Nie’doskonałe #4

Mamy o sobie samych

To już ostatni odcinek cyklu Nie'doskonałe, który przygotowałyśmy razem z z marką Whisbear i Riyą Sokół. Dziękujemy wam za każde dobre słowo, jesteśmy pełne podziwu dla waszej siły.

Dziś o swoim macierzyństwie opowiada nam Maja Naskrętska, mama Lily, autorka bloga Woman&Mother i nasza redakcyjna koleżanka. Tak jak my wszystkie, każdego dnia mierzy się z trudami, kłopotami i pracą nad sobą samą, by być dobrą mamą dla swojego dziecka. Ich wspólne chwile sfotografowała Marta Pruska, której zdjęcia zachwyciły was w poprzednich odcinkach.

 

*

Jak to było, kiedy dowiedziałaś się, że będziesz mamą? 

Na pewno nie wyglądało to tak, jak sobie wyobrażałam. Zawsze marzyłam o tym, żeby zostać mamą, ale akurat – jak to zazwyczaj bywa – dowiedziałam się o ciąży w najmniej – jak mi się wtedy wydawało – odpowiednim momencie. Byłam w trakcie zmiany redakcji, dostałam dość duży awans, który wiązał się ze stuprocentową dyspozycyjnością, nowymi wyzwaniami, obowiązkami i idącą za nimi dużą odpowiedzialnością. Poza tym, postanowiłam sobie – co bardzo dużo mnie kosztowało – że zaczekam jeszcze tych kilka lat, dam sobie czas, całkowicie poświęcę się pracy – temu, co kocham robić. Wysnułam w głowie wiele planów i nastawiłam się na ich realizację – to właśnie wtedy pierwszy raz w życiu nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym zajść w ciąże. I zaszłam.

Wywróciłaś życie do góry nogami i…?

Towarzyszące mi od wielu lat motto „Nothing happens by accident” znowu się sprawdziło! Czas pokazał, że to był wręcz najlepszy moment na dziecko, a wiele z tych planów, których miałam już nie zrealizować, zamieniłam na inne. One – tak, jak te wcześniejsze – miały pozwolić mi się spełnić.

 

Pojawiła się Lily, co poczułaś? 

 

Lepiej zapytaj, co poczułam, kiedy dowiedziałam się, że będę miała córeczkę!

 

Chciałaś córeczkę?

 

Nigdy nie czułam takiej euforii jak w tamtej chwili! Co to było za uczucie – prawie zleciałam z fotela ginekologicznego! To było – w sumie nadal jest – jak spełnienie wszystkich największych marzeń w jednej sekundzie. Bartek, mój partner – mimo że byłam przekonana, iż, jak większość ojców liczy na chłopca – oznajmił mi tego samego dnia: „Ta informacja była lepsza od orgazmu!” (śmiech).

 

Co się z tobą działo w pierwszych tygodniach po porodzie?

 

Tragedia. Wolałabym nie przechodzić tego jeszcze raz. Przede wszystkim nie przygotowałam się kompletnie na te wszystkie połogowe historie. Czytałam najwięcej o przebiegu ciąży – o tym, jak rozwija się dziecko w brzuchu, jak przebiega poród, jakie są jego objawy… ale połóg? Halo, czy ktoś o tym w ogóle wspomina?

 

Co cię zaskoczyło? 

Ograniczę się z historiami, które mi się przydarzyły, bo nie chcę przestraszyć żadnej przyszłej mamy (śmiech). Wszystko bolało mnie tak potwornie, jakby ktoś mnie połamał, a potem źle poskładał. Miałam okropne problemy z chodzeniem, przez tydzień leżałam na kanapie i wstawałam tylko do łazienki. Byłam strasznie słaba. Przy karmieniu piersią płakałam. Nie, przepraszam – nie płakałam, ja wyłam!

Często słyszymy, że karmienie jest totalnie naturalne i każda z nas powinna umieć to zrobić, a potem okazuje się, że to wcale tak nie jest…

 

Po mniej więcej dwóch miesiącach wszystko się unormowało, nie poddałam się, zaciskałam zęby – dosłownie! – i karmiłam, choć gdy widziałam domagającą się jedzenia Lily, to był dla mnie najgorszy moment dnia, który wiązał się tylko z bólem. W mojej głowie też nieźle buzowało. Dopadł mnie ten cholerny baby blues, a tak się modliłam, żeby mnie ominął…

 

Co się wtedy z tobą działo? 

 

Wszystko było straszne, wszystko mnie przerażało, nie potrafiłam odebrać telefonu od rodziny z gratulacjami, zaprosić przyjaciół do domu. Bartek wychodził z domu, a ja, gapiąc się w szybę, zalewałam się łzami. Nawet nie wiem czy on, czy ktokolwiek, był świadomy, co się ze mną wtedy działo. W zasadzie to ja sama nie byłam! Choć jestem osobą bardzo świadomą swoich uczuć i tego, co się ze mną dzieje, pierwszy raz w życiu nie potrafiłam tego kontrolować. I właśnie to było przerażające.

Czułaś się zamknięta w pułapce?

 

Te wszystkie ograniczenia związane z nową rodzicielską rolą, o których bezsensownie się opowiada kobietom w ciąży, zaczęły mnie przerastać. Raz załamywałam się, że nie mogę wyjść na imprezę – nieważne, że nie jestem duszą imprezową, która czeka tylko na weekend, żeby włożyć cekiny i ruszyć w miasto. Albo chciałam napić się zimnego piwa z sokiem – nie wiem dlaczego akurat piwa, nie pytaj. Nieważne, że nie piję zbyt wiele alkoholu, ale w tym momencie po prostu nie mogłam, więc od razu stanowiło to pewnego rodzaju osobistą tragedię. To są akurat głupoty, ale zaczęły budować się w mojej głowie jakieś ograniczenia i to mnie powoli rozwalało. Do tego jeszcze myśli związane z pracą…

 

Bałaś się, że wypadasz z obiegu? 

Pewnie! Że nikt nie będzie o mnie pamiętał. Sam poród nie był chyba dla mnie takim hardcorem, jak zniesienie tego wszystkiego, co działo się po nim – z moim ciałem i w mojej głowie, przez kilka pierwszych miesięcy.

W tym trudnym momencie budowałaś relację z Lily. Opowiedz o niej, jaką jest dziewczyną? 

Jest najwspanialsza! Jedyna w swoim rodzaju. Jest inteligentna, samodzielna. Ma ogromne poczucie humoru, co jest dla mnie zaskakujące w przypadku niemowlęcia. Jest trochę nieufna w stosunku do obcych. Od razu wie, kogo polubi, a z kim raczej się nie zaprzyjaźni – widzę to po jej reakcjach, kiedy znajdujemy się wśród ludzi. Jest trochę roszczeniowa i humorzasta, czasem złośliwa. Ma ogromny temperament. Jest przekochana! Strasznie dużo rozkminia. Często zastyga w miejscu, odpływa na chwilę i widać, że coś intensywnie analizuje w tej swojej czupryniastej główce – dałabym wszystko, żeby do niej wtedy zajrzeć! No i ma totalnego fioła na punkcie kotów.

Nasi partnerzy są bardzo zaangażowani w rodzicielstwo, ale i tak mam wrażenie, że większość poświęceń nadal spada na nas. Jak to jest u ciebie? 

Bądźmy szczere: to zazwyczaj kobieta poświęca o wiele więcej niż mężczyzna, wchodząc w rolę rodzica. Każda z nas, kobiet i matek rezygnuje z czegoś innego, każda ma coś, za czym bardzo tęskni. Dla jednej jest to kariera, dla innej niezależność, a dla jeszcze innej – ciało sprzed ciąży. Ile kobiet, tyle poświęceń, mniejszych czy większych. Ważne jest, by pamiętać, że jeśli się czegoś mocno pragnie, to nic straconego – wymaga to większego wysiłku, ale coś za coś. Ja na przykład zawsze byłam bardzo aktywną osobą, większość mojego życia wypełniała praca. Teraz trochę się to zmieniło, nie mam możliwości oddania się całkowicie temu, co robiłam wcześniej. Znalazłam jednak alternatywy, które pomagają mi się w tym momencie i w przyszłości dalej spełniać. Ale przez długi czas byłam pewna, że taka kolej rzeczy jest niemożliwa.

Jaką chcesz być mamą? 

 

Taką, której nigdy nie zabraknie. Sama wychowywałam się bez mamy. Nie chcę, żeby to łzawo zabrzmiało, ale nie wiem jak to jest ją mieć, nie mam żadnych wzorców, które mogłabym powtórzyć albo wiedzieć, jakich błędów nie popełniać. Jest trochę tak, że zaczynam tę rolę z czystą kartą i boję się, że mogę w wielu sprawach nie podołać, ale czy da się tego uniknąć? Przez to właśnie, że wiem jak to jest wychowywać się bez tej najważniejszej osoby w życiu, moim głównym celem jest przede wszystkim BYĆ. Blisko i zawsze.

 

Powiedziałaś mi, że teraz, kiedy masz dziecko, wyjątkowo brakuje ci twojej mamy.

 

To prawda, nie spodziewałam się, że teraz będzie mi jej aż tak brakowało. Nie pamiętam jej dobrze, w zasadzie to w ogóle. Nie mam zbyt wielu wspomnień, poza zdjęciami, dobrym słowem ludzi, którzy ją znali i swoim odbiciem w lustrze, bo jestem podobno jej kopią – jeden do jednego. Była bardzo lubianą, inteligentną i wykształconą kobietą. Przez 25 lat żyłam bez niej i dopiero teraz zaczęłam odczuwać dziwną złość na całą tę sytuację – na to, że jej nie ma.

Brakuje ci jej wsparcia? 

 

W ciężkich dla mnie chwilach mam ogromną potrzebę zadzwonienia do niej. Chciałabym, żeby mi coś podpowiedziała, pocieszyła, krzyknęła, żebym się wzięła w garść, cokolwiek. Mam wielu bardzo dobrych przyjaciół, na których mogę zawsze liczyć, ale wiesz, to nie jest to samo. Chciałabym, żeby po prostu była, nie ważne gdzie: w Łodzi, w górach, w Meksyku czy nawet na wyprawie kosmicznej na Księżycu. Wystarczyłaby mi prosta rozmowa, bo teraz podświadomie czuję, że jednak ta więź matki z córką jest niezastąpiona, szczególnie w momencie, kiedy sama się nią stajesz.

Masz kogoś, z kim możesz szczerze porozmawiać o trudach macierzyństwa? 

Nie czuję szczególnie potrzeby, żeby rozmawiać o tym z moimi znajomymi. Wolę inne tematy do rozmów, nawet jeśli są związane z dziećmi. Wiem, że nie jestem sama w wielu kwestiach i wiem też, że wychowywanie dziecka nie jest łatwą sprawą. Kiedy jesteś świadoma niektórych rzeczy, wiele z nich staje się łatwiejsze w twoim własnym życiu, ja tak mam. Dużo słucham, co chwilę poznaję inną mamę, dowiaduję się wielu nowych rzeczy, które już mnie tak nie zaskakują, kiedy pojawiają się u nas.

Ciemna strona macierzyństwa?

Wstyd się przyznać, ale kilka dni temu zgubiliśmy na spacerze ukochaną maskotkę Lily, bez której nie może zasnąć i jest strasznie rozdrażniona. Zamówiliśmy taką samą przez internet i modlę się, żeby ją zaakceptowała! Takie zmartwienia…

Znam to! Misia mojego synka szukaliśmy przez miesiąc…

Chyba za krótko jestem mamą, żeby powiedzieć coś więcej albo mam wysoki próg tolerancji na niektóre sytuacje.

Jak usypiasz Lily? Wiem, że bywasz kotkiem…

To była jedyna taka sytuacja (śmiech). Pewnej nocy Lily zaczęła płakać przez sen, jak to bywa u dzieci. Nie wiedziałam za bardzo co zrobić, żeby jej nie wybudzić. Miałam też dużo pracy, a poza tym było bardzo późno. Pierwsza rzecz, jaka przyszła mi do głowy, to udawać kota. Zaczęłam miauczeć – wychodzi mi to nieźle, zawsze nabierałam tak moją babcię, kiedy siedziałyśmy razem w ogródku – wtedy Lily momentalnie się uspokoiła i z płaczu wpadła w ekscytację! Zaczęła machać łapkami, jakby szukała kotków do przytulenia i wydawała dźwięki, które dosłownie u niej kocham – takie radosne popiskiwanie. Nie muszę kolejny raz mówić, że ma fioła na punkcie kotów i jak się okazało – nawet przez sen (śmiech).

Czujesz się oceniana jako mama? Dostajesz złote rady? Jak sobie z tym radzisz?

To zależy jakie są te rady. Kiedyś się większością z nich denerwowałam, bo zazwyczaj były strasznie bezsensowne. Teraz mam do tego duży dystans.

A może czujesz się bardziej doceniana? 

Chyba najważniejsze jest, żeby matki same siebie doceniały. Nie ma co liczyć na to, że ktoś z zewnątrz zauważy, jaki tak naprawdę wysiłek wkładamy w macierzyństwo. W to, żeby wewnątrz nie zwariować, żeby pozostać sobą i żeby nadawać się do wyjścia na ulicę, rozmowę z ludźmi etc.

Korzystasz z pomocy niani – to kolejne, niełatwe doświadczenie: zaufać komuś i powierzyć mu dziecko. Jak to było u ciebie?

Niania przychodzi do mnie na kilka godzin, inaczej byłabym uwięziona. Jestem na urlopie wychowawczym, na którym zasiłek macierzyński już nie przysługuje. Utrzymuję się kompletnie sama, dlatego muszę jakoś zarabiać – nie miałam wyjścia. Bartek też intensywnie pracuje. Nikt inny nam nie pomaga. Myśleliśmy o żłobku, ale wykluczyliśmy go. Mimo że nianię mamy z polecenia i Lily dość szybko się do niej przekonała, za każdym razem, gdy ją z nią zostawiam, zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze odgrzała jej jedzenie, czy daje jej regularnie butelkę z wodą czy nie gada przy niej non stop przez telefon albo czy czasem nie zostawia jej płaczącej. Kiedy zostawiasz z kimś swoje dziecko, tracisz kompletnie kontrolę. Lily jest coraz bardziej kumata, coraz bardziej wrażliwa na reakcje z drugiej strony i im jest starsza, tym wbrew pozorom ja coraz bardziej stresuję się, czy wszystko jest w porządku. Ale kiedy tylko mogę, zabieram ją ze sobą na sesje i na spotkania. Nie jest już tak spokojna jak kiedyś, wymaga dużo większej atencji, ale mimo wszystko dajemy radę.

Co najcenniejszego dostałaś od Lily? 

Dwa marzenia do odhaczenia z listy, pierwsze: być mamą, drugie: być mamą najwspanialszej córki. I duży dystans do wielu rzeczy.

 

Czy będąc matką, czujesz się silniejsza jako kobieta? 

 

Zdecydowanie! Wiesz jaki mam biceps od dźwigania 12-kilogramowej Lily? (śmiech). A tak naprawdę, nigdy nie byłam tak silna jako kobieta i tak pewna siebie. To jest taki dar, który rodzi się w tym samym momencie, co twoje dziecko.

Wspaniały! Dziękuję za rozmowę. 

Więcej informacji o projekcie Nie’doskonałe znajdziecie tutaj.

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

 

Zdjęcia: Marta Pruska 

 

8 komentarzy

  • Dorota Sci:

    Wow …. Niesamowity cykl ! Gratuluję Redakcji pomysłu , realizacji oraz wspaniałych bohaterek. Każda rozmowa jest inna, ale wszystkie szczere i zapadające w pamięć.
    Chociaż przyznaję, że spotkanie z Mają najbardziej. Podziwiam Was dziewczyny 😉
    Dodam ,że nie podobała mi się akcja na Instagramie ” niedoskonałe” gdzie Mamy za pomocą hasztagów opisywały swoje wady, nie przekonał mnie taki uproszczony obraz macierzyństwa… ale do tych rozmów będę wracała. Siła jest kobietą 🙂

    Odpowiedz
  • Beata:

    Bardzo mądry i prawdziwy tekst. Szczegolnie część na temat połogu. Temat, o którym się nie mówi a jak bardzo istotny! Dziękuję za ten tekst!

    Odpowiedz
  • To niesamowite. Natrafiłam na ten wywiad absolutnie przypadkiem i jakbym czytała historię swojego życia. W zasadzie wszystkie punkty te same. Człowiek się czasem zastanawia czy nie wariuje i milczy i kisi swoje wątpliwości, bo obawia się, że przerazi i obezwładni swoim dramatem drugą osobę. Ja milczałam. Teraz czytam, że w końcu na tym placu boju ktoś miał podobnie. Jakaż to ulga czuć podobnie. Mimo iż z nieznajomym. Baaardzo pozdrawiam, ahoj!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.