guut współpraca

Nie mieliśmy jeszcze ani jednej nocy bez dzieci

Podróżniczy konkurs z Guut

Nie mieliśmy jeszcze ani jednej nocy bez dzieci
Luiza Stosik-Turek

Jeśli po powrocie z wakacji z dziećmi marzycie o tygodniu urlopu, by odpocząć, rozumiemy ten stan. Ale też chętnie posłuchamy wprawionych podróżników, którzy do tej pory nie spędzili ani jednej nocy bez maluchów. I dobrze im z tym!

Dziś stoimy w blokach startowych w wakacyjnym maratonie. Czekaliśmy na lato i na wyjazdową normalność, wygłodniali po lockdownach szukamy, kombinujemy, wyznaczamy trasy, sprawdzamy możliwości. Chcemy zachłysnąć się innym klimatem i otoczeniem. W ferworze przygotowań pakujemy dzieci, ważymy plecaki, robimy testy. Zabieramy też apteczki, myśląc o tysiącu chorobach, które mogą się wydarzyć ciekawskiemu i energicznemu dwulatkowi. Co może pójść nie tak?

O sobie myślimy rzadziej – cud, jeśli wizualizując swój relaks, złapiemy do podręcznego jeszcze książkę. Na miejscu ustępuje stres po pracy, organizm zaczyna się oswajać i… łapiemy chorobę. A gdyby tak przygotowania do wakacji zacząć miesiąc wcześniej? Zadbać odpowiednio o siebie, o układ immunologiczny, wspomóc mikroflorę, by nie martwić się potem wakacyjnymi niespodziankami? Markę Guut przetestowałyśmy redakcyjnie i tego lata saszetki z suplementami pakujemy do apteczki, myśląc najpierw o sobie. I nie słuchamy rad dobrych cioć, które patrząc na rodzinny tabór w aucie załadowanym po dach, kiwają głową, powątpiewając w relaks z kilkorgiem dzieciaków. Odpoczniecie po powrocie… Nie, bo zamierzamy wypocząć tu i teraz. Grunt to dobre przedwakacyjne przygotowanie, sprytna apteczka i parę podróżniczych tipów. Jak choćby te od Luizy i Bartosza z ekipy Tu i Tam. Podróżują z malutkimi dziećmi po świecie i nie widzą lepszej formy wakacji. Jak oni to robią? Oto ich wizja wakacji.

Dla was nigdy nie było wątpliwości, by przestać podróżować, gdy pojawiły się dzieci. Czy jest to auto, czy samolot, czy hałaśliwy Neapol lub Tajlandia, czy zdobywanie samotnych szczytów górskich w Alpach – jesteście razem. Jak to robicie?

To prawda, lubimy powtarzać, że od zawsze wiedzieliśmy, że jak urodzą się dzieci, nie chcemy przerywać podróżowania. Wiedzieliśmy, że odkrywanie świata to będzie najpiękniejsze, co możemy im dać. Ale też zdajemy sobie sprawę, że mamy ogromny przywilej, że mogliśmy. Że nasze dzieci są zdrowe, że my jesteśmy zdrowi, że mogliśmy korzystać z uroków pracy zdalnej na długo, zanim to stało się tak powszechne.

Pamiętam, jak podczas naszej półrocznej podróży autem po Meksyku z kilkumiesięcznym bobasem ludzie pytali nas, jak to jest podróżować z dzieckiem. Odpowiadaliśmy, że jest trudno, dokładnie tak samo jak żyć z dzieckiem. Wszystko jest kompletnie inne, nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, czy gorsze, czy lepsze, ale inne. 

Niektórzy narzekają, że urlop z dziećmi to już nie są wakacje. Jak to definiujecie?

Wakacje są wtedy, kiedy możemy odciąć się od codzienności, kiedy możemy zapomnieć o tym, jaki jest dzień tygodnia, i że gdzieś tam jest niekończąca się lista rzeczy do zrobienia. Czasem chcemy poleniuchować, nic nie robić, poleżeć z książką, albo po prostu popatrzeć w drzewa i chmury – i wtedy są wakacje. A czasem mamy ochotę na przygodę, na jechanie samochodem w nieznane, na nieplanowanie noclegu, spanie w namiocie, mycie się co trzy dni, i wtedy też są wakacje.

Jesteście daleko od rozwiązań all inclusive z kids klubikiem. Byliście kiedyś na wyjeździe zorganizowanym? Znam rodziców, którzy mówili „never”, a przy dwójce zmienili zdanie i twierdzą, że tylko tak są w stanie chwilę odpocząć.

Faktycznie, nie byliśmy nigdy na żadnym zorganizowanym wyjeździe. Naturalnie z wyboru, choć oczywiście w pełni rozumiem, jeśli ktoś na takie wyjazdy jeździ, i myślę, że to też superpomysł na spędzenie czasu razem. Od zawsze mamy coś takiego, że nie potrafimy usiedzieć w miejscu, ale faktycznie, odkąd mamy dzieci, coraz częściej sobie na to pozwalamy, więc być może kiedyś pojedziemy nawet na all inclusive, kto wie! Kids club chyba odpadnie, bo nasz starszy syn to indywidualista i wrażliwiec, zanim przyzwyczaiłby się do nowych ludzi, pewnie już musielibyśmy wyjeżdżać!

Wyzwania w podróży są zawsze. Niespodziewana choroba, nuda, która nie umila długiej podróży autem, deszczowa pogoda. Macie tu jakieś patenty?

Pamiętam, jak pojechaliśmy w pierwszą dłuższą podróż z dwójką dzieci, do Tajlandii i Kambodży – z trzyipółlatkiem i ośmiomiesięczniakiem. Przez pierwszy tydzień byłam na siebie zła, że zdecydowaliśmy się na tę podróż, bo twierdziłam, że to się po prostu nie może udać z dwójką dzieci. Ale po czasie oczywiście i tego się nauczyliśmy. A patenty? Od jakiegoś czasu śmieję się, że najlepszą zabawką dla naszego dziecka są nożyczki. Praktycznie od zawsze zabieramy je ze sobą. Gdy syn miał 2 latka, ciął z zamiłowaniem ciastolinę, potem miał etap, w którym przycinał z pasją nożyczkami trawę albo jakieś inne roślinki, zresztą wciąż go to zajmuje. Zwykle nie bierzemy za dużo zabawek. Raczej standardowo – nożyczki, kredki i trochę papieru, książki do czytania, może jakaś książka z naklejkami, ze dwa pudełka ciastoliny. Resztę znajdujemy na miejscu, a za zabawki służą nam pudełka, buteleczki itd. Na szczęście nasze starsze dziecko, wychowane w leśnym przedszkolu, największą zabawę ma z przysłowiowego patyka i to bardzo ułatwia sprawę.

Jazdę autem staramy się zawsze organizować tak, by dzieci spały, często wybierając przejazdy wieczorne lub nocne, lubimy to rozwiązanie. Poza tym uwielbiamy audiobooki i słuchowiska.

Pakowanie: macie tu jakieś tipy dla podróżników?

Tu nie jesteśmy jakoś wyjątkowo dobrze zorganizowani. Zazwyczaj pakujemy się na ostatnią chwilę, zawsze z listą w ręku, bo inaczej nie wzięlibyśmy połowy rzeczy. Pamiętam, że na pierwszy wyjazd z dzieckiem pakowałam się bardzo dokładnie, i syn miał osobną torbę, ze wszystkimi głupotami typu waciki czy odciągacz kataru. W torbie było naprawdę wszystko, tylko… torby zapomnieliśmy zabrać ze sobą.

Przed podróżą czasem zapominamy o sobie, by dużo wcześniej zadbać o swój stan zdrowia, wzmocnić odporność – zwłaszcza, jeśli jedziemy do dalekich krajów. Apteczka to jedno, a szukanie informacji i wiedzy o kraju to drugie. Poznajecie kraj, zanim do niego traficie?

Jadąc gdzieś dalej czy w mniej popularne miejsce, lubimy poczytać, najchętniej jakieś reportaże. Na blogach szukamy praktycznych informacji, choć tak naprawdę dawno już minęły czasy, w których trzeba szukać informacji przed wyjazdem. Chyba nie ma miejsca na świecie, gdzie nie działa internet i gdzie w ciągu kilku chwil nie moglibyśmy znaleźć wszystkiego, czego szukamy. Tak, staramy się choć odrobinkę myśleć o sobie przed wyjazdem. Zawsze też bierzemy jakieś książki dla siebie, choć często, oczywiście, wracają nieprzeczytane!

Babcia wparowuje i zabiera wam dzieci na tydzień: dokąd jedziecie tylko we dwoje?

Jesteśmy z tych, którzy jeszcze nie spędzili ani jednej nocy sami, bez dzieci. Ale jeśli mam marzyć, to może A Coruña w Hiszpanii, żeby powspominać dawne czasy, kiedy tam mieszkaliśmy? Albo po prostu jakieś miłe miejsce, całkiem bez zasięgu!

Tego wam życzę!

Pozostawiamy w tyle malkontenta, który szepcze do ucha, że się nie da. Że jak podróże, to zapomnij o relaksie przy maluchu. Cóż, może wystarczy dobrze się przygotować? A do tego inaczej definiować pojęcie relaksu i odpoczynku? Da się!

Na dowód tego zapraszamy was do udziału w konkursie i czekamy na wasze wakacyjne opowieści w komentarzach: podzielcie się z nami patentami na rodzinne wakacje z małymi dziećmi: macie coś, co ułatwia podróżowanie? Coś, co gwarantuje relaks czy usprawnia logistykę? Coś, co sprawdza wam się od lat?

Na odpowiedzi czekamy do 16 lipca do końca dnia, a nagrodą są dwa zestawy od marki Guut – Metabolism i Immunity, zgrany wakacyjny duet.

WYNIKI: Ania, brawo za ogarnianie ekipy i pomysłowość, szerokiej drogi, prezent leci do was!

Materiał powstał we współpracy z marką Guut.

 

 

Regulamin naszych konkursów znajdziecie tu.

Dodaj komentarz