przegląd książek

Odkurzone, ukochane

Przegląd książek z dzieciństwa – wybory Olgi Wróbel

Odkurzone, ukochane
Fot. główna: Josh Applegate, Unsplash

Autorski i sentymentalny przegląd książek z dzieciństwa, które można także dziś czytać dzieciom. Wybrała krytyczka literacka i kulturoznawczyni Olga Wróbel.

Z okazji nadchodzących wakacji, wysypu truskawek i zapachu lip wyjęłam dla was z moich pudeł książki dziecięce i młodzieżowe, które warto sobie przypomnieć. Być może niektóre z nich macie na półkach. Część została wydana po raz ostatni kilkadziesiąt lat temu i wciąż jest do znalezienia w zakamarkach serwisów aukcyjnych, niektóre ukazały się we wznowieniach (cześć i chwała wydawnictwom, które pamiętają o skarbach literatury dziecięcej i angażują się w trudny niejednokrotnie proces poszukiwania spadkobierców praw autorskich lub dobrze zachowanych egzemplarzy, z których można pozyskać materiały do druku). Proszę wsiadać, drzwi zamykać i przygotować chusteczki do ocierania łez wzruszenia i kurzu z grzbietów.

Mieczysław Piotrowski, „Ballada o dentyście”, ilustr. autor

Mieczysław Piotrowski powinien się znajdować na szczycie każdego zestawienia polskich gigantów kultury. Twórca awangardowych powieści dla dorosłych, ilustrator, autor książek dla dzieci. Każde z jego dzieł jest lekko podbarwione snem, jakby realność pomieszała się z drzemką na słońcu w letnie popołudnie. „Z dentystami trzeba ostrożnie: podstępni to ludzie i dość brutalni”, deklaruje kilkuletni narrator ballady, który udaje się w długą podróż po świecie, aby uniknąć borowania. Czy plan się powiedzie? Jaką rolę odegra w gabinecie piesek brzuchomówcy? Co zyskują ludzie, którzy umieją dziękować? Polecam sprawdzić, a potem koniecznie uzupełnić kolekcję o komiksy „Grzyby, które galopują na koniach” i „Szare uszko”.

Mieczysława Buczkówna, „Zaczarowana jagoda”, ilustr. Józef Wilkoń

Halina Skrobiszewska w „Książkach naszych dzieci” pisze stanowczo, że najmłodsi przyswajają doskonale połączenie wiersza z obrazem, ćwicząc pamięć i przygotowując się na wchłanianie „poważniejszej” literatury – ale że wiersze nie mogą być watą słowną, pustymi rymowankami, za którymi nie stoi żadna myśl. Z pewnością nie można oskarżyć o takie niedbalstwo Mieczysławy Buczkówny, która opisuje pięknie (i zgodnie z przyrodniczą wiedzą) życie ptaków i mieszkańców lasu, dodając im oczywiście nieco ludzkich smaczków. Buczkówna posługuje się nietypowymi układami rymów, dlatego recytowanie jej wierszy dziecku jest nie tylko przyjemnie, ale także pozwala poćwiczyć czytanie ze zrozumieniem i interpretowanie tekstu. Oto próbka: „Na tej uczcie było w bród / Ziarenek, muszek, ślimaków i wody. / Było nawet wino z konwalii / I fijołkowy miód / Potem odbyło się wręczenie nagrody”. Ilustracji Józefa Wilkonia nie trzeba zachwalać, nieustannie mam nadzieję, że ktoś przeniesie je na tapety i będę mogła okleić sobie życie dudkami, szpakami i kosami, które wyszły spod jego pędzla. Okładka mojego egzemplarza upiększona została Rączką Dziecka Nieznanego.

Anna Świrszczyńska, „Cudowna broda szacha”, ilustr. Jan Lenica

Kolejna wspaniała para, poetka i awangardowy plastyk animator i plakacista Jan Lenica (brat ilustratorki Danuty Konwickiej). W zbiorze znajdują się cztery wierszowane opowieści o egzotycznych miejscach i wydarzeniach: na przykład o tygrysie, który urodził się z sierścią nie pasiastą, a kwiecistą, albo o kupcu, który w drodze do domu gubi ananas złocisty-soczysty. Wspaniałe do czytania i oglądania, a przy okazji można zrobić dzieciom pogadankę na temat pojawiającego się w tekście słowa „Murzyn” czy cyrków wykorzystujących na arenie zwierzęta. I naprawdę – niczego to nie ujmie poezji Świrszczyńskiej.

Jan Wilkowski, „Awantura o kapcie”, ilustr. Janusz Stanny

Ulubiona książka moja i mojej córki z lat wczesnoszkolnych. Autor, Jan Wilkowski, to jeden z najwybitniejszych twórców polskiego teatru lalkowego (ciekawostka: pracował jako stażysta u Bertolda Brechta). Ilustratora Janusza Stannego nie trzeba przedstawiać. „Awantura o kapcie” to krótki, przeuroczy utwór rozpisany na dwa głosy: szykującej się do szkoły Uli i dziadka, który ma punktualnie dostarczyć dziewczynkę do placówki (jeżeli znowu się spóźnią, mama będzie bardzo zła). Oczywiście wszystko, co może pójść nie tak, idzie nie tak (dziś dziadkowi i wnuczce postawiono by pewnie diagnozę ADHD). W codziennym życiu takie sytuacje nie są zabawne, ale tutaj tak – i być może spojrzenie z dystansu pomoże lepiej znosić poranny chaos wtedy, kiedy się znowu pojawi (czyli jutro).

Helena Bechlerowa, „Dom pod kasztanami”, ilustr. Jan Marcin Szancer

Jeżeli istnieje reinkarnacja, to chcę po śmierci odrodzić się w ilustracjach Szancera do tej książki. Kasia i Piotruś spędzają wakacje u cioci, ciocia mieszka w starym domu, a wokół niego rozciąga się olbrzymi ogród, pełen tajemniczych zakamarków, kamieni, strumyków, starych drzew. Przewodnikiem dzieci po tym świecie jest kot Tygrysek, pod którego spojrzeniem ożywają rzeźbione fotele, zapomniane zabawki, nieczynne zegary, a nawet konstelacje letniego nieba. Uważam, że Bechlerowa i Szancer są osobiście odpowiedzialni za fakt, że cały wolny czas spędzam na działce, ku udręce zarządu ogródków Reduta, hodując kolejne magiczne chaszcze (magiczne w sensie metaforycznym, nie mam plantacji konopi ani maku).

Jerzy Broszkiewicz, „Długi deszczowy tydzień”, ilustr. okładkowa Zbigniew Rychlicki, ilustr. Ewa Salamon

Z powieściami młodzieżowymi z okresu PRL jest pewien problem: są świetnie napisane, mają bohaterów (i bohaterki!), z którymi łatwo się utożsamiać, ale niestety zestarzały się mocno pod względem obyczajowym. Bicie dzieci jest na porządku dziennym, obrywa się pracującym matkom, przez które dzieciom brakuje ciepłego obiadu na stole, chyba że poda go często pojawiająca się w świecie przedstawionym gosposia lub babcia na usługach rodziny (co z drugiej strony jest pocieszającym uziemieniem dzisiejszych ideałów bycia perfekcyjną matką ORAZ kobietą sukcesu – tak się po prostu nie dało i nie da). „Długi deszczowy tydzień” można jednak czytać bez większych dreszczy zgrozy: Broszkiewicz portretuje grupę dzieci podczas wakacyjnej przygody. Wynajęty dom, rodzice zajęci swoimi sprawami, nieciekawa pogoda i podejrzane typy kręcące się wokół zabytkowej kapliczki. Na wyróżnienie zasługuje postać Katarzyny, zwanej Albertem (oczywiście na cześć znakomitego fizyka), nerdki, specjalistki od elektroniki i mechaniki, chociaż ulubioną postacią wszystkich pozostaje Pacułka, którego dziś pewnie można by umieścić w spektrum autyzmu (wybiórcze jedzenie, milczenie, rzadkie włączanie się w rozmowy towarzystwa, a jeżeli już, to na własnych zasadach).

Helena Boguszewska, „Czerwone węże”, ilustr. Tadeusz Gronowski

Helena Boguszewska to jedna z najlepszych polskich pisarek i nie ma o czym dyskutować. Jej prozę cechuje ogromna wrażliwość społeczna – debiutowała w 1932 roku książką „Świat po niewidomemu”, opisującą życie dzieci ze szkoły w podwarszawskich Laskach. „Czerwone węże” to jej trzecia książka – bohaterką jest Władka, córka hutnika z Zagłębia Dąbrowskiego. Hutnicy strajkują, żądając podwyżek i lepszych warunków pracy. A kto strajkuje, ten nie dostaje wypłaty. Dlatego łódzcy włókniarze postanawiają pomóc towarzyszom – przyjmą do siebie hutnickie dzieci na czas trwania protestu i będą się nimi opiekować jak własnymi. W ten sposób Władka trafia do Łodzi i poznaje inne, choć także robotnicze, miasto w towarzystwie rówieśnicy Sabiny. Brzmi to jak potworny, socjalistyczny produkcyjniak (chociaż pierwsze wydanie książki to 1933), ale gwarantuję, że będziecie przy „Czerwonych wężach” płakać. Pisarski kunszt Boguszewskiej natomiast powoduje, że mimo lekko archaicznego języka książka nadal może być czytana przez dzieci i uczyć solidarności społecznej i empatii.

Wiktor Woroszylski, „Cyryl, gdzie jesteś?”, ilustr. Bohdan Butenko

Powieść przygodowa, w której grupa postaci, z rodzeństwem Salamandrów na czele, próbuje opanować dziwne wydarzenia, zakłócające spokojne życie Miasta Głównego. Znikają ludzie, znika Cyryl, tajemnicze zwierzątko Ludki i Ludka, co więcej, znika jezioro Bzdrynie i badająca je ekspedycja (moim ulubionym zniknięciem jest zawieruszenie się Maryla, ukochanego Ludki, w księgozbiorze – milicjanci szukają go według porządku alfabetycznego). Książka jest mistrzowskim splotem tekstu i szaty graficznej, za którą odpowiada Bohdan Butenko, projektujący dla każdego miejsca zdarzeń inne liternictwo. Woroszylski natomiast co pewien czas zatrzymuje akcję, by wtrącić narratorski komentarz lub pokazać, jak działa powieść i co autorowi wolno, a czego nie. Ta książka nie zestarzeje się nigdy.

Olga Wróbel – kulturoznawczyni, krytyczka literacka, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej UW. Jako recenzentka wewnętrzna współpracuje z wydawnictwami W.A.B., Znak i Czarne, jej teksty ukazują się regularnie w Dwutygodniku, w magazynie „Książki” i na łamach „Gazety Wyborczej”. Twórczyni komiksów – jej prace znajdują się w zbiorach Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, a także Centrum Komiksu i Narracji Interaktywnej w Łodzi.

Dodaj komentarz