Paulina w Irlandii

Mam plan na powrót

Syona po indyjsku znaczy szczęście. Gonimy je jak króliczka, ono umyka a my za nim gnamy. Ważne, by gnać przytomnie, parafrazując poprzednią bohaterkę naszego cyklu Mamy na emigracji, Agnieszkę. Dla Pauliny, która wyjechała z Polski ponad 4 lata temu, oprócz szczęścia właśnie, ważne są również trzeźwa ocena sytuacji i wypracowanie w sobie umiejętności adaptowania się do nowego. Irlandia okazała się piękna jak obrazek, gdzie góry i morze zaplatają się w warkocz bajecznych widoków. Tu rozwinął się jej zapoczątkowany w Polsce projekt fotograficzny Syona a na świat przyszedł mały człowiek, nowy i bardzo silny bodziec do... powrotu. To pierwsze spotkanie z cyklu, w którym bohaterka pragnie wrócić do kraju. Kibicujemy jej z całych sił a Wam polecamy lekturę naszej rozmowy.

***

Czujesz, że ciągle jesteście na walizkach? Od kiedy mieszkamy w Irlandii, czyli od października 2011, rzeczywiście przeprowadzaliśmy się wiele razy. Przez 1,5 roku mieszkaliśmy w centrum Dublina w uroczej dzielnicy Portobello, a następnie trochę na uboczu, na Clongriffin. Potem wyruszyliśmy na północ do Droghedy, gdzie urodziłam naszego syna. Teraz mieszkamy na południu Irlandii, w miasteczku Dungarvan, gdzie od wielu lat mieszka także moja mama. My? My, czyli ja i Rafał. ja i rafał [gallery type="rectangular" size="large" ids="45366,45368"] Opowiedz o Rafale. Rafał to mój narzeczony i tato naszego synka Pascala, który w marcu skończy 2 latka. Razem wyjechaliśmy z Polski. Poznałam go na kulturoznawczych studiach na Uniwersytecie Łódzkim. Jest i zawsze był pasjonatem kina. Teraz razem stanowimy fotograficzny duet. Na pomysł wyjazdu wpadliście oboje? Dokładnie tak. W międzyczasie pracowałam w laboratorium fotograficznym, w kinie i w paru sklepach z odzieżą. Chcieliśmy wyjechać, by odłożyć pieniądze na nasze wspólne plany. Moim priorytetem - pamiętam jak dziś! - był pełno klatkowy aparat Canon 5D Mark II. Marzyłam o nim, odkąd zaczęłam pasjonować się fotografią. syona_emigrantka_ladnebebe_13 No właśnie, to mocno ugruntowana pasja czy jedna z Twoich fascynacji? To poważna sprawa, bo jest ze mną już 8 lat. Niestety marne studenckie zarobki nie pozwalały mi swobodnie na niego odkładać. Jego kupno w Polsce na tamten moment graniczyło z cudem! Dlatego spakowaliśmy walizki i ruszyilśmy w drogę. Pamiętam, jak byliśmy podekscytowani wyjazdem do Irlandii, tak bardzo chcieliśmy otworzyć się na coś nowego. Udało się? Przyjazd do tego kraju był spełnieniem marzeń. Pokazał, że naprawdę wszystko jest możliwe, wszystko mogę. Po kilku miesiącach jeszcze na chwilę wróciliśmy do Polski, by zaliczyć egzaminy na studiach ale zaraz potem ponownie wyjechaliśmy. Zostaliśmy w Irlandii zauroczeni ludźmi, miejscem, w którym żyjemy i jego niezwykłą atmosferą. Czy przed wyjazdem byłaś dobrze oswojona z językiem? Angielski znałam na poziomie średniozaawansowanym, ale zderzenie z "irlandzkim angielskim" było bardzo bolesne. Naprawdę niewiele rozumiałam. Z czasem wszystko się zmieniło na lepsze. Jak Wam się mieszka w Dungarvan? To niewielkie nadmorskie miasteczko, gdzie każdy wita się ze sobą, pozdrawia na ulicy. Czuje się, że ta społeczność jest jakoś bliżej siebie. Czy to była dla Was duża odmiana po mieszkaniu w stolicy Irlandii? Zdecydowanie tak. W Dublinie wszyscy pędzą, ludzie nie patrzą na siebie i ten tłok trochę zaczął nam doskwierać. Ale nie było łatwo stamtąd wyjechać, bo mieliśmy tam kilka swoich ukochanych miejsc, jak kawiarnia Wall & Keogh czy azjatycki bar Neon. Tutaj co prawda nie znaleźliśmy jeszcze „naszej” kawiarni, ale i tak czujemy się z tym miastem mocno związani. syona_emigrantka_ladnebebe_05syona_emigrantka_ladnebebe_09 syona_emigrantka_ladnebebe_14 Od samego początku wiedziałaś, że będzie Wam tu dobrze? Nie wahałaś się przez moment? Od pierwszych chwil zachwyciła mnie natura i oszałamiające widoki, które są na wyciągnięcie ręki. Gdziekolwiek się nie ruszymy, otaczają nas wzgórza lub morze. Moim rodzinnym miastem jest Łódź, więc ten obrazek był dla mnie obcy i wytęskniony. Tu na miejscu ludzie są bardzo otwarci, pomocni i ciepli. Mamy też przy sobie garstkę przyjaciół, moją mamę i jej partnera. syona_emigrantka_ladnebebe_03 syona_emigrantka_ladnebebe_2syona_emigrantka_ladnebebe_12 Czyli udało Wam się zaklimatyzować? Wiesz, coraz częściej łapię się na myśli, że jest mi dobrze. Nie sądziłam, że to kiedyś powiem, ale chyba najbardziej u siebie tutaj w Irlandii czuję się w domu. Tu jest mi najbardziej komfortowo: na kraciastym wełnianym kocu, z filiżanką kawy albo herbaty, otoczona książkami, które masowo zamawiam z Polski. syona_emigrantka_ladnebebe_07 syona_emigrantka_ladnebebe_02 Jak zwykle spędzacie czas? Odkąd na świecie pojawił się Pascal, nasze dni wyglądają podobnie. Rafał pracuje dla telewizji Sky jako inżynier/monter a poza tym wspólnie robimy zdjęcia podczas sesji ślubnych i rodzinnych. Rafał fotografuje zupełnie inaczej niż ja, jego uwagę przykuwają inne rzeczy i zdarzenia, dlatego nasze reportaże są tak urozmaicone ale jednak komplementarne. Moja praca to też w dużej mierze opieka nad firmą i obróbka zdjęć. Nie wyobrażam sobie tej fotograficznej pracy bez niego. A z Pascalem zawsze zaczynamy dzień od przywitania się z Jogą, naszym psem. Potem ja wkraczam do kuchni i gotuję nam śniadanie. Jemy długo, bardzo długo! Lubimy ten rytuał. Wreszcie syci ruszamy z wózkiem na miasto, do parku lub na plac zabaw. Dużo czasu spędzamy na powietrzu. A kiedy jesteśmy w domu, wspólną zabawę przeplatamy gotowaniem. Ja to kocham, a Pascal ma wtedy moment dla siebie. Potrafi zająć się sam sobą: lubi przeglądać książki, ganiać się z Jogą, karmić ją, bawić się samochodami. syona_emigrantka_ladnebebe_06syona_emigrantka_ladnebebe_10syona_emigrantka_ladnebebe_04 Jak zmieniło się Twoje życie, od kiedy Pascal jest z Wami? Jak zmieniło się moje życie? Zmieniło się o 180 stopni! Ale na pewno nie zmieniła się moja miłość do fotografowania... Może nawet się powiększyła, bo po narodzinach Pascala chciałam jeszcze więcej i częściej naciskać migawkę aparatu. Poza tym zmieniło się wszystko! Zrozumiałam, jak olbrzymim wyzwaniom jestem w stanie sprostać. I nie mam tu na myśli wejścia na Mount Everest, a chociażby długie i bezproblemowe karmienie piersią. O unormowaną laktację walczyłam całe dwa miesiąca, to było wyzwanie ale udało się! Po urodzeniu Pascala nie wróciłam do pracy biurowej. Mogłam nareszcie poświęcić się fotografii i już niczemu innemu. Ach, zapomniałabym!  Pokochałam gotowanie, które stało się moją pasją, drugą po fotografii (śmiech). Między innymi o tej miłości opowiadam na moim nowym blogu Dom Warzywny. [gallery type="rectangular" size="large" ids="45365,45367"] [gallery type="rectangular" size="large" ids="45370,45369"] A więc będąc mamą nauczyłaś się zwalniać tempo? Tak! Macierzyństwo nauczyło mnie przede wszystkim szacunku dla własnego organizmu i duszy. To właśnie po narodzinach Pascala zaczęłam niestety walkę ze sobą. Chciałam fotografować, ale przecież nie do końca było to możliwe, bo karmiłam syna co 2-3 godziny w dzień i w nocy i tak przez wiele miesięcy. Zrozumiałam, że czas bycia mamą rządzi się takimi prawami i lepiej będzie dla mnie, jak pogodzę się z tym i poprzestawiam priorytety. Dużą wagę ma to, byśmy zawsze realnie oceniali sytuację i dostosowywali do tej oceny nasze cele i plany. Kiedyś byłam mistrzynią w narzucaniu sobie tysiąca zadań każdego dnia. Macierzyństwo to wszystko zweryfikowało. syona_emigrantka_ladnebebe_08syona_insta Czy czegoś jeszcze nauczyłaś się opiekując się synkiem? Tak, nauczyłam się odpoczywać! Ja wiem, to brzmi paradoksalnie, ale mówię jak najbardziej poważnie. Przed zajściem w ciążę byłam pracoholiczką. Teraz nie mam do siebie pretensji, gdy czuję, że muszę po prostu usiąść z kubkiem herbaty i odsapnąć. Kiedyś zamęczałabym się myślą, że tracę czas. To było chore i dziś to wiem. syona_emigrantka_ladnebebe_16 syona_emigrantka_ladnebebe_20syona_emigrantka_ladnebebe_18 syona_emigrantka_ladnebebe_15 Myślisz czasem o powrocie do Polski? Mimo, że poukładaliśmy tu sobie sprawy, oboje bardzo chcemy wrócić. W Polsce bywamy bardzo rzadko, zwykle raz w roku a ja bardzo tęsknię za ludźmi, za kulturą, za tym czymś naszym, czego nie potrafię określić ale wiem, że znajdę to tylko w Polsce. Ta tęsknota jest na tyle dojmująca, że mamy plan na powrót i na szczęście staje się on coraz bardziej realny. Trzymajcie kciuki, by wszystko poszło zgodnie z naszym planem! Trzymam z całej siły! I dziękuję za rozmowę. Rozmawiała: Dominika Janik Zdjęcia: Syona Photography  

7 komentarzy

  • izuzizu:

    Kiedy Paulina przyjechała do Irlandii, ja własnie rodziłam córkę w Północnej Irlandii I jeszcze wtedy nie wiedzialam jak strasznie zatęsknię za Polską, po 5 latach nieobecności. Jak strasznie zmienią się moje priorytety, zacznę myśleć o budowaniu relacji mojego dziecka z dziadkami, najblizszymi. Tak strasznie mi się pozmieniało, że od 2 lat jestem w Polsce. Też zajmuje się fotografią (zaraz wyjdzie, że wszyscy zajmują się fotografią 😉 ). I tu bardzo dużo mnie łączy z Pauliną, bo wyjechałam dokładnie z takich samych powodów co ona ;D

    Odpowiedz
  • Ja również mieszkam w Irlandii, w Dublinie, w bardzo cichej, spokojnej i „powolnej” dzielnicy, choć w samym centrum. Nie zgodzę się, że w Dublinie ludzie pędzą i nie patrza na siebie. Ja mieszkałam 4 lata w Connemarze, przepieknej krainie na zachodzie kraju także doskonale rozumiem co Paulina ma na myśli mówiąc o małej społeczności. Ale nam udało się stać częścią wspaniałej społeczności także tutaj w stolicy. Jasne, człowiek spędza czasami godziny żeby dotrzeć z jednego miejsca na drugie, ale Dublin jest tak cudownym miastem, o tak wielokulturowej duszy, o tylu smakach, zapachach, odgłosach, że nie sposób się nie zakochać i siłą rzeczy nie stać się częścią tego większego obrazka.
    Ja również tęsknię za Polską, wiadomo, ale to wracając tutaj czuję, że wracam do domu. To tutaj jest mój mąż, mój pies i niedługo będzie nasze dziecko. To tutaj dano mi szanse rozwinąć moje pasje, podjąć pracę na podstawie predyspozycji i upodobań a nie sterty niczego tak naprawdę nie znaczących tytułów, które ze sobą przywiozłam. Myślę, że ukochałam Irlandię, za to, że pozwoliła mi być sobą. Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz
    • To wszystko zależy od osobistych doświadczeń. Mnie trochę ten pęd przerażał, ale z drugiej strony zgodzić się muszę, że Dublin jest wyjątkowy, wręcz uzależniający. Ja go nadal lubię! 😉 Ponadto to właśnie też Irlandia pozwoliła mi być sobą, tutaj zostałam doceniona w swoim „fachu”, to bardzo ważne i bardzo trudne. Gratuluję dzieciątka! <3

      Odpowiedz
  • Dor:

    Uwielbiam ten cykl.. Kazdy wyjazd to ogromne emocje, inny dom, inny jezyk, inne otoczenie i ta tesknota, ktora czasem rozdziera serce…
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Kasia:

    Czesc, Ja tez jestem z Lodzi I choc mam do niej sentyment zdecydowanie nie jest to miejsce w ktorym chcialabym mieszkac. Bardzo sobie cenie bliskosc pieknych widokow I koniecznie morza. Od lat mieszkam w Bostonie, w USA ale zastanawiam sie nad przeprowadzka do Irlandii zeby moc czesciej odwiedzac rodzine w Polsce. Czy czeste odwiedzanie Polski mieszkajac w Irlandii jest realne? Mam na mysli 5-6 razy w roku na kilka dni? Pozdrawiam?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.