Moje ciało to szkicownik

Rozmowa z Nene von Flow

Każdy centymetr ciała, każda kreska tatuażu coś o niej mówi – jest wspomnieniem ważnych momentów w jej życiu. Sama siebie nazywa Dyrektorem Zarządzającym Domem. Poznajcie Nene von Flow!

Przeszukuję Instagram w poszukiwaniu ciekawych mam z różnych zakątków świata i uwierzcie – nie jest to trudne. Gorzej bywa z ich dostępnością czasową, zbyt szybkie kurczenie się doby to zjawisko międzynarodowe i uniwersalne. Nasila się wraz z ilością małych dzieci w domu. Korzystam więc ze szczęścia, bo Nena znalazła w swoim zabieganiu chwilę dla mnie.

Poznajcie Hiszpankę w Niemczech, mamę trzyletniego Jona oraz posiadaczkę kota o imieniu Paul Newman. Nena na co dzień zajmuje się domem oraz tworzeniem treści, czyli content marketingiem dla różnych marek. Mieszka w małym niemieckim miasteczku Braunschweig. Zgadnijcie, o co zapytam ją najpierw….

Ok, miałam nie zaczynać od tatuaży, ale przyznam, że ciężko oderwać od nich wzrok. Jesteś trochę jak szkicownik. Masz jakiś tatuaż, którego żałujesz?

Ha, ha. Tak, jestem rodzajem kolorowego albumu i naprawdę nie żałuję żadnego z nich. Nawet jeśli wzór podobał mi się kiedyś, to dziś wcale nie musi. To moja własna historia opowiadana na skórze.

Pamiętasz ten pierwszy? 

O tak, pierwszy to zawsze trudna decyzja. To był niebieski kwiat na lewym ramieniu.

Wyglądasz na pewną siebie kobietę, z własnym pomysłem na życie i niespecjalnie zrażającą się opiniami innych. Czy to się przekłada na macierzyństwo? Wiesz, mamy bardzo lubią doradzać innym w kwestii wychowania…

Jestem uodporniona! Szczerze mówiąc, odkąd pamiętam, miałam swój styl i pomysł na wszystko, niezależnie od komentarzy innych. Nie popełniam przestępstwa, po prostu cieszę się życiem z rodziną i przyjaciółmi. Bez uprzedzeń i stereotypów. I na pewno nie używam Instagrama, by doradzał mi w kwestii macierzyństwa. Od tego mam inne bliskie mi osoby!

Lubię twoje hiszpańskie określenie „empresaria del hogar” (zarządzający domem). Ciężko o dokładne tłumaczenie, ale my czujemy, kto tu rządzi. Opowiedz o trzech rzeczach, które lubisz oraz tych, których nie lubisz w byciu mamą pracującą w domu.

No tak, bo jak to inaczej nazwać? Lubię moje „nowe życie”, przyglądać się jak mały rośnie, jak na nas patrzy. I mieć poczucie, że tworzymy coś razem wyjątkowego. A nie lubię, nie będę oryginalna, każda mama to powie: brak snu, brak czasu tylko dla siebie, zmęczenie. Ale wiem, że to się zmieni, jak Jon pójdzie do szkoły.

Czułabyś się nago bez tatuaży? Na zdjęciach często odkrywasz swoje ciało, widać, że nagość to nie jest temat tabu. Czasem prowokujesz. Dostajesz krytyczne komentarze?

Wiesz, to ciekawe, ale ja nie czuję się nago, gdy jestem nago! Uważam, że naturalny stan, to właśnie nasze ciało bez ubrań. Dla wielu nagość otwiera od razu temat seksualności. Do tego dochodzą kwestie religijne, ja się z nimi nie zgadzam, aczkolwiek je szanuję. Nie wstydzę się ciała, a moja miłość do syna jest jak zwierzęcy instynkt. Mamy dużo zdjęć bez ubrań, ale nie jest to dla mnie prowokacja.

To przejdźmy do prozy życia! Twój typowy dzień mamy w Niemczech?

Dziś obudziliśmy się około siódmej. Do 10:30 w domu jest mój mąż, więc to nasz czas we trójkę. Wtedy też robimy zdjęcia, ile się tylko da! Gdy mały się bawi w pokoju, ogarniam mieszkanie, a kiedy idzie na drzemkę zaczyna się mój święty czas na pracę, maile itp. Kiedy synek się budzi zazwyczaj spędzamy resztę dnia w parku, spacerując, rozmawiając. Mój facet Dani wraca około 19.00 i szykujemy razem kolację. Jak Jon zaśnie, nastaje czas dla mamy i taty!

Jaką jesteś mamą? Mówiłaś, że niespecjalnie szukasz porad w kwestii macierzyństwa.

Chyba nie zastanawiam się nad tym i nie staram definiować czy szufladkować swojego stylu wychowania. Wiesz, ja bardzo wierzę w instynkt, w to, co podpowiada mi serce i po prostu daję się temu prowadzić. Natura jest dużo sprytniejsza niż poradniki!

A jaki jest Jon?

To dziecko z wiecznym uśmiechem na twarzy. Serio, on się cały czas uśmiecha! Jest też petardą, jedną wielką energią i chyba nigdy się nie męczy. A jego pasją są samochody, małe, duże, wszelakie!

Twoje serce zostało na Ibizie, często tam jeździsz. Ta wyspa chyba niesłusznie kojarzy się tylko z nocnym życiem i imprezami. Na czym polega magia tego miejsca?

Ibiza jest niesamowita i polecam ją na rodzinne wypady. Imprezy, „duch wolności” to jedna rzecz, ale znajdziecie tu pełno atrakcji również dla dzieci. Nie wiem jak określić jednym zdaniem na czym polega jej sekret – trzeba tu przyjechać i poczuć siłę przyciągania tej wyspy.  

Masz rodzinę rozsypaną po Galicji, Maladze, Ibizie. Do Niemiec przeprowadziłaś się ze względu na pracę męża, który dostał pracę w prestiżowym studio tatuażu. Jak podoba ci się życie w małym niemieckim mieście?

Uwielbiam to miasto! Jest nieduże, pełne kwiatów i częściej słyszę śpiew ptaków niż warkot samochodów. Cieszę się, że Jon może biegać po ulicach bezpiecznie i cieszyć się bliskim kontaktem z przyrodą.

Przenieśmy się w czasie. Twój syn jest nastolatkiem i… mówi ci, że chce zrobić sobie pierwszy tatuaż. Co mu powiesz?

Jeśli jest w odpowiednim wieku, mogę mu polecić najlepszych tatuażystów na świecie, ale niczego nie będę narzucać, ani decydować za niego. Jego ciało, jego życie.

 

Mój syn nauczył mnie…

Jon uczy nas każdego dnia byśmy stawali się lepszymi ludźmi, serio! Nauczył mnie też, co to instynkt macierzyński. To istna magia! Wcześniej zupełnie tego nie czułam, wręcz nigdy nie chciałam zostać matką. A tu proszę, wszystko wywróciło się do góry nogami.

Moja lekcja dla syna to…

Krótko: bądź zawsze sobą i ciesz się życiem. 

Ciesze, że udało nam się porozmawiać. Życzę wam samych wyjątkowych momentów godnych tatuażu!

Rozmawiała: Kasia Karaim

Wszystkie zdjęcia pochodzą z instagramowego konta Neny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.