Papier cały w marzeniach

Rozmowa z Manon de Jong

Manon de Jong zrobiła nam nowe logo, wyrysowała piękne banery i dlatego zaprosiłyśmy ją na pogawędkę o zawodzie ilustratora, modowych zajawkach i macierzyńskich dylematach.

Manon to  jest taki człowiek, który szuka swojej drogi w życiu niestrudzenie. Pomyli fakultety, pomęczy się na studiach niechcianych, ale wreszcie dopnie swego i zrealizuje marzenie. Będzie rysować i basta. Ta holenderska rysowniczka i mama dwóch chłopców patrzy na świat pogodnie, co ma odbicie w jej pracach. Przepełnionych kolorem, prowadzonych miękką kreską i obrazujących bliskość na wielu poziomach. Domowa przestrzeń to najczęstsze tło jej rysunków, ale też miejsce jej najpełniejszego relaksu. Tam spędza czas z rodziną i tam znajduje inspirację. Poznajcie się.

 

Pamiętasz kiedy po raz pierwszy pomyślałaś, że rysowanie będzie twoim sposobem na życie? 

Wszystko zaczęło się od studiowania projektowania mody na Akademii Sztuk Pięknych. Moda była mi bliska od zawsze, uwielbiałam miksować wzory i kolory. Ale szybko zrozumiałam, że bardziej niż samo projektowanie ubrań bawi mnie budowanie konceptu i rysowanie. Rzuciłam te studia dla filozofii, na której wytrzymałam całe 3 lata, póki nie zdałam sobie sprawy, że najbardziej na świecie to ja chcę rozwijać swoją kreatywność. Odkąd pamiętam, moje szkicowniki wypełnione były kolażami i rysunkami i to był właściwy dla mnie kierunek. Musiałam tylko na to wpaść (śmiech). Wreszcie zapisałam się na kurs ilustrowania w akademii.

Jak było? Wreszcie szczęśliwa?

Początki były trudne, musiało trochę wody upłynąć zanim odnalazłam swój styl, ale w chwili gdy kończyłam moją pracę dyplomową, którą było zilustrowanie książki dla dzieci, mocno poczułam, że to jest to, co chcę w życiu robić.

Powiedz słówko o swojej ulubionej technice rysowania.

Zawsze zaczynam od ołówka – to nim rysuję kształty i zarysy, a potem poprawiam je czarnym cienkopisem. I wtedy zaczyna się zabawa! Wyciągam z szuflad kolorowe cienkopisy, markery, ołówki, tusz. Skanuję obrazek i kontynuuję pracę w Photoshopie.

Co robisz na tym etapie?

Przearanżowuję postaci i przedmioty, zmieniam kolory, dodaję wzory i tło. Tak więc końcowy efekt to kombinacja techniki ręcznej i komputerowej. Na początku studiów w akademii preferowałam kolaż i z czasem rozwijałam tę technikę dodając do niej rysunki wykonywane tuszem i długopisem. Nie interesowały mnie wtedy rysowanie w programach komputerowych, wszystko robiłam ręcznie. Ale kiedy po ukończeniu szkoły zaczęłam otrzymywać zlecenia, musiałam się do niej przekonać (śmiech). Trzeba było pracować szybciej i często wprowadzać poprawki, a w tym nieoceniony okazał się Photoshop. Początkowo korzystałam z jego podstaw, ale po krótkim czasie uczyniłam z niego istotną część mojego stylu, opartego na odręcznym rysowaniu pożenionym z obróbką komputerową.

Kto miał największy wpływ na ukształtowanie twojego stylu?

Najbardziej inspirują mnie moje dzieci, bo dzięki nim znów dostrzegam piękno w prostych sytuacjach i rzeczach. Dla nich to wszystko jest nowe i piękne, a ja mogę bezkarnie gapić się na świat ich oczami. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

 A jeśli chodzi o technikę rysowania, użycie kolorów?

Tutaj naczelną inspiracją jest dla mnie moda, a  przede wszystkim styl vintage. Uwielbiam przeszukiwać lumpeksy, a  potem miksować ze sobą desenie.

Z jakich przyrządów najmilej ci się korzysta, przywiązujesz się do niektórych z nich?

Uwielbiam czarne pisaki od Fabera i kolorowe cienkopisy Stabilo. Nie rozstaję się z nimi, za to jeśli chodzi o papier i długopisy nie jestem już tak oddana, lubię nimi żonglować.

Co najbardziej lubisz w pracy rysowniczki?

Cieszy mnie to, że rysując kreuję nowe światy. Mogę sprawiać, że określone uczucia, wspomnienia czy marzenia lądują na papierze. Uszczęśliwiają mnie momenty, kiedy bliscy mi ludzie rozpoznają siebie samych w moich pracach i to jest dla nich frajda.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

A co jest tym najsłabszym punktem?

Najtrudniejszy jest freelancerski aspekt mojej pracy. Raz otrzymuję tyle zleceń, że nie wiem w co ręce włożyć, a innym razem jest cisza. Bardzo trudno tutaj o balans.

Co robisz żeby wciąż mieć w sobie chęć do rysowania, nie ustawać w twórczym działaniu?

Najwięcej pomysłów czerpię z codziennego życia, chwil spędzanych z rodziną i ze wspomnień. Żeby wciąż czuć twórczą energię koncentruję się na tym, co wokół mnie. Idę na spacer, bawię się z dziećmi, będąc w pełni uważną, tu i teraz. Dobrym doładowaniem jest dla mnie wyprawa na bazar ze starzyzną, gdzie wyszukuję zdjęcia, magazyny i tkaniny.

Czy jest pytanie, które nie padło w naszej rozmowie, a bardzo chciałabyś je usłyszeć?

Tak! Zapytaj mnie o mój ulubiony domowy rytuał.

No to pytam. A ty odpowiadaj.

Robi się! Obecnie moim ulubionym rytuałem jest czytanie moim dzieciom na dobranoc. Zwykle wybieram kilka książek, ale zawsze wśród nich musi się znaleźć śpiewnik z piosenkami Sinterklaas. Sinterklaas to holenderskie święto obchodzone 5 grudnia, ale mój starszy syn Sam tak bardzo nie może doczekać się świąt, że dopomina się bym śpiewała te piosenki odkąd skończyło się lato. Ostatnio zaczął śpiewać ze mną i to jest super zabawa. Robimy to co noc.

Ilustracje na nowej wersji strony Ładnebebe to twoje dzieło.  

Tak, to była dla mnie wielka radość. Tematy idealnie zgrywały się z tym, co sama lubię, więc nie miałam żadnych kłopotów ze szkicowaniem, tylko frajdę. Dużo frajdy!

Jaka jest twoja metoda na godzenie ze sobą opieki nad dziećmi i kreatywnej pracy?

I to jest dla mnie największe wyzwanie. Moje dzieci uczęszczają do przedszkola 2 dni w tygodniu i wtedy właśnie pracuję. I oczywiście wieczorami.

Wiadomo.

Jak każda mama, co? (śmiech) Kiedy jestem z dziećmi staram się być na 100% obecna, nie chcę wtedy myśleć o pracy, ale nie zawsze się to udaje. W każdym razie pracuję nad tym. Coraz więcej razem rysujemy. Wtedy widzę najlepiej, co wyczarowuje ich niczym nieograniczona wyobraźnia.

Życzę ci dużo spokoju i jak najwięcej wspólnego rysowania. Dzięki za rozmowę.

Strona internetowa/Instagram

Manon de Jong Ilustratorka holenderskiego pochodzenia, mama 3-letniego Sama i rocznego Lucasa, dziewczyna Phila. Autorka ilustracji na stronie Ładnebebe. Regularnie rysuje dla magazynów Flow i Vogue Bambini. Mieszka z rodziną w Amsterdamie.

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.