Pisanie to zdziwienie

Rozmowa ze szwedzką pisarką dla dzieci Åsą Lind

Czy Piaskowy Wilk jest nieśmiertelny? Czy widzi kolory, czy czyta książki i na koniec najważniejsze - czy ma braciszka? O to wszystko, nie śmiałam zapytać szwedzkiej pisarki Åsy Lind, autorki trzytomowej sagi o Piaskowym Wilku.

Na szczęście dzieci przybyłe na, poprzedzające premierę sztuki „Piaskowy Wilk” w stołecznym Teatrze Lalka, spotkanie z autorką miały więcej odwagi. Słuchając ich ustaliłam, że Piaskowy Wilk nie zna pojęcia upływającego czasu, bo nie nosi zegarka. On się ciągle zmienia i to jest jego sposób na wieczne trwanie. Åsa sama tak do końca nie wie, czy Wilk ma rodzeństwo. Być może są gdzieś daleko jego kuzyni Kamienni albo Wodni Wilkowie, tego nie wyklucza. Życzy mu też serdecznie, by kiedyś na horyzoncie pojawiła się Piaskowa Wilczyca, z którą będzie miał gromadkę Piaskowych Wilczątek. Chwytając te szczere odpowiedzi byłam po stokroć usatysfakcjonowana i w tym przyjemnym samopoczuciu zadałam swoje, mizerniutkie pytania. Ale że Åsa pięknie się rozgadała, to wyszedł nam całkiem klawy wywiad.

Dla tych, którzy spotkanie z „Piaskowym Wilkiem” mają jeszcze przed sobą dopowiem, że trudno o bardziej trafny mariaż wiedzy zakresu filozofii, fizyki, przyrody i psychologii. W formie kilkustronicowych opowiadań o Karusi i jej zmyślonym przyjacielu, Lind zawarła mnóstwo przykładów z życia zapracowanych rodziców i ciekawego świata dziecka. Refleksja, czasem bolesna, ale prowadząca do konstruktywnych wniosków, gwarantowana. Zanim sięgnięcie po książki, poznajcie ich autorkę o przenikliwym umyśle i niebywałej energii życiowej.

*

Åsa, nie jesteś zmęczona? Spotkanie z dziećmi trwało ponad godzinę, potem podpisywanie książek, wywiad i dopiero my. Nie opadasz z sił?

Kiedy dużo się dzieje, wpadam w stan ekscytacji i nie mogę się zatrzymać. Nic nie jest mnie wtedy w stanie zmęczyć. Dodatkowym motywatorem jest sama okazja, dla której tu przyjechałam. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę spektakl!

A ja już widziałam! Ale nic ci nie powiem żeby nie psuć niespodzianki. Przygotowałam dla ciebie kilka pytań, ale już wiem, że nie będą tak przenikliwe i bystre jak te, które usłyszałaś od dzieci.

To, czy rozmowa toczy się wartko nie zależy wyłącznie od pytań. Bardzo ważne są odpowiedzi. Często to one właśnie brzmią głupio, nawet wtedy gdy pytanie było wyjątkowo mądrze postawione. A kiedy pytanie zadaje dziecko, to musi być ono dla niego niezwykle ważne. Trochę też odbija to, jakie to dziecko jest, skąd pochodzi, co je ciekawi. Dlatego zawsze przyjmuje je jak najmilszy komplement.

fot. Göran Segeholm

Czy wiesz, jak ośmielać dzieci do mówienia o tym wszystkim?

Jeśli ufasz, otworzenie się przed drugą osobą to nic trudnego. Ale trzeba pamiętać o tym, że zawsze wtedy, kiedy wchodzisz w nową relację, budowanie zaufania zajmuje czas. Trzeba być cierpliwym i delikatnym, żeby tej kruchej początkowo więzi nie popsuć. Zaufanie, które mają do nas dzieci, budujemy od chwili narodzin, a może i wcześniej, gdy sobie na nie czekamy. Więc, kiedy w rozmowie z dzieckiem czujesz, że ono ukrywa swoje uczucia oznacza to, że coś złego stało się w relacji już dawno temu. To my, dorośli budujemy tę bezpieczną sferę do rozmów i my stawiamy  granice mówiąc: o tym nie możemy mówić, a o tym możemy. Tematy tabu są kreowane przez dorosłych i przez społeczeństwo. Dzieci nie znają tabu – nie rodzimy się z poczuciem „to wolno, a tego nie wolno”. To jest coś, czego się uczymy. Tak ja ty i ja kiedy byłyśmy dziećmi. Oczywiście w każdej rodzinie jest inaczej i każda ma swoje tematy tabu i duchy przeszłości. A wystarczy, że otworzysz drzwi na strych i zmierzysz się z tym duchem albo trolem, poznasz jego imię i nagle ta zła siła przestaje istnieć.

Ciekawa jestem, jak wygląda twój strych i twoje duchy.

Niestety nie mam strychu. Obecnie mieszkam w malutkim, niepozornym mieszkanku oddalonym o 10 minut metrem od centrum Sztokholmu. Wprowadziliśmy się tam z mężem w czerwcu. Mamy trzy pokoje, balkon, bardzo zielono na zewnątrz.

Lubisz się przeprowadzać?

O tak! Mieszkałam już w Finlandii, w Berlinie, Instanbule, więc dla mnie koncept domu jest czymś, co buduję w zależności od potrzeb i możliwości. Bardzo lubię się wałęsać po świecie.

Twój mąż jest tego samego zdania?

On powinien mówić sam za siebie, ale czuję, że też mu z tym na rękę. Kiedy tylko nudzimy się w miejscu, w którym mieszkamy, zaczynamy je przearanżowywać. To odświeża oswojoną przestrzeń i daje nową perspektywę.

Wolisz przedmioty w stylu vintage czy minimalistyczne?

To zależy od aktualnej potrzeby. Czasem chcę mieć wokół siebie porządek i puste półki, czasem potrzeba mi dużego stołu, a innym razem małego. Dlatego wybrałam rozkładany (śmiech). A zupełnie ostatnio zachciało mi się obrusu. To nie w moim stylu, ale podobało mi się, że dzięki niemu stół staje się miękki i mogę pod nim szybko schować przedmioty, które mnie drażnią. Na stole leży wielka drewniana łyżka, która pochodzi z nieistniejącego już domu moich rodziców. Ta łyżka służyła mojej mamie do mieszania smażonych konfitur jagodowych. Dlatego cała jest w fioletowych ciapkach, a jej faktura jest niezwykle gładka. Lubię przestawiać meble, przewieszać obrazki i plakaty na ścianach.  Pewnie nie wytrzymam długo w obecnym układzie i do kolejnego czerwca wszytko wyglądało będzie zupełnie inaczej.

Bardzo interesuje mnie twoja technika pisania. Czy masz swoje rytuały, złote zasady, których bezwzględnie się trzymasz?

Muszę mieć wyjątkowo dobry powód, żeby pisać. Pisanie to dla mnie zdziwienie, suma przeżyć i wrażeń, które są ze mną długo, i mimo swojej intensywności umiem nad nimi zapanować. A co do samej techniki – przepisywanie, przepisywanie i jeszcze raz przepisywanie. Piszę 20 słów i wykreślam 10 z nich. Pisanie to u mnie bardzo mozolny i długi proces. Kłopot zaczyna się już przy wymyślaniu pierwszego zdania. Zawsze je czytam milion razy, wymawiam każde słowo. Muszę czuć je w ustach i słyszeć czy to, co napisałam ma dobre brzmienie. W końcu piszę książki do czytania, więc to musi działaś w ten sposób.

To dopiero wyzwanie dla tłumacza!

Tłumacz jest postacią kluczową w udostępnianiu strumienia literatury, ale myślę, że sprawny tłumacz poradzi sobie z każdym wyzwaniem. Pewnie, że czasem trudno jest wziąć coś z jednego języka i przenieść do drugiego, ale szwedzki jest pod tym względem bardzo wdzięczny. Tutaj łatwo jest łączyć ze sobą przypadkowe słowa.

Trochę jak w angielskim?

Nawet łatwiej. Możesz wziąć do takiej konstrukcji cokolwiek, co widzisz teraz w pokoju, a wszystko będzie do siebie pasowało i będzie zrozumiałe dla odbiorcy. Uwielbiam tę elastyczność w języku szwedzkim.

 

Jak się czujesz, kiedy ktoś – tak jak teraz – interpretuje twoje dzieło?

Ja to kocham. Podobnie jak z adaptacją, dzieje się w przypadku ilustrowania mojego tekstu.

Albo tłumaczenia.

Właśnie. Musisz zaufać tej sytuacji i osobom, które biorą udział w interpretowaniu twojej pracy. Zawsze kiedy wybieram ilustratora, jestem zaznajomiona z jego pracami, nie działam w ciemno. Ale też ufam artyście i rzemieślnikowi, a kiedy już wytworzy się między nami zaufanie, nie mam problemu z puszczeniem tekstu dalej. I tak samo z teatrem – kiedy czuję zaufanie do ludzi, czuję się bardzo komfortowo. Wiem, że Teatr Lalka jest pełen utalentowanych i profesjonalnych osób, poznałam producentów sztuki, ale też samą reżyserkę Julię Szmyt. To dla mnie zaszczyt że zostałam wybrana z tak szerokiego grona autorów.

I nie czujesz grama dyskomfortu?

Czuję czystą radość! Zresztą, mam już w tej materii pewne doświadczenie – pisałam dla radia i telewizji. Dobrą bazą jest zaufanie do stworzonej przez siebie historii – przecież ona sama tez może zawieść, gdy ktoś inny przepuści ją przez swój filtr. Mam nadzieję, że tutaj się to udało.

Udało się pięknie. Powodzenia i dziękuję za rozmowę.

*

Nie zdradziłam nic samej pisarce, ale wam mogę powiedzieć, że spektakl trzyma w napięciu od początku do końca. Tempo się zmienia, rekwizyty i światło tworzą odrębne płaszczyzny opowieści, muzyka za to dopieszcza całość i spina ją solidnie, choć niezauważalnie. Są kłopoty z dostępnością biletów, ale radzę się uzbroić w cierpliwość i dopytywać o dodatkową pulę.

*

Åsa Lind Szwedzka pisarka, autorka książek dla dzieci z serii o piaskowym Wilku oraz ,,Chusta babci”. Urodziła się w1958 r. we wsi Karbäcken w północnej Szwecji. Zanim została pisarką pracowała jako listonoszka, szefowa kuchni i opiekunka w domu starców. Ma cztery siostry i jedną córkę.

PIASKOWY WILK/od 4 lat

Premiera: 10.02.2019
Przekład: Agnieszka Stróżyk
Adaptacja i reżyseria: Julia Szmyt (AT)
Scenografia: Wiktoria Grzybowska
Muzyka: Paweł Szamburski i Patryk Zakrocki
Animacje: Wiktoria Grzybowska, Mateusz Król, Bartłomiej Olszewski

Zdjęcia ze spektaklu ,,Piaskowy Wilk”, Marta Ankiersztejn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.