Mamy pracujące – jak sobie radzą?

Trzy głosy na jeden temat

Różne są nasze wybory i różne są nasze przepisy na macierzyństwo i życie. Wiele z nas łączy pracę i bycie mamą, to wymaga podjęcia szeregu decyzji, których konsekwencje stają się naszą codziennością.

Scenarzystka freelancerka, właścicielka prężnie działającej marki odzieżowej i project manager z korporacji. Trzy kobiety, każda z nich jest matką i każda dzieli swój czas między dom a pracę. Choć ich plan dnia wygląda inaczej, a co za tym idzie mają różne spostrzeżenia, myślę, że na koniec wszystkie doskonale mogłyby się zrozumieć. Przeczytajcie, jak radzą sobie z codziennością i jak się czują mamy pracujące: Julita, Antonina i Kasia. A jaką wy podjęłyście decyzję? Czy praca jest dla was istotnym elementem w życiowej układance?

*

Julita Olszewska pisze scenariusze, obecnie pracuje nad serialem, w którym głównym tematem jest trudna relacja kobiet z własną seksualnością, wszystko zanurzone jest w skomplikowanych więzach rodzinnych i sekretach. Pracuje w domu, w domu jest też mamą Wiery i Igiego. Jak to łączy, jakie widzi korzyści z takiego układu, a gdzie zaczynają się jej frustracje? Przeczytajcie, polubicie jej szczerość.

Niektórym praca na freelansie wydaje się piękną wolnością, a ja jako mama pracująca w domu byłam raczej wiecznie w totalnej frustrze, że już nie wiem, gdzie dom, a gdzie praca, jak to jest u ciebie? 

Mnie frustruje żonglowanie czasem i obowiązkami. Z tym, że pracuję w domu mam luz. A czasami to nawet uwielbiam, mam wtedy podczas pracy dostęp do rzeczy i miejsc, które lubię. Kawa w piżamce, wiewiórki za oknem, chleb z masłem i miodkiem. Wygodna kanapa… Zdarza mi się odpoczywać od pustych stron wstawiając pranie… To co wkurza to, że są sytuacje, w których wszystkim dookoła wydaje się, że skoro pracuję w domu to mogę też to olać i pojechać odstawić auto do mechanika, czy zgarnąć chore dziecko z przedszkola… Mam momentami poczucie, że moi znajomi na etatach myślą, że muszę żyć beztrosko, w trybie wakacyjnym skoro pracuję w domu na freelansie.

Masz plan, który cię prowadzi przez dzień pracy? 

Tak. Mogę pracować w godzinach, w których Wierka jest w przedszkolu, czyli między 10 a 16 z przerwą na jedzenie. Jak muszę dojechać do miasta, bo mieszkamy teraz w Milanówku, to muszę odjąć jeszcze 2 godziny. To mało czasu. Robię sobie plany minimum i maksimum – ilość stron, eksplikacja, 3 sceny przy każdym projekcie jest inaczej.

Chore dzieci to temat, który wybija cię z rytmu? 

Zależy, które dziecko choruje. Jak Igi, to luz (w tym roku uczy się w domu). W zeszłym roku gdy się rozchorował, a ja pisałam scenariusz do animacji, wpadł do mojego pokoju i zapytał: skoro pracujesz w domu, a dziś jestem z tobą to połowa hajsu za scenariusz dla mnie? Jak Wierka choruje to mam przerąbane, potrzebuje wtedy mamy i koniec. Niania, która teraz z nami mieszka, nie daje rady jej ogarnąć. Wojtek (partner i tata – przyp.red.) ogarnie jeśli nie pracuje tego dnia na planie – jest operatorem czy nie nastawia kombuchy… Moi rodzice, których Wierka uwielbia, mieszkają aż na Kaszubach i mają mnóstwo lat do emerytury. Także tak. Chore dzieci dla mnie to pisanie po nocach albo brak pisania.

Co takiego jest w tym co robisz, że jesteś w stanie stanąć na głowie, żeby znaleźć na to przestrzeń? 

Moc stwórcza. Zobaczyć swój tekst na dużym ekranie to niezła adrenalina. Gdy aktorka jest postacią, która powstała w twojej głowie i jej słowa wypłynęły z ciebie, oglądać to, to dla mnie rewelacja. Lubię opowiadać historie.

Co zmienia dwójka dzieci w kobiecie pracującej? 

Wszystko. Trzask-prask i musisz zostać mistrzem logistyki, żonglowania czasem i obowiązkami. U mnie jeszcze jest rozdarcie i wyrzuty sumienia, bo jednocześnie chciałabym być z dziećmi więcej i więcej pracować, co się wyklucza.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Antonina Samecka, mama trzyletniej Zosi, współtwórczyni marki Risk Made in Warsaw lubi wyzwania. Dobra organizacja i pomoc niani pozwalają jej na sukcesy zawodowe i na macierzyństwo, w którym jest blisko. Czas po intensywnej pracy jest czasem dla córki, wtedy jeżdżą na rowerze, sadzą drzewa, chodzą na manicure, i na plac zabaw. Raz w roku, we dwie wyjeżdżają do Glendorii, gdzie pierwszy raz pojechały, kiedy Antonina była jeszcze w ciąży.

Jesteś mamą, stworzyłaś silną markę, cały czas dbasz o jej rozwój, piszesz, jak duże to wyzwanie?

To jest opcja, w której cały czas masz w kalendarzu otwartych kilka linii głównych, każda na wysokim priorytecie, wszystkie się ze sobą przeplatają, a w moim przypadku podporządkowują też byciu rodzicem. Ja należę do tych mam, które intensywnie pracują, ale nie robią tego kosztem relacji z dzieckiem. Czyli czas z Zosią jest święty, jak go naruszam to zwykle wychodzi to słabo dla nas obydwu.

Definiujesz się przez to, co robisz?

Tylko wtedy mi się udaje robić dobre rzeczy – kiedy się przez nie definiuję.

Co jest twoją motywacją? 

Robienie czegoś po raz pierwszy, czegoś, czego nie umiem, a najlepiej czegoś, czego przede mną też nikt nie zrobił.

Pozwoliłaś sobie na przerwę w pracy po narodzinach Zosi?

Miałam roczną pół-przerwę – nieobecność w biurze, ale sterowanie wszystkim ze spaceru w parku (śmiech).

Czy to ważne dla ciebie, żeby Zosia widziała cię jako aktywną, pracującą kobietę?

W mojej rodzinie od dawna nie było innego wzorca niż „kobieta (za) dużo pracująca”, więc ja miałam misję pokazania jej opcji „kobieta czuła dla domu i siebie”, bo że będę dużo pracować – wiadomo.

Jak wygląda twój plan dnia? Kto opiekuje się Zosią podczas twojej pracy?

Teraz wstaję o 5.30, dzień jest zwykle za intensywny, ale staram się ok. 16.00 przemieszczać w kierunku domu. Zwykle padam razem z Zosią nad dziećmi z Bullerbyn. Mamy z Michałem (partner i tata Zosi – przyp.red.), wsparcie pani Małgosi, najcudowniejszej osoby, opiekunki, od której bardzo dużo się uczymy.

Czujesz się zmęczona, bywasz sfrustrowana? Jak znajdujesz czas na regenerację i co cię regeneruje?

Nie muszę jechać daleko, żeby się zregenerować. Wystarczy, że na parę dni całkowicie wyłączę iPhone i mogę nawet zostać w domu, na Kępie. Mam wtedy taką starą nokię 6100, bez aparatu. Bateria trzyma przez tydzień. Daje mi to bezpieczeństwo kontaktu ze światem, ale nie zawraca głowy.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Kasię Różalską znam z czasów przed dziećmi. Pracowałyśmy razem, pamiętam, że zapałem, entuzjazmem i zaangażowaniem mogłaby obdzielić kilka osób. Wróciłam do niej, jako mamy bliźniaków i project managera w korporacji. Dużo wszystkiego jak na jedną osobę. Kasia podjęła decyzję, z którą na co dzień bywa niełatwo, ale kiedy przeczytacie jej słowa, to nie tylko odnajdziecie w nich siebie, ale i dużo wsparcia.

Kasiu, czujesz ten pęd między domem a pracą? 

Po powrocie z macierzyńskiego do pracy (chłopcy mieli 18 miesięcy), pracowałam na ¾ etatu. Chłopcy zostawali z nianią, więc w porównaniu do obecnej sytuacji, miałam ten komfort, że wiedziałam, że jeśli chwilę się spóźnię nie będzie problemu. Teraz chłopcy chodzą do przedszkola i nie ma mowy o spóźnieniu – więc codziennie biegnę na przystanek, aby wsiąść jak najszybciej do autobusu, który i tak stoi w korku…

Wracając do pracy, czułaś, że coś tracisz? 

Przede wszystkim to, że dzieci tracą czas, który im wcześniej poświęcałam. Po moim powrocie do pracy, to niania uczyła ich większości rzeczy. Ja wracałam i tak naprawdę robiłam kolację i niedługo potem trzeba było chłopców wykąpać i położyć spać. Teraz jest taki słaby czas, kiedy dni są krótsze, szybko robi się ciemno, więc jak dojeżdżamy do domu to jest chwila zabawy, kolacja, kąpiel i spać. Praca zabiera mi czas, który chciałabym poświęcić dzieciom. Chyba najchętniej chciałabym pracować pół dnia, a potem szybko odebrać ich z przedszkola i dalej spędzić czas tylko z nimi.

Powiedziałaś mi, że dobrze jest wyrwać się z domu i oczyścić umysł, ale gdyby nie kredyt, to wolałabyś jednak zostać z chłopakami w domu.

Z jednej strony chciałabym zostać w domu i patrzeć jak się rozwijają, bawić się z nimi, uczyć ich, wychowywać. Z drugiej strony wiem, że takie „siedzenie w domu” jest czasami cięższe niż praca poza domem. Czuję taki niedosyt w byciu z nimi i poświęceniu im czasu, bo od 3 miesiąca życia była z nami niania. Nie wyrabiałam się, ponieważ jeden z synków nie chciał jeść niemal od samego początku, ulewał. Przestał przybierać na wadze i wylądowaliśmy w szpitalu jak miał 4 miesiące. Wtedy lekarze zdiagnozowali refluks żołądkowo-przełykowy. Trzeba było go odpowiednio karmić i wymagało to czasu. Jako, że byli wcześniakami i urodzili się w 32 tc, to nie mogłam ich karmić od samego początku piersią (byli za mali) i musieli być karmieni moim mlekiem, ale z odpowiedniej butelki i odpowiednią ilością. Wszystko musiało być odmierzone. Pomyśl teraz jak wyglądał mój dzień jeszcze zanim nie miałam pomocy – przewijałam jednego, drugiego, karmiłam jednego, drugiego, odciągałam pokarm. I tak cały dzień. Nie miałam czasu nawet na spokojne zjedzenie lub kąpiel. Przez taki armagedon mam poczucie teraz, że nie skorzystałam z uroków macierzyństwa, jakie daje posiadanie jednego dziecka – wtedy uwaga skupiona jest tylko na 1 dziecku, poświęcasz się w 100% tylko tej jednej małej istocie.

To już brzmi jak najtrudniejszy etat. 

Widzę, że chłopcy potrzebuję mnie, mojego przytulenia, mojej opieki tylko dla siebie. Każdy z nich jest zupełne inny. Każdy potrzebuje zainteresowania swoją osobą, a nie ukrywajmy, prawie ciągle są razem i prawie ciągle wykonują coś razem. Czasami z mężem udaje nam się tak zaplanować weekend, że każde z nas bierze tylko jedno dziecko i w całości dzień spędzamy tylko z jednym z dzieci, aby miały nas na wyłączność, bez dzielenia atencji na brata. W naszym zabieganym świecie, czasami zapominamy, żeby chwytać chwilę, to co jest teraz, a nie patrzeć w przyszłość i ciągle się przejmować, kredytem do spłacenia lub innymi sprawami, które obciążają naszą głowę.

Czy to, że jesteś mamą ma jakiś wpływ na przebieg twojej kariery? Nie zmieniłaś jakoś diametralnie ścieżki. 

Nie zmieniałam pracy, bo lubię swoją pracę i lubię ludzi, z którymi na co dzień współpracuję. Dopóki chłopcy są mali, postawiłam ich zdrowie i wychowanie, bycie z nimi na pierwszym miejscu. Aktualnie praca jest zdecydowanie za nimi. Nie mam parcia na robienie kariery, co nie oznacza, że nie chcę się rozwijać. Mam w swoich planach kilka rzeczy, które chcę osiągnąć, ale nie wyznaczam sobie na nie deadline’u. Nie raz zdarzyło mi się myśleć o pracy na własny rachunek, ale z tyłu głowy mam słowa moich rodziców, że własny biznes to brak prawdziwego urlopu, brak możliwości odcięcia się od wszystkich problemów, bycie pod telefonem non stop.

Z czym jest ci najtrudniej w tym szpagacie między domem a pracą? 

Jestem typem perfekcjonistki więc chciałabym być na 100 % wzorową mamą i na 100% wzorowym pracownikiem. Już się o tym przekonałam, że się nie da. Za dużo na tym cierpią dzieci, bo jak pochłania mnie praca, to na całego. Często po pracy jestem zmęczona i zestresowana i odbija się to na chłopakach. Czasami jest tzw. „pożar” w pracy i w drodze do przedszkola ogarniam przez telefon co mogę, aby go ugasić. Ale najtrudniej jest kiedy dzieci chorują. Aby nie zawalić pracy w korporacji, kombinuję nie biorąc zwolnień i pracując w domu. Jeszcze z jednym dzieckiem w domu jakoś daję radę, ale z dwójką chorych, nie mam możliwości pracowania.

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

Jakie są wasze doświadczenia? Napiszcie jak radzicie sobie z łączeniem macierzyństwa i pracy zawodowej. A może są wśród was mamy, które zdecydowały o tym, żeby takiego podziału nie mieć?

12 komentarzy

  • Gosia:

    Jestem pełna podziwu dla kobiet, które potrafią połączyć wychowanie dzieci i pracę. Ja choć jestem jeszcze na urlopie to wiem, że będę chciała wziąć jeszcze conajmniej rok urlopu bezpłatnego. Mam to duże szczęście, że mogę sobie na to pozwolić. Bardzo chcę jak najdłużej być z dziećmi w domu gdy są takie malutkie jeszcze.

    Odpowiedz
  • Kasia:

    Ostatnio to jest jedna z moich największych obaw, jak poradzę sobie z połączeniem pracy i wychowania dziecka po zakończeniu urlopu macierzyńskiego… Przygotowanie do porodu, opieka na maluchem to tematy rzeka ale mało sie mówi o tym co pózniej…

    Odpowiedz
  • Mylse, ze w ogole w wiekszosci nie rozdzielam zycia rodzinnego i pracy.
    Pracuje jako freelansnerka w domu i tu gdzie mieszkam ( czyli w Słowenii) prowadze własny instytut.
    Mam dwie nieprzedszkolne coreczki. Nie mamy niani, a babcia mieszka 1000 km od nas.
    W moim zyciu codziennie dokonuje sie cud rozmonozenia czasu, cierpliwosci i usmiechu… (czasem tez cudow zabraknie i wtedy wszyscy idziemy wczsnie spac;)
    Moje corki (K.lat 5 i I.8 miesiecy) chodza ze man na spotkanie biznesowe. Nie jest łatwo, nie jest rozowo, ale jest „poucznie” dla wszystkich – przedewszystkim dla dorosłych, ze dzieci to tez czesc społeczenstwa niekonicznie odizolowana na poł dnia od swiata dorosłych 😉
    Sa chwile, kiedy chciałabym miec nianie, albo posłac corki do p-kola. Ale te chwile bardzo szybko mijaja.
    Jeszcze nie załowałam swojej decyzji.
    Bardzo chciałabym poznac historie Mam pracujacych, ktorych dzieci nie chodza do p-kola albo ktore ucza sie w domu. Moze jakies wywiady z takimi Mami własnie?
    Serdecznie pozdrawiam!

    Marysia – matka z Ljubljany

    Odpowiedz
    • dzięki za twoją historię, jest bardzo inspirująca. Ten temat o dzieciach jako części społeczeństwa, chodzi i ostatnio mocno po głowie. mama pracujaca z dziećmi w domu to też dobry temat, postaram się poruszyć go niebawem. pozdrowienia dla Was!

      Odpowiedz
  • miki:

    Od 14 lat prowadzę firmę i jestem mamą trójki Dzieci (dwóch nastolatków i jeden przedszkolak). Pracuję w domu, ale mam spotkania z klientami na które czasami wędruję z najmłodszym Synkiem. Nie mam niani, Babcia daleko, Mąż pracuje w innym mieście przyjeżdża na wspólną sobotę i niedzielę, czasami w ciągu tygodnia pojawia się. W zasadzie nie wyobrażam sobie teraz innego modelu pracy i życia…..Najtrudniej jest, gdy Dzieci chorują (zwłaszcza najmłodszy) co w dodatku nie interesuje Zus-u, Dzieci osób prowadzących działalność nie mogą chorować, nie należy się mamie zwolnienie, a więc ulga finansowa na ten czas.
    Wszyscy wokół pytają się jak mi się to wszystko udaje pogodzić. Nie wiem:), inni mają gorzej:)
    Pozdrawiam z Krakowa

    Odpowiedz
  • Mam dwóch synków- trzylatka i półtoraroczniaka. Zanim zaszłam w pierwszą ciążę pracowałam w przedszkolu a podczas ciąży zaczęłam pisać książki dla dzieci i tak zostało. Nie wróciłam i nie chcę wrócić do pracy zawodowej, nie wyobrażam sobie tego, jestem bardzo zżyta z chłopcami, razem 24 h/dobę. Za to można powiedzieć że nigdy mimo wszystko nie miałam „wolnego” bo od ponad trzech lat piszę 😉 Nie mamy niani, nie piszę też przy maluchach, gdy mąż wraca z pracy spędzamy wspólnie czas, dopiero jak dzieci idą spać- zaczyna się dla mnie praca. Nie jest łatwo, nie mamy z mężem zbyt dużo czasu dla siebie, nie wiem co to znaczy oglądać wieczorami serial, na film pozwalamy sobie bardzo rzadko (poza tym nie mamy telewizora 😉 ). No i wiecznie chodzę niewyspana. Ale pisanie i cały proces powstawania książki jest dla mnie cudowną i potrzebną odskocznią, spełnianiem marzeń i realizowaniem siebie samej- przy jednoczesnym zajmowaniu się chłopcami bez niczyjej pomocy. Żyję co prawda z wiecznymi wyrzutami sumienia że nie jestem wystarczająco doskonałą mamą, żoną, gospodynią, autorką książek- ale również jestem szczęśliwa i dumna z moich życiowych ról. O przedszkolu na razie nie myślę, rozpatruję raczej edukację domową (z racji mojego wykształcenia). Byle maluchy były zdrowe i my, rodzice- a ze wszystkim dam radę, bo to dzieci, paradoksalnie zajmując każdą moją wolną chwilę, dają mi prawdziwego kopa i motywację do działania i to wszystko bez nich nie miałoby najmniejszego sensu.
    Pozdrawiam serdecznie!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.