Oczy otwarte szerzej

Agata z rodziną w Brazylii

Zaryzykować i udać się w rodzinną podróż tam, gdzie nas jeszcze nie było. I osiąść w miejscu, z którego można do woli obserwować podpływające delfiny i kolibry w locie.

Taka właśnie jest Brazylia. Zaskakująca, wielobarwna, roztańczona i poruszająco piękna. Każdy skrawek tego świata – czy to plaże w Ipanemie, lokalne niepozorne knajpki przyciągające miskami jagód Açai czy pulsujące miejską energią Rio – żąda całkowitej uwagi, ale odpłaca się bardzo wyjątkowym wspomnieniem. Posłuchajcie zajmującej relacji z pierwszej wspólnej dalekiej podróży Agaty, Arka, Roberta i Franka i zanotujcie sobie ich tropy. Coś nam mówi, że niebawem będziecie podążać ich śladem.

*

Kiedy i dokąd wyjechaliście? 

Na przełomie kwietnia i maja byliśmy w Brazylii na trzytygodniowych wakacjach. Chcieliśmy ominąć najgorętszy sezon letni i wybraliśmy się podczas brazylijskiej jesieni. To był strzał w dziesiątkę! Nasz wyjazd chcieliśmy podzielić na czas w Rio i  odkrywanie południowego wybrzeża Brazylii w okolicach Paraty. Podczas przygotowań okazało się, że nasz dawny znajomy mieszka w Saõ Paulo. Zaoferował, że chętnie pokaże nam miasto, a takich propozycji się nie odrzuca!

 

 

Dlaczego zamiast bliskiej i oswojonej Europy, wybraliście nieznaną Amerykę Południową?

Do tej pory spędzaliśmy wakacje z dziećmi w Europie i poczuliśmy, że nareszcie nadszedł czas, aby otworzyć oczy trochę szerzej. Chcieliśmy oderwać się od wszystkiego, co znane. Czekaliśmy jednak aż nasi chłopcy trochę podrosną. Robert ma teraz 6 lat, a Franek 10. Ważne było dla nas, aby zapamiętali taką pierwszą daleką podróż z nami. Wyczekany skok na głęboką wodę, bardziej emocjonujący niż stopniowa nauka pływania!

Jesteśmy z mężem architektami i na dodatek okropnymi mieszczuchami, kochamy życie miejskie i wielkie aglomeracje szalenie nas fascynują. Rio było od zawsze na liście miast, którego klimat musieliśmy poczuć, a architekturę – po prostu zobaczyć.

 

Jak tam dotarliście?

 

W grudniu linie lotnicze KLM miały specjalne oferty na bezpośrednie przeloty z Amsterdamu do Rio, a że mąż 31 grudnia kończył 40 lat, usłyszałam od niego: „Jedziemy do Rio – teraz albo nigdy!”. (śmiech)

 

Jaka pogoda czekała na was po przyjeździe?

 

Dolecieliśmy do Rio o 22 wieczorem i po wyjściu z lotniska owiała nas cudownie ciepła aura. Temperatury podczas naszego pobytu wahały się od 24 do 29 stopni. Na plaży jednak nie dało się wytrzymać więcej niż 3 godziny, nawet rano, bo słońce jest tam wyjątkowo gorące!  Zdarzyło się nam również kilka deszczowych dni.

 

Co warto spakować do walizki wyruszając z dziećmi w te strony?

 

Jestem zwolenniczką zasady „im mniej, tym lepiej”. Dla naszych chłopców spakowałam minimum rzeczy, bo niewiele więcej trzeba. Na pewno nie bierzcie klapek plażowych, bo w sklepach Havaianas przepadniecie. Pakujemy to samo, co na wyjazd w ciepłe kraje oraz lekką kurtkę przeciwdeszczową. Wzięliśmy też sporo środków na komary, które się nie przydały. Kremy przeciwsłoneczne i balsamy po opalaniu też można kupić na miejscu. Piliśmy zawsze wodę butelkowaną albo napełnialiśmy własne bidony z filtrów z wodą, które były dostępne w miejscach noclegowych.

 

 

Jak się przemieszczaliście na miejscu?

 

Z lotniska wzięliśmy żółtą taksówkę i to właśnie one służyły nam za główny środek komunikacji w Rio. Miasto jest olbrzymie, więc opcja chodzenia z jednej dzielnicy do drugiej raczej nie wchodziła w grę. W Ipanemie, gdzie mieszkaliśmy, codziennie chodziliśmy na śniadanie do lokalnych kafejek lub barów i zaliczaliśmy poranny spacer na plaży.

W mieście jest bardzo duży ruch, ale chyba najwięcej jeździ w nim właśnie taksówek! Chłopakom strasznie spodobało się łapanie taxi po prostu na ulicy i podziwianie widoków z okna. Tutaj nikt się nigdzie nie spieszy! Chociaż można też trafić na kierowcę rajdowca, wtedy trzymamy się mocno siedzenia i modlimy się, aby nikt nie został potrącony. Chłopcy byli oczywiście zachwyceni! (śmiech)

Czy zdarzyło się wam korzystać z metra? Ponoć świetnie tam funkcjonuje.

W tak wielkiej aglomeracji jak Saõ Paulo metro to świetne rozwiązanie. Jest czyste, zadbane, z dobrą siatką połączeń. Dzieci do 5 lat mogą podróżować bez biletu.

Na dalszych trasach pomiędzy miastami poruszaliśmy się autobusami. Ku naszemu zaskoczeniu ich jakość jest bardzo dobra. Powita was kierowca w nienagannie białej koszuli, autobus będzie klimatyzowany z toaletą w środku, co przy podróżowaniu z dziećmi jest bardzo istotne. Jedyne, co znów trzeba wziąć pod uwagę to długi czas podróżowania. Z Saõ Paulo do Rio jechaliśmy 6 godzin! Wliczona była półgodzinna przerwa, oczywiście na jedzenie.

W jaki sposób szukaliście mieszkania?

Zawsze poświęcam dużo czasu na znalezienie wyjątkowego miejsca noclegowego na wakacje. Nie lubimy hoteli. W Rio i Saõ Paulo wynajęliśmy zakwaterowanie przez Airbnb. Planowałam spędzić czas w lokalnej atmosferze i bardzo chciałam, żeby na miejscu był ktoś, z kim można będzie porozmawiać i zapytać o wszystko. I to nam się udało!

Na wybrzeżu wynajęliśmy przepiękne miejsce od rodziny, która wybudowała dom dla siebie i swoich dzieci. A że mieszkają trochę w Anglii, a trochę w Brazylii (ona jest Brazylijką, on Anglikiem), to swój dom co jakiś czas wynajmują. Nigdy wcześniej nie mieszkałam w domu nad samym morzem i nie zdawałam sobie sprawy, że szum fal nie pozwoli mi spać! Dom był położony w przepięknej egzotycznej dżungli i dostępny tylko od strony wody, pływało się do niego łodzią. Co rano mieliśmy sesje ornitologiczne, ponieważ przylatywały do nas chyba wszystkie okoliczne ptaki, łącznie z kolibrami, które cały dzień uwijały się w ogrodzie. Domownikami okazały się też małpki, które Franek karmił bananami.

 

 

Co zrobiło na was największe wrażenie?

Na naszych dzieciach na pewno kontakt z przepiękną przyrodą i zwierzętami żyjącymi na wolności. Pewnego ranka staliśmy na pomoście przed naszym domem i ujrzeliśmy trzy płynące delfiny w odległości 5 metrów od nas! Wszystkim nam zaparło dech w piersiach. Nie ukrywam, że miałam łzy w oczach. Sunęły powoli, w tym majestatycznym błękicie, cudownie wolne. Nawet teraz, gdy o tym myślę, szklą mi się oczy! Innego dnia chłopcy płynęli kajakiem i nagle z wody wynurzyła się dziwna głowa, aby złapać oddech – należała do metrowego żółwia! I do tego ta cudownie krystalicznie woda, przez którą wszystko widać.

Mieliśmy też taką ulubioną wyspę, do której lubiliśmy podpływać, ponieważ mieszkały tam tabuny rybek w żółte paski. Na początku karmiliśmy je z łódki, ale pewnego dnia mój starszy syn i mąż zdecydowali się skoczyć do wody w maskach i nurkować pomiędzy nimi. Franek mówi, że było to najpiękniejsza przygoda w jego życiu.

 

 

5 miejsc, które twoim zdaniem, trzeba zobaczyć.

Bardzo polecam odwiedzenie otwartego ulicznego targu, aby poczuć lokalną atmosferę, zarówno w Rio czy Saõ Paulo. Takie miejsca znajdziecie prawdopodobnie w każdej dzielnicy. Czasami targ, który jednego dnia jest w dzielnicy Lapa, następnego przeniesie się do Ipanemy. Trzeba troszkę poszukać i popytać lokalsów. Spróbujcie koniecznie owoców, nawet tych, które zobaczycie pierwszy raz w życiu! W Brazylii rośnie ich ok. 140 gatunków, większości nie znamy w Europie. Mój ulubiony to Graviola – Sugar Apple, ale nawet zwykły ananas będzie smakował wam zupełnie inaczej. Owoce są niesamowicie soczyste! Polecam też świeże soki z owoców i przekąski, jak smażone placki z mąki tapioki – Tapioquinha, smażony ser z grilla czy wszędobylskie Pastel z serem lub mięsem.

 

Co w tym kulinarnym dobrodziejstwie szczególnie cię zachwyciło?

Małe lokalne bary serwujące jedzenie to moja słabość. Często ich wygląd nie będzie zachęcał do wchodzenia – plastikowe krzesła na zewnątrz i zero wystroju, ale jeśli zobaczycie na wiszącym na ścianie menu napis: Açai,  rozejrzyjcie się wokoło. A jeśli zobaczycie dziadków i dzieci jedzących coś fioletowego w dużych miskach – siadajcie! Ja się od Açai uzależniłam i dla jednej miski kupiłabym bilet do Rio w jednej chwili (śmiech).

 

U nas też zaczyna się moda na Açai, choć na pewno nie smakują one tak jak w Brazylii. Opowiedz o tym smaku.

To rodzaj czarnych jagód, które rosną w deszczowych lasach Amazonii. Owoc ten jest ogłoszony przez stulecia jako uzdrawiający i posiadający niesamowite właściwości. Może nawet mieliście okazje natkać się na nazwę  „super food” i widzieć odlotowo udekorowane miski zmielonego Açai na Instagramie. W Brazylii te miski wyglądają tak zwyczajnie, że nie robiłam im zdjęć, tylko delektowałam się tym nowym dla mnie smakiem. Konfiguracja czegoś pomiędzy truskawkami zmieszanymi z czekoladą. Jak dla mnie – pycha!

 

Brzmi świetnie, trzeba wypróbować. Wróćmy do listy waszych ulubionych miejsc.

 

Polecam zobaczyć Rio z góry, ponieważ jest niesamowicie położone – wśród wzgórz i wysp. Wybraliśmy się kolejką na Głowę Cukru, ale można też „zdobyć” górę z posągiem Chrystusa Zbawiciela. My baliśmy się tłumów, więc zdecydowaliśmy się na to może mniej popularne miejsce. Krajobraz jest przepiękny. Nie zapomnijcie aparatu!

Oczywiście, nie można w Brazylii pominąć przepięknych plaż. Te miejskie jak Ipanema czy Copacabana w Rio są jedyne w swoim rodzaju. Przed wejściem na plażę należy zakupić zmrożonego kokosa i oddać się niepowtarzalnej atmosferze. Uwaga na fale! Są bardzo, bardzo niebezpieczne.

Warto też poszukać tych bardziej dziewiczych plaż poza miastem. My wybraliśmy linię południową, czyli nabrzeże pomiędzy wyspami IIga Grande i Ilhabela. Wyspy i nabrzeże głównie w okolicach Paraty – to tam spędziliśmy kilka dni. Nie ukrywam, że wielokrotnie przecieraliśmy oczy ze zdziwienia, było tak pięknie. Robiąc zdjęcia myśleliśmy, że nikt nam nie uwierzy, że nie było żadnego filtra. (śmiech)

Jeśli będziecie w Saõ Paulo, koniecznie zobaczcie aleję Avenida Paulista i to w niedzielę. Jedna z największych ulic tego miasta jest wtedy zamknięta dla samochodów, za to 6 pasów ruchu jest otwarte dla pieszych. Wszyscy spacerują lub biegają, jeżdżą na rowerach. Zobaczycie rodziny z dziećmi i modelki uczestniczące w sesjach zdjęciowych, a do tego gra muzyka i ktoś tańczy. Nie, zaraz, raczej dziki tłum tańczy salsę! Atmosfera jest po prostu fantastyczna!

 

 

Co za wyprawa! A gdybyś miała wybrać jedno wspomnienie z podróży do Brazylii, takie najcenniejsze dla ciebie, to co by to było?

 

Czas spędzony w Saõ Paulo z naszym znajomym, który okazał się fantastycznym przewodnikiem! Miasto pokazane oczami urbanisty i człowieka zafascynowanego miejski życiem to wielkie szczęście, nie mogliśmy trafić lepiej. Zaciągnął nas do miejsc, do których nie docierają turyści, do knajp, do których prawdopodobnie sami nigdy w życiu byśmy nie weszli. W dzielnicy japońskiej jedliśmy pyszne naleśniki w maleńkim barze (w Brazylii mieszka najwięcej japońskich emigrantów na świecie), piliśmy kawę w jakimś dziwnym miejscu pod mostem z widokiem na 6-pasmową drogę, a knajpa była pełna młodych hipsterów z okolicznej dzielnicy. Utknęliśmy też w urokliwej portugalskiej cukierni, w samym centrum biznesowym. Za oknem mogłam obserwować towarzystwo w garniturach, a na talerzykach podawano mi ciepłe ciastka z kremem! Czy mam dalej opowiadać? (śmiech)

 

Ja już dziękuję, za dużo tego dobrego. To może teraz parę twardych faktów, dla równowagi. Czy czuliście się w Brazylii bezpiecznie?

 

Przyznam szczerze, że jechaliśmy tam z mieszanymi uczuciami. Nie wszyscy reagowali pozytywnie na naszą wiadomość o wyprawie w tamte strony, szczególnie rodzina. Jednak już po pierwszym dniu w Rio wiedzieliśmy, że problem bezpieczeństwa jest przeskalowany i nieadekwatny do atmosfery, jaką zastaliśmy na miejscu.

 

Oczywiście dzielnice Rio różnią się od siebie i inna atmosfera panuje w ekskluzywnej, bogatej Ipanemie, a inna w kolorowej, lecz zaniedbanej Lapie. Trzeba się przygotować na konfrontację z widokiem nie tylko luksusu, ale i biedy – ludzi śpiących czy żebrzących na ulicy czy zwykłych naciągaczy. Jest to temat warty rozmowy z dziećmi jeszcze przed podróżą w podobne miejsce. Wieczorami raczej nie włóczyliśmy się już z nimi po mieście. Plaża jest w Brazylii miejscem, do którego mają prawo wszyscy, dlatego to tutaj każdy przychodzi i spędza czas. Zobaczycie tu serfujących chłopców z faweli, to tutaj ktoś będzie chciał sprzedać wam jedzenie albo ubranie, a ktoś inny zaoferuje leżak i parasol. To nic dziwnego, to jest ich sposób na życie. Piękno i egzotyka Brazylii przeszła nasze oczekiwania, dlatego czujemy żal, że tak niekorzystnie jest ten kraj kojarzony i pokazywany w mediach. Wystarczy odrobina rozsądku, by po prostu cieszyć się pobytem w Brazylii. A nawet się w niej zakochać!

 

Jakie pamiątki przywieźliście do domu?

 

Aby pocieszyć się po powrocie do domu, przywieźliśmy sobie 2 litry Cachaçy. Popularny drink nazywany Caipirinha robiony jest z limonki, cukru trzcinowego, kruszonego lodu oraz właśnie Cachaçy, czyli wódki produkowanej z fermentowanego soku trzcinowego. Na plaży w Rio kupiłam sobie sarong w przepiękne żółto-czarne tukany. Sarongi są lekkie, więc zabieram ją na plażę lub basen zamiast ciężkiego ręcznika. Owijałam nią biodra, gdy chciałam podejść do baru na plaży po drinka, a w chłodniejsze wieczory zarzucałam ją na ramiona. Dzieci kupiły sobie plecione bransoletki w kolorach Brazylii i drewnianego, ręcznie robionego żółwika, który znalazł szczególne miejsce w naszej łazience nad wanną.

Dziękuję wam za imponującą relację i życzę kolejnych dalekich podróży w pełnym rodzinnym składzie!

***

Rozmawiała: Dominika Janik

Zdjęcia: prywatne archiwum Agaty Seredyn.

 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.