Matki-pasjonatki

Cztery kobiety o swoich pasjach

Dzień Matki to ładny powód, by pomyśleć o sobie, o rozwoju, równowadze we własnym życiu i świadomym nim kierowaniu. Co robić, by wszystko nam w pracy i w domu kwitło dorodnie, liść stał na sztorc, a kwiat wciąż pachniał?

Pamiętacie film Mike’a Nicholsa „Working girl” o dziewczynie, która udaje starszą niż jest i wspina się na sam szczyt kariery? To pomyślcie teraz o mamie, która realizuje się i rodzinnie, i zawodowo, niczego nie udając. A dokładniej: o czterech mamach, które poza regularną pracą i wychowywaniem swoich dzieci oddają się malarstwu, tworzeniu muzyki, oglądaniu klasycznych filmów i medytacji. I wszystkie te ich zajęcia plastycznie się przenikają, stanowiąc pożywkę dla siebie nawzajem, pozwalając na radosne i satysfakcjonujące bytowanie. Wszystkie jesteśmy takie same – mamy lepsze i gorsze dni, więcej siły albo wcale. I wtedy te ukryte pasje stawiają nas do pionu, motywują i unoszą, by wstać z pozycji leżąco-łkającej i iść do przodu. Polubcie się z zajawką, która da wam wytchnienie i tak uspokoi głowę, że poradzicie sobie z całą resztą. To jest wyraz miłości do siebie – znajdź ją jeśli się zgubiła i trzymaj mocno, żeby zawsze była blisko. O tym mówią nam dziś: Marta Chmielecka, Jagoda Maruda, Mania Wierzbicka oraz Sylwia Antoszkiewicz.

*

Marta Chmielecka, mama 1,5-rocznego Franka, nauczycielka języka angielskiego. Spodziewa się drugiego dziecka.
Pasje: malarstwo, fotografia, przyroda i dekoracja wnętrz.

Moją największą pasją jest malarstwo i fotografia. Mimo że obie rzeczy to w moim wykonaniu czysto amatorskie czynności, to sprawiają mi wielką radość, są ucieczką od problemów i odpoczynkiem. Relaksuję się, zarówno biorąc do ręki aparat i wyruszając z rodziną na wycieczkę, jak i spędzając czas w swoim kąciku, przy biurku, z akwarelami i kubkiem kawy, w ciszy, gdy syn śpi już smacznie. Akwarele to rodzaj wyciszenia, fotografia to z drugiej strony pasja pobudzająca do działania, tworzenia scenerii i łapania momentów.

Największą inspiracją są, i chyba już zawsze będą, rodzina i natura. Gdy syn był malutki, stworzyłam serię ilustracji „mama z dzieckiem”, z czego w sieci pokazałam tylko jedną, resztę chciałam zostawić tylko dla nas. Rodzina ciągle inspiruje mnie do łapania wspólnych chwil poprzez fotografię, do przeorganizowania naszego domu, bo interesuję się również dekoracją wnętrz. Jeszcze nienarodzona córeczka zainspirowała mnie już do serii ilustracji w zupełnie innych barwach niż dotychczas – porzuciłam więc zielenie na rzecz delikatnych brązów i kolorów ziemi. Drugą inspiracją jest dla mnie natura budząca się do życia wiosną i uśpiona zimą. Inspirują mnie rośliny, zwierzęta, zmieniające się barwy. Ekscytuję się nowymi kwiatami, ułożeniem płatków i cieniami, które rzucają, gdy je maluję. Są dni, że moje minibiuro wygląda jak kwiaciarnia, albo spędzam pół dnia w lesie, szkicując paprotki. Staram się również żyć w zgodzie z naturą, w duchu less waste, z poszanowaniem przyrody, zwierząt, roślin, środowiska. I to właśnie pokazuję synowi już teraz i na pewno pokażę też córce.

*

Jagoda Maruda, mama 5-miesięcznej Marianny i założycielka marki jagg.
Pasja: biżuteria, kino lat 60. i 70.

Potrzebnym wytchnieniem od codzienności zawsze było dla mnie kino. Chodziłam do liceum niedaleko kina Femina – właśnie tam często uciekałyśmy z moją przyjaciółką na wagary. Kocham ten moment, kiedy totalnie odcinam się od rzeczywistości i przenoszę się w inny świat. Uwielbiam filmy z lat 60. i 70. Mam ulubionych reżyserów, do których chętnie wracam, np. Godarda, Buñuela czy Felliniego. Kiedy mam gorszy nastrój, zawsze poprawiają mi go filmy z Audrey Hepburn. Jeśli jakiś reżyser lub aktor skradnie moje serce, staram się obejrzeć wszystkie jego filmy.

Mam też to ogromne szczęście, że moją największą pasją jest moja praca. Kocham biżuterię, pasjonuję się nią dawną – jej historią, symboliką. Uwielbiam wyszukiwać przedwojenne perełki. Inspiruje mnie wszystko, co piękne, vintage, biżuteria z poprzednich stuleci, sztuka. Czuję silną potrzebę rozwoju, nie mogę stać w miejscu, lubię, kiedy jest intensywnie. Gdy byłam w ciąży, zastanawiałam się, jak małe dziecko wpłynie na moją pracę. Okazało się, że bycie mamą nie jest ograniczeniem, wręcz przeciwnie, córka daje mi ogromną siłę.

*

Sylwia Antoszkiewicz, mama 8-letniego Janka, coach stylu, projektantka, właścicielka marki LOUS i konceptu Goodbye Hello Store.
Pasja: medytacja.

Moją największą pasją jest człowiek i to jak może zmieniać się, rozwijać, budować siebie w oparciu zarówno o swoje własne zasoby, jak i o zasoby materialne jakimi są ubrania – bo, jak mówi filozofka Judith Butler: tożsamość jest konstruktem z potencjałem zmiany.

Pracuję z ludźmi – oznacza to, że 100% mojego czasu w pracy rozmawiam z nimi, badam, sprawdzam, skanuję testuję, rozbieram i ubieram. Jestem też powiernikiem wielu różnych ludzkich historii, dramatów, smutków, ale też radości, szczęścia, wzruszeń i sukcesów. Na koniec dnia jestem wydrenowana z siebie, więc wracam do siebie w medytacji. Nie zawsze tak było, ale teraz karmi mnie cisza i zupełne oderwanie od rzeczywistości. To może być 15 minut tępego gapienia się w okno, tyle mi wystarczy, żeby złapać reset po intensywnym dniu. A jeśli uda mi się cały dzień czy weekend spędzony „bezczynnie”, wracam do pracy z głową pełną pomysłów siadam, piszę i robię. Do niedawna żyłam w zupełnym oderwaniu od siebie, aż pewnego dnia 6 lat temu wylądowałam w szpitalu z bardzo jasnym komunikatem – zadbasz o siebie teraz albo nigdy. Wtedy pojawiła się w moim życiu medytacja – powolutku nauczyłam się wyciszać, potem wyłączać, wreszcie naprawdę odpoczywać. Teraz potrafię się wyłączyć w sekundę gdziekolwiek jestem i złapać dystans choćby nie wiem jak trudny pojawił się temat, wymagający klient czy pozornie nierozwiązywalna sytuacja. Najpierw to była nauka oddychania, teraz to dla mnie rodzaj „duchowej siłowni” (spiritual gym) – higiena dla umysłu. Staram się wyciszać codziennie – to jest jak dobra drzemka, 20 minut w zupełności wystarczy, żeby złapać równowagę i odzyskać kontakt ze sobą. 

*

Mania Wierzbicka, mama 5-letniej Ruty, socjolożka i badaczka, pracuje w agencji badawczej IQS.
Pasja: granie na gitarze i śpiewanie w Zespole Muzycznym 90210.

fot. Bartek Kaczmarek @alterbarteq

Pamiętam jak przedszkolu mieliśmy narysować kim chcemy zostać w przyszłości. Narysowałam wtedy siebie z mikrofonem na scenie. Moją ulubioną zabawką z dzieciństwa był tzw. różowy magnetofon, przywieziony przez ukochaną ciocię ze Szwecji. Nie jestem w stanie zliczyć ile własnych kaset na nim nagrałam, ale to było moje główne dziecięce zajęcie. Potem znałam na pamięć wszystkie kawałki z Metra, a następnie płyty Hey i Edyty Bartosiewicz. Ale totalnie wstydziłam się śpiewać przed ludźmi. To była pasja, która nie mogła się nigdy wypełnić i zrealizować. W końcu jednak potrzeba podążania za „ścieżką serca” okazała się silniejsza niż wewnętrzny krytyk powtarzający mi w kółko, że się do tego nie nadaje i że spełnianie dziecięcych marzeń to jakaś kompletna żenada. Pierwszym krokiem był zespół Laura Palmer Cover Story, stworzony wspólnie z koleżankami. Zrobiłyśmy koncert dla przyjaciół, w moim ogródku. Z jednorazowej akcji dla znajomych powstał zespół, który nieoczekiwanie wystąpił między innymi na Green Festival w Olsztynie, Targach Muzycznych Co Jest Grane, Festiwalu Malta w Poznaniu. Z czasem jednak ta formuła się wyczerpała, a ja ciągle czułam, że jeszcze coś mam do zrobienia, że to nie koniec.

Wtedy trafiłam na organizowany przez Ewę Langer z Krakowa obóz rockowy dla kobiet Lucciola Ladies Rock Camp. W Nowicy, w Beskidzie Niskim, 20 dziewczyn w wieku od 18 do 60 lat przez tydzień uczyło się grać na instrumentach i śpiewać. I to było coś, co mnie totalnie odmieniło, wypełniło i spełniło. Zdaję sobie sprawę, że to brzmi trochę pretensjonalnie, ale naprawdę czułam to tak jakbym po trzydziestu latach uwolniła jakąś potężną energię. Na tym obozie jedna z nauczycielek, wybitna perkusistka Hilary Binder, powiedziała mi: Mania, you HAVE TO sing. No i zaczęłam – w wieku 33 lat nauczyłam się grać na gitarze na tyle, żeby układać własne melodie i grać godzinami przy ognisku. A potem powstał zespół, w którym śpiewam i gram. Od ponad dwóch lat regularnie raz w tygodniu mamy próby, gramy koncerty, cieszymy się tym totalnie. Zespół jest dziewczyńsko-chłopacki, nazywa się Zespół Muzyczny 90210 i nawiązuje do naszych najntisowych korzeni. Granie to dla nas realizacja największej pasji, czysta radość i sposób na oderwanie się od codzienności – zawodowej i rodzicielskiej. 

*

A jakie są wasze ukryte pasje?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.