Patka w Berlinie

Patka opowiada nam o rodzinnej przeprowadzce do Berlina

Od dłuższego czasu interesuje nas temat emigracji z punktu widzenia matek. Jak one postrzegają różnice pomiędzy krajem ojczystym a przybranym?

Tkwią wtłoczone w odgórne schematy czy mocują się z trudnościami? Czy czują się chciane, potrzebne, na właściwym miejscu? Czy miewają wątpliwości co do podjętych decyzji? I co musiało się stać, żeby odważyć się na tak potężną rewolucję. Jako, że temat pochłonął nas bez reszty, rozpoczynamy cykl rozmów z fascynującymi mamami na obczyźnie.

Na pierwszy ogień idzie Patka. Przedsiębiorcza, szczera i dzielna dziewczyna, którą talent i charyzma zaprowadziły do berlińskiej dzielnicy Prenzlauer Berg. Mieszka tam od 2 lat z mężem i trzema córkami,  11-letnią Polą, 8-letnią Ninel i młodszą od niej o 4 lata Millą. Tutaj znalazła dom, świetne szkoły dla swoich dzieci oraz czas, siły i możliwości, by stworzyć i wypromować własną markę Patkas. Patka ani myśli wracać. Chce chłonąć Berlin każdą cząstką siebie i tutaj realizować swoje pomysły. Przeczytajcie, a dowiecie się, dlaczego.

pola_ninel_ae_p400

*****

Skąd pochodzisz? Jak wspominasz dzieciństwo w Polsce?

Jestem z Warszawy i mieszkałam w stolicy większą część mego życia. Moje dzieciństwo było klasyczne – jedynaczka z bloku na Chomiczówce. Mam jak najlepsze wspomnienia z tego okresu. Do dziś utrzymuję kontakt z koleżankami z przedszkola i podstawówki. To były silne relacje, a ja naprawdę uwielbiałam chodzić do szkoły i przedszkola! To zabawne uczucie, kiedy znasz kogoś całe życie.

Punktem zwrotnym była dla mnie śmierć taty. Miałam wtedy 7 lat i to odcisnęło na moim charakterze silne piętno, stałam się zerojedynkowa. Ale nie jestem z tych, co żyją przeszłością. Ja myślę zawsze o tym, co dzieje się w danej chwili, co jest teraz. I wcale nie jestem sentymentalna, to bardzo pomogło mi wyjechać i poradzić sobie z tęsknotą.

Co było bezpośrednią przyczyną Waszego wyjazdu?

Wyjazd był podyktowany głęboką potrzebą zmiany. Dlatego postanowiliśmy spróbować. Pomysł na życie w innym kraju chodził za nami już dobre kilka lat, ale nie podejmowaliśmy ostatecznej decyzji ze względu na lęk przed nieznanym. Pamiętam jednak dzień, kiedy postanowiliśmy postawić wszystko na jedną kartę. To było jak olśnienie. Piliśmy kawę z mężem a ja zdecydowanym tonem powiedziałam, że jestem gotowa na wyjazd. Po kilkunastu latach snucia marzeń o wyjeździe, ciągłego wahania, stwierdziłam, że nadszedł czas na zmianę. Następnego dnia zaczęliśmy dokładnie badać temat. Interesowało nas głównie, jak wyglądają szkoły, jaki jest system edukacji, jak znaleźć mieszkanie. To wszystko zajęło nam ponad pół roku, to naprawdę potężna logistyka. Kwestia mieszkania była najbardziej paląca. W blokach startowych zatrzymaliśmy się na 2 – 3 miesiące. Aż wreszcie znalazł się szaleniec, który wynajął nam mieszkanie! I po upływie 2 tygodni wszyscy wylądowaliśmy w Berlinie.

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-tUntitled copy 2

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-1518969_267182760152770_1850999066116398173_o

Pamiętasz, co koniecznie chciałaś ze sobą zabrać, bez czego nie
wyobrażałaś sobie wyjazdu?

Zabraliśmy ze sobą wyłącznie niezbędne rzeczy: ubrania, książki, rzeczy dziewczyn. I dziewczyny oczywiście!

Jak wyglądały Twoje początki w Berlinie: jak przywitało Was miasto? Co Cię najbardziej zaskoczyło po przyjeździe?

Miasto zgotowało nam piękne powitanie. To był początek lata, bardzo ciepło, wszystko kwitło. Masa ludzi w parkach i przy kawiarnianych stolikach. Morze rowerzystów. Zupełnie inaczej niż w Polsce. Po miesiącu wakacji dziewczyny zaczęły uczęszczać do tamtejszej szkoły. O to chyba najbardziej drżałam. Ninel poszła do pierwszej klasy, Pola do czwartej. Dziewczynki znały wtedy może cztery słowa po niemiecku i podstawowe liczebniki. Zaryzykowaliśmy opcję zwykłej szkoły z elementami Montessori, ale liczyliśmy się z tym, że być może powtórzą klasę. Wszystko jednak poszło gładko, dziewczymy pięknie sobie poradziły. Oczywiście, przez pierwsze miesiące traktowane były ulgowo, pomagali im nauczyciele i koleżanki. Pola świetnie odnalazła się w gronie szkolnych koleżanek, które się nią zaopiekowały i dzięki nim zaczęła sprawnie władać niemieckim już po 3 miesiącach od rozpoczęcia szkoły. Zdała bez problemów do następnej klasy.

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-kkUntitled copy

Jakie dostrzegasz różnice w systemie szkolnictwa panującym w Polsce i tym berlińskim?

Szkoła w Berlinie a szkoła w Polsce to dwa różne światy. Kiedyś obawiałam się, że z racji słabej znajomości języka nie pomogę dziewczynkom w odrabianiu lekcji. A okazało się, że wcale nie muszę tego robić! Dzieci oczywiście otrzymują zadania do samodzielnego wykonania, ale zajmują się tym w szkole. Lekcje zadawane do domu w naszej szkole nie istnieją! Dzieci jeżdżą do szkoły na rowerach, to już standard. Naprawdę niewielu rodziców przywozi dzieci autem. Ulica pod szkołą jest specjalnie zamknięta dla bezpieczeństwa dzieci. Rowerów pod szkołą jest co
najmniej 150. Kiedyś zaczęłam liczyć z ciekawości.

W szkole nie ma sklepiku. Przez cały zeszły rok klasa mojej córki zdobywała oceny za przyniesione śniadania. Pani sprawdzała, czy jedzenie jest zdrowe. Ocena wystawiana była grupowo za cały stolik czyli od 4 do 5osób. Jeśli ktoś przynosił słodką bułkę zamiast kanapki z ciemnym chlebem, ocena leciała w dół.

Czy wspominasz szczególnie ciepło któreś ze szkolnych wydarzeń, akademię, piknik?

Ostatniego dnia przed Wigilią wszyscy rodzice przyszli do szkoły o
7: 30 rano. Było jeszcze ciemno, zima, na dziedzińcu paliło się ogromne ognisko i cała szkoła śpiewała razem piosenki i kolędy. Powoli budził się dzień. Po wszystkim dzieci zjadły wspólnie świąteczne śniadanie. Na Boże Narodzenie odbył się w szkole wielki występ szkolnego chóru. Wszystkie koncerty są biletowane a sala wypełniona do ostatniego miejsca. Fundusze, które dzięki nim szkoła gromadzi, przeznaczane są później np. na zakup nowego fortepianu.

Co zmieniło się w Twoim życiu po urodzeniu dzieci?

Mam trójkę dzieci, a to zmienia wszystko. Zwłaszcza, że na miejscu nie ma naszych mam ani nie korzystamy z pomocy niani. Już samo to sprawiło, że musieliśmy pożegnać się ze spontanicznymi wypadami do kina czy teatru i innymi tego typu atrakcjami. Za to powitaliśmy bunty 2 – latka, 3 – latka, bolesne ząbkowanie, w rozmaitych konfiguracjach. Ale przecież wiemy, że tak miało być. Tego chcieliśmy, więc zaakceptowaliśmy trudności i nauczyliśmy się z nimi żyć. Poza tym nasze dziewczyny są świetne i dają nam całe mnóstwo radości.

Czy to one natchnęły Cię do założenia własnej marki Patkas?

Jasne, że tak! Szyłam od dziecka, już w przedszkolu bawiłam się
materiałami mamy. Babcia miała maszynę, szyła mi wszystkie spódnice i płaszcze. Rozpiesciła tym , że zawsze miałam
najfajniejsze fartuszki w przedszkolu. Podglądałam ją przy pracy i tym sposobem w 4 klasie szycie szło mi całkiem przyzwoicie.
Przez chwilę studiowałam projektowanie ale nie ukónczyłam tego kierunku. Gdy urodziła się Pol,a z nudów zaczęłam szyć dla dzieci.
Musiałam się wiele nauczyć sama. Planów mam wiele. Za mało czasu, ale życie jakoś samo pokazuje kierunki.

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-10993451_962109250479787_653850713611303636_o

Jak wygląda Wasz zwyczajny dzień?

Każdego ranka dziewczyny odwozi do szkoły tata. Oczywiście jadą tam rowerami. Potem ja idę z Millą do przedszkola. Chwila na kawę i do pracy. Koło 14 tata odbiera dziewczyny ze szkoły i zależnie od sytuacji – albo obiad, albo plac zabaw. Ja wracam z pracy po 19. Jednym słowem: klasyka i nudy, zwyczajne życie rodzinne. Szkoła praca, plac zabaw, gotowanie, sprzątanie.

Jak Wam się żyje w dzielnicy Prenzlauer Berg?

Nasza dzielnica słynie z dzietności! Dzięki temu mamy placów zabaw, skwerów i przedszkoli pod dostatkiem. Dzielnica jest bardzo zróżnicowana narodowściowo. Dzieci władające dwoma językami spotykamy niemal na każdym kroku.

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-10257299_797938310230216_7305500814195506775_o

Jak wychowuje się dzieci w Berlinie?

Dzieci w Berlinie są znacznie bardziej samodzielne. Na placu zabaw więcej robią same a rodzice są raczej z boku, niczego nie narzucają. Tutaj bardzo dużo czasu spędza się na świeżym powietrzu, rodzice wychodzą z dziećmi do restauracji, kawiarni. To zupełnie naturalne. Jeśli na placu zabaw pojawia się nagle „matka meteor ” nie odstępująca dziecka na krok, to na pewno nie jest Niemką. Kiedyś usłyszałam nawet żart, że takie są Polki! I chyba coś w tym jest.

Tutaj nikogo nie dziwi też dziecko bawiące się w piaskownicy w samych majtkach. Dzieci pluskają się latem w wodzie, budują tamy i miasta, całe umazane błotem. Bicie nikomu nie mieści się w głowie. Zwracam na to uwagę, bo w Polsce klaps nadal jest kulturowo dozwolony. Tutaj nawet podniesiony głos czy krzyk jest bardzo źle odbierany. Od razu pojawiają się kontrolne spojrzenia, czy temu dziecku nie dzieje się krzywda. Z drugiej strony, gdy dziecko wpada w szał i zaczyna kłaść sie na ulicy i wyć wniebogłosy, rodzic spokojnie czeka obok, aż mu przejdzie. Nie próbuje go zagłaskać czy zagłuszyć.

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-1656034_748698405154207_995506311_n

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-1898289_748698558487525_1855975973_n

patkas-ladnebebe-mamaemigrantka-1907584_748698358487545_1984949168_n

Jak często odwiedzasz rodzinę i znajomych w Polsce? Ciągnie Cię tu?

W zasadzie nie bywamy w Polsce. To raczej nas odwiedzają znajomi z Polski, nie odwrotnie. Ostatnio wpadli do nas przyjaciele z solidną dostawą pierogów, to był miły gest bo ten smak jest niepodrabialny. Ale niemieckie truskawki czy kiszone ogórki też są dobre. Na chwilę obecną jest nam tu bardzo dobrze.

Czy miewasz myśli o powrocie?

Zupełnie takich nie mam. Zresztą dopiero zaczynamy czuć się tu jak swoi. Cieszę się, że dziewczyny znalazły przyjaciół i opanowały język do perfekcji. Jeśli mielibyśmy się gdzieś przenieść, nasz wybór padły na kraj o znacznie cieplejszym klimacie. Ale to nastąpi pewnie dopiero wtedy, gdy dziewczyny wyprowadzą się z domu. Póki co, zostajemy tu, gdzie jesteśmy.

Dziękujemy za rozmowę.

Jak będziecie w Berlinie zajrzyjcie do butiku Patki przy Worther str 21 na Prenzlauer Bergu. A tymczasem zachęcamy Was do odwiedzenia jej sklepu internetowego.

Autorem zdjęć jest mąż Patki. Więcej możecie obejrzeć tutaj.

26 komentarzy

  • Kempina:

    Ja bym jeszcze zapytała, jak długo są w Berlinie i czym zajmuje się zawodowo tata 🙂 Stawiam na fotografię, bo zdjęcia dziewczynek cudowne i czas, żeby odbierać je o 14 ze szkoły 😉 Moje marzenie…

    Odpowiedz
    • Możemy dopytać. Natomiast Berlin, szczególnie PB jest takim wyjątkowym miejsce gdzie faktycznie znajomość niemieckiego nie jest niezbędna. Czasem nawet oferty pracy dużych firm tego nie wymagają. Angielski jest bardzo popularny. Na pewno dużo ułatwia, ale z tego co wiemy w Berlinie jest sporo także darmowych kursów dla emigrantów i nie ma szybszej metody na nauczenie się języka niż zatopienie się w nim. Mamy kilka takich przykładów 🙂 Nie tylko wśród dzieci 😉

      Odpowiedz
      • patka:

        Dokładnie tak, można przeżyc bez niemieckiego. Ale oczywiście znając niemiecki jest łatwiej. W urzędach niestety nikt nie chce mówić po angielsku:)

        Odpowiedz
  • Ivi:

    Przeczytałam jednym tchem! Blog Patki był dla mnie oknem na świat, gdy pojawiła się moja starsza córka. Jedwabne broszki kwiaty, kopertówkę i piękny śliniaczek mam do dzisiaj. 😉

    Odpowiedz
  • Agnieszka:

    Mój mąż mieszka i pracuje w Berlinie, co jakis czas jeździmy do niego z córką i gdzieś tam z tyłu głowy siedzi pomysł przeprowadzki, dlatego wywiad przeczytałam z ogromnym zainteresowaniem, czytając komentarze oddycham z ulgą, że nie tylko ja umiem po niemiecku powiem tylko kilka słów, choć miałam go w szkole średniej, jakoś mimo szczerych chęci nie wchodzi do głowy, z podejściem do dzieci jest dokładnie tak jak napisała Patka, co mi się bardzo podoba, Berlin to cudowne miejsce gdzie nikt nikogo nie ocenia, jednak chyba ja jeszcze nie dojrzałam do takiej decyzji, żeby się tam przeprowadzic, mimo tej wielokulturowosci, nadal czuje sie tam obco

    Odpowiedz
    • Ladnebebe:

      Język neimiecki w Berlinie to nie wymóg, większość mieszkańców włada nim tak, jakby z natury byli dwujęzyczni. Trzymamy kciuki za Ciebie!

      Odpowiedz
  • P:

    Tez 6 lat temu zostawilam Polske i wyjechalam za miloscia do Lipska 🙂 Mieszkam tu juz 6 lat, urodzily sie dzieci i musze powiedziec ze kocham to miejsce 🙂 zyjemy, spelniamy marzenia, jest inaczej, luzniej..choc czasem ciezko za rodzina ..

    Odpowiedz
  • Anka:

    Piekne zdjecia, piekny highlife. Gratuluje sukcesu. Dostrzegam pozytywy Berlina, jednak to miasto ma tez swoja ciemna strone. Zyje tu od 4 lat, maz jest niemcem, tu sie urodzil moj syn, starsza corka chodzi do przedszkola. Studio, ktore z powodzeniem prowadzilam w Krakowie, tu po dwoch latach splajtowalo, a ja wpadlam w ciemna dziure. Depresja, z ktora nie moge sobie poradzic. Zaczelam szukac pracy. Dol poglebia sie z kazda odmowna aplikacja. Niemiecki jednak jest tu niezmiernie wazny, brak znajomosci jezyka jest glowna przyczyna odpowiedzi negatywnych.
    Mimo to nie mysle o powrocie. Dla dzieci. Duma mi tez nie pozwala.

    Odpowiedz
    • Nie zawsze jest różowo. Czy to tu, czy tam. Znam wiele osób, które wpadało w ciemną dziurę tutaj, a odnajdywało się po wyjeździe. Znam też takie historie gdzie to właśnie emigracja zapędzała w czarną dziurę, nawet mimo znajomości języka.

      Odpowiedz
  • aśka:

    Marzę o wyjeździe. Ale bez nagranej wcześniej pracy nie mam szans. A nie wiem, czy uda mi się coś znaleźć na odległość. Nie mam oszczędności, nie mam męża/partnera, mam dzieci. Nie mam najmniejszego problemu, żeby się spakować i wyjechać, ale nie jestem w stanie zrobić tego w ciemno :/

    Odpowiedz
    • Jadzia:

      Aśko, nie wiem, czy to przeczytasz, ale, ku pokrzepieniu, napiszę, że marzenia się spełniają, pod warunkiem, że zacznie się działać 😉 Mam nadzieję, że moje dzieci zaczną we wrześniu niemiecką szkołę. Gdy ma się dzieci, należy myśleć racjonalnie, zwłaszcza w kontekście emigracji. Mnie „ogarnięcie tematu”, podobnie jak bohaterce rozmowy, zajęło ok. pół roku. Jestem samotną mamą, jadę z dziećmi, znam język, mam oszczędności na początek (przeprowadzka, wynajem mieszkania etc.). Szczęśliwie w mojej branży ofert jest zatrzęsienie. Tak, szukałam pracy przez internet. Drobiazgi były omawiane przez maile, a decydujące rozmowy odbyłam w DE podczas jednej wizyty. W ciągu dwóch dni miałam pięć spotkań z potencjalnymi pracodawcami. Mogłabym długo jeszcze pisać, ale konkluzję mam taką, dla chcącego nic trudnego, naprawdę 😉 Nawet przy braku wsparcia.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.