie co? Spełniło się. Więcej, portrety rodzinne stały się jedną z ważniejszych gałęzi twórczości ilustratorki. Daria policzyła, że w 1,5 roku od targów narysowała już ok. 100 portretów, które poleciały sobie żwawo w szeroki świat, od Polski po Australię i Japonię. Największy, jaki narysowała, liczył sobie 120 cm, a pośród najbardziej zwariowanych znalazła się rodzina na dinozaurze i rodzina stylizowana na afrykańską dynastię królewską.

Taki portret to trafiony upominek świąteczny, niepodrabialny i niezatapialny (o ile umieścicie go w niezatapialnej ramce). Wystarczy, że Daria rzuci okiem na przesłane jej zdjęcie i już wie, co się czai w bohaterach obrazka. Co trzeba wyostrzy, serdecznie i z przekorą. Więc jeśli głowisz się nad prezentem dla kogoś, kto ceni przedmioty unikalne i pomysły niebanalne, pisz do Darii. Składać zamówienia przez stronę internetową ilustratorki można do 8 grudnia żeby zdążyć z ich przygotowaniem do świąt.

Można też wziąć udział w naszym konkursie! Prostszych zasad to chyba nikt wcześniej nie wymyślił. Trzeba opisać członków swojej rodziny najśmieszniej jak to możliwe. Daria ma chichotać, a niech i spadnie z krzesła. Zróbcie na niej wrażenie! Jedna jedyna osoba, której się to zadanie niepoślednio uda, przesyła do rysowniczki rodzinne zdjęcie i czeka na swój portret (plik do wydruku w formacie 30,40 cm). Łapiecie? Na pewno łapiecie. To do dzieła. Opisy proszę umieszczać w komentarzach. Macie czas do północy 9 grudnia. Niebawem wyłonimy zwycięzcę. (KONKURS ROZWIĄZANY)

*

Więcej o twórczości Darii przeczytacie tu.

*

ROZWIĄZANIE KONKURSU

Miło nam ogłosić, że zwycięski opis rodziny skonstruował tomek. Gratulacje! Ze zwycięzcą skontaktuje się artystka.

4 komentarze

  • izzi:

    Nasza rodzinka to ich troje (choć na szczęście z zespołem o tej nazwie mogą nas łączyć tylko moje szalone włosy i brak muzycznego słuchu, a nie, na ten przykład, zamiłowanie do fikuśnych imion, bo te akurat mamy zwyczajne): mama, tata i córka. Nasz już 4letnia dziedziczka miota się pomiędzy byciem aniołkiem (trochę Charliego) a Grinchem, potrafi na jednym wydechu wyznać miłość “jak stąd do kosmosu” i spytać czy jak umarniemy to może dostać nasze telefony. To i tak niezle, jeśli wziąć pod uwagę , że dawca drugiego z dwóch chromosomu X to Pan oszczędnicki, który zgodnie z poznańską naturą wyszpera promocję, nawet tam gdzie jeszcze jej nie ma, spisujący testament przy stanie podgorączkowym posiadacz nierównej wielkości dziurek w nosie. A niżej podpisana prócz pokręconych włosów ma choleryczny charakter, wrodzony brak fotogeniczności (może na portretach byłoby lepiej?) i umie w literki ale raczej nie na własny temat. Polecamy się!

    Odpowiedz
  • tomek:

    Żona nazywa mnie Anglikiem, bo zawsze wybiorę w przeciwieństwie do pozostałej naszej czeladki muliste barwy, deszcz zamiast słońca i długie wywody zamiast konkretu. Wiem, że to dobrze o mnie nie świadczy. No ale, muliste kolory są spokojne i godne zaufania. Mulisty kolor nie będzie całować twojej żony w rękę od koniuszków palców po ramię, a potem proponować jej prywatnej wycieczki krajoznawczej po wyspie na swojej vespie.
    To może tyle o mnie… zresztą w innej kolejności wypadałoby.
    Moja żona, żoneczka, połóweczka – niesie swój los żony tomka wytrwale, z wieloma hasłami: to nie możliwe, że żeśmy się pobrali! I pewnie szans byśmy nie mieli w tym pędzącym świecie, gdybyśmy nie zwalniali, będąc razem. Ona jak nikt inny nas/mnie umie. Zawsze wie, że tu pogłaskać, a tam do pionu postawić. Tu zachować spokój, a tam rozgoryczenie pokazać. Wieczorem zapala mi lampkę, żebym trafił do łóżka, a to już coś znaczy po tylu latach. 😉 Dzieci piszczą z radości, gdy na tysiąc sposobów układa napis z makaronu KOCHAM CIĘ. I wzdycha zawsze ze wzruszenia, gdy dziewczynkom zaplata warkocze. Lubi zaczynać książki od końca i spać z poduszką na głowie… i zeszłej nocy ta poduszka jej spadła, akurat na budzik, co stłumiło poranny terkot dzwonka, więc zrobiliśmy sobie zespołowy dzień wolny, włożyliśmy na nosy okulary przeciwsłoneczne, wzięliśmy fiata i ruszyliśmy do miasta na poszukiwanie… toalet.
    I tak dochodzimy do pocieszek naszych – to dwie córeczki – garść fajności. Ich energią można by wybrukować drogę stąd do gwiazd.
    Nauczyły mnie parę swoich głębokich zasad: Nie spiesz się! Podrzyj plan! Jeśli chcesz się naprawdę dobrze bawić, najlepiej namaluj sobie na twarzy mordkę tygrysa. 🙂
    Hania i Pola lubią odgrywać księżniczki. Pytam dlaczego? Nie owijają niczego w bawełnę:
    – są ładne – mówią – i często rozkazują ludziom, co mają robić.
    Młodsza kładzie się na kanapie i krzyczy:
    – Potrzebuję księcia w drodze. Potrzebuję księcia w drodze.
    Muszę więc dosiąść materiałowego konia. Zsiąść z niego z głośnym rżeniem. Nakarmić konia marchewką. Po poprawnym nakarmieniu konia muszę przyklęknąć na jedno kolano i oznajmić, że jechałem na koniu przez góry i doliny, ale to one są najpiękniejszymi księżniczkami, jakie kiedykolwiek spotkałem.
    Ogólnie, to czuję, że dane jest mi więcej, niż na to zasługuję.

    Odpowiedz
  • Dora:

    Kiedy myślisz sobie, ze masz już wszystko ,przyjaciół ,fajny dom, kochanego męża, cudnego psa …pojawia się dziecko. Twój skandynawski dom zaczyna przypominać Toys’r’Us. Dopiero po jakimś czasie zaczynasz ogarniać sytuacje ,czujesz, ze już nic Cię nie zaskoczy i wiesz wszystko o rodzicielstwie … wtedy pojawia się drugie dziecko , które uświadamia ci, ze tak naprawdę guzik się na tym znasz, bo od teraz wszystko będzie już na odwrót. Przestajesz pilnować idealnej temperatury wody do kąpieli , którą mierzyłas w pierwszej kolejności jednym termometrem ,następnie łokciem , następnie drugim termometrem, tym razem w stopniach Farenheita, tak na wszelki wypadek. Następuje koniec robienia zdjęć każdemu nowemu ząbkowi, bo drugiemu dziecku zaglądasz do buzi po dwóch latach . W dniu, gdy masz wrażenie, że za chwile wyniosą Cię z domu w kaftanie bezpieczeństwa, a jedyne o czym marzysz to móc wreszcie wydepilować obie nogi, wkracza radośnie On, ten ,który zawsze, gdy ja mówię :nie , mówi: tak córeczko, możesz… i w ten sposób powstaje człowiek legenda, czyli Tata. Kiedy testując w sklepie nowe słuchawki proszą Cię o wybranie piosenki, zamiast powiedzieć „I got you babe”, jedyne co przychodzi ci do głowy to „Baby shark doo doo doo doo dooo…”
    Dzieci. Mamy dwoje ,ale czasem mam wrażenie , ze pięcioro, albo więcej. Udowodniły, ze można biegać, skakać, krzyczeć, płakać, śmiać się, jeść i mówic w tym samym momencie… Takie są nasze dziewczynki, nieprzewidywalne, niemożliwe i najwspanialsze !! I psinka ,która jednym spojrzeniem potrafi wyrazić więcej niż słowa, a 7lat w rok od teraz przybywa mi nie jej. Moja Rodzina ,która jak nikt inny potrafi wyprowadzić mnie z równowagi, po to, żebyśmy po chwili usiedli wszyscy razem i zaczęli się śmiać i przytulać… Wtedy myśle sobie, ze to ten moment, kiedy jestem mistrzem świata i okolic i wiem, ze naprawdę mam już wszystko.
    Ja~Mama shark doo doo doo doo…

    Odpowiedz
  • hannneke:

    Mój dwuletni syn jest koneserem. Koneserem sztuki oczywiście. Jak oglądamy naszą ulubioną ilustrację z muzeum ( z ulubionej: Raz dwa, trzy, cztery – wspólne spacery) i mówię: Tu jest muzeum, tu się KONTEMPLUJE sztukę, na jego twarzy zawsze pojawia się ten błysk geniuszu, zrozumienia, oznaka, że tak, wiem z czym to się je, po czym z radością zaczyna głośno pluć. Koneser, i to jaki rozumny.
    A ja, no cóż. Ja jestem królową jarmużu. I już siebie widzę w tej jarmużowej koronie na portrecie od Ciebie, Dario. Czy to konkursowym, czy nie, ale na pewno zawiśnie u nas na ścianie prędzej czy później 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.