trendy zjawiska

Baby-tech i rodzicielstwo odpuszczania, czyli nowe trendy parentingowe

Rozmowa z trendwatcherką Moniką Borycką

Baby-tech i rodzicielstwo odpuszczania, czyli nowe trendy parentingowe
materiały prasowe, archiwum prywatne Moniki Boryckiej

Zawsze mówimy ostrożnie o tym, co ma się dopiero wydarzyć – w końcu przyszłość jest nieznana. Ale gdy głos oddajemy Monice Boryckiej, badaczce trendów z trendradar.pl, udaje się nieco uchylić rąbka tajemnicy. Jak będziemy wychowywać, czym karmić i jak usypiać dzieci w 2023?

Świat zmienia się coraz szybciej, także świat rodziców. To, co było jeszcze niedawno wyzwaniem, może za chwilę zostać jedynie wspomnieniem dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji. Nowe zjawiska wpływają na każdą sferę życia na to, co robimy, jak śpimy, co jemy i jak wychowujemy dzieci. Niektóre nowe trendy powodują ciarki na skórze, inne napawają optymizmem i nadzieją. Co czeka nas i nasze dzieci w niedalekiej przyszłości?

W najbardziej zabieganym okresie w roku – w styczniu, który dla trendwatcherów jest kluczowy udało nam się umówić na rozmowę z Moniką Borycką z trendradar.pl i zapytać, co będzie wyznaczać kierunki w biznesie parentingowym oraz stylu życia i przekonaniach rodziców w najbliższych miesiącach.

Zanim zapytam cię, co czeka nas w przyszłości, chciałabym usłyszeć: jakie trendy z 2022 z nami zostaną? 

To był ciekawy rok. Chyba liczyliśmy na wyjście z tzw. permakryzysu, myśleliśmy, że mamy za sobą pandemię, ale pojawiły się kolejne nieoczekiwane sytuacje. Tzw. czynniki zmian, które kształtują trendy, nałożyły się na siebie. Jeśli miałabym wskazać trzy zjawiska z 2022 roku, które z nami zostaną, byłyby to po pierwsze obszar związany z tzw. techno(nie)świadomością. Z jednej strony jesteśmy świadomi, że technologia odgrywa coraz większą rolę w naszym życiu, z drugiej jesteśmy nieświadomi tego, jak głęboko na nas wpływa. Dwa duże trendy technologiczne, które skrzyżowały się w 2022 roku, czyli postęp metawersum (znana z filmów science-fiction koncepcja wszechświata wirtualnego przyp. red.) i przełomy  w rozwoju sztucznej inteligencji (jak np. stworzenie narzędzia Chat GPT przyp. red.), spowodowały, że pojawiły się nowe obszary eksplorowania tych technologii. To na pewno z nami zostanie.

Sądzę też, że pogłębi się trend związany z obszarem zdrowia psychicznego, czyli mental health – tyle że będzie przechodzić kolejne progi. Aktualnie jesteśmy w etapie „recovery” uleczania, czyli poszukiwania zjawisk i pomysłów, które mogą nam pomóc. Na pewno doszliśmy już do tego, że mamy problem ze zdrowiem psychicznym jako rodzice i jako dzieci. Teraz czas na wdrażanie narzędzi uzdrawiających. Trzeci trend, który nam towarzyszył i który na pewno z nami zostanie, to coś, co określiłabym jako podejście do klimatu i do natury. W odpowiedzi na nowe technologiczne doświadczenia poszukujemy kontaktu z przyrodą. Jesteśmy zanurzeni w zagadnieniu zrównoważonego rozwoju, w zielonym rodzicielstwie, ale zamiast martwić się o kondycję planety, przechodzimy do pojęcia tzw. radical hope. Skupimy się na odbudowywaniu przyszłości, na sprawczości i podejmowaniu akcji. W końcówce 2022 roku było widać pewne przełamanie – po latach obezwładnienia, zaczęliśmy dostrzegać wartość w działaniu. Nowym trendem będzie myślenie, że czas kryzysów i dużych zmian to także czas nadziei na odbudowanie świata.

Czy największym trendem 2023 będzie radykalna nadzieja?

Jeśli widzę dwie okładki największych lifestyle’owych magazynów z przełomu roku i na jednej mamy Patti Smith – ikonę pokolenia boomerów, która mówi w Harper’s BAZAAR o radykalnej nadziei, a z kolei w Vogue mamy Billie Eilish i hasła takie jak klimat oraz radykalna nadzieja, to nie mam wątpliwości, że będzie to mocny trend. Dwie przedstawicielki skrajnie różnych pokoleń mówią tym samym głosem. Ewidentnie jest w nas niewyrażona potrzeba posiadania dużej nadziei, wypatrywania pozytywów – co wiąże się dla mnie z zeitgeistem poszukiwania prostych wartości  w obszarze rodzicielstwa. Mamy tu kilka nowych mikrotrendów: nienapinanie się, mniej wybujałych atrakcji dla dzieci, party urodzinowe w starym stylu, bez sal zabaw i animatorów, ze zwykłym tortem, w domu i z bliskimi. Widzę także powrót do traktowania nudy jako elementu, na który rodzice się już nie obrażają, a do którego wręcz zachęcają swoje dzieci.

W czym objawia się trend na odpuszczanie?

Jest np. taki mikrotrend na lunch boxy, które nie są już wystylizowanymi kolorowymi bento boxami z pięknie dopasowanymi produktami. Teraz robi się zwyczajne kanapki, bez wycinania ogórka w kształt serduszek. Dzieci nie muszą już jeść superkreatywnie czy kolorowo. Idziemy w kierunku upraszczania. To także powrót do nieprzeładowanych harmonogramów, uwalniania się od parcia na osiąganie czegoś. Nazwałabym to ogólnie trendem „expectation-free parenting”, co jest odpowiedzią na rodzicielstwo eksperckości w każdym obszarze, które się nie sprawdziło i doprowadziło do wypalenia u wielu osób.

Czy powiedziałabyś, że nadchodzi era rodzicielstwa bez skomplikowanych oczekiwań?

Tak, ale nie rozumianego jako sytuację, w której nic nie wkładamy do tego wychowania dziecka. Raczej jako pogodzenie się z faktem, że wspólne życie rodziców i dzieci to czas wzlotów i upadków. To także przyznanie, że mamy za dużo „spinania się” w innych obszarach życia, zatem może nie warto napinać się w kolejnym, jakim jest rodzicielstwo. Chodzi o to, by traktować dzieci jak część normalnego życia, a nie jak projekt do zarządzania.

Jakie jeszcze widzisz „trendujące” tematy?

Megatrendem od kilku lat jest tzw. nostalgia. Ten trend ewoluuje, był bardzo widoczny w czasie pandemii, ponieważ nostalgia jest czymś, do czego się zwracamy w momentach kryzysu. Chcemy poczuć się bezpiecznie – zatem wracamy do beztroskiego czasu swojego dzieciństwa. Dobrym przykładem jest wielka popularność gier planszowych – z jednej strony nasze pokolenie chce wrócić do miłych doświadczeń, z drugiej chodzi o potrzebę życia unplugged i spędzania czasu bez technologii w tle.

Do jakiej nostalgii będą nawiązywać najmłodsi rodzice? Osoby urodzone w 2005 roku już teoretycznie mogą być rodzicami.

Dla tego pokolenia nostalgią będzie wszystko późniejsze niż lata 90. Charakterystyczny był np. trend w modzie na lata 2000, tzw. Y2K. W przypadku Gen Z i Gen Alpha (pokolenie Z, czyli następne po millenialsach, oraz pokolenie Alpha, czyli pierwsze, które urodziło się i osiągnie dorosłość w XXI wieku – przyp. red.) to taki paradoks – powrót do czegoś, czego te pokolenia „jeszcze nie przeżyły” lub tego nie pamiętają, bo nie mogą.

Na czym polega trend „cyfrowy plac zabaw”?

To ciekawy trend, czy wręcz powiedziałabym siła kształtująca rzeczywistość najmłodszych. Współcześni dorośli powoli przechodzą z lęku przed technologiami i obsesji życia unplugged do założenia, że technologia będzie bardzo dużą i ważną częścią życia naszych dzieci. Zaczynamy widzieć, że najmłodsi będą „natywni” w cyfrowym świecie, że będą z tą technologią stale funkcjonowali. Następuje przejście od radykalnego hasła „no screen” do poszukiwania wartościowych treści, oswajania wirtualnej rzeczywistości. Dzięki dostrzeżeniu, że technologia to cyfrowy plac zabaw, zaczynamy powoli akceptować, że nasze dzieci będą używały TikToka, oglądały Netflixa, budowały w Robloxie (rodzaj popularnej internetowej gry – przyp. red.), ale też, że musimy się temu przyglądać z większą uwagą. Będziemy próbowali się tego wraz z dziećmi uczyć, przechodzić przez to wspólnie. Uświadamiać sobie zagrożenia, ale zarazem czerpać z technologii to, co najlepsze.

Czy przewidujesz wzrost popularności usług lub treści związanych z zarządzaniem czasem ekranowym?

Od lat jest to jeden z trendów, a teraz wchodzi do mainstreamu. Umiejętność korzystania z technologii w sposób zrównoważony jest w tej chwili kluczowa. A mówiąc o technologii, nie możemy pominąć tego, jak mocno wkrótce zacznie ona wpływać na edukację.

To, w czym jesteśmy obecnie zanurzeni – czyli sztuczna inteligencja – może wkrótce „zaorać” nam system edukacji.

Nastolatki przy pomocy narzędzi takich jak ChatGPT (rewolucyjny generator treści wykorzystujący sztuczną inteligencję – przyp. red.) mogą jednym kliknięciem wygenerować odpowiedź na zadanie domowe. Już są pierwsze pomysły – na razie w szkołach w Nowym Jorku – by blokować możliwość korzystania z tego czatu. Mamy już pierwsze antypirackie oprogramowania, które wykrywają, czy wypracowanie napisał uczeń, czy może sztuczna inteligencja. Jesteśmy przecież w momencie, w którym postępuje drenaż kompetencji związanych z kreatywnością przez AI (skrót od Artificial Intelligence, sztuczna inteligencja – przyp. red.).

Chcesz powiedzieć, że kwestia rozbudzania kreatywności w dzieciach, o której tyle się mówiło w ostatniej dekadzie, to już przeżytek?

Nie przewidzieliśmy tego, że cały sektor kreatywny może zostać zdrenowany przez sztuczną inteligencję. Wydawało się, że abstrakcyjne myślenie jest czymś, co odróżnia nas od maszyn. Gdy te 1015 lat temu się zastanawialiśmy, w czym nam sztuczna inteligencja pomoże, to dużo mówiono o automatyzacji, kwestiach związanych z przemysłem. Dzisiaj widzimy, że te rozwiązania to zaledwie część obszaru wykorzystania AI. W tej chwili należy sobie zadać pytanie: czy za kilka lat będą potrzebni kreatywni graficy, skoro coraz ciekawsze obrazy i nowe skojarzenia tworzy za nas sztuczna inteligencja? To oczywiście pytanie otwarte, skłaniające do myślenia, na co chcemy postawić w wykorzystaniu AI.

A dziennikarze? Czy ich też zastąpi AI?

(Śmiech) W niektórych redakcjach już zastąpiła. Ale na szczęście w tym wszystkim wciąż mamy bardzo duży faktor na kreatywność. Ze względu na rosnącą rolę AI zastanawiamy się: czym ta kreatywność dzisiaj jest? Jak ją pobudzać? Jak uczyć dzieci kreatywności? Podobnie wygląda kwestia języków obcych – do tej pory był na nie kładziony duży nacisk, to był taki „diament w koronie edukacji”. Myślę sobie – czy za kilka lat te dzieci nie będą mieć zaawansowanych translatorów wbudowanych np. w słuchawki? De facto nie będzie trzeba znać chińskiego, by rozmawiać z Chińczykiem.

Ja mam koleżankę z Chin, z którą rozmawiam przez przenośny translator elektroniczny, i powiem ci, że to urządzenie jest mocno niedoskonałe.

…ale będą coraz doskonalsze. Tu jest inny problem, nad którym powinniśmy się zastanowić: na jakie umiejętności postawić, co wspierać u naszych dzieci? Sądzę, że powinny to być umiejętności artystyczne, związane z kreatywnością, ale też umiejętności analityczne. To ostatnie wydaje się szczególnie istotne w świecie zdominowanym przez technologię, której być może nie zawsze będziemy mogli zaufać.

A współpraca na polu kulturowym? Kompetencja współpracy w wielokulturowej społeczności została wpisana do zaleceń UE dla nauczycieli już w 2005 roku.

Myślę, że to bardzo duże wyzwanie, nie tylko na zachodzie Europy, gdzie społeczeństwo jest zdecydowanie multikulturowe, ale też w Polsce, w kontekście ostatniego napływu migrantów. W najbliższym czasie ważne będzie przejście z „ja” do „my”, przejście ze skupiania się na indywidualizmie, do tworzenia wspólnoty. To duże wyzwanie i dla polskiego systemu edukacji i dla polskich rodziców. Jest ono bezpośrednio związane z innym makrotrendem – „diversity”.  Wspieranie różnorodności pozostanie wciąż mocno ugruntowanym zjawiskiem.

W katalogu marki LEGO na 2023 rok znalazłam taką nowość, zabawkę z klocków: zakład tuningowania samochodów, który prowadzi czerwonowłosy ludzik-kobieta na wózku inwalidzkim.

LEGO totalnie wyczuwa, co jest w trendach, i stara się odejść od podziału na zabawki chłopięce/dziewczęce czy zabawki z genderowym ukierunkowaniem. To zresztą dotyczy całego rynku zabawek – wiele marek będzie mierzyć się z wyzwaniem neutralności płci. Ten trend obejmuje zakres dużo szerszy, niż same zabawki. Neutralne płciowo imiona to już wyraźna tendencja w USA – wynika ona z chęci zostawienia decyzji o tożsamości płciowej dziecku, by w razie na przykład zmiany płci nadane wcześniej imię nie było „problemem”. Modne są „Sam”, „Alex” czy choćby „Billie”, które zabezpieczają różne wybory tożsamościowe. Odchodzą modne jakiś czas temu stylizacje, sesje czy nawet imprezy typu baby shower z okazji odkrycia płci ciąży (tzw. gender reveal – przyp.  red.). Ujawnienie przez spodziewającą się dziecka rodzinę, czy ma się urodzić chłopiec, czy dziewczynka, nie będzie już tematem. Podobnie jak sam temat płci wśród małych czy starszych dzieci. Zagadnienie genderowej neutralności mocno dotyka świata nastolatków, którzy coraz rzadziej definiują się poprzez płeć.

Zapytam wobec tego konkretnie: czy znikną w aplikacjach zakupowych działy „dziewczynka” i „chłopiec”?

To jest krok, przed którym stoją duże marki. Część z nich już zaczęła to do swojej komunikacji wdrażać. Myślę, że mocno pójdziemy w tym kierunku. Rośnie mikrotrend w ramach gender neutrality, który związany jest z towarzyszeniem dziecku w procesie odkrywania tożsamości płciowej.

W serwisie Pinterest coraz częściej wyszukiwanym hasłem są „zabawy, które pomogą dziecku zdefiniować swoją tożsamość”.

Pojawiły się też zabawki terapeutyczne, które mają pomagać w procesie identyfikacji własnej tożsamości płciowej i oswajać tematy transseksualności. To już nie tylko LBGT, ale też „q”, trans, itd. Cały ten trend ma wspomóc samoakceptację związaną z ciałem i seksualnością.

Czy to dotyczy także tzw. ciałopozytywności?

Tak, mamy w związku z tym coraz więcej książeczek dla dzieci na temat samoakceptacji, cielesności, o tym, że ciała są różne. Trend ten dotyczy też edukacji o autonomii ciała – o tym, że dziecko może nie chcieć przytulania i całusów od cioci czy wujka.

Ciekawe, czy przeminie trend na przekłuwanie uszu niemowlakom i małym dzieciom, w ramach ochrony autonomii ich ciała.

Przekłuwanie uszu dzieciom nadal jest praktykowane i tu musimy wyważyć temat – ja też jestem rodzicem i wiem, że często to są decyzje, które dzieci same podejmują: sześciolatki chcą mieć kolczyki. Rodzic sam musi ocenić, czy robi coś ze względu na prośbę dziecka, czy ze względu na własną potrzebę. Na pewno istnieje w obszarze trendu autonomii ciała nacisk na słuchanie drugiej osoby, słuchanie dziecka.

Chciałam cię zapytać o trendy w rozrywce dla dzieci. Byłam niedawno w nowoczesnej sali zabaw, gdzie obecne były korporacyjne marki sponsorów, np. mini-supermarket i zabawkowe paczkomaty oznaczone logo znanej firmy. Czy jest jakiś ogólniejszy trend związany z wkraczaniem przez korporacje do świata dzieci, by do siebie przywiązać przyszłych konsumentów już za młodu?

To, o czym mówisz, nie dotyka obszaru trendów, a raczej stylu komunikacji i marketingu. Na pewno jednak trendem jest poszukiwanie przez firmy nowych punktów styku klienta z marką. Sala zabaw, gdzie dziecko bawi się w zakupy w konkretnym sklepie konkretnej sieci, jest takim poszukiwaniem. Dziecko zapamięta markę i możliwe, że będzie mu ona bliska, gdy będzie wystarczająco duże, by samo robić zakupy czy nadawać paczki. Ale sale zabaw to nie jedyna przestrzeń, gdzie ten proces można zaobserwować – dużo bardziej aktywnie poszukuje się punktów styku w świecie wirtualnym. Bywa, że dzieci znają luksusowe marki z gier online, bo tam awatar ich kolegi sobie kupił np. torebkę z logo Louis Vuitton czy znane sportowe buty. Świat gamingu jest tym przesiąknięty, a dzieci są przesiąknięte grami i wirtualną rzeczywistością, w której nie obowiązują już stare zasady. Czy twoje dzieci np. rozumieją, czym jest ramówka telewizyjna? Moje nie. Zawsze, gdy przyjeżdżają do dziadków i oglądają telewizję, są zdziwione, że „nie można przewinąć” albo wybrać sobie bajki.

A pojęcie marketingu wartości dla klienta? To miał być taki nowy sposób na etyczną reklamę.

Marketing wartości dla klienta mieści się w katalogu trendów pod szyldem „better business”. Chodzi w nim o szukanie nici porozumienia z konsumentem-klientem poprzez odwołanie się do tych samych, wspólnych dla marki i kupującego wartości czy poczucia misji. Przykładem może być tutaj marka Patagonia, która użyła sprytnego chwytu: przekonała wszystkich, że kupując ich produkty, robisz coś dobrego dla planety. Dochody marki się zwiększają, ale jednocześnie prowadzi ona działania i komunikację skierowaną w kierunku wyzwań klimatycznych. Równocześnie pojawia się coraz większa krytyka i wyczulenie na greenwashing. Konsumenci zaczynają rozumieć, co jest marketingową manipulacją, a co realnym działaniem na rzecz planety czy ekologii.

Co jeszcze nas zaskoczy w trendach związanych z rodzicielstwem i parentingiem?

Być może tzw. smart parenting czy hack-parenting, czyli ułatwianie sobie życia w obszarze rodzicielstwa. Trend ten może objawiać się w dziwnych wynalazkach z nurtu baby-tech (czyli technologiach skupionych na obsłudze małego dziecka – przyp. red.), jak choćby popularny teraz dzięki TikTokowi patent na zabawkę imitującą poklepywanie plecków dziecka przez rodzica. Popularne stają się też sensory do monitoringu funkcji życiowych niemowlaka w formie bransoletek, które raportują nam wszystko do aplikacji. Przeglądałam nowości w obszarze baby-tech, jakie pojawiły się na targach CES (Consumer Electronics Show – największe na świecie targi elektroniki oraz nowych technologii – przyp. red.), które odbywają się co roku w Las Vegas i są trochę festiwalem gadżeciarstwa, ale jednocześnie pokazują nam, jakie są aktualne potrzeby rodziców. Pojawiło się tam urządzenie, które za pomocą sztucznej inteligencji i algorytmu identyfikuje za nas, dlaczego płacze dziecko.

Poważnie, powstał podręczny interpretator płaczu dziecka?

Tak, a ponieważ jest oparty na AI, to „uczy się” i jego algorytmy działają z czasem jeszcze lepiej. Może identyfikować, czy płacz dziecka jest z powodu mokrej pieluszki, z powodu głodu, czy niezaspokojonej potrzeby przytulenia. Można by pomyśleć, że mamy trochę taki obraz cyberdziecka, które da się rozpracować algorytmami. (śmiech)

Coś jak Tamagotchi?

Ta technologia pokazuje nam, jakie są potrzeby rodziców – ten trend to informacja o tym, jak czujemy się zagubieni w roli opiekunów noworodków, jak potrzebujemy w tym obszarze wsparcia. Innym zaskakującym gadżetem z targów był autonomiczny wózek, który sam się prowadził, mapował trasę i teren niczym autonomiczny samochód. Pomagał na spacerze rodzicowi, który mógł dzięki temu mieć wolne ręce, gdy np. zaszła potrzeba, by nieść dziecko i pchać wózek jednocześnie. W trendzie smart parentingu i baby-techu mieści się też polski produkt – Brimmu – czyli antysmogowa osłona na wózek z wbudowanym oczyszczaczem powietrza. To kolejny produkt, który jest odpowiedzią na bolączki rodzicielskie. Jeśli mamy zanieczyszczone powietrze, chcemy przed nim chronić dziecko, a nie możemy liczyć na rozwiązania systemowe – musimy sobie jakoś z tym radzić. Oczyszczacz z osłoną na wózek, tak jak bransoletka monitorująca funkcje życiowe, zabezpiecza potrzebę bezpieczeństwa i może być interesującym gadżetem dla wielu rodziców.

Czy dbanie o zdrowie i jego ochrona też są trendem?

Na pewno w tym obszarze budowanie odporności i zdrowy sen są obecnie bardzo mocnymi trendami i zarazem biznesami wartymi miliony dolarów. Począwszy od nawyków snu budowanych u kilkulatków, a kończąc na zdrowym śnie nastolatków – temat zdecydowanie jest obecny. Przy czym jako rodzicie do tej pory skupialiśmy się na śnie niemowlaków. Teraz temat się rozszerza o nastolatków i dorosłych. Im starsze dzieci, tym bardziej zaburzenia snu łączy się z nadużywaniem ekranów i niebieskiego światła, czy uzależnieniem od mediów społecznościowych, którego przykładem może być plaga scrollowania pod kołdrą całą noc TikToka. Są już aplikacje przeznaczone dla nastolatków, zbudowane wokół tematu bezsenności. Dużo się dzieje w obszarze sensoryki, technologii użytkowej związanej ze zdrowiem psychicznym i zdrowym snem. Na Dutch Design Week widziałam lampy, które mają imitować wschody i zachody słońca i pomóc w regulacji naszych nawyków związanych z odpoczynkiem. Dla osób cierpiących na bezsenność, osób z problemami z melatoniną – rewelacja.

Jest jakiś trend spożywczy wart uwagi?

Moją uwagę przykuło mleko wegańskie dla niemowląt – mieszanka oparta na roślinnych składnikach.

A kwestie związane z podróżowaniem? W pandemii mieliśmy modne mikrowyprawy, renesans lokalności i boom na kampery. A teraz?

Utrzyma się moda na mniej ekscytujące, uproszczone formy wypoczynku. Mniej latania na drugi koniec świata, mniej przysłowiowych Disneylandów, a więcej budowania świadomej relacji z dziećmi podczas przeżywania całkiem zwyczajnych wycieczek. Ważniejsze niż kierunek podróży będzie przeżywanie czegoś wspólnie. Nieważne gdzie, ważne z kim i jak.

Na koniec zapytam, co ciebie najbardziej zaskoczyło z tych nowych zjawisk, trendów i wynalazków?

To rzecz bardzo futurystyczna: zjawisko na pograniczu biotechnologii i rodzicielstwa, czyli temat narodzin przyszłości i pojawiające się pytanie: jak w kontekście rozwoju technologii będziemy się rodzić i jak w związku z tym zredefiniować pojęcie rodzica? Kto będzie „mamą” jeśli powstanie na przykład sztuczna macica? Ten temat był bardzo widoczny na wszystkich wydarzeniach, na których byłam obecna w zeszłym
roku. Jest mocno spięty z rozwojem  nauki.

Biotechnologia, syntetyczne zarodki, prowadzone prace nad sztuczną
macicą, a w tle tego wszystkiego przewidywana epidemia niepłodności,
która będzie dużym wyzwaniem dla całej ludzkości – to wszystko się z tym zjawiskiem łączy.

Już pojawiają się wokół tego tematu zagadnienia takie jak post-human feminism, który rozważa, jak będziemy rozmawiać o feminizmie w czasach, gdy kobieta przestanie być jedyną istotą, która może rodzić. To wszystko brzmi bardzo futurystycznie, bo biotechnologia i syntetyczna biologia są jeszcze mniej przystępne niż nawet sztuczna inteligencja. Myślę jednak, że z czasem się to zmieni i będziemy świadkami tego, jak kolejne przełomy naukowe mogą zmienić świat. Przewiduję też, że wzrośnie zainteresowanie tematem niepłodności. Myślę, że wkrótce zostanie on zaopiekowany w kulturze tak, jak został podjęty temat czwartego trymestru i połogu. W ostatnich 2–3 latach doszło do pewnego przełomu – pojawiło się wielu influencerów, mediów i instytucji, które podjęły się oswajania traumy porodowej i odczarowywania połogu. Od razu pojawiły się marki, które wokół tego tematu lokują produkty i usługi. Myślę, że podobnie zacznie się postrzegać zagadnienie niepłodności – choćby dlatego, że łączy się z przełomami w technologiach reprodukcyjnych. Kiedy doczekamy się pierwszej sztucznej macicy? Prace są zaawansowane. Niewykluczone, że zaskoczy to nas podobnie jak dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji.

Dziękuję za rozmowę.

*Monika Borycka – trendresearcherka, analityczka innowacji i pasjonatka przyszłości. Założycielka TrendRadar, pod szyldem którego przybliża wiedzę o trendwatchingu. Wykładowczyni (UJ, AGH, Akademia Leona Koźmińskiego), opiekunka merytoryczna studiów Trendwatching&Futures Studies na AGH. Ma dwoje dzieci, mieszka w Krakowie.

Dodaj komentarz