Polek jest pięć

Rozmowa z Martą Majchrzak

Mam nadzieję, że ta rozmowa będzie początkiem kolejnych. Chciałabym, żebyśmy zaczęły ze sobą rozmawiać o tym, kim jesteśmy, czego chcemy, czego się boimy i co nas wkurza. Bez ocen. Z otwartością i zaufaniem.

Ogarniaczki Rzeczywistości, Domowe Królowe, Bokserki Losu, Dziarskie Dziewuchy i E-Księżniczki. Pięć grup, w których znajdziesz za chwilę siebie, swoją przyjaciółkę, siostrę, mamę, sąsiadkę. Pięć typów Polek, które mimo różnic, poszukiwań innych życiowych dróg i odmiennych przekonań, łączy więcej niż mogłyśmy się spodziewać. Wszystkie mamy poczucie winy w związku ze swoimi wyborami. Niezależnie od tego, czy wybieramy dom, pracę, czy próbujemy łączyć te pola, zazwyczaj czujemy się oceniane. Mimo różnic, tak samo się frustrujemy. Wszystkie tęsknimy do wspierającej siły, płynącej z relacji kobiecych. Czy możemy to zmienić?

A gdybyśmy lepiej się słuchały, czulej obserwowały, poznawały się w naszych życiach?

Grupa badaczek ruszyła w Polskę. 1500 wywiadów ankietowych, 24 wywiady etnograficzne uzupełnione o dzienniczki online. Mieszkanki miast, miasteczek i wsi z całego kraju zaangażowane jako respondentki. Próba mieszana pod względem statusu ekonomicznego, rodzaju i poziomu wykształcenia. Setki przegadanych godzin. Rozmawiam z Martą Majchrzak, współautorką projektu badawczego „Women Power”. Jesteście gotowe dowiedzieć się czegoś więcej o sobie? O nas wszystkich?

*

 

Wykonałyście kawał ważnej roboty, mam takie poczucie, że mając te badania, nie tylko każda z nas może się nad sobą zastanowić, ale też poznać i spróbować zrozumieć kobiety obok. 

To jest badanie o Polkach, o nas samych i musimy się jakoś z tym ułożyć. Nie możemy udawać, że to nas nie dotyczy, to nie jest o kimś, do kogo możemy złapać dystans. W tych wynikach absolutnie widzę siebie. Od kiedy mam te dane, jest mi łatwiej się obserwować i znajdować te momenty, w których działam na własną szkodę. Chciałabym podkreślić, że to, o czym opowiadam, nie wynika z moich osobistych poglądów czy przemyśleń.

Badania pokazały, że niezależnie od tego, ile masz lat, co masz i gdzie mieszkasz, jest wokół ciebie 5 różnych typów kobiet i idąc po ulicy, możesz te 5 typów spotkać. W pracy i na urlopie, po sąsiedzku, w rodzinie, i warto, choć mniej więcej, wiedzieć, co jest dla nich ważne. Co nimi kieruje, gdzie mają źródła mocy i myśleć o nich w kategoriach darów, które niosą dla każdej z nas, i tego, czego mogę się od nich nauczyć. Co mogę wziąć, po to, żeby coś zmienić w moim życiu na lepsze.

W każdym segmencie widzę jakieś fragmenty, które doceniam. Chciałabym pobyć z różnymi kobietami, poobserwować je, posłuchać, zrozumieć. Wydaje mi się, że mogłabym czerpać od wszystkich grup. 

Czuję dokładnie to samo.

W którym segmencie się odnalazłaś? 

Ja odnajduję się w segmencie Dziarskich Dziewuch i jest mi z tym OK, ale przestraszyło mnie, kiedy przeczytałam, jak trudne dla tego segmentu jest partnerstwo, jak dużo wysiłku w to wkładamy – to dla nas bardzo ważne, w jakimś sensie nas definiuje.

Każdy z tych segmentów różnie partnerstwo rozumie. 

Dziarskie Dziewuchy wybrały model, który zakłada, że płeć nie determinuje zdolności. One, trochę genderowo, wierzą, że każdy człowiek ma prawo do realizowania swojego potencjału w tych obszarach, które sobie sam wybierze. Zakładają, że bycie kobietami wcale nie oznacza, że muszą wziąć większość obowiązków domowych, chętnie się podzielą wedle umiejętności. Partnerstwo opierają na rozmowie, ustalaniu, zawieraniu kompromisów. Nie ma w tym segmencie mowy o tym, ze wchodząc w relację z mężczyzną, milcząco coś dajesz i coś bierzesz.

To ważne, by o tym rozmawiać, często tych rozmów nie ma, a wewnętrzne tornada szaleją.

Dziarskie Dziewuchy z pewnością tej rozmowy nie będą unikać, przeciwnie, będą ją inicjować. Choć osobiście myślę, że być może sposób, w jaki załatwiają to E-Księżniczki, jest dużo bardziej skuteczny. Ten segment ma bardzo tradycyjne podejście do ról płciowych, ale starają się z tego tradycyjnego podziału wziąć wszystko, co najlepsze. Dają sobie prawo do bycia słabymi, pozwalają się sobą zaopiekować. To taki typ kobiet, który celebruje swoją kobiecość, delikatność, emocjonalność, wrażliwość. Zostawiają pole mężczyznom, być może nie będą potrafiły nastawić pralki, być może nie dadzą rady nieść siat z zakupami.

To piękne.

Tak. Okazuje się, że mężczyźni przy tych kobietach czują się męsko, te związki funkcjonują bez takich tarć, jak u Dziarskich Dziewuch. Ale, co charakterystyczne dla segmentu E-Księżniczek, ma najwięcej kłopotów z innymi kobietami. Otrzymuje najmniej wsparcia, najbardziej podejrzewa inne kobiety o złe intencje i ma kiepskie relacje z matkami.

Z czego to może wynikać? 

Inne kobiety mogą czuć wobec nich pewną zazdrość lub irytację, bo one faktycznie są skuteczne w osiąganiu własnych celów i w relacjach z mężczyznami.

Wchodzą w tradycyjne role, żeby zdjąć z siebie pewną niewygodną dla niech odpowiedzialność. 

Tak. One chcą zarabiać, robić karierę, ale nie będą pisały się na niesienie na swoich barkach całego gospodarstwa domowego. Mężczyzna ma dać im oparcie, bo one są delikatne i naprawdę go potrzebują.

Relacja polega na wymianie.

E-Księżniczki dają bardzo wiele. One w taki dosyć tradycyjny sposób chętnie mężczyznę dopieszczą, czasem będą czekać z obiadem, chętnie docenią jego siłę.

Podoba mi się ich miękkie podejście, chętnie bym sobie to wzięła. 

Prawda! To jest trochę o tym, że doceniają to, co dostają. Fajnie jest cieszyć się różnicą płci. Słyszę od wielu kobiet innych typów, że podoba im się to w tym segmencie. Tu nie ma takiego myślenia, że jesteśmy równi w takim znaczeniu dzielenia wszystkiego przy linijce, kto ile zrobił. Udaje im się tak podzielić te obowiązki, że wydaje się, że każda ze stron jest zadowolona.

Mówisz, że rywalizujemy o mężczyzn, a ja pomyślałam, patrząc na te segmenty, że my potrzebujemy różnych typów partnerów.

Masz rację, pewnie potrzebujemy innych typów, ale patrząc na partnerów tych kobiet, z którymi rozmawiałyśmy, w pewnym sensie mniej się od siebie różnili niż można by się spodziewać. Inną sprawą jest, że kiedy gadałyśmy z tymi kobietami o wyborze partnerów, to to były bardzo często takie opowieści o miłości z liceum, o zakochaniu z dawnych lat, z sąsiedztwa. Tam nie było mowy o wyborze dopasowanym do stylu życia. Raczej rozmowy o urodzie, o chemii.

To jeden z naszych problemów. 

Coś w tym jest. To wielka ruletka. Może się okazać, że Dziarska Dziewucha jest z bardzo tradycyjnym mężczyzną, który kompletnie nie zrozumie jej dążenia do partnerstwa. Szczęśliwie miłość to wielka tajemnica i słyszałam piękne opowieści, jak się Dziarskim Dziewuchom udało w tej całej frustracji dogadywań i rozmów z partnerem o podziale obowiązków, doprowadzić to do takiego punktu, w którym obie strony czuły się usatysfakcjonowane.

Jest taki segment, o którym myślę ze smutkiem w tym temacie. To są Bokserki Losu, które mówiły o mężczyznach per dorosłe dzieci bądź duże dzieci.

Dlaczego biorą ich na barki? 

To pytanie o to, jak ułożył się ich los, bo być może faktycznie tak się stało, że muszą albo świadomie wybierają, by nieść na barkach cały świat. Ci mężczyźni, których u nich poznałyśmy, nieszczególnie im w tym dźwiganiu pomagają, a co gorsza – mało je doceniają. Widzą to jako pewien zastany i niekwestionowalny porządek, im się to należy, taka jest rola kobiety. Nie zastanawiają się nad tym, ile partnerka poświęca. Bokserki Losu zresztą nie stawiają granic, szczególnie bliskim osobom. Chciałyby być docenione i brak głasków je frustruje, ale są wewnątrzsterowne, ta potrzeba niesienia pomocy i czynienia dobra je prowadzi.

Szlachetna, mało dziś ceniona postawa.

Mam poczucie, że to taki segment, którego powinnyśmy bronić. Kiedy analizujemy je z koleżankami, to widzę, jak łatwo sprowadzić je do naiwnych męczennic, ale to tak nie jest. To są piękni ludzie. Człowieczeństwo definiują jako dzielenie się sobą z innymi. To są historie o tym, że po męczącej, kiepsko płatnej pracy jeżdżą przytulać dzieci w ośrodkach adopcyjnych albo pracują z chorymi ludźmi. Pewna rozmówczyni pracowała w szkole specjalnej i codziennie była narażona na ataki fizyczne ze strony podopiecznych. Miała takie poczucie, że ktoś musi im dać coś dobrego i postanowiła się nimi zając, zabierając z domu własną apteczkę, by móc opatrzyć swoje rany. One mają motto: „Jak nie ja, to kto?”

Potrafią poczuć satysfakcję? 

One mają taką natychmiastową gratyfikację w tym poczuciu bycia potrzebnymi. Przy tym czują się źle oceniane, przede wszystkim przez inne kobiety, ale są na tyle wewnątrzsterowne, że mówią: trudno, i żyją tak, jak uważają, że warto.

To jest grupa z trudnymi relacjami z matkami, 64% chce żyć inaczej niż ich matki. 

Pytanie, na ile im się to udaje i ile z tych ich matek też było bokserkami losu, tylko na przykład w innych obszarach – tego nie wiemy. To jest tak, że są dwa wzorce uciekania od powtórzenia losu matki. Pierwszy, bardzo świadomy, polega na tym, że zastanawiamy się, kim chcemy być, do czego dążymy i dlaczego, czego potrzebujemy. Drugi, często spotykany, to robienie na odwrót, nie tyle będę sobą, nie uwolnię swojego potencjału, tylko będę żyć na przekór matce. To dalej jest o byciu od tej mamy uzależnioną i dalej jest o tym, że nie żyjesz własnym życiem, tylko uciekasz. Wyraźnie widać, jak ogromnym uprzywilejowaniem jest możliwość poświęcenia czasu i pieniędzy, żeby zastanowić się nad sobą, mówię tu na przykład o terapii albo o kontakcie ze sztuką, ale też o tym, że czas to pieniądz i wiele naszych rozmówczyń po prostu tego czasu nie ma.

Jak ktoś dźwiga świat na plecach, to ma na sobie ogromną odpowiedzialność.

Bokserki losu to ważny segment. Myślę, że gdyby ich zabrakło, to świat by się zawalił. Ktoś musiałby przejąć tę ich rolę, ale nie widzę innych chętnych.

To jest taka grupa, która najbardziej dzieli się sobą na zewnątrz, szerzej niż w tych najbliższych konfiguracjach rodzinnych. 

W tej potrzebie realizacji siebie Bokserki Losu są podobne do Dziarskich Dziewuch, tylko u Bokserek to nie jest o niezależności czy o podnoszeniu swoich kompetencji, tylko o niesieniu pomocy.

Popatrzmy na Domowe Królowe, to chyba zadowolone matki? 

To z całą pewnością segment, który czerpie największą satysfakcję z macierzyństwa, w takim sensie, że one tę sferę domu wybrały sobie jako tę, w której dają siebie całe. Macierzyństwo jest dla nich istotne, wymarzone, dające im poczucie spełnienia. To segment, który na macierzyństwo robi sobie przestrzeń.

To kobiety, które pracują, ale wybierają pracę, która ustawia się za priorytetem rodziny i domu. 

One rzadziej pracują, a jeśli podejmują pracę, to faktycznie taką, którą skończą o 14, żeby zająć się dziećmi i domem. Pozycja zawodowa nie będzie dla nich ważna, nie myślą o robieniu kariery, o samorozwoju, tylko o tym, by praca pozwoliła im np. odebrać dzieci z przedszkola.

One swoją supermoc znalazły w domu, wśród bliskich. 

Zdecydowanie tak. To jest taki segment, od którego mogłybyśmy się uczyć odpuszczania tego, co dla nas nieważne. One nie przejmują się oceną przez pryzmat innych obszarów niż ten domowy. Nie przejmują się karierą, ale też mniej przejmują się narzucanym wzorcom estetycznym związanym z wyglądem, dla nich kluczowy jest obszar domu – tu będzie je bolała krytyka czy obłudne doradzanie. Trzeba zaznaczyć, że to najmniej sfrustrowany segment. One są dobre w tym, co robią.

Ja słyszę, że one są silne. 

Tak, świadomie dokonały wyboru, konsekwentnie w nim działają i wiedzą, że dają radę.

Przyjemnie może być mężczyźnie w domu z Królową. 

O ile partner doceni tę przestrzeń, którą ona buduje, to będzie to szczęśliwy związek. To nie jest typ imprezowiczki, pasjonatki czy aktywistki, zostawiającej dzieci z babcią. To kobieta, która z radością opiekuje się światem rodziny.

A jak to jest z Ogarniaczkami Rzeczywistości? 

Opowiem ci na konkretnym przykładzie Aliny. Ma trójkę dzieci, najmłodsze ma półtora roku, starsze co półtora roku w górę, wszystkie więc są dosyć małe. Kiedy rozmawiałyśmy, dom Aliny był w trakcie remontu i ona właśnie wracała do pracy. Miała dobrą pozycję w firmie ubezpieczeniowej, z którą była już długo związana, lubiła pracę, lubiła niezależność i współpracowników. Czuła się doceniana i obrotna. Była bardzo aktywna na FB. Wieczorami wysyłała mi zdjęcia chlebów, które upiekła. Spełniała się w tym ogarnianiu. Ma tatę wdowca, który jej pomaga w opiece nad dziećmi, tu ma małe poczucie winy, bo Ogarniaczki wszystko chcą dowozić samodzielnie. Ich fenomen polega na tym, że w przeciwieństwie do Domowych Królowych, one nie wybrały jednego obszaru, tylko chcą realizować się we wszystkich. Chcą być świetnymi paniami domu, pracownicami, matkami, partnerkami, dekoratorkami wnętrz, kucharkami, wszystkimi. I to tak działa, że dopóki nie wpadną w fazę wypalenia, zmęczenia i frustracji z tym związanej, mają ogromną moc z tego działania.

To taki power z poczucia sprawczości? 

Tak, to niesie je jak na skrzydłach. To jest taki segment, który jako jedyny bardzo dobrze żyje z innymi kobietami. One przyjaźnią się ze swoimi mamami i mają bliskie kobiety, o których chętnie opowiadają jak o grupie wsparcia. Drugi wątek jest o przyjaciółkach. Ogarniaczki traktują kobiety funkcjonalnie, wiedzą, że w tym ich ogarnianiu inne kobiety mogą być pomocne. Któraś odbierze dziecko z przedszkola, podczas kiedy ja będę robić zakupy itd.

Podoba mi się to. 

Ogarniaczki mają bardzo zdroworozsądkowe podejście do relacji. To, że one potrafią załatwić sprawy z innymi kobietami, jest godne podziwu. Natomiast trzeba zauważyć, że Ogarniaczki generalnie czują się lepsze od innych. Im naprawdę wychodzi dużo. Bardziej niż Dziarskie Dziewuchy poukładały relacje z facetami, tam jest mniej walki, a więc mniej frustracji, a przecież też pracują, spełniają się zawodowo. Zajęły z sukcesem więcej obszarów niż Domowe Królowe. Bokserki są sfrustrowane, więc w ogóle Ograniaczki nie będą się z nimi porównywać, a E-Księżniczki wydają im się niedorosłe, niedojrzałe, niesamodzielne. Ogarniaczki podziwiają same siebie.

Jak przyjdę do pięknego mieszkania, zobaczę uroczo ułożone dzieci, zjem pyszne domowe ciasto i do tego zobaczę promienną, zadbaną kobietę, to sama zacznę piać pieśni pochwalne. 

W takim sensie zasługowym, za działania, za ogarnianie – tak. Dlatego łatwiej im przyjaźnić się z innymi kobietami, bo one czują, że inne kobiety je podziwiają albo im zazdroszczą, one są na tej wygranej pozycji. I naprawdę często traktują te znajomości funkcjonalnie, chcę dobrze żyć z Anią, bo Ania jest spoko, ale przede wszystkim mogłaby mi w czymś pomóc. To definiuje ich relacje. To nie są oczywiście szczególnie głębokie więzi, na tym chyba polega ich sukces życia z kobietami. Prawda jest taka, że Ogarniaczki nie mają też czasu na głębokie przyjaźnie.

Myślę, że one mogą mieć zmyślnie zorganizowany kalendarz, w którym musi się znaleźć czas na wszystko, łącznie z pewnymi dyplomatycznymi czy kurtuazyjny ruchami. 

To kobiety zewnątrzsterowne, potrzebują podtrzymywać te wszystkie relacje, bo potrzebne im są głaski z nich płynące. Brak doceniania dla Ograniczek to brak paliwa. Przez chwilę mogą sobie dać to docenienie same, ale poziom kołowrotu spraw, którymi się zajmują, wymaga docenienia od innych. Dlatego często są tak aktywne na social media, gdzie budują się tym ogarnianiem. I nie chciałabym ich pokazać w złym świetle, one tak po prostu mają, tak żyją.

Imponuje mi ich umiejętność zmobilizowania się. 

To wielka siła! Bardzo podziwiam je za to, że im się po prostu chce. Mają power, żeby działać. Natomiast jako przestrogę traktuję te ich wychylenia sinusoidy, te ich działania ku dołowi – też odnajduję w tym po części siebie. Dla mnie to ważna nauka od nich, kiedy samej sobie powiedzieć stop.

Jakoś czuję, że ta ich frustracja jest takim rodzinnym niebezpieczeństwem. Gdzieś przecież musi nastąpić to wyładowanie. 

Tak, dom to miejsce, gdzie one pokazują swoją frustrację. To właśnie partnerzy i dzieci najczęściej widują je w kryzysie, współpracownicy rzadziej. Prawda jest taka, że one nieuchronnie działają od frustracji do frustracji. Ich model funkcjonowanie jest absolutnie sinusoidalny i jest bardzo łatwo tym frustracjom zaradzić. Wystarczy je pochwalić.

Łatwo jest to zrobić szczerze. 

Tak! Bo co z tego, że nie udała się jedna rzecz, skoro udało się tyle innych. Łatwo je podziwiać, bo mają niesamowitą efektywność i z tego samego powodu łatwo je wesprzeć w kryzysie. Myślę, że partner Ogarniaczki, o ile jest rozgarnięty, będzie widział, że ma w domu skarb, on stosunkowo niewiele musi, a wszystko dookoła jest dopięte – jeśli umie ją docenić, to tu znowu jest szansa na dobry związek.

Przyjrzymy się Dziarskim Dziewuchom, jakimi one mogą być matkami? 

Dziarskie Dziewuchy, które my poznałyśmy osobiście, to były już przede wszystkim babcie. To taki segment, który ma mocne wartości, w które wierzy i na dodatek wcale nie potrzebuje, by ktokolwiek szedł ich śladem. One żyją tak, żeby móc sobie spojrzeć w oczy. To, co jest dla nich charakterystyczne, to to, że lubią się rozwijać, uczyć, czytać, mieć poczucie, że są na bieżąco. Z macierzyństwem też w jakimś sensie realizują ten postulat rozwoju. Nie opierają się wyłącznie na swojej intuicji, ale edukują się, szukają źródeł. Mniej niż pozostałe segmenty wierzą, że wystarczy kierować się intuicją w macierzyństwie, chętniej niż inne sięgną do psychologii rozwojowej. Bardzo charakterystyczne jest to, że wychowują dzieci i wnuki dla świata, tu będą przeciwieństwem Bokserek Losu. One będą stawiać granice i nie tylko na dzień dzisiejszy, będą myślały o przyszłości tego człowieka i o tym, że warto opowiadać mu o konsekwencjach pewnych wyborów, warto stawiać granice, również z myślą o przyszłych partnerach, pracodawcach w ich dorosłym życiu.

Myślą szeroko. 

Jak chcę to powiedzieć, to boję się, czy to nie brzmi jakoś gloryfikująco. To bardzo świadomy segment, samoświadomy. Dlatego chętnie zasięgają informacji, bo wiedzą, że nie wszystkie wzorce, którymi nasiąkły, są korzystne, że warto nad nimi popracować, po to, żeby być pewną, że to, co przekazujemy dalej innym, jest dla nich korzystniejsze.

Ja mam taki problem z Dziarskimi Dziewuchami, że one mi się wydają bardzo fajnym segmentem, ale widzę tę ich wielką frustrację wynikającą z partnerstwa, o której już mówiłam.

Jest jeszcze pole realizacji, Dziarskie Dziewuchy mocno wchodzą na te same pola, co mężczyźni.

I tu jest pytanie, czy to ich nieuchronnie nie skazuje na rozgoryczenie. Przy czym większość z nich, czy może wszystkie, są gotowe dalej je odczuwać i walczyć.

Dużo mówimy o ich frustracjach, a trzeba zobaczyć, że one potrafiły się jakoś objąć i zobaczyć, czego chcą. Nie walczą z wiatrakami, świadomie idą po swoje i mają do tego narzędzia. 

Absolutnie się zgadzam. One jako jedyne świadomie podważają stereotypy płci. Są bardzo o prawach jednostki, w tym ich samych. Nie lubią instytucji typu kościół, które narzucają konkretne modele działania. One wierzą, że dróg do osiągnięcia szczęścia czy celu, może być tyle samo, co ludzi. Kwestionują utarte ścieżki. To naraża je na krytykę.

Szanuję je za odwagęJakie one mają relacje z kobietami? 

Powiedziałabym, że na zmiennej fali. Często słyszałyśmy opowieści o jednej bliskiej przyjaciółce, są jakieś bliskie kobiety, ale ogólnie rzecz biorąc, nie jest tam jakoś szczególnie dobrze. Czują dużo negatywnej energii od innych kobiet, dużo oceniania, też takiego pobłażliwego traktowania tych ich ciągłych negocjacji o partnerstwo – inne kobiety się dziwią, że im się ciągle chce. To jedyny segment, który sobie powiedział, że są jasne granice i nie będą się naginać. Chcą czuć się szczęśliwe w związkach. I myślę, że tu może być pewien punkt, dlaczego mają trudno z innymi kobietami, bo jeśli głośno wyrażają swoje podejście do tematów damsko-męskich, to inne kobiety mogą czuć się oceniane i to oceniane źle. Wybory innych segmentów dla Dziarskich Dziewuch są niezrozumiałe, one mogą być tymi kobietami, które innym będą mówić: „Stawiaj na siebie, dlaczego niańczysz tego faceta” itd.

To takie komunikaty, w których nawet jeśli są racja i troska, to trudno je przyjąć. Gdzie szukać tego złotego kluczyka do naszych relacji? 

Wydaję mi się, że w opowiadaniu sobie o tym, jakie jesteśmy i jak się różnimy. Tam wybrzmi to, że każda z nas ma ciężko, ale też to, że każda z nas ma zasoby, którymi mogłaby się podzielić.

Do znudzenia trzeba powtarzać, że nie uda się nam zbudować relacji, kiedy będziemy się porównywać i oceniać. To, co możemy zrobić dla siebie samych i dla innych kobiet, to być razem, słuchać siebie bez intencji pomagania sobie radami czy naprawiania siebie nawzajem. Te relacje między kobietami mogłyby zostać uzdrowione poprzez szczere, autentyczne dzielenie się bez konieczności komentowania. Nie mam wątpliwości, że wszystkie za jakąś zmianą tęsknimy.

Długo w moim życiu nie miałam relacji z kobietami, od kiedy się na nie otworzyłam, widzę, jak wielką czerpię z nich siłę. 

Wszystkie moje rozmówczynie mówiły mi, że bardzo tęsknią za taką wspólnotą kobiecą, i że byłoby super mieć bliskie kobiety obok, ale generalnie sobie nie ufamy. Wszystkie kobiety, w mniejszym lub większym stopniu – niezależnie od tego, czy wybierają dom, pracę, czy próbują łączyć te role – zazwyczaj czują się oceniane i sfrustrowane.

Skąd te nasza frustracje? 

To, co jest superważne, to to, że kobiety w Polsce dalej mają poczucie, że dom jest taką sferą, która jest im przynależna, za którą są oceniane i rozliczane. 72% procent kobiet uważa, że ich dom świadczy o nich. Nie usiądą, dopóki nie zrobią wszystkiego, bo same siebie oceniają, że nie dowożą. 67% z nas chciałoby równego podziału obowiązków, często marzymy o współdzieleniu ich z partnerami, ale najczęściej rzeczywistość jest taka, że albo to sobie wywalczymy, albo będzie z tym ciężko.

Frustracja, że nie dajemy rady tak bardzo, jakbyśmy chciały, dotyczy większości z nas. To jest opowieść o wypalaniu się pracą domową.

Dlaczego tego nie odpuszczamy?

Mam takie poczucie, że to wynika z tego, że mamy zinternalizowane patriarchalne wzorce, więc odgrywamy tę rolę Ogarniaczki, żeby mężczyznom było łatwiej. Kolektyw zyskuje, my jako jednostki tracimy. To jest oczywiście duże uproszczenie, ale dlaczego ja czuję taką dużą nagrodę wewnętrzną po tym, jak zrobiłam zakupy, zajęłam się dzieckiem, ogarnęłam cały dom, ugotowałam pyszny obiad, a na koniec leżę ledwo żywa? No właśnie dlatego, że żyję w patriarchalnym społeczeństwie i moje działania nie służą mnie samej, tylko pewnemu kolektywowi. Służą utrzymaniu porządku, w którym się znajduję. Zupełnie serio myślę, że gdybyśmy poszukały źródła tego ogarniania, to ono jest właśnie tu. Jak sobie to uświadamiam, to naprawdę łatwiej mi o siebie zadbać, odpuścić, odpocząć. Jak mam taki pomysł, żeby po 22 układać ubrania w szafie, to mówię sobie: „Marta, tak cię to zdziwiło w tych wynikach, a działasz dokładnie tak samo, zatrzymaj się”.

Bycie niezastąpioną nie jest przypadkiem o kontroli? 

Często ta kontrola domu to jedyne źródło mocy, z którego czerpiemy pewność siebie, odnajdujemy się. Daje nam siłę, poczucie mocy, wpływu – trudno z tego zrezygnować, nawet kosztem wypalenia i frustracji. Dzięki temu czujemy się niezastąpione – to jedno z najbardziej nagradzających uczuć, dzięki ogarnianiu dostępne na wyciągnięcie ręki. To powód, dla którego nie oddajemy tego pola ogarniania. Wiele kobiet mówi, że trudno im prosić o pomoc, i pomoc przyjmować, bo z jednej strony jest to pole kontroli i mocy, z drugiej – kiedy ktoś pomaga, ja czuję, że znowu trochę nie dowożę. To ciągłe balansowanie między frustracją, poczuciem winy, wstydem a poczuciem kontroli, które – jak już wiemy – bywa bardzo nagradzające.

Relacje są dla nas wszystkich ważne. To jest komunikat, z którym mi dobrze. Jeśli naszą supermocą jest opieka, to nie znajdziemy jej raczej w pracy.

Dokładnie tak. Jeśli kobiety, z którymi gadałyśmy, opowiadały w superlatywach o swojej pracy, to właśnie dlatego, że relacje w tej pracy były dla nich źródłem spełnienia. Tam, gdzie tego brakowało, poziom frustracji związany z tym, że muszę dzielić swoje życie rodzinne z zawodowym, był dużo większy.

Większość z nas, i widzę to nie jako badaczka, ale koleżanka, przyjaciółka, siostra i córka, potrzebuje dobrych relacji, a nawet bliskości w pracy. To jest bardzo ważne, z punktu widzenia pracodawców, żeby sobie uświadomić, że zapewnienie kobietom dobrych warunków pracy, zmotywowanie ich, wymaga innych narzędzi niż w przypadku mężczyzn.

Uderza mnie to, że tak ważna jest dla nas relacyjność, ale między nami, kobietami, nie umiemy tego budować. 

Tak, to jest pewien paradoks. Z jednej strony mówimy o tym, jak ważne są dla nas relacje, a z drugiej – trudno nam jest być blisko z innymi kobietami. 42% z nas ma wrażenie, że inne mają satysfakcje z ich porażek, aż 58% w grupie najmłodszej: 18-24 lata. Tylko 42% zwraca się o pomoc do innych kobiet, czyli ponad połowa nie bierze innych kobiet pod uwagę jako źródła wsparcia. Kiedy pytałyśmy dlaczego, to bardzo często słyszałyśmy opowieści o zranieniach, zdradach, trudnych, piętnujących doświadczeniach. To się bardzo często zaczyna od matki.

Tu jakoś intuicyjnie czuję nasz problem, matka to pierwsza kobieta oceniająca. 

Potem oceniamy same siebie, tych ocen spodziewamy się od innych kobiet. Zresztą one wybrzmiewają w naszym doradzaniu sobie, w plotkowaniu o sobie nawzajem. To wszystko podszyte jest zarówno oceniającym poczuciem wyższości, jak i lękiem przed oceną. Dla nas, kobiet niezwykle ważne jest poszukiwanie takiej bliskości z innym kobietami, która będzie zwykłym byciem razem, w słuchaniu się nawzajem, w towarzyszeniu sobie. Kobietom brakuje takich kontaktów z innymi kobietami, które byłyby pozbawione ryzyka.

Ja powiedziałabym, że to też strach przed brakiem akceptacji drugiej kobiety. Mamy taką tarczę, a może nawet to już broń w formie autoprezentacji, korzystamy z niej by drugiej kobiecie zaimponować, tylko, że nie wychodzimy poza to, tak się zabarwiamy, wyczyszczamy, zasłaniamy, że tam się odpala rywalizacja. 

To jest taki paradoks, polegający na tym, że wszyscy cenimy ludzi, którzy potrafią pokazać swoją słabość, i uważamy ich za autentycznych, a jednocześnie sami boimy się pokazać naprawdę. To nie jest tylko o kobietach, ale z okazywaniem słabości jest u nas wyjątkowo cienko. Tu spójrzmy na fenomen choćby Facebookowej „Chujowej pani domu”, on opiera się na tym, że mogę się poczuć nieudaczną sobą i poczuć, że inne mają tak samo jak ja. Przejrzeć się wreszcie w innych. Bo warto to sobie powiedzieć: „Patrząc na inne kobiety, widzimy same siebie”. To jest ten cień, o którym mówił Jung, że jeżeli ktoś cię denerwuje, coś w tej osobie działa ci na nerwy, to dlatego, że widzisz w nim tę cechę, której nie lubisz sama w sobie. To, że tak wiele kobiet reaguje na siebie nawzajem alergicznie, jest tak dużo animozji wewnątrz naszych kobiecych grup, wynika w dużej mierze z tego, że jesteśmy dla siebie lustrami. Dobrze byłoby nauczyć się korzystać z tych odbić. Byłoby nam łatwiej, samym ze sobą, ale i łatwiej byłoby nam budować więzi między sobą.

Widząc, że każda z nas podobnie wygrywa i przegrywa każdego dnia. 

Dokładnie. Dobrze by było jak najczęściej wrzucać na luz i wyłączać się z tej rywalizacji. Po co sobie dokładać obciążeń, przecież i tak nie mamy lekko. Nawet w kontekście naszych wyników słyszę takie pytania: który segment jest najlepszy? Jestem zdania, że nie ma segmentów przegranych. Każdy ma swoje zalety i ograniczenia, każdemu segmentowi bywa trudno.

*

 

Marta Majchrzak – wychowana na warszawskim Ursynowie psycholożka społeczna i badaczka, od kilkunastu lat współpracuje z instytutami badawczymi: zaczynała w SMG/KRC, obecnie pracuje w IQS. Współautorka raportów o polskich rodzinach („Kids Power”), młodzieży („Świat Młodych 5”) i kobietach („Women Power”). Współwłaścicielka OH LALA, gdzie próbuje tworzyć przestrzeń przyjazną dla kobiet. Fascynuje się pracą z psychiką poprzez ciało w wydaniu Alexandra Lowena i współczesnej tantry. Mama 5-letniego Jurka.

 

*Badanie segmentacyjne ,,Kobiety w Polsce 2018” powstało w ramach inicjatywny B2B Ringier Axel Springer ,,Women Power”. Jest to wspólny projekt RASP i IQS, zrealizowany w okresie kwiecień-sierpień 2018. Badanie było przeprowadzone metodą wywiadów ankietowych online na próbie 1500 respondentek w wieku 18-65 lat. Dodatkowo przeprowadzono 25 wywiadów etnograficznych z reprezentantkami na Mazowszu, Pomorzu i na Śląsku – zarówno z mieszkankami wsi i małych miasteczek, jak i dużych miast. Rozmówczynie prowadziły także dzienniczki online, uzupełniające zebraną przez badaczy wiedzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.