Minimalizm tu nie mieszka

Rodzinny dom Marzeny i Kacpra

Redakcyjny marzec w duchu minimalizmu kazał nam posprzątać w szafach, zwrócić się w stronę filozofii zero waste i zainspirować wnętrzami, w których mniej znaczy więcej. Ale przyszedł dziki kwiecień... Sprawdzamy, czy na pewno w sercu nam nie zagra na widok kolejnego bibelotu z historią w tle czy ściany zakurzonych ramek z odciskami małych rąk na szkle?

Odwiedzam dziś dom Marzeny i Kacpra, właścicieli sklepu Madeforhome. Dom, w których słowo minimalizm znajdę jedynie w słowniku, wciśniętym gdzieś pomiędzy książki i albumy. Pardon, dużo książek i albumów. Spogląda na nas wielość przedmiotów, skarbów, pamiątek, ceramicznych wazonów, drewnianych dekoracji i plakatów. Kot ze zwinnością akrobaty stąpającego po linie przechadza się slalomem pomiędzy szklanymi wazonami i doniczkami rozstawionymi to tu, to tam. Na pewno przygarnie go na drzemkę jedna z wielu poduszek, które przykrywają zabytkową kanapę. Zielono tu i przytulnie. Może więc antonimem do minimalizmu nie zawsze jest zagracenie i przesyt?

W tym świecie kolekcjonera, miłośnika pchlich targów jest pomysł na wnętrze i metoda. Zbierać rzeczy trzeba umieć, znać granicę między kolekcją a zbieractwem, między przytulnością a przygnieceniem ilością. Z radością, wcale nie minimalistyczną, zabieram was na tour po mieszkaniu Marzeny i Kacpra.

Jedni potrafią odpocząć tylko w czystej, minimalistycznej przestrzeni rodem ze skandynawskich kont na Pintereście. A inni z bazarku wracają z kolejnym wazonikiem z Ćmielowa, na parapecie pojawia się enta doniczka. Kiedy odkryliście, że dekorowanie domu jest tym czymś, co kochacie robić, też zawodowo?

Kocham to od zawsze, mam ciągłą potrzebę kształtowania rzeczywistości wokół siebie więc chyba to wynikło jakoś naturalnie. Kacper lubi tworzyć, kombinować, dlatego wszystkie rzeczy od strony technicznej wziął na siebie. Zawodowo zaczynaliśmy jedenaście lat temu. Początkowo jako pracownia reklamy. Dalej po niecałym roku otworzyliśmy sklep internetowy by mieć jakąś odskocznię od rzeczywistości i tworzyć rzeczy jakich nie mogliśmy znaleźć w innych sklepach. Na dzień dzisiejszy ta odskocznia stała się naszą rzeczywistością (śmiech).

Są mieszkania, które od progu mówią więcej o właścicielach, niż tysiąc słów. Wystarczy spojrzeć na ściany, na dobór książek, na pamiątki, zdjęcia. Co wasze mieszkanie mówi o tobie?

Nasze mieszkanie jest fuzją zainteresowań i pasji. Fotografia, grafika, starocie, rośliny i kwiaty. W różnym natężeniu, ale ciągle wzajemnie się przeplatające. Dużą radość odnajdujemy w tworzeniu i dopasowywaniu przedmiotów użytkowych pod swoje potrzeby więc i tego też nie brakuje. Jak część naszych obserwujących zauważyła lubimy ciągły ruch i jedyną stałą w urządzaniu domu jest…zmienność. 

 

Nie muszę pytać, czy lubicie pchle targi. Masz tak, że potrafisz sobie czegoś odmówić, a potem łapiesz się za głowę i żałujesz? 

Nie ma czegoś takiego. Jeżeli coś zauważę, co do mnie przemawia, muszę to mieć. Kacper wyczuwa moje nastawienie i raczej rzadko blokuje moje pomysły. Gdy nie jestem czegoś pewna – nie kupuję.

Mam tak, że jak kupię starą rzecz zaraz myślę jaka jest za tym historia, kto się tym bawił, kto na tym fotelu siedział…

Są przedmioty, po moich dziadkach, z którymi jestem związana emocjonalnie, które mają swoją historię. Przy pozostałych elementach nie skupiam się na tym czym były, a raczej to, co mogę z nimi zrobić tu i teraz. Jak mogę je wpasować w swoją rzeczywistość i jaką mogę dla nich stworzyć historię w naszym życiu. Zależy mi bardzo na użyteczności i staram się unikać zbierania rzeczy niepotrzebnych. Takiego kupowania dla kupowania.

Opowiedz o takiej ukochanej rzeczy z rodzinną historią?

Z przedmiotów z historią mamy komodę po dziadku. Dziadek najchętniej by ją porąbał i napalił w piecu, a ja zawsze o niej marzyłam. Po zrzuceniu grubej warstwy farby olejnej ukazał się piękny mebel. Dodatkowo też bardzo funkcjonalny i pakowny, przez co nigdy nie pozbędę się go z kuchni. Poza tym też kojarzy mi się z kuchnią dziadków a to bardzo miłe wspomnienia.Drugim takim meblem, również po dziadku, jest szafa narzędziowa, która przez długi czas stała w szopie. Chciałam ją z dwóch powodów – zawsze podobał mi się kolor drewna oraz te resztki miętowo-turkusowej (chyba) farby. Po oczyszczeniu z brudu i kurzu stała się biblioteczką w naszym pokoju na albumy, które nałogowo zbieramy. Chyba dlatego w naszym domu jest pełno starych i dziwnych rzeczy. Za każdą z nich stoi historia i ludzie jakich dzięki nim poznaliśmy.

Fakt, dużo u was różnych przedmiotów, ale nie czuje się przesytu, zbieractwa. Jest ład w tym wszystkim. Zastanawiam się jaki jest klucz, jak nie popaść w przesadę. Nie każdy wie, kiedy mówić stop.

Gdy zajmujesz się tym już wiele lat i dużo widziałaś, dużo wiesz, to nie ulegasz tak szybko chęci posiadania. Spośród wielu rzeczy jakie spotykasz wybierasz te wyjątkowe. Wbrew pozorom wśród staroci trafia się wiele rzeczy podobnych, część zbędnych i masa tandety. Mamy w domu rzeczy, które uważam za wyjątkowe i osobiście trudno jest mi siebie określić jako typowego kolekcjonera. Lubię piękno i to chyba jedyny klucz doboru. 

A patent na dobrą gallery wall ? Łatwo popaść w pułapkę ilości zdjęć, obrazów, zestawić tak, że niby pasuje, a nic nie pasuje…

Wydaje mi się, że przy urządzaniu ścian jak i samego mieszkania są dwa kierunki. Pierwszy to podążanie za modą. W krótszej czy dłuższej perspektywie nie ma wielu elementów stałych – rzeczy są „ruchome”. Mimo, iż jestem osobą dynamiczną to jednak przywiązuję się do pewnych rzeczy i preferuję drugi biegun w urządzaniu, gdzie podstawowym kryterium nie jest chwilowa moda, a jedynie to co mi się podoba. Na ścianach w domu znajdą się prace ulubionych artystów, część kolekcji ze sklepu i niektóre prace Kacpra. Wędrują one po domu w zależności od potrzeb i nastroju. Ułatwieniem jest to, że mamy duże możliwości w tworzeniu plakatów i obrazów (od pomysłu do wykonania) przez co mamy pełną kontrolę nad tym co na ścianie się znajduje. Odpowiadając na pytanie to sugeruję by najpierw zacząć od ułożenia ram na dostępnej powierzchni. Częstym błędem jest chaotyczne rozmieszczenie ich na ścianie i zbyt duże odstępy między nimi. Co do samej tematyki to już jest rozmowa o gustach – jedni będą dostawiać z czasem kolejne elementy, a inni wymieniać wszystko w zależności od aktualnie panujących trendów.

Dziękuję za spotkanie!

Kluczem w przypadku wnętrz w duchu more is more jest właśnie zmienność. Wędrujące po mieszkaniu przedmioty gwarantują, że ciągle odkrywamy coś na nowo, odkurzamy zapomnianą pamiątkę, nie popadamy we wnętrzarską rutynę. Kacprowi i Marzenie to nie grozi.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.