psycholog

O wyzwaniach w związku po pojawieniu się dziecka

Rozmowa z psycholożką Katarzyną Panasiuk-Kalinowską

O wyzwaniach w związku po pojawieniu się dziecka
Iwona Sokulska

Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko! Warto zatrzymać się na dłużej przy tej myśli i nie zapominać, że obok wielkiej miłości do nowego członka rodziny liczy się też uczucie między wami. Rodzicami, ale też po prostu parą bliskich sobie osób. Dbanie o waszą relację jest przy tak dużej zmianie w życiu wyjątkowo ważne!

Przez pierwsze miesiące po narodzinach domowe życie, mniej lub bardziej świadomie, kręci się wokół dziecka. Codzienna rutyna, ważne momenty, drobne przyjemności i nużące obowiązki – nasz dotychczasowy tryb działania lekko nagina się lub przechodzi prawdziwą rewolucję pod ciche dyktando nowego członka rodziny i jego potrzeb. A w tle nadal toczy się relacja dwójki ludzi. Teraz bardziej zmęczonych, czasem przytłoczonych nową rzeczywistością. A jednak wciąż pełnych miłości i czułości do siebie nawzajem – grunt to o tym nie zapominać. O tym, jaką zmianę przechodzi relacja w parze po pojawieniu się dziecka i dlaczego warto dbać o nawet najdrobniejsze wspólne rytuały, mówi nam Katarzyna Panasiuk-Kalinowska, psychoterapeutka współpracująca z Ośrodkiem Wsparcia i Rozwoju Bliskie Miejsce.

Jak wygląda to w codzienności młodych rodziców, podglądamy u Dominiki Pietrygi. Sprawdzamy, jak w nową rzeczywistość w trójkę idealnie wpasowują się akcesoria od Stokke. Bo wspólne posiłki, chwile relaksu i kąpiel dziecka to też dobry moment na bycie blisko i bycie razem. Na końcu artykułu znajdziecie zestawienie produktów Stokke, które mogą tę codzienność uprzyjemnić. – i rodzicom, i dzieciom.

Gdy w życiu pary pojawia się dziecko, zmienia się dynamika relacji, ale też codzienność. Mniej śpimy, musimy poświęcać uwagę wielu nowym obowiązkom, mamy mniej czasu dla partnera. Czy jesteśmy w stanie przygotować się do tej zmiany i zapobiec kryzysowi?

Narodziny dziecka to ogromna zmiana w życiu pary, trudno się do tego przygotować. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że nasze wyobrażenie na temat rodzicielstwa często po porodzie rozmija się z rzeczywistością, a tej nie jesteśmy w stanie do końca sobie wyobrazić i zaplanować. Wprawdzie zewsząd słychać dobre rady „wyśpijcie się na zapas, bo potem nie będzie czasu”, „zadbajcie o siebie nawzajem już teraz, bo potem dziecko zabierze wam tę przestrzeń”, „wyjedźcie na ostatnie romantyczne wakacje, bo potem długo nie będzie okazji”. Wydaje się jednak, że przyszłym rodzicom trudno uwierzyć, że ich życie zmieni się aż tak bardzo. No, chyba, że mieli okazję przez jakiś czas przebywać w domu, w którym jest małe dziecko, ale to też nie to samo. Nawet kiedy słuchają, co inni mają im do powiedzenia, to w naturalny sposób nie chcą uwierzyć, że może być aż tak źle. „U nas na pewno będzie inaczej”, „my sobie lepiej poradzimy” – mówią rodzice, których spotykam w swojej pracy. A gdy rodzi się dziecko, wszelkie strategie dotychczas wypracowane i skuteczne okazują się nieprzydatne w nowej rzeczywistości. Młodzi rodzice są często tak zaskoczeni ogromem zmiany, jakiej doświadczają, i tak bardzo przywiązani do dotychczasowych sposobów radzenia sobie, że trudno im zacząć wypracowywać nowe i bardziej adekwatne do sytuacji zmiany. Taki proces adaptacji do nowej sytuacji trwa często jakiś czas. To trudny czas dla rodziców. Pełen kłótni, często o drobiazgi, pretensji i nieporozumień. To, co pomaga, to cechy osobowości. Łatwiej jest przystosować się osobom, które są elastyczne, otwarte i empatyczne. Troszkę trudniej jest tym, którzy są przywiązani do swoich przekonań, swojej wizji rodzicielstwa i w końcu – swojej krzywdy.

Jakie strategie możemy przyjąć, by spróbować nieco siebie i partnera uelastycznić i zachęcić do zmiany perspektywy?

Myślę, że złudnym jest myślenie, że mogę zmienić partnera. Jeśli sam(a) nie będzie chciał(a), to na pewno nasze próby zakończą się fiaskiem. A nawet mogą przynieść efekt odwrotny. Zwykle jest tak, że jakiekolwiek próby nacisku wywołują w nas opór i gniew. I konflikt gotowy. Myślę natomiast, że warto zająć się sobą. Pomaga w tym odrobina pokory. Uznanie, że nie wszystko wiem i potrafię, że pewne moje oddziaływania zawodzą. Że mogę spróbować inaczej. Z pewnością w zmianie perspektywy może przydać się kontakt z innymi rodzicami. Posłuchanie, jak oni sobie radzą z łączeniem obowiązków rodzicielskich i dbania o siebie nawzajem. Może przyda się jakaś forma warsztatów umiejętności interpersonalnych lub nawet psychoterapia. Po to, aby rozszerzyć repertuar swoich zachowań i zyskać gotowość do wypróbowywania ich w codziennym funkcjonowaniu tych, które uznamy za pasujące nam.

Wiele problemów wynika z deprywacji podstawowych potrzeb. Jesteśmy rozdrażnieni, bo głodni i zmęczeni, ale nie zdając sobie do końca z tego sprawy – szukamy „winy” po stronie partnera. Jest na to jakaś recepta?

Obwinianie kogoś za swój dyskomfort to dość popularny mechanizm radzenia sobie ze stresem. W tym przypadku, gdy jestem głodna i zmęczona po nieprzespanej nocy, denerwuje mnie wszystko, a ponieważ partner jest pod ręką, z łatwością obarczam go winą za moje samopoczucie. Może warto się zatrzymać i zastanowić, o co tak naprawdę mi chodzi. Czy o to, że kubek został w zlewie, a nie w zmywarce, czy raczej o to, że jestem zmęczona, głodna i sfrustrowana, bo cały dzień dziecko płakało. Dogadanie się z samą/samym sobą jest podstawą do rozmowy z partnerem. Może uda się podzielić nasze obowiązki tak, aby wspomniane potrzeby nie były aż tak zdeprymowane. Może wspólnie znajdziemy jakieś rozwiązanie, które jednej osobie nie przyszłoby nawet do głowy. Czasami już samo powiedzenie o tym, jak się czuję, upuszcza trochę napięcia. Bo możemy usłyszeć siebie, ale też dajemy szansę na bycie zaopiekowaną.

Jakie inne okoliczności „dokładają” nam jako rodzicom?

Innym problemem współczesnej mamy jest to, że stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Stara się być idealną mamą, która książkowo opiekuje się dzieckiem, zajmuje domem, jest zadbana i uśmiechnięta, jest czułą żoną i cierpliwą matką. Mamą wspieraną w swojej perfekcji przez media społecznościowe, która chce dorównać innym mamom, chce być tak idealną, jak one. Zapomina o sobie i swoich potrzebach, bo przecież idealna mama musi być cały czas przy swoim dziecku. Być natychmiast przy nim, gdy wyda z siebie najmniejsze kwilenie, stara się zaspokajać wszystkie jego potrzeby. Zaniedbując własne. I wciąż czuje się niedoskonała. Wciąż chce od siebie więcej i więcej. W tej sytuacji do wypalenia jest niedaleka droga. Pewnie warto nauczyć się dbać o swoje zasoby, o wypoczynek, regenerację i relaks. Młodym rodzicom często wydaje się, że wszystko muszą robić razem. Wypoczywać również. Ale skoro okoliczności nie sprzyjają, może warto nauczyć się wypoczywać osobno? I wracać do domu z nowymi siłami i zasobami energii i cierpliwości.

Niektóre mamy mają w sobie przeświadczenie, że wszystko przy dziecku zrobią najlepiej. I z jednej strony ograniczają dostęp ojca do czynności pielęgnacyjnych, z drugiej – mają pretensje, że zbyt mało udziela się przy dziecku. Co może w takiej sytuacji zrobić tata?

To zależy od tego, czego tata potrzebuje i na co czuje się gotowy. Są ojcowie, którzy nie czują się dobrze w opiece nad niemowlęciem. Dla nich „tatowanie” zaczyna się, gdy dziecko staje się bardziej komunikatywne. Oczekiwanie od takich ojców, że będą na równi z matką opiekować są maluchami może przynieść dużo napięcia i nieporozumień. Ale są też tacy ojcowie, którzy od początku chcą uczestniczyć w życiu dziecka. Przygotowują się wraz z żoną do porodu, a potem kąpią, bawią i chodzą na spacery. I czerpią z tego satysfakcję – i bardzo dobrze.

Kiedyś rola matki i ojca była bardziej określona. Matka zajmowała się dzieckiem, a ojciec zajmował się utrzymaniem domu i tylko od czasu do czasu wspierał matkę w jej obowiązkach. Cieszę się, że to się zaczyna zmieniać. Że dużo częściej można spotkać ojców z dziećmi w przestrzeni publicznej. Mam tylko nadzieję, że to ich indywidualna decyzja, a nie spełnianie oczekiwań żony. A mamy? Cóż, jest w nich pewna ambiwalencja. Z jednej strony chcą się czuć ekspertkami w opiece nad niemowlęciem. Przecież są kobietami, matkami i to już ich zdaniem predysponuje do bycia nieomylną w sprawach dziecka. Dodatkowo przeczytały tyle mądrych książek i poradników o byciu rodzicem, że mężczyzna z pewnością im nie dorówna. Może tak się dziać z obawy, że tata sobie poradzi i strąci je z piedestału. Z drugiej jednak strony oczekują, aby tata dziecka był taki jak one.

W nowej sytuacji dochodzą nowe obowiązki i dochodzi w rodzinie do pewnego przetasowania. Z tego często wynika niezrozumienie drugiej strony. Matka może być zirytowana, że mało śpi, bo karmienie jest po jej stronie. Ojciec – że to on nie dość że zajmuje się dzieckiem, to jeszcze pracuje, często w domu, lawirując między różnymi rolami. Co zrobić, by się nawzajem zrozumieć i porozumieć?

Bardzo ważne jest to, by za wszelką cenę znaleźć czas na rozmowę i to taką nie tylko o tym, kto dziś zrobi zakupy, a kto idzie z dzieckiem na spacer, ale o tym, jak mi jest, kiedy nie śpię po nocach, bo kilka razy wstaję karmić, i jak mi jest, kiedy muszę łączyć pracę z opieką nad dzieckiem. Jak się czuję, kiedy słyszę, że za mało pomagam przy dziecku, albo że opieka nad dzieckiem to zadanie matki. Jeśli nauczymy się z empatią słuchać partnera, to to już często połowa sukcesu. Warto też sprawdzić, co ja mogę zrobić, żeby było ci lepiej, co mogłoby ci pomóc. Wbrew pozorom takie proste pytanie w rzeczywistości jest kłopotliwe. Ale też urealnia w jakiś sposób nasze oczekiwania. Może się okazać, że najbardziej potrzebujemy wysłuchania i akceptacji, a nie konkretnego działania. Ale tego wszystkiego mamy szansę dowiedzieć się w trakcie rozmowy. Czasami warto też wyjść poza relację. Spotkać się z innymi ludźmi i posłuchać, jak oni radzą sobie z codziennymi trudnościami. Może mają jakiś wypracowany sposób, który moglibyśmy przenieść na własne podwórko. Możemy też usłyszeć, że inni także się kłócą o drobiazgi, że są sfrustrowani, czują się samotni i niedowartościowani. Takie poczucie wspólnoty może okazać się bezcenne w odpuszczaniu poczucia winy i dyskomfortu.

Sytuacja pandemii dodatkowo izoluje młodych rodziców z ich problemami. Jesteśmy często zdani tylko na siebie, w dodatku nie mamy zbyt wielu możliwości, by wyjść z domu „odświeżyć” związek. Jak dbać o relację w domowym zaciszu?

To prawda, że w pandemii nieco trudniej zadbać młodym rodzicom o związek. Wydaje się jednak, że na początku rodzicielstwa zawsze jest trudno. Nowa rola pochłania bez reszty, a uczucia partnera/partnerki w tej sytuacji stają się mniej istotne. O związek trzeba dbać zawsze, to w teorii wiedzą niemal wszyscy. Musimy jednak dopasować możliwości do okoliczności. Warto znaleźć czas na wspólne bycie razem, rozmowę nie o dziecku, czy intymność. Może wspólnie obejrzyjmy film. Może przygotujmy jakiś przysmak z myślą o partnerze czy partnerce. Może przynieśmy rano do łóżka szklankę herbaty. To drobne gesty, które pozwalają czuć, że choć dziecko jest obecnie w centrum uwagi, to nie tracimy siebie z oczu. Nadal jesteśmy dla siebie ważni i wyjątkowi.

Co robić, by się w tej codzienności nie rozmijać, i pozostać związkiem, a nie tylko rodzicami? Jak pielęgnować relację, jak pamiętać o sobie jako zakochanych ludziach, a nie tylko opiekunach małego człowieka?

Od momentu narodzin dziecka młodzi ludzie stają się rodzicami, ale nie przestają być związkiem. Łatwo stracić związek z oczu i zatracić w tej nowej roli, która absorbuje i pochłania bez reszty. To, co może pomóc, to zadbanie o czas, który mamy dla siebie i tylko dla siebie. Początkowo jest go bardzo mało, potem też nie więcej, choć ze względu na możliwość wysłania dziecka do przedszkola czy szkoły można go sobie wygospodarować. Nie zapomnijmy o tym, co nas łączyło, jak lubiliśmy razem spędzać czas przed narodzeniem dziecka. Może lubiliśmy długie dyskusje na temat obejrzanego filmu czy przeczytanej książki. Może wspólne spacery. Nie zapominajmy też o tym, że otwarta i szczera rozmowa wyjaśnia wiele. Gdy słuchamy, jak przeżywa relację partner czy partnerka, możemy wiele się dowiedzieć o tym, czego potrzebuje. Możemy się dowiedzieć, że ta poranna awantura to efekt frustracji i poczucia osamotnienia, a nie zbliżający się kres relacji. Pamiętajmy o drobnych gestach i celebrowaniu wspólnych dat i uroczystości. O tym, jak ważna jest intymność.

Wydaje się, że przy małym dziecku mamy miejsce głównie na jeden z filarów miłości – zaangażowanie. Czujemy się zobowiązani, odpowiedzialni za rodzinę, którą tworzymy, często może nawet przytłoczeni tym zaangażowaniem. A co właśnie z intymnością i namiętnością? Jest na nie miejsce, gdy parę kochających się ludzi zajmują głównie potrzeby niemowlaka?

Oczywiście. Przecież to bardzo ważny obszar życia pary. Intymność i namiętność w tym czasie, podobnie jak inne sfery życia, wymagają pewnego dostosowania do warunków i możliwości. Wprawdzie na początku oboje zaabsorbowani są nową sytuacją, a dziecko nie daje o sobie zapomnieć. Ale intymność to przecież nie tylko seks. Są też inne formy bycia w bliskiej intymnej relacji, czułe gesty, spojrzenia, słowa, intymne rozmowy i namiętne pieszczoty. Zmienione ciało kobiety w okresie połogu również może dostarczać wielu erotycznych przeżyć. Są pary, które na ten czas świadomie rezygnują z namiętności. Czekają na lepszy okres. Ważne, żeby ten czas nie wydłużał się zanadto. Bo wtedy pojawia się dużo pretensji, niedomówień i problemów pomiędzy kochankami. Warto nauczyć się brać z życia to, co w danej chwili jest dostępne. Bo wiele osób czeka, aby wróciły uniesienia z początków znajomości. Oczywiście mogą wrócić, a może wszystko być inaczej, co nie znaczy, że gorzej.

Rodzice często zderzają się z myślą „nigdy już nie będzie tak jak wcześniej”. Wymaga to przedefiniowania związku, dla wielu może być to nieco przerażająca perspektywa. Ale myślę sobie też, że w obecnej rzeczywistości pandemicznej mnóstwo związków musiało się na nowo określić, bo nie możemy opierać relacji na wielu rzeczach, które robiliśmy do tej pory razem. Koncerty, imprezy do rana, spontaniczne podróże – tego nie ma lub jest w bardzo ograniczonym zakresie. Widzę dużo analogii do sytuacji młodych rodziców. Jak Pani to widzi, czy może się Pani do tego odnieść?

To prawda. Pandemia pokazała nam, że musimy uruchomić nasze możliwości adaptacyjne. Musimy przystosować się do różnego rodzaju ograniczeń i zakazów. Przenieśliśmy biuro do domu, a ludzie zaczynają się umawiać na kawę online. Rodziny zaczęły spędzać więcej czasu ze sobą nawzajem i musiały znaleźć sposób, żeby przetrwać. Jednym jest łatwiej, innym trudniej. Jednak to, co nas trzyma przy życiu i daje nam możliwość przetrwania tego trudnego czasu, to nadzieja, że przecież to nie będzie trwało wiecznie, że pandemia kiedyś się skończy, że wprawdzie świat będzie może wyglądał trochę inaczej, ale znowu będziemy mogli podróżować, chodzić na koncerty, uprawiać sporty i bywać w kinie czy teatrze. Podobnie jest z rodzicami małych dzieci. Dzieci kiedyś dorosną. Nie będą potrzebowały nas już w takim zakresie jak do tej pory. Warto więc zacząć cieszyć się tym, co jest jedyne i niepowtarzalne w tym okresie.

Dziękuję za rozmowę.

*

Katarzyna Panasiuk-Kalinowska – psycholożka kliniczna, psychoterapeutka. Współpracuje z Ośrodkiem Wsparcia i Rozwoju Bliskie Miejsce w Warszawie. Prowadzi psychoterapię osób dorosłych doświadczających kryzysów emocjonalnych w swoim życiu. Wspiera rodziców przeżywających trudności w relacjach z dziećmi, towarzyszy parom i małżeństwom w poszukiwaniu emocjonalnej bliskości i satysfakcji z bycia razem. Pracuje z kobietami w ciąży i okresie okołoporodowym, oraz z parami doświadczającymi kryzysów w relacji.

*

…A W PRAKTYCE:

Nowy członek rodziny może towarzyszyć wam w posiłkach już od samego początku. Newborn Set Tripp Trapp pozwala na umieszczenie niemowlęcia na wysokości stołu. Dziecko poznaje świat z nowej perspektywy i ma rodziców w zasięgu wzroku. A przy tym uczy się, że wspólne posiłki to ważny element rodzinnych interakcji. Podparcie nóg i możliwość regulacji siedziska zapewnia dziecku komfortową pozycję, a dołączony pałąk na ulubioną zabawkę – brak nudy, nawet przy przedłużającym się śniadaniu rodziców.

Krzesełko Tripp Trapp przyda się również na kolejnych etapach rozwoju malucha. Zestaw Baby Set zamienia je w wygodne krzesełko do karmienia dla samodzielnie siedzących niemowląt. Dzięki innowacyjnej konstrukcji Tripp Trapp to także idealne krzesełko dla starszaka, ucznia i… dorosłego. Zapewnia ergonomiczną pozycję i prawidłowe podparcie dla ciała przy siedzeniu. Skandynawski design wpisuje się w nowoczesny wystrój wnętrz. Aż żal, gdy starsze dziecko będzie chciało wynieść krzesełko z kuchni do biurka w swoim pokoju!

Tak się składa, że najdłuższe kąpiele w rodzinie ma zazwyczaj najmłodszy jej przedstawiciel. Nic dziwnego, to chwile pełne czułości i wspaniała atrakcja dla malucha. Dzięki lekkiej, składanej wanience Stokke Flexi Bath domowe warunki kąpieli możecie przenieść ze sobą wszędzie. Wkładka dla noworodka pozwala na wygodną pozycję (dla wszystkich zainteresowanych) już od pierwszych dni. Wanienka będzie też świetnym kompanem samodzielnych zabaw w kąpieli, przeznaczona jest dla dzieci aż do 4. roku życia.

Leżaczek Stokke Steps z funkcją delikatnego bujania to sposób na wygodną pozycję i ciekawą perspektywę do obserwacji świata dla malucha. Dziecko może samodzielnie się bujać – to dla niego przełomowe odkrycie! A dla dorosłych – szansa na ciepłą kawę i chwilę przy lekturze. Przyznajemy, że nie zawsze, bo wspólna zabawa wciąga! Leżaczek składa się na płasko, więc jest łatwy w przechowywaniu i możecie zabrać go ze sobą w każdą rodzinną podróż i korzystać z jego funkcjonalności także poza domem.

Młodzi rodzice, jak się macie? Dajcie znać, jak jest u was. Czy pojawienie się dziecka mocno zachwiało waszą relacją? Pamiętajcie, że nie jesteście w tym sami! Podzielcie się w komentarzach, jak u was wygląda dbanie o związek na tym etapie życia.

*

Artykuł powstał we współpracy z marką Stokke.

Dodaj komentarz