Zamiast klasy las

Edukacja blisko natury

Zamiast siedzenia z nosem w podręczniku od przyrody – budowanie kurnika, w miejsce klasy z rzędem ławek – cała rozpiętość lasu. Tu, w przedszkolu i wolnej szkole Na Bosaka, dzikie dzieci łapią autentyczne kontakty: z naturą, ze sobą i z dorosłymi.

Jakiś czas temu pisałyśmy o wielkopolskim leśnym przedszkolu, stworzonym na bazie idei edukacji domowej i demokratycznej. Po niespełna trzech latach ponownie odwiedziłyśmy ich współzałożycieli: Remika Stępaka i Klaudię Mankiewicz, i dzieciaki, by sprawdzić, jak rozwinęła się ta alternatywna forma edukacyjna. Przy przedszkolu naturalnie wykształciła się szkoła wolnościowa, kontynuująca zamysł przedszkola leśnego. Dzieci nadal spędzają mnóstwo czasu na dworze i współdecydują o kształcie swojej codzienności. Chodźcie!

 

*

SZKOŁA DLA CAŁYCH RODZIN

W szkolnej kuchni, która nie różni się niczym od tej klasycznej, domowej, pachnie maminą zupą i zapiekaną kruszonką. Za sterami stoi mama Stefy, jednej z uczennic, która dziś ma kulinarny dyżur. Tutejsi rodzice wymieniają się w kuchni, czasami nawet gotują razem z dziećmi, bo podstawą jest współdziałanie i przygotowywanie prostych posiłków. Twórcy zespołu wychowania przedszkolnego Na Bosaka mówią, że rekrutują nie dzieci, ale całe rodziny. Tutaj bazą jest kontakt z rodzicami, którzy mogą pojawić się w szkole i przedszkolu, kiedy chcą. Zbyszek, ojciec Ali, który postanowił wpaść na zajęcia z córką, będzie dodatkowym kierowcą – dziś kolektywna wyprawa po kury, które zamieszkają we wspólnie zbudowanym kurniku. Rodzice od samego początku współtworzą to miejsce. Przedszkole i wolna szkoła w Dymaczewie Starym, w sąsiedztwie Wielkopolskiego Parku Narodowego, powstały z inicjatywy czterech osób, w tym dwóch mam. Ta inicjatywa to wspólny projekt Stowarzyszenia Kolektyw Edukacyjny, czyli grupy rodziców, aktywistów i edukatorów, która buduje ideę edukacji alternatywnej. Miejsce powstało dla dzieciaków i od początku miało wspierać ich rozwój. A co najlepsze, tych ścieżek rozwoju maluchy szukają same, naturalnie – z solidnym wsparciem dorosłych.

 

*

PRZESTRZEŃ BARDZO OTWARTA

Szkoła i przedszkole to dwie strefy: pod dachem i poza nim, a w tej drugiej mieści się cała okoliczna przyroda. Podwórko Na Bosaka prawie dotyka otuliny parku narodowego, a las – z całą swoją fauna i florą – jest na wyciągnięcie ręki. Większość aktywności odbywa się na świeżym powietrzu, co najmocniej wyróżnia to miejsce na tle szkół systemowym, gdzie – jak mówi Remik: „Zamiast śmiechu słyszy się poirytowanych, zmęczonych nauczycieli, i gdzie na świeżym powietrzu jest się tylko w piękną pogodę i to przez zaledwie pół godziny”. Tutaj nie ma pojęcia złej pogody. Alternatywą do zabaw na dworze jest ceglany dom, czyli siedziba szkoły. W środku można poczytać, wziąć udział w zajęciach plastycznych, obejrzeć ulubioną kreskówkę i w razie potrzeby, pouczyć się. W Na Bosaka nie ma lekcji w tradycyjnej formie. Na naukę akademicką przeznacza się tu ok. 30 min dziennie. Nie ma obowiązkowych zajęć, ocen i zadań domowych, ale jeśli dzieci potrzebują np. nauki liczenia, czytania czy posługiwania się zegarem, mogą zorganizować zajęcia razem z mentorem i z własnej woli się tego nauczyć. Ostatnio dzieciaki fascynowały się kowalami bezskrzydłymi, czerwono-czarnymi owadami zwanymi potocznie „tramwajarzami”. No i mamy temat lekcji!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

*

STAWIANIE GRANIC

Obecnie szkoła wolnościowa liczy dziesięcioro dzieci, w wieku od 6 do 12 lat. Uczniowie mają sporo wspólnych zajęć z kilkorgiem przedszkolaków, co jest naturalnym punktem wyjścia do ścierania się różnych potrzeb. I o nich mówi się dużo, i to na głos. Założycielom Na Bosaka przyświeca wizja, którą dobrze obrazuje cytat dra Piotra Laskowskiego: Musimy pomyśleć szkołę-wspólnotę, autonomiczną społeczność, która beztrosko i bezinteresownie spotyka się, by czytać, myśleć, dociekać, jaki jest świat. Szkołę, w której każdy i każda jest u siebie i zyskuje moc, współdecydując o jej kształcie, nawiązując przyjacielskie relacje, doświadczając troski i życzliwości. W szkole nie ma żadnego planu, rozkład dnia jest spontaniczny, ale zaczyna się zebraniem – często przy ognisku – na którym ustala się aktualny plan działania i podczas którego można zgłosić swoje pragnienia, skargi i potrzeby – nawet, a może szczególnie, te przyziemne. Działania są swobodne, ale kluczowe jest szanowanie się nawzajem. Dziecko traktuje się jak człowieka, po prostu. Jeśli nie ma ochoty akurat jeść, nie ma sprawy – zje później. Nie chce iść do lasu? Bardzo proszę. Maluchy znają swoje granice – wiedzą, że w codziennych sytuacjach osobistego zagrożenia mogą korzystać z zasady „stop”. Rozmawiają też o swoich, dziecięcych prawach, które wynikają z praw człowieka. A dyskutować o nich można nawet podczas huśtania albo zwisania z gałęzi, jak wygodniej. Bo tu na serio stawia się na całościową edukację małego człowieka – taką bazującą na rozwoju fizycznym, społecznym i emocjonalnym. A wszystko to rozgrywa się pod gołym niebem – na największym placu zabaw na świecie.

 

*

Trzymamy kciuki za działanie Na Bosaka i za to, by alternatywny, zielony nurt edukacyjny w Polsce znajdował coraz więcej zwolenników. A wy – widzielibyście swoje maluchy wśród tutejszych pięknie dzikich dzieci?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.