O Bozie!

Rozmowa z Karoliną Oponowicz

Znacie to uczucie, gdy ziemia rozstępuje wam się pod stopami, bo oto dziecko znienacka zadaje pytanie, które jest jednocześnie genialne, wielopłaszczyznowe i trafia w samo sedno. I brzmi: jak wygląda Bóg?

I wyczekująco spogląda w naszą stronę w oczekiwaniu na odpowiedź. Co najmniej tak samo błyskotliwą jak pytanie. Karolina Oponowicz, dziennikarka, redaktorka i autorka książki „Bozie, czyli jak wyglada Bóg”, mierzy się z tym zadaniem pomysłowo i skutecznie. Jako zdeklarowana ateistka odpowiedziała swoim córkom: 8-letniej Tosi i 12-letniej Mariannie na wiele pytań dotyczących religii i wyznań, i na tym nie skończyła. Postanowiła zapytać także inne dzieci o ich wątpliwości związane z tą zawiłą i pełną tajemnic tematyką, spisała te najsmakowitsze i poprosiła sześciu przedstawicieli różnorodnych wyznań o udzielenie na nie odpowiedzi. Dzięki jej książce wiemy już, czy Bóg jest starszy niż dinozaury, kto jest naszą matką, skoro Bóg jest ojcem i czy można być trochę w niebie i trochę w piekle.

To spotkanie zainspirował film, jedno z najlepszych i najmniej nachalnych źródeł wiedzy, co do czego wspólnie z Karoliną się zgodziłyśmy. „Storm. Opowieść o odwadze” lekko i frapująco opowiada o historycznych zawirowaniach spowodowanych przewrotem religijnym. Ruszajcie do kin, ale wcześniej posłuchajcie mądrych rad Karoliny Oponowicz o tym, jak rozmawiać z dziećmi o różnicach i jak nie uciszać w nich ciekawości.

*

Pretekstem do naszej rozmowy jest premiera kinowa filmu „Storm. Opowieść o odwadze”, w którym jednym z głównych wątków jest wolność religijna. Wiem, że ty i twoje córki widziałyście go w ramach Festiwalu Kino Dzieci. Jak wrażenia?

Kiedy dziewczyny usłyszały o filmie „Storm”, nie były zapalone do tego, żeby go oglądać. Jakiś nieznany tytuł, jakiś list Lutra, jakaś opowieść o zamierzchłych czasach. Ale obiecałam, że jeśli im się nie spodoba, będą mogły wyjść z kina. I już podczas pierwszej sceny wiedziałam, że tak one, jak i ja obejrzymy ten film do końca. Od razu wciągnęłyśmy się w historię chłopca, który wplątuje się w niebezpieczną przygodę, a stawką w niej jest życie ojca.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

O tak, dzieje się w tym filmie dużo i dobrze. Pewnie twoje córki zadawały mnóstwo pytań po seansie?

Rzeczywiście, w drodze z kina do domu dziewczyny miały wiele pytań i refleksji. Rozmawiałyśmy o tym, jak wyglądało życie mieszczan w XVI wieku, jak działała maszyna drukarska i dlaczego książki były takie cenne. Wreszcie o tym, kim był Marcin Luter i dlaczego jego zwolennikom groziło więzienie. Takiej porcji wiedzy, jaką dostarczył dziewczynkom ten film, nie dałby im żaden podręcznik ani wykład. Nie wyobrażam też sobie, że mogłabym im skuteczniej wyjaśnić istotę Reformacji.

Do tematu religii bezpośrednio nawiązuje twoja książka „Bozie, czyli jak wygląda Bóg” . To jest materia, w moim odczuciu, raczej grząska i trochę też niebezpieczna, bo w naszym surowym, polskim klimacie mówi się niemal wyłącznie o jednej religii, a ty opisujesz aż sześć. Nie bałaś się złowrogich reakcji, hejtu?

Niczego się nie bałam. Wtedy, kiedy zaczynałam ją pisać, czyli w 2015 roku, sytuacja polityczna w Polsce była bardziej sprzyjająca (śmiech). Ja jako mama, ale też jako człowiek uważam, że nie ma tematów tabu, tym bardziej, że ta książka wzięła się z zainteresowań moich dzieci. Zupełnie nie myślałam o tym zagadnieniu w kategoriach kontrowersji, bardziej grząska wydawałaby mi się teraz książka dla dzieci o seksie. Ale dobrze pamiętam, jak tych kilka lat temu próbowałam znaleźć publikację dla dzieci traktującą rzeczowo o różnorodności religijnej i niczego takiego nie namierzyłam.

 

Byłaś pierwsza.

Tak, choć wcześniej byłam przekonana, że coś na ten temat powstało. Mamy tak fantastyczne książki dla dzieci poruszające niemal każdy temat. Dzięki Wojtkowi Mikołuszce moje córki i ja dowiedziałyśmy się, jak działa silnik samochodowy, dzięki Mizielińskim wiemy, co dokładnie kryje się pod ziemią.

Czytacie je razem?

Tak i uwielbiamy to. Rozkładamy się na podłodze, kartkujemy i cytujemy sobie nawzajem najciekawsze fragmenty.

I pewnie dużo o nich rozmawiacie. To powiedz, jak należy rozmawiać z dziećmi o religii, żeby wzbudzić ich ciekawość?

Ja myślę, że wcale nie trzeba jej specjalnie wzbudzać, to dzieci często inicjują takie rozmowy.

Jasne, ale zwykle są to rozmowy jednozdaniowe – one pytają, ty na najwyższych umysłowych obrotach dwoisz się i troisz żeby udzielić budującej odpowiedzi. A następne pytanie brzmi: „Mamo, a co będzie na obiad?”.

Ja bym się tego nie bała. Dzieci mają inną zdolność koncentracji niż dorośli. Opowiem ci pewną historię. Byłyśmy z córkami na pokazie filmu ,,Biuro detektywistyczne Lassego i Mai. Sekret rodziny von Broms”, w którym jedna z postaci jest pastorką. Dziewczyny już wiedziały z mojej książki, że kobieta również może być duchownym, ale temat kościoła protestanckiego bardzo je wciągnął.

Co dokładnie?

To, że ten kościół jest taki skromny i… biedny. Pastorka zorganizowała zbiórkę na jego remont, w czym Lasse i Maja pomagali. Ale moje dziewczyny nie mogły pojąć, jak to możliwe, że kościół nie ma pieniędzy. Starałam się im to pięknie wyłożyć, a po chwili one na moje wysiłki odpowiedziały pytaniem o to, co będzie na kolację – bo był już wieczór – i dlaczego znowu coś zdrowego (śmiech).

Tak się wpada w pułapkę wygórowanych oczekiwań.

Trzeba je sobie darować, bo dzieci nie lubią nachalnego wykładu. Dlatego spotkania, książki, filmy i podróże są fajnymi okazjami, żeby się czegoś nowego dowiedzieć. To trochę przemycanie wiedzy, ale na pełnym legalu (śmiech). Idealną okazją do nauki, która dzieje się mimochodem, jest podróż, bo to są takie okoliczności, w których możemy się dłużej zatrzymać na różnicach. Jeśli na przykład chce się porozmawiać o prawosławiu, dobrze jest pojechać do Supraśla do Muzeum Ikon, gdzie odbywają się warsztaty pisania ikon metodą tempery jajowej. I tak podczas zabawy w rysowanie można poznać religię i rytuały towarzyszące danej religii. Bardziej przy okazji, odpowiadając na zapotrzebowanie dzieci, niż poprzez robienie wykładów.

 

No właśnie, różnice. Jak powinni o nich rozmawiać dorośli, ze swoim racjonalnym podejściem do świata, i dzieci, które poznają zmysłowo? Jak znaleźć punkt, w którym możemy się złapać, dogadać, nie niecierpliwić i jeszcze czerpać od siebie nawzajem?

Kiedyś napisałam tekst dla miesięcznika „Dziecko” o tym, jak rodzice mają reagować na sytuacje, w których ich dziecko styka się z innością. Przykładowo, kiedy mówi: „Mamo, czemu ta pani ma czarną skórę?” albo „Czemu ten pan nie ma nogi”?, „Czemu ta pani ma na głowie chustę?”. Odezwałam się do osób, które są członkami mniejszości noszących cechy odróżniające ich od innych ludzi. Rozmawiałam z dziewczyną na wózku, osobami różnych wyznań, noszącymi widoczne atrybuty swojej religii. I wszystkie te osoby zgodnie mówiły, że najgorsze jest uciszanie pytającego dziecka. Wszyscy wiemy, że dziecięca ciekawość to najbardziej naturalna rzecz na świecie, że w ten sposób one zdobywają informacje. Pytanie to naturalny ludzki odruch: jak nie wiemy, to pytamy. Te osoby wiedzą też, że nie ma w tym niczego obraźliwego i nie czują się dotknięte, gdy dziecko pyta. Jeśli rodzic potrafi przeprowadzić dziecko przez to zetknięcie z różnicą w duchu szacunku do innego człowieka, to nic się złego nie stanie.

Dlatego też powstała książka „Bozie…”, z poważnego potraktowania dziecka i jego ciekawości.

Tak, ja zupełnie poważnie podeszłam do pytań typu: ,,Czy anioły mają uszy?”, „Czy Bóg jest starszy niż dinozaury?”, „Jeśli Bóg jest naszym ojcem, to kto jest naszą matką?”. Te pytania wymyśliły dzieci. Początkowo miałam taki lęk w sobie, że może zadając je duchownym, robię coś niestosownego.

 

Jak przystało na dorosłego, miałaś opory.

No tak, ale potem dotarło do mnie, że przecież wchodzę tym projektem w buty dziecka i wszyscy wiedzieli, jaka jest konwencja, z czym do nich przychodzę i na co się piszą (śmiech).

I dzięki temu mogłaś sobie pozwolić na więcej. Świetna wymówka! Możesz pytać o co chcesz, bez cienia skrępowania.

Prawda? Zresztą, wiele moich tekstów wynikało z tego, że ja chciałam się czegoś po dziecięcemu dowiedzieć.

I jak twoi rozmówcy reagowali na dziecięce pytania stawiane przez dorosłego?

Byli w szoku, ale nie czuli się dotknięci. Każdy z duchownych: diakon, imam, lama, mnich, rabin i ksiądz prawosławny odpowiedział na te pytania. Na pewno w mówieniu o religiach i różnicach unikałabym wartościowania, oceniania. Jedne dzieci potrzebują więcej czasu, żeby napisać klasówkę, inne mniej, babcia chodzi do kościoła, ktoś mówi w takim czy innym języku. Jeśli się dzieci nie ucisza, tylko się temat przegaduje w dojrzały sposób, tłumacząc, że ludzie są różni i to dobrze, to dzieci się w tym znakomicie odnajdą. Oczywiście nie tylko my wkładamy im mądrości do głowy, wiele chłoną z otoczenia, jakim jest szkoła czy podwórko. Dlatego warto z nimi porozmawiać o trudnych sprawach jak najwcześniej, przygotowywać do zetknięcia z nimi tam, gdzie najbezpieczniej, czyli w domu.

Jesteś ateistką, twoje córki również. Jak ten fakt jest odbierany przez otoczenie?

To, że moje dzieci nie chodzą na religię, nie byłoby problemem z punktu widzenia szkoły. Nie są same, bo w ich klasach jest kilkoro dzieci niewierzących. Ale teraz, gdy w klasie Tosi powoli zaczyna się temat komunii, moja młodsza córka stawia wiele pytań: czemu sakramenty są takie ważne dla jej kolegów, czemu te dzieci tak dużo o tym mówią, dlaczego dostają z tej okazji prezenty. Tosia czuje, że coś ważnego dzieje się w życiu jej kolegów, czego ona nie jest częścią.

Czuje się wyłączona?

Jej starsza siostra Marianna ma to już za sobą, więc o tyle Tosi jest łatwiej, ale to nie oznacza, że bagatelizujemy temat. Na etapie  nauki modlitw i zaliczania zadań jest OK, ale gdy zacznie się mowa o strojach, przyjęciach dla rodziny będzie na pewno trudniej. Bardzo chciałabym pójść z nią na komunię jednej z jej koleżanek, żeby mogła zrozumieć, co się tam dzieje, żeby miała wiedzę. Niby mieszkamy w stolicy, ale dziewczynki zdążyły już usłyszeć, że na pewno pójdą do piekła, bo nie chodzą na religię. Nadal uważam, że nie ma co stwarzać tabu – mówmy o wszystkim, nie wdając się w skomplikowane dyskusje i wywody. Mówmy o tym, co jest tu i teraz, bez prognozowania i takim językiem, jaki dziecko rozumie.

 

Tutaj przydają się książki dla dzieci. Z tego co mówisz wyraźnie wynika, że traktujesz je zupełnie serio, jako źródło wiedzy także dla rodziców.

Bo tak właśnie jest. Uwielbiam książki dla dzieci, kupuję je z wielką przyjemnością, także dla siebie. Zawsze gdy idziemy do księgarni, każda z nas coś wybiera. I zwykle wszystkie lądujemy z książkami dla dzieci – ja z tą, na którą moje córki nie zwróciły uwagi.

Co ostatnio dla siebie wybrałaś?

Książkę Ani Dziewit-Meller „Dziewczyny, dziewuchy. Historia w spódnicy”, której one z początku nie łyknęły, ale podczas wspólnego czytania bardzo zaangażowały się w kobiece opowieści. I rzeczywiście, ja się bardzo wielu rzeczy dowiaduję z książek dla dzieci, a najbardziej lubię to, jak ilustracja się przeplata z treścią. O takiej właśnie książce marzyłam i taką udało nam się wspólnie z Joasią Rzezak stworzyć.

Jak długo zastanawiałaś się nad wyborem ilustratorki w „Boziach”?

W ogóle się nie zastanawiałam, bo myśmy się z Joasią znały wcześniej, z pracy nad książką Wojtka Mikołuszki „Wielkie pytania małych ludzi”. To była pierwsza książka Wojtka, którą redagowałam i wtedy wpadli mi w ręce „Pionierzy”, wspólne dzieło Piotra Banacha i Joasi Rzezak. Bardzo proste ilustracje, które zupełnie mnie oczarowały. Od razu do niej napisałam.

Jak wam się pracowało?

Świetnie i to właśnie zaważyło na moim wyborze. Sama jako redaktorka wiecznie poszukuję ilustratorów i wiem, jak trudno jest znaleźć takiego, który jednocześnie jest artystą i rzemieślnikiem.

W jakim sensie?

Że poza realizowaniem artystycznej wizji poradzi sobie także z narysowaniem skomplikowanej maszyny czy splotu kanałów. Joasia jest architektką, więc z przyjemnością analizowała techniczne szczegóły. Poszła do cerkwi, gdzie badała jej wnętrze i na przykład to, jak ustawione są ikony. I te smaczki, które Joasia dodała od siebie! Wymyśliła, że narysuje te dzieci, które zadawały zawarte w książce pytania, dlatego na końcu jest rozkładówka z ich podobiznami rysowanymi ze zdjęć. Potem narysowała jeszcze mnie i każdego z moich rozmówców. Jestem wielką fanką Joasi, a pod koniec lutego Nasza Księgarnia wyda activity book „Kazik mieszka w mieście” – piękną czarno-białą książeczkę z jej ilustracjami i tekstem.

Świetny trop. Dziękuję za to i za rozmowę.

Książkę znajdziecie tutaj.

*

Rozmawiała: Dominika Janik

 

Karolina Oponowicz

Autorka książki „Bozie, czyli jak wygląda Bóg”, dziennikarka i redaktorka. Mama 8-letniej Tosi i 12-letniej Marianny.
Absolwentka socjologii na Uniwersytecie Warszawskim, Szkoły Praw Człowieka Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Publikowała m.in. w „Dziecku”, „Dużym Formacie” i „Zwierciadle”. Od kilku lat związana w wydawnictwem książkowym Agora, gdzie redaguje książki. Kiedy nie czyta, nie pisze, nie gotuje obiadu albo nie odpytuje dzieci z tabliczki mnożenia, trenuje capoeirę. W kwietniu ukaże się jej napisana wraz z Mają Włoszczowską książka dla dzieci i rodziców, pt. „Rowerem na szczyt. Trenuj z Majką”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.