covid rozmowa z psychologiem

Nie wzmacniajmy mitu matki siłaczki

Rozmawiamy z psychoterapeutką Dorotą Mintą o tym, jak radzić sobie z napięciem w pandemii

Nie wzmacniajmy mitu matki siłaczki
Chiara Mac Call

W razie spadku ciśnienia maseczkę nałóż najpierw sobie, potem dziecku. Komunikat z samolotu dobrze sobie wziąć do serca i zastosować nie tylko w podróży. Jak zadbać o siebie, gdzie szukać wsparcia?

Otwieram słoik z napisem Cierpliwość i Nadzieja, niewiele już tam na dnie zostało. Zasoby wyskrobane, wyjedzone. Od ponad roku dzielimy życie na kolejne lockdowny, nadajemy im numerki, nakładamy je na siebie, za chwilę znosimy. Zaostrzamy, luzujemy. Początkowa ciekawość z pogranicza eksperymentu, jak to będzie ze sobą 24/7 na metrażu, z pracą na podłodze pośród Lego, ustępuje dziś po roku frustracji i zniecierpliwieniu.

Dbamy o zoomy na czas, drukowanie zadań, odpowiedziane maile po 23:00, mycie rąk. Czy dbamy o siebie i własną głowę? Czy potrafimy wyrzucić dziś z siebie myśl, bez poczucia winy, że czasem z całą rodziną na kupie w domu czujemy się paradoksalnie bardzo samotnie? Że mamy dosyć lepienia z masy solnej i znów, bez poczucia „czy to wypada”, uciekamy na długi spacer?

Byłoby zdecydowanie łatwiej, gdyby na horyzoncie widniały konkretne daty, gdyby w tunelu zielone światło już zwiastowało nadejście końca covid story. Ale gdy za zakrętem widać kolejny zakręt, a góra, na którą się wspinamy, niekoniecznie się wypłaszcza, warto zainwestować w siebie, poszukać wsparcia, zastanowić się, co mnie i bliskich wzmocni emocjonalnie. Odpowiedzi na te pytania szukam w rozmowie z Dorotą Mintą, psychoterapeutką i psycholożką dzieci i młodzieży.

Ilustracją naszej rozmowy są zdjęcia fotografki Chiary Mac Call, która uwieczniła rodziny podczas kwarantanny w Anglii. Swój projekt Life Through Windows rozpoczęła pierwszego dnia lockdownu, gdy spacer był jedyną dozwolona formą. Umawiała się z mieszkańcami na portrety przez okno, co pomagało zarówno im, jak i jej, przetrwać ten trudny czas.

Mam wrażenie, że jesteśmy w pandemii w jakimś zwrotnym momencie. Najpierw był strach, jak to będzie. Dla wielu wręcz ciekawe odkrycie slowlife, dla niektórych trochę taki eksperyment społeczny, czas wzmocnienia rodzinnych więzów. Dziś, po roku, większość mówi: mam dość, nie mam już sił i cierpliwości. Czuję często rodzicielskie wypalenie.

Ja cofnę się o rok, bo wtedy uruchomił się w nas taki atawistyczny mechanizm, który pomaga człowiekowi przetrwać kryzys. Wynika on ze strachu, ale mobilizującego nas do działania (pamiętamy te zakupy makaronu, papieru, maseczek), międzysąsiedzką pomoc. Też odkrycie rodzinnego czasu, pieczenia chleba, w sumie fajnie, bo nie trzeba iść do biura, można pobyć cały dzień w dresie…

On dziś już mniej cieszy!

Dokładnie. To była taka mieszanina nowości i strachu, która dawała napęd. Mam spostrzeżenie, że w ubiegłym roku ludzie potrzebowali wsparcia, ale bardziej takiego „przegadania”. Czułam już wtedy – i tu podpierałam się badaniami robionymi po epidemii SARS w Azji – że prawdziwy problem pojawi się za rok – tamte badania pokazały, że około 20% społeczeństwa cierpi na PTSD (zespół stresu pourazowego), który się pojawia od pół roku do dwóch lat po przeżyciu traumy. Tamta wiedza pozwala nam na lepsze radzenie sobie z tym, co się może zadziać. A dodatkowo jest takie zjawisko psychologiczne zwane posttraumatycznym wzrostem, które sprawia, że duża część z nas ma takie predyspozycje, by zrobić coś już teraz, aby z tą traumą sobie poradzić, wyjść z niej obronną ręką.

Ale widzę w nas mniej entuzjazmu.

Tak, jesteśmy trochę znużeni tym dziwnym rokiem i zapominamy o rzeczach, które paradoksalnie rok temu nas ratowały. Przypomnij sobie, jak w zeszłym roku ludzie się spotykali na zoomach, robili sobie zoom-kolacje, były balkonowe koncerty. Stworzenie wokół siebie takiego opiekuńczego kręgu jest czymś, co nam bardzo pomaga przetrwać. Takie plemię, kawałek wioski, na którą możemy liczyć. Często nie doceniamy bycia użytecznym, pomagania innym – to właśnie nam teraz może pomóc.

Pierwszy krok to wyjść ze skorup do ludzi?

Tak, każdy w swoim zakresie. Przescrolluj sobie listę znajomych, zadaj sobie pytanie: do kogo dawno nie dzwoniłam? Jak ta druga osoba sobie dziś radzi?

Mnie było łatwiej, gdy miałam jakiś punkt na horyzoncie czasowym. Zobaczycie, że od marca 2021 to… A po wakacjach to już na pewno odpalamy przycisk start… Potem ten moment się rozpłynął. Trudniej, gdy lubi się w życiu kontrolę i przewidywalność.

Wielu ludzi, zwłaszcza tych pracujących w dużych firmach, gdzie są poukładane grafiki, czuje dojmujący brak kontroli. Nie jesteśmy, szczególnie w naszym kraju, w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądał kolejny dzień, mamy chaos i brak strategii. Nawiązując do daty, wiesz – my chyba w dużym stopniu wypieraliśmy ze świadomości to, kiedy się covid skończy, naprawdę dużą naiwnością było myślenie, że to się skończy wiosną.

Może takie myślenie pomaga?

Pomaga tu i teraz, ale z drugiej strony nie budujemy długofalowej strategii. Mało kto rok temu zastanawiał się, jak zmienić naszą prace totalnie, jak się dostosować, a nie tylko czekać, aż wróci w starej formie. Łatwo powiedzieć, ale to motywuje do rozmów, do jakiejś strategii rodziny. Druga rzecz – głównym motorem naszego działania nadal jest lęk i próba odzyskania kontroli. Jest ona bardzo silna i jak pokazują badania – zwłaszcza wśród matek, niezależnie od kraju – w dużym stopniu to kobiety wzięły na siebie odpowiedzialność, by dom jakoś działał w czasie izolacji. To one organizują życie domowe – badania amerykańskie mówią, że tylko 30% mężczyzn ma swojego laptopa w kuchni z dziećmi. I ta kobieta zaczyna się powoli przewracać, nie można przez rok być w stanie alarmu.

Co nam jeszcze nie pomaga? Pytam z nastolatką w drugim pokoju.

Mamy przy sobie małe dzieci. Choć w naprawdę dramatycznej sytuacji są właśnie nastolatki. To czas, kiedy się wychodzi z kręgu bycia przyczepionym do rodzica, idzie się w świat.

I te dzieci w świat nie poszły.

I być może nie pójdą w tym roku szkolnym. Niedawno szef UNICEF wręcz użył określenia stracone pokolenie o sytuacji nastolatków w wieku 11-18 lat. Rok zaburzonego funkcjonowania będzie wymagał ogromnej pracy, też rodziców, nauczycieli, psychologów. Pracuję razem z innymi psychologami i widzę w innych gabinetach, że te dzieciaki są naprawdę emocjonalnie rozwalone. Posypali się nawet introwertycy, pojawiają się lęki społeczne. Znam nastolatki, które od wielu miesięcy nawet nie wyszły z domu. Wiesz dobrze, że u niemowlaka izolacja od rodziców powoduje chorobę sierocą, u nastolatków brak kontaktów z rówieśnikami to objawy jakby „osierocenia społecznego”. Brak strategii spowodował, że szkoła, nauczyciele nie mieli jak się przestawić. Co nam da prezentacja o koszykówce na lekcję WF? Inny nauczyciel powie: idźcie na długi spacer i przyślijcie mi zdjęcia ze spaceru. Może lepiej powiedzieć dziecku: zalicz ten rok. Jakoś. I lepiej wyjdź z dzieckiem na spacer.

To pogadajmy o tym, jak sobie w rodzinie pomóc. Zacznijmy od tego, że nie każdy umie głośno przed sobą się przyznać, że ma dość. Usłyszałam ostatnio od koleżanki: kocham swoje dzieci, ale nie umiem już odnajdywać radości z bycia razem z nimi. Czasem rodzina to już nie jest to plemię, które daje napęd.

Matkom, które mają obok partnera, powiedziałabym tak: zamień się, tupnij nogą, jeśli trzeba. Wyjdź na spacer w pojedynkę, włącz muzykę, audiobooka, odizoluj się. Takie upomnienie się o prywatność jest niezwykle ważne, nie każdy ma dużą przestrzeń, ogranicza nas czasem naprawdę mały metraż. Zróbcie rodzinną naradę, by sobie to szczerze powiedzieć. Dzisiejsze matki mają skłonność do brania na siebie za dużo, do bycia idealnymi i stawiania nadmiernych wymagań. Nie, i to zwłaszcza nie teraz! Ta analogia do maseczki tlenowej podanej w samolocie – najpierw sobie, potem dziecku – jest tu bardzo na miejscu. Dużo z nas o tym zapomniało. I prośmy odważnie o pomoc, bo to dowód na mądrość, a nie porażka.

Obniżamy poprzeczki, dobrze nam to zrobi i po pandemii. Co jeszcze?

Podzielmy dzień na interwały: w którym momencie jest chwila przerwy dla wszystkich? Wiele osób na zdalnym wpada w rytm pracy całą dobę, z przerwami na lekcje i obiad. Z doskoku. Nie. Powiedzmy sobie, że godzina X jest moim końcem pracy, nie odbieram potem maili.

Fajnie, jeśli da się faktycznie popracować efektywnie przy dziecku, zwłaszcza mniejszym…

To kolejna rzecz. Trzeba umieć powiedzieć otwarcie i asertywnie dziecku: teraz nie mam dla ciebie czasu. Bo jak ono ma to zrozumieć: jesteś fizycznie w domu, a mówisz mu, że jesteś w pracy? Praca dla niego to wyjście do biura. Wytłumaczmy to dziecku, powiedzmy wprost, że sobie z czymś nie radzimy, że jesteśmy zmęczone. Nie wzmacniajmy mitu matki siłaczki, ogarniaczki wszystkiego, bo dziecko też wyrobi w sobie poczucie, że musi wszystkiemu w życiu sprostać, że nie może się żalić.

Kolejna opcja to wizyta u specjalisty. Zwiększył się ruch?

Tak i w pandemii jedyną barierą jest dostępność czy finanse, już nie odległość. W poradniach publicznych czeka się miesiącami, ale podobne kolejki są też w prywatnych gabinetach. Bariera typu „to wstyd pójść do psychologa” już na szczęście praktycznie zniknęła. Obecnie pracuję nad większym projektem – przyjaznym spa dla głowy – miejscem, dokąd można przyjść, ale też przyjechać sobie na kilka dni, popracować nad swoim dobrostanem psychicznym w pojedynkę lub w parze.

Dla siebie samej polecasz zdrowy egoizm. A rodzinnie? Nowe pasje, nowe rytuały?

Znasz moją Małgosię (Małgosię Mintę, dziennikarkę kulinarną i córkę Doroty – przyp. red.) i wiesz, że dla nas stół ma ogromne znaczenie. Siądźmy razem wieczorem, zjedzmy razem. A może codziennie niech ktoś inny wymyśla, co jemy, co razem gotujemy? Nawet kilkulatek. Znam rodzinę, w której każdy wybiera wieczorny seans filmowy dla innych, to angażuje dzieciaki, integruje. Także wygrzebywanie swoich dawnych pasji zdecydowanie nam pomaga. Zobacz, ile ludzi teraz ćwiczy jogę, wraca do gry na instrumencie. Znam rodzinę, która spisywała to, co jadła przez rok, i wydali sobie na święta własną książkę z przepisami. Genialne! Zostanie im pamiątka trudnych czasów, świadectwo „zobacz, poradziliśmy sobie”. Zbieranie takich dowodów jest bardzo ważne. Jest coś jeszcze: okazujmy sobie wdzięczność – pod koniec dnia warto pomyśleć i powiedzieć na głos, co fajnego się dziś wydarzyło, za co jesteśmy wdzięczni konkretnej osobie.

A to nie jest łatwe. Czasem robię to ćwiczenie z dziećmi.

Tak, ale to nie muszą być wielkie rzeczy, a my często właśnie takich szukamy. A może ktoś robi najlepszą jajecznicę czy powiedział dziś coś tak zabawnego, że reszta kwiczała ze śmiechu? Albo poranna kawa dla innej osoby. Pokazujemy tym dzieciakom, że życie nie składa się tylko z widowiskowych, spektakularnych wydarzeń. Na świecie dużo jest robionych badań o nas w pandemii, co mnie cieszy. Widać w nich, że my dotąd byliśmy dość butni, mieliśmy przekonanie, że wszystko możemy, że ze wszystkim damy radę. Ciągle się wspinamy, do góry – żyjemy przecież w kraju, który nie doznał takich kryzysów jak na przykład w Stanach w 2008 roku. Zatraciliśmy trochę krytyczne spojrzenie na świat i też nie uczymy tego dzieci. Że nie wszystko jest dostępne, że coś trzeba odłożyć, z czegoś zrezygnować, że nie zawsze jest po naszej myśli. W obliczu utraty pracy w pandemii nauczmy się też z dziećmi rozmawiać o finansach, o tym, że nie na wszystko nas teraz stać.

Wspominałaś o spacerze. 

Tak, są badania, które pokazują, że spacer w towarzystwie działa jak antydepresant. Trzy lata temu zrobiono badanie na trzech grupach – ci, którzy oprócz psychoterapii mieli też zalecony spacer, byli w dużo lepszej kondycji. Spacery i to bez telefonów w rękach! To też świetna terapia dla pary, jeśli jest taka możliwość, żeby czasem wyjść bez dzieci. A jeśli ciągniemy na ten spacer nastolatka, dajmy mu wybór, z kim z rodziców chce wyjść. One też potrzebują, zwłaszcza w rodzeństwie, tej wyłączności z jednym rodzicem.

Czyli Polacy do lasów. Solo, we dwoje, z dziećmi. To chyba dobra odezwa na majówkę. Dziękuję, Doroto za rozmowę !

*

Nawet jeśli myślimy, że covid story dłuży nam się niemiłosiernie, pamietajmy, że każdy, nawet kiepski i przydługi serial o życiu, ma swój koniec. Jesteśmy dalej, niż bliżej. A może macie jakieś swoje patenty, jak wzmocnić głowę? Podzielcie się w komentarzu.

*

Dorota Minta: Psychoterapeutka, psycholożka dzieci i młodzieży. Prowadzi terapię dzieci, młodzieży, dorosłych i terapię par. Pracuje z osobami LGBT. Pasjonuje się psychologicznymi uwarunkowaniami kultury kulinarnej Polski i Europy. Współzałożycielka polskiego Slow Food.

 

Chiara Mac Call – fotografka o włoskich i irlandzkich korzeniach. Znana z zaangażowanych społecznie projektów. Jak sama przyznaje fotografowanie rodzin podczas lockdownu pomogło jej samej w trudnej rozłące z chora matką we Włoszech, której nie mogła z powodu pandemii odwiedzić. Mieszka i tworzy w Bedford.

Dodaj komentarz