mama wimin współpraca

Mamo, wygodnie ci w swoim ciele?

Oswajamy seks i fizjologię z WIMIN

Mamo, wygodnie ci w swoim ciele?
Eliza Krakówka

Zmęczone, wyspane, obolałe, wygłaskane, chętne do działania, czasem nieco nieposłuszne. Nasze ciała znoszą dużo i mnóstwo dają. Dbanie o nie to troska i profilaktyka, to pielęgnacja, ale też myślenie o zdrowiu. Chyba wiemy, jak w tym temacie nie dać ciała.

Spotkałyśmy się ze świetną i świadomą babką, którą dobrze znacie z naszych łamów, choćby z blogów Ładne Bebe. Julita Olszewska to scenarzystka, modelka i mama dwójki, a to tego seksowna petarda, która nie boi się mówić o seksualności – w tym o seksie matki – wielkimi literami. Nie ma dla niej tematów niewygodnych, nawet jeśli są trudne, bo dotyczą jej ciała i zdrowia. Pretekstem, by pogadać o naszej, kobiecej fizjologii, są wellnesowe produkty polskiej marki WIMIN: majtki menstruacyjne i naturalny lubrykant. Okres i wspomagacze w seksie – nielekkie tematy, prawda? Dlatego jeden i drugi trzeba oswajać, bo oba są nasze i są codzienne. Posłuchajcie, jak relacja z ciałem wygląda u Julity, i sprawdźcie, co sądzi o cielesnych pomocnikach z gwardii WIMIN. A ty – kiedy ostatnio się przytuliłaś?

wimin-mama2

Niekiedy zapominamy o sobie i o tym, by ukochać swoje ciało. Co ty dobrego robisz dla niego? Dla siebie?

Chodzę na masaże – ciała do Tajek i gęby do Justyny Liberadzkiej. Czasami zrobię jakiś skok w bok i pójdę na Ma-uri, do osteopaty, albo jakiś pan przyjedzie mnie wymasować. Byłam na masażu wśród dźwięków mis tybetańskich i popitym rytualnym kakao u Kasi Piskor. Co któryś dzień kładę się też na matę z igiełkami. Moje ciało musi się ruszać, więc robię przerwy w robocie, np. 10 minut na macie albo na deskorolce. Lubię wyjazdy gdzieś bliżej natury, wtedy moje ciało jest zadowolone – jak słyszy ocean i jak wychodzi z tego oceanu zmęczone, to nic mu nie szkodzi, ani gluten, ani nabiał, ani piwko.

To teraz seks – co czujesz, kiedy słyszysz to słowo?

To zależy. Od tego, w jakiej formie jestem, i od części cyklu. Czasami jak słyszę „seks”, to mrużę oczy i mogę zacząć mruczeć, na zasadzie: „tak, dajcie mi tego więcej, więcej, chcę się tym wysmarować”. A czasami moja reakcja to „o nie, znowu”.

Selflove – czym jest dla ciebie?

Kojarzy mi się z masturbacją i bardzo mnie dziwi z perspektywy czasu, że sięgnęłam po to wspaniałe narzędzie dopiero, gdy zaczęłam się seksić z typami. Wcześniej myślałam: „oj, złe, ręce mi odpadną, Jezus patrzy”. A odrywając selflove od seksualności, to jest to dla mnie akceptacja słabości, tego, że jestem czasami mięczakiem, i że zaliczam wtopy i porażki – i że wcale nie jestem taka zajebista, na jaką się kreuje. I to jest dosyć trudne, nie jestem jeszcze taka oświecona, żeby powiedzieć, że z selflove mam piątkę i to jest to i to, i to. I proszę robić tak jak ja – to wszystko będzie cacy. No i powtórzę: selflove to jest czas, czas jako luksus, który mogę „marnować”.

O, tak – selflove to luksus. W tym temacie – cudownie byłoby, gdyby stosowanie lubrykantów było dla kobiet swobodną kwestią. Co robisz, by „usprawnić” swoje życie seksualne?

Zaskakuje mnie, że nie jest. Chłopaki szybciej są w momencie gotowości niż dziewczyny, to chyba wszyscy znamy z obserwacji życia. Ta różnica policzona przez naukowców w minutach jest spora, nie pamiętam dokładnie. Nie wszyscy mamy czas i ochotę na jakiś tantryczny sex, więc trzeba się wspomagać, nawet jeśli nie po to, żeby było łatwiej i szybciej, to po to, żeby się nie obcierać. Tam, gdzie zgliszcza, tam łatwiej o infekcję. Ja sobie pomagam dobrym smarowaniem, masażerem łechtaczki, czasem porno. Zależy. Czasami jest bez dodatków. Czasami jest zajebiście, a czasami bez fajerwerków. Ale na moim etapie życia największym afrodyzjakiem jest czas i wolna chata. Albo pokój hotelowy.

wimin-mama998

„Odrywając selflove od seksualności, to jest to dla mnie akceptacja słabości, tego, że jestem czasami mięczakiem, i że zaliczam wtopy i porażki – i że wcale nie jestem taka zajebista, na jaką się kreuje”.

Ciało to fizjologia, kobiece ciało to też menstruacja. Mamy do niej różny stosunek – czasem jej wyczekujemy, czasem narzekamy, że znowu się pojawia, niosąc ze sobą dyskomfort i ból. Jak jest u Ciebie z miesiączką?

Nienawidziłam. Przez lata nienawidziłam, że coś mi tam cieknie. Wymieniałam tampon za tamponem, nie zerkając na zawartość, nie używałam podpasek, bo mnie brzydziły. Tak na serio – miałam odruch wymiotny na widok podpaski, nawet takiej w opakowaniu. Gardziłam dziewczynami, które brały zwolnienie z WF-u. Zachowywałam się, jakby okresu nie było. Cisnęłam swoje. Od ciąży i połogu wszystko się zmieniło, sorry ale poród dla mnie to był taki hardcore – przez to, co z ciebie wypada, leci, plami, sączy się. Tego się nie da odzobaczyć.

Okres o tyle lubiłam, że wtedy miałam zwolnienie z praktyki jogi i nie musiałam wstawać rano. A przestał mnie brzydzić jakoś przez sex w trakcie miesiączki – że jak typa nie brzydzi, to co ja mam się brzydzić. Zmieniła się też natura moich miesiączek, stały się jakąś krwawą apokaliptyczną jazdą, mega bolały i przypominały Niagarę. Moje podejścia do kubeczków menstruacyjnych i głosów koleżanek „tego się nie da przelać”. Hold my beer i patrz. Moja miesiączka próbuje mnie zabić. Nie lubię jej. Jestem przez to znowu na antykoncepcji hormonalnej i robię sobie przerwy co 2, 3 miesiące. Aczkolwiek mam wsparcie w rodzinie, i zarówno Wojtuś, jak i moje dzieci mówią „odpocznij sobie, masz okres” lub „zjedz lody” oraz „może winko?”.

wimin-mama117

W czerwcu pisałaś na swoim profilu na IG o szpitalnej „przygodzie” i konizacji szyjki macicy. Jak to wykryłaś i na czym polega zabieg?

Przygoda to nie jest dobre słowo, mimo wszystko. Bo to ogromny stres. Wiem, że mam HPV od ponad 10 lat, ostatniego partnera seksualnego o tym poinformowałam – bo to też temat rzeka, nie gadamy o tym wcale, a 80% z nas to ma. Tylko różnie możemy przechodzić infekcję wirusem. Miałam zakładać spiralę u przyjaciółki w gabinecie, przed tym rutynowo trzeba zrobić cytologię. Anka namówiła mnie na taką „droższą” wersję cytologii: jednowarstwową na podłożu płynnym LBC. Wynik nie był podejrzany, ale już jądro komórki tak. Dlatego trzeba było wykonać kolposkopię – pod mikroskopem ogląda się szyjkę odbarwianą jakimś specyfikiem. Reakcja była niedobra, więc pobrano mi wycinek do histopatologii. I tu zonk, stan przednowotworowy.

Szybko udało się ogarnąć zabieg w szpitalu. Moja konizacja odbyła się z użyciem lasera – ma się pełną narkozę, ale jak dobrze pójdzie, to tego samego dnia można iść do domu. Przed zabiegiem zadają ci dosyć – jak się okazało, dla mnie bolesne pytanie – czy zamierzasz mieć dzieci, bo jest opcja, że już sama ciąży nie donosisz.

Brzmi jak wyrok. Jak zareagowałaś?

To mi zryło trochę banię, bo jestem orędowniczką, że dwójka to strasznie dużo dzieci, ale nagle miałam takie: „Jak to, kurwa? Ja nie mogę?”. Ale koleżanka z teamu scenariuszowego szybko ściągnęła mnie na ziemię, mówiąc: „Odczep się od wyimaginowanego dziecka, masz być najdłużej matką dla tych dzieci, które już masz”. HPV wcale nie musi się rozwinąć jak u mnie, ale byłam osłabiona przez kilkumiesięczny ciągły stres, mój organizm nie umiał się dłużej bronić. Rok wcześniej miałam dobrą cytologię. Ważne też, żeby się szczepić i używać prezerwatyw. Mogę polecić dwie ginekolożki, które pomogły w mojej sytuacji: dr Anna Parzyńska i dr Magdalena Grochecka. Oraz dać świadectwo, że szybko złapiesz to, co odstaje od normy, i możesz się wymknąć rakowi z rąk. Jak ja. Wiele osób do mnie napisało, że rak szyjki macicy zabrał im kogoś bliskiego, mamę, siostrę czy babcię, to nie są historie daleko od nas. Płakałam pół dnia, jak zobaczyłam, ile tego jest wkoło. Dziewczyny, dbajcie o waginy, nikt za was tego nie zrobi.

wimin-mama

MAJTKI MENSTRUACYJNE

Na czym polega ich fenomen? Nie chodzi tylko o to, że majtki są dobrze dopasowane i czarne, co sprzyja komfortowi podczas menstruacji. To zostawiamy klasycznej bieliźnie. Bawełniane majtki menstruacyjne WIMIN chłoną krew – tak, dobrze słyszycie: nosimy je zamiast podpasek i tamponów. Materiał, a dokładnie jego warstwa przy kroczu, składa się z 3 warstw medycznej fizeliny i warstwy antyplamowej, która chroni ubrania. Wzbogacono go też jonami srebra o działaniu antybakteryjnym i odprowadzającym wilgoć. Tkanina jest cieńsza niż podpaski, a chłonie tyle krwi, co 4 tampony. Naprawdę nic nie przecieka! Możesz je nosić zamiennie z tamponami czy kubkiem menstruacyjnym. Z kwestii technicznych: najpierw zapierz je w zimnej wodzie, a następnie upierz z innymi ubraniami (delikatny cykl).

LUBRYKANT WIMIN

Nie jest słodki, nie pachnie egzotycznym ananasem – ma delikatny aromat, jest bez alergenów i zawiera 98,8% składników pochodzenia naturalnego. Jak działa? Nawilża błonę śluzową pochwy, chroniąc ją przed urazami i wspierając naturalne nawilżenie. To pozwala uniknąć mechanicznych mikrouszkodzeń, otarć i podrażnień – zarówno podczas seksu w parze, jak i solo. Testowanie lubrykantu było przezabawne, bo w końcu był to post sponsorowany więc pojawiło się hasło „cho do roboty!”. Fajnie pachnie i ma taką idealną konsytencję – daje poślizg, ale nie leje ci się na całe ręce, ani nie spływa wszędzie, wszystko brudząc. Ma też jakiś składnik, który wywołuje przyjemne mrowienie wrażliwych partii i to jest sexy – mówi Julita.

*

Macie doświadczenie ze stosowaniem majtek menstruacyjnych? A może chcecie opowiedzieć o tym, jak sprawdza wam się lubrykant? Dajcie znać w komentarzach.

Materiał powstał we współpracy z marką WIMIN

Dodaj komentarz