poznajmy się z wizytą u

Matematyka to zabawa!

Z wizytą u twórców edukacyjnych Kart Grabowskiego

Matematyka to zabawa!
Paulina Kania

A gdyby tak wkuwanie tabliczki mnożenia kojarzyło się z frajdą? O ile łatwiej dzieci przyswajają zadania matematyczne, kiedy nauka przeplata się z zabawą. Udowadniają to twórcy rodzinnej firmy Karty Grabowskiego. To proste, jak dwa razy dwa.

Karty Grabowskiego to seria genialnie uniwersalnych gier edukacyjnych, pomagających dzieciom w nauce liczenia i logicznego myślenia. Opierają się na zestawach kart (Tabliczka mnożenia, Dodawanie i odejmowanie oraz Gry logiczne) oraz dołączonych do nich ilustrowanych książek-instrukcji. Opowiadają nam o nich Mateusz Grabowski – zarzadzający firmą i organizujący warsztaty dla nauczycieli, i jego siostra Justyna Grabowska-Dybek, matematyczka i programistka. Oboje są twórcami marki założonej w latach 90. przez ich tatę, Andrzeja Grabowskiego – nauczyciela i wielkiego entuzjastę matematyki oraz trenera juniorów w lekkoatletyce. Pierwsze karty do wysyłki pakowali rodzinnie w mieszkaniu w szczecineckim bloku, dziś, razem ze swoim zespołem w Poznaniu, kontynuują pasję taty, wprowadzając karty do szkół i zachęcając do nich rodziców. Za co zestawy z kartami uwielbiają i dzieci, i dorośli? Za co cenią je nauczyciele i rodzice? I w końcu – czy matmę naprawdę da się łatwo poznać i polubić? Posłuchajcie.

W sesji zdjęciowej wzięła udział rodzina Justyny i Mateusza.

Wasz tata stworzył pierwsze karty do nauki matematyki na początku lat 90. Zainspirowały go dzieci?

Mateusz Grabowski: Tata kierował się potrzebami i reakcją dzieci. Jako nauczyciel matematyki widział, jak duży problem stanowi dla uczniów nauka tabliczki mnożenia. Tata sam stworzył pierwsze karty do nauki mnożenia, pomogło mu w tym też doświadczenie trenera lekkoatletyki: element zabawy i rywalizacji. Od samego początku tym, co go nakręcało do działania, była reakcja dzieci. Kiedy coś stworzył i widział, że uczniowie są zaangażowani, że pytają, wiedział, że jego pomysły przynoszą efekty. I to było najlepszą motywacją.

Nauczyciel z empatią wykraczającą poza schemat szkolnej edukacji, wspaniałe!

Mateusz: Warto powiedzieć, że tata był niesamowitym pedagogiem – potrafił dotrzeć do każdego ucznia i to, co dziś obserwujemy i co jest niesamowite, to to że każde dziecko, które dostaje karty do ręki, tak naprawdę dostaje tatę w pakiecie. Zresztą w naszych kartach pojawia się rysunkowa, komiksowa postać Andrzeja Grabowskiego z wąsem i bujną czupryną, która daje podpowiedzi. Osiągamy więc efekt, jakby tata tych graczy obserwował, jakby podchodził dosłownie do ławki i objaśniał im nasze gry. I to działa.

Justyna Grabowska-Dybek: Tata wychodził od potrzeb dzieci, które zauważał. Był świetnym obserwatorem – bardzo dobrze rozumiał dzieci, współpracował z nimi i wiedział, że te karty są nietypowe. To jest jedna talia kart, ale do tego mamy ponad 50 gier (ponad 50 gier dostępnych jest w wariancie rozszerzonym Kart Tabliczka mnożenia – przyp. red.).

Wszechstronność kart jest niesamowita. Mamy kilkadziesiąt gier w jednej talii, mogą w nie grać dzieci w grupie albo samo dziecko, są też różne poziomy zaawansowania. To też wynikało z obserwacji pana Andrzeja Grabowskiego?

Justyna: Tak, bo tata zdawał sobie sprawę, że dzieci są po prostu różne. Niektóre lubią grać, niektóre trzeba do tego zachęcić, jedne są spokojne, jeszcze inne rozpiera energia. Są dzieci, które będą układały pasjansa namiętnie, ale też takie, które będą grały w gry na czas. Dzieci tworzą też nowe warianty gier – kiedy coś zmienią albo dodadzą nowy element, czują, że mają wpływ na reguły, mogą dopasować grę pod siebie, a przez to są bardziej zaangażowane.

Mateusz: To, że dzieciaki tworzą własne wersje gier, dowodzi, że ten produkt powstał z czystej pasji i jest uniwersalny, zaraża pasją do matematyki. Każdy, kto ma karty, może odmienić swoje nastawienie do matematyki, jeśli oczywiście wcześniej uważał, że jej nie lubi. Niektóre dzieci od zawsze kochają matematykę i z kartami naszego taty mogą tę pasję jeszcze bardziej rozwijać

Ja naprawdę kochałam! (śmiech). Ile dziecko powinno mieć lat, żeby mogło sięgnąć po wasze karty?

Mateusz: Tabliczkę mnożenia polecamy od 8 lat, a karty uczące dodawania i odejmowania – dzieciom od 6 lat, ale wiemy, że rodzice wykorzystują je także do poznawania cyfr u dzieci w wieku 3-4 lata. To zaskakujące, jak dzieci w wieku 6-7 lat sięgają po karty Dodawanie i odejmowanie, i okazuje się, że dzięki nim potrafią dopełniać do dziesięciu i przekraczać próg dziesiątkowy. Uczą się tego bardzo szybko.

Justyna: Zdarza się też tak, że babcia kupuje karty wnukom, a potem dziecko robi rodzicom pokaz znajomości matematyki, a oni są w szoku.

Mateusz: Rodzice często są w szoku. Dzieci nabywają konkretnych umiejętności matematycznych, a to też przekłada się na oceny w szkole.

Czyli to dzieje się samo – co więcej, nie koniecznie w szkole, tylko w domu.

Justyna: Często może się wydawać, że matematyki powinniśmy zaczynać się uczyć w szkole, a tak naprawdę okazuje się, że dzieci dużo wcześniej są gotowe i chętne, żeby ją pojąć. Matematykę możemy zauważyć podczas codziennych czynności – chociażby na spacerze czy podczas gotowania.

Mateusz: Dzieci potrzebują sukcesów, a te w grach z kartami są na wyciągnięcie ręki. Gry z Kartami Grabowskiego są bardzo szybkie, często wystarczy 5-10 minut i mamy już jedną partię za sobą. Nawet jeśli dziecko przegra, to za chwilę będzie miało szansę na wygraną. Często zdarza się, że dzieci wygrywają ze swoimi rodzicami! To jest normalne, bo część gier jest losowych i wygrana nie zależy tylko od umiejętności. Karty Grabowskiego mają różny charakter. Część gier jest losowych – w zależności od tego, jaką kartę dostaniesz, możesz ograć przeciwnika, i okazuje się, że dziecko, które jest najsłabsze w klasie z matematyki, może ograć najlepszego ucznia. Poza tym dzieci skupiają się na zabawie, momentalnie są wciągane w niesamowite scenariusze i nagle się okazuje, że znają perfekcyjnie tabliczkę mnożenia i to bez żadnego wysiłku.

Karty z tabliczką mnożenia i zestaw z odejmowaniem i dodawaniem to pomysł waszego taty, ale gry logiczne stworzyła Justyna z tatą. Jak na to wpadliście?

Justyna: Pomysł był taty, chodził mu po głowie kilka lat i w pewnym momencie postanowił go zrealizować, wciągając mnie do współpracy. Ja skupiłam się na łamigłówkach, a tata na grach i tak powstało 6 gier i 60 łamigłówek, są też patyczki, pionki i kostka do gry. Jest także dodatek – książka z opisami kolejnych 35 gier. Tych propozycji jest więc bardzo dużo. Gry logiczne polecamy dla dzieci od 5 do 10 roku życia.

A co jest największym bestsellerem w kolekcji Kart Grabowskiego?

Mateusz: Niezmiennie Karty Tabliczka mnożenia. Widzimy, że każdy rocznik ma problem z tabliczką mnożenia, kiedy przychodzi już się z nią zmierzyć. Opanowanie pamięciowe jest dzisiaj dużo trudniejsze dla dzieci niż kiedyś. To, co dzisiaj szczególnie obserwujemy u dzieci, to większe trudności z koncentracją i skupieniem. Na ratunek przychodzi nauka przez zabawę. Grając w nasze karty, dzieci uczą się podczas zabawy, nawet tego nie zauważając. Czasami słyszymy pytania od rodziców „moje dziecko już umie tabliczkę mnożenia – czy te karty będą dla niego dobre?”. Z jednej strony możemy tę tabliczkę mnożenia przećwiczyć, utrwalić, wnieść ją na inny poziom, a z drugiej – dziecko może też po prostu świetnie spędzić czas z rodzicami  i przy okazji trochę się wyciszyć. Nasza odpowiedź więc brzmi: „Tak”.

Justyna: Bo granie w nie to nie tylko nauka, ale interakcja z drugim człowiekiem, często też z rodzicem, a to buduje więź z dzieckiem.

Wasze karty są w użyciu w wielu szkołach, a także goszczą w domach. Powiedzcie, o jakich najważniejszych rzeczach, które dają te karty, słyszycie od rodziców?

Mateusz: „Moje dziecko nie chce już tak chętnie sięgać po tablet” albo: „Moi chłopcy po powrocie ze szkoły od razu proszą o karty”, więc coś w tych kartach jest. Jest to przeciwieństwo nowoczesnych zabawek technologicznych, które świecą i trzeba w coś w nich klikać. Paradoksalnie dzieci szybko się tym nudzą. A kiedy mają karty – w trakcie gry się wyciszają, bawią się i potrafią to robić nawet długimi godzinami. Tradycyjne rzeczy będą rozwijać dziecko w sposób bardziej intuicyjny, naturalny. Tak samo jest z kartami. Masz interakcję, dotyk, widzisz, słyszysz, angażujesz różne zmysły, a to jest coś, czego nie dostaniesz w aplikacji.

Czyli znowu wracamy do edukacji przez zabawę!

Mateusz: Jeśli na starcie nie przełamiesz niechęci do matematyki, to będzie się za tobą ciągnąć całe życie, więc im wcześniej zaszczepimy u dzieci pasję albo chociaż sympatię, tym lepiej. To zaprocentuje. To, co dzieci blokuje na etapie uczenia się matematyki, to właśnie jest ten stres przed porażką, stres żeby spróbować. Wiele dzieci ma naprawdę ogromne możliwości, które są gdzieś zakopane, ukryte, a na powierzchni widać strach, niechęć, rzeczy, które blokują dziecko. A wystarczy pokazać matematykę przez zabawę i dziecko próbuje, a kiedy mu się uda, to jest naturalny mechanizm, że chce spróbować trudniejszych wariantów. Chce spróbować czegoś innego. A później to się przenosi z kart na inne przedmioty i na ogólne życie dziecka.

W pełni się z tym zgadzam – matematyka przydaje nam się przez całe życie. Powiedzcie jeszcze, jakie macie plany związane z Kartami Grabowskiego?

Justyna: Mamy pomysł na ogólnopolskie zajęcia z dziećmi. Poza tym chcemy stworzyć sklep stacjonarny, który nie będzie zwykłym sklepem, tylko czymś w rodzaju showroomu ze stołami do gry, który nie będzie nastawiony na sprzedaż, ale na to, żeby można było przyjść tam całą rodziną i poznać atmosferę gry w karty.

Piękny plan! Dziękuję za rozmowę.

Cudownie, że dorośli, którzy chcą umilić dzieciom naukę przez zabawę! Jeśli macie na domowym pokładzie opornych uczniów, których przechodzą dreszcze na widok tabliczki mnożenia, spróbujcie razem zagrać w Karty Grabowskiego. Powtórka z matematyki przyda się każdemu.

Materiał powstał we współpracy z twórcami marki Karty Grabowskiego.

Dodaj komentarz