edukacja

Montessori w lesie

Dzikie Dzieci

Montessori w lesie

W Gdyni od września działa Leśne Przedszkole Montessori. Dziesięcioosobowa grupa dwu-, trzy- i czterolatków cieszy się bliskim kontaktem z naturą i indywidualnym tokiem rozwoju.

Rodzice recenzują je tak: magiczne miejsce, mogę tu zamieszkać, jest siła i moc. Patrząc na nagrania przedszkolnych aktywności w lesie lub na sianie, większość przywołuje natychmiast miłe wspomnienia z dzieciństwa. Dobrze jest wiedzieć, że dziecko spędziło dzień blisko tego, co naturalne i wspomagające rozwój.

Dziś w naszym cyklu Dzikie dzieci założyciel Leśnego Przedszkola Montessori, Łukasz Szulc opowiada nam o tym, jak to miejsce funkcjonuje, kto co widzi w lesie, oraz co się robi, kiedy nie znajduje się odpowiedniego przedszkola dla swoich dzieci.

*

Drzemka na sianie?

Zdarza się. U nas każde wyjście jest gdzie indziej, kiedyś wybraliśmy się w nieznane tereny i trafiliśmy na ogromne zapasy siana dla koni. Dzieci przez ponad godzinę skakały, rzucały się. Rozłożyliśmy kocyk i zrobiliśmy sobie piknik, a po takich szaleństwach zwyczajnie chce się spać, niektóre dzieci skorzystały z okazji.

Dzieci w naszym przedszkolu nie są zmuszane do spania, jednak jeżeli najdzie je taka ochota, zawsze mogą. Jesteśmy dosyć ruchliwym przedszkolem, więc ciężko określić, kto gdzie zaśnie. Zawsze mamy ze sobą wózek transportowy, więc bywa, że i dwoje dzieci drzemie w trakcie wędrówki.

Leje, wieje, dzieci się cieszą? Czy w tych trudniejszych pogodowo miesiącach też spędzacie 80% czasu na zewnątrz?

80% czasu na zewnątrz to hasło leśnych przedszkoli, ale my nie jesteśmy typowo leśni, jesteśmy też Montessori, co rozkłada się po połowie, czyli w praktyce 3 godziny Montessori, 3 godziny w lesie.
Od 1 września raz zdarzyło się, że wyszliśmy tylko na godzinę. A co zima przyniesie – zobaczymy.

Co robicie w lesie?

Wychodzimy odkrywać nieznane. Każde drzewo, każda kałuża kryje dla dziecka coś nowego i niesamowitego. To my, dorośli podchodzimy do lasu jako tylko lasu. Dla dzieci tak naprawdę jest to wejście niczym w szafę w „Opowieściach z Narnii”. Dzieci znajdują i ekscytują się takimi rzeczami, ponieważ rzeczywiście jest to dla nich nowe. Widzą drzewa, a nawet dziesiątki rodzajów drzew, każde inne, innej wysokości, z innymi liśćmi, wszystko niezwykłe.

Wspomniałeś, że nie tylko jesteście blisko natury, ale działacie również według założeń Marii Montessori. Co to znaczy na co dzień? 

Najbardziej cenię w metodzie Montessori indywidualne podejście do każdego dziecka. Mamy mniej grupowych zajęć, a zdecydowana większość to podążanie i rozwijanie indywidualnych predyspozycji każdego dziecka z osobna. Maria Montessori opracowała metodę, która codziennie zachwyca mnie komplementarnością i dokładnością przemyśleń. Mam wrażenie, że rozłożyła dziecko na tysiące małych kawałków, przeanalizowała i opracowała metodę, która każdy kawałek oddzielnie rozwija, sprawiając, że dziecko dojrzewa całościowo.

Jak wygląda wasz dzień?

Zaczynamy o 7:00 luźnymi zabawami, dzieci schodzą się do godziny 9:00. Wtedy zaczynamy pracę montessoriańską, przy pełnym wyposażeniu placówki. Prowadzi je Pani Małgosia przeszkolona przez Polski Instytut Montessori. Później dzieci jedzą drugie danie i ruszamy do lasu. Po trzech godzinach spaceru każdy z apetytem zjada ciepłą zupę i tak mija nam dzień.

Jednocześnie realizujecie program szkolny oparty na, zgodnej z ustawą, podstawie programowej.

Tak, jesteśmy po pełnym rocznym przeszkoleniu Polskiego Instytutu Montessori. Kurs ten jest zgodny z ustawą.

Skąd pomysł na przedszkole?

Nasza młodsza córka ma 2 lata, starsza 3. To idealny czas aby posłać dzieci do przedszkola, a że marzyło nam się przedszkole, którego w okolicy nie było – zrobiliśmy je sami.

Czego zabrakło wam w innych przedszkolach?

Brakowało natury, spacer przy ruchliwej ulicy nie jest tym, czego chciałem dla moich córek. Polecam książkę „Ostatnie dziecko lasu”, która doskonale opisuje bardzo duży problem dzisiejszego społeczeństwa. Nawet sobie nie wyobrażacie, ile radości daje mi układanie drewna wokół kominka i patrzenie na ogień albo obserwowanie, jak za oknami przebiega gromadka wiewiórek. Odwiedzają nas też często dziki, lisy i konie.

Opowiedz o pięknym otoczeniu, w którym jesteście.

Chcieliśmy znaleźć optymalne połączenie bliskości lasu z łatwością dojazdu. Umiejscowiliśmy się na terenie Kolibki Adventure Park, co daje nam dodatkowe korzyści: stadninę koni, park linowy, domki na drzewach i mnóstwo zagospodarowanej infrastruktury leśnej. To właśnie tu odbywają się najcięższe biegi terenowe i wszelkie przeszkody służą nam za miejsca zabaw.

Jak zorganizowaliście wnętrze? Jest dosyć nietypowe. 

Typowo montessoriańskie, z silnym naciskiem na elementy naturalne, drewniane. Osiemnaście dużych okien, aby połączyć się z lasem. Kominek, który daje niesamowity klimat, do tego dorzuciliśmy lampy „edisonowe” i mamy miejsce, które komentowane jest w następujący sposób: mogłabym tu mieszkać.

Czego was nauczyły pierwsze miesiące funkcjonowania?

Na początku udało się zgromadzić 10 dzieci, co było dla nas bardzo dużym sukcesem. Znaleźliśmy niesamowite miejsce i partnerów, którzy wspierają inicjatywę – Koliblki Adventure Park.

Boimy się trochę, jak dwulatki poradzą sobie z lasem zimą. Widzimy bardzo dużą różnicę między dwulatkami a dwuipółlatkami. Ale żeby wszystko przebiegało sprawnie, zatrudniliśmy właśnie trzeciego opiekuna. Widzimy też większe skłonności chorobowe u najmłodszych. To takie rzeczy, które może będziemy musieli na nowo przemyśleć organizacyjnie.

Kim są wasze przedszkolaki?

Przedział wiekowy naszych dzieci to obecnie 2-4 lata. Nasze przedszkolaki lubią leśne wyprawy. Między dziećmi nawiązują się fajne relacje. Kilkoro z nich jest w pieluchach, ale to żaden kłopot. Przy trzech nauczycielach i dziesiątce dzieci nie stanowi to problemu organizacyjnego.

Szybko odnalazły się w waszych realiach?

Zdecydowana większość bardzo szybko, rodzice mają raczej spore problemy, żeby wyprowadzić dzieci z przedszkola. To właśnie wtedy wylewa się u nas najwięcej łez.

Co was zaskakuje, kiedy patrzycie na dzieci?

Często śmiejemy się, kiedy słyszymy „ubierz mnie mamo” albo „nakarm” – dzieci przy rodzicach starają się nic nie robić. Natomiast okazuje się, że większość bez żadnego problemu sama potrafi się ubrać i rozebrać.

Zaskakuje nas też temat wzajemnego uczenia, trzyletnia dziewczynka bierze materiał montessoriański i pokazuje dwulatce. Wygląda to przezabawnie, wspaniałe jest zaangażowanie obydwu dziewczynek, a przy tym naprawdę merytorycznie wszystko się zgadza.

Fajne są też teksty: „Wiki, idę kupę, idziesz ze mną?”. I tak właśnie mamy po chwili zajęte dwa kibelki, na których dzieci sobie rozmawiają. (śmiech)

Dzieci potrafią zaskoczyć…

W przedszkolu zawsze są owoce i warzywa, całe tony: jabłka, ogórki, marchewki, banany, bo jak jedno weźmie banana, po 3 minutach idzie w ruch kolejnych 9 bananów (śmiech). Jak dwulatka obiera nożykiem ogórka, to też niesamowity widok, oczywiście ogórka zostaje niewiele, ale ile pasji i wysiłku w to wkłada! To piękne.

Przedszkole wydaje się być bardzo otwarte, rodzice czują, że współtworzą to miejsce?

Kawa jest tego świetnym zilustrowaniem. Tyle, ile my jej pijemy codziennie z rodzicami sprawia, że rzeczywiście stajemy się wielką rodziną. Wiemy o sobie bardzo dużo, mimo że jesteśmy ze sobą dopiero niecałe 3 miesiące. Znamy wiele smutków i radości rodzinnych. Rodzice chętnie włączają się we wspólne inicjatywy, w prowadzenie zajęć, przynoszą rzeczy do wyposażenia przedszkola.

Organizujecie się też poza godzinami pracy przedszkola?

Z dziećmi nie, bo one szybko zasypiają i nie ma szans na dodatkowe zabawy. Nawet spotkania typu „Dzień z mamą” trzeba było zakończyć o 18.00, bo dzieci już zasypiały.

Wieczorami Jurtę przejmują zaprzyjaźnione inicjatywy – organizują tu śpiewy dla dorosłych, próby teatralne, imprezy okolicznościowe, słowiańską gimnastykę, itp. Okazuje się, że duży okrągły obiekt z widokiem na naturę jest wymarzonym miejscem wielu lokalnych inicjatyw.

Jakie macie plany?

Powołaliśmy Fundację Leśny Instytut Montessori. Mamy wewnętrzną potrzebę, aby takich miejsc powstawało w Polsce jak najwięcej. Konsultowaliśmy już kilka podobnych idei w Polsce, a niedługo – mam nadzieję – będziemy współtworzyć podobne inicjatywy. Mamy chęci i potencjał, i pewnie zaczniemy od Gdańska.

Życzę powodzenia! 

 

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Szczegóły na temat Leśnego Przedszkola Montessori znajdziecie tu.

 

*

Łukasz Szulc, na co dzień związany z branżą informatyczną, społecznik, zasiadał i zasiada w zarządach i radach takich organizacji, jak: Pracodawcy Pomorza, Gdański Inkubator Przedsiębiorczości „STARTER”, Edukacyjne Centrum Doskonalenia, Pomorski Klaster Informatyczny „INTERIZON”, Komendant-Założyciel Szczepu Skautowego Royal Rangers. Uczestniczył w powoływaniu kilku placówek oświatowych na terenie Gdańska. Odkąd został ojcem, chciał czegoś więcej niż „beton w mieście” – marzył o lesie i Jurcie.