Kwieci – kameralny dom gościnny

Rodzinnie w Górach Izerskich

Kwieci – kameralny dom gościnny
Angelika Paruboczy

Butikowy pensjonat? Kameralna agroturystyka? A może stuletni dom z duszą? Dla wielu osób KWIECI leży na końcu świata. Dla nas jest to jego początek – mówią właściciele, gotowi, by zaprosić was do tej oazy spokoju w rejonie wciąż niezadeptanym i wciąż mało odkrytym. Odkryjecie go z nami?

Czym jest dziś luksus? Nie o marmurach, nie o złotych gałkach dziś będzie, ale o towarach mocno deficytowych, zwłaszcza w wielkim mieście. Wolny czas, brak pośpiechu… ba, nawet luksusowe lenistwo – tego pod dostatkiem znajdziecie w domu gościnnym KWIECI w maleńkiej wsi Kwieciszowice. Gdy Łukasz i Piotrek zobaczyli ten ponad stuletni dom, niegdyś szkołę ewangelicką, wiedzieli, że nie muszą już szukać dalej. Miłość od pierwszego wejrzenia, od pierwszych skrzypnięć stuletniej podłogi i zimnego dotyku kamiennych schodów. I widoku na Góry Izerskie.

 

 

O remoncie można pewnie książkę napisać, ale my skupmy się na efekcie. Siedlisko w duchu slow, hektar sadu i dzikiej przyrody chronionej programem Natura 2000, pyszna domowa kuchnia, owoce prosto z sadu – na wyciągnięcie ręki. KWIECI to miejsce dla ludzi ceniących kontakt, nie tylko z naturą ale i z drugim człowiekiem, stąd wspólna sala i celowa kameralność miejsca. Dla nas odwiedziła je Angelika, która miała przyjemność posmakować lenistwa tuż przed oficjalnym otwarciem. Oddaję jej głos, choć od słów ważniejsze są kadry, jakimi nas częstuje.

*

MIEJSCE

KWIECI jest położone w cudownych Górach Izerskich. To jedno z tych górskich miejsc, które mają w sobie jeszcze dzikość. Dookoła nas góry, lasy i pola gryki, co chyba dla mnie było największym zaskoczeniem. Smak tej gryki przebił wszystkie, które do tej pory próbowałam. Styl, jaki zastaniecie w KWIECI, jest niebanalny. Miks. Wśród mebli z historią możemy znaleźć też Playstation i masę fajnych gier! Kolory są wyraziste, a wszystko dopieszczone i dopięte na ostatni guzik. Atmosfera jest tak fajna, że nasze dzieciaki poczuły się jak u siebie. Wieczorem schodziły do właściciela, Łukasza, prosząc o kolejne plasterki sera!

*

KTO ZA TYM STOI

Miejsce stworzyli Piotr i Łukasz. Od przestąpienia progu czuć, że tu właśnie są ich serca. Mówią o sobie samych, że są jak serce i rozum – i tak jest! Dzięki temu, że tak świetnie się uzupełniają, to miejsce naprawdę ma swój klimat. Chłopaki zamarzyli o domu, który będzie otwarty na ludzi, na dzieci i zwierzaki, i znaleźli szkołę z 1908 roku, której dali drugie życie. Zrobili wszystko, żeby się dostać do korzeni, do niesamowitych płytek i ścian, które pamietają dawne czasy.

*

UDOGODNIENIA DLA DZIECI

To miejsce jest po prostu stworzone dla dzieci! Zacznę może od ogrodu, po jego przejściu wyłania nam się prawdziwy raj! W gąszczu drzew ukryta jest ogroooomna piaskownica, a tam tipi i mnóstwo zabawek. Tunele, koparki do piasku i bazy, marzenie każdego podwórkowego dziecka! Sam dom jest duży, spokojnie – jest gdzie pobiegać. Właściciele pomyśleli o maluchach, które mają na pietrze swoje miejsce, bezpieczne, miłe i słoneczne, a obok niego miejsce na kawę, gdzie rodzice spokojnie mogą mieć dzieci na oku. Natomiast dla starszaków przeznaczone jest poddasze, które aż się prosi, żeby tam popsocić. Stoliki do rysowania, tablica do bazgrania kreda, mnóstwo gier i książek, i ten pociąg! Aha, co ważne dla tatusiów, na poddaszu jest konsola i mnóstwo gier (śmiech). Żeby móc spokojnie posiedzieć i „popilnować” szalejące tam starszaki. A pokoje? Pokoje są bardzo przytulne, piękne! Każdy ma inny kolor i własną łazienkę z prysznicem. Jest jak najbardziej przystosowany dla dzieci. Ten, w którym mieszkaliśmy, był z antresolą – dla nas raj!

 

Pobliski sklep? Tak jest! Najbliższy jest w starej kamienicy, ale, ale! Wiekszą atrakcją jest targ okolicznych rolników, którzy zbierają się w soboty i wymieniają produktami, robionymi samemu. Ogromne kawały ciasta i pyszne pasty do chleba. Poczytajcie koniecznie o „paczce izerskiej”!

*

KUCHNIA

Jedzenie… i tu się zaczyna mój dramat!!! Bo absolutnie nie chciałam wyjeżdżać! Smaki, które tam poznacie, rozkochają was na 100%, ciężko je odtworzyć w domu. Muszę tam wrócić. Chcę znów jeść granolę, szarlotkę i gołąbki, które przebiły te, które pamietam z babcinego domu. Śniadania, zupka i obiadokolacja to niebo w buzi! 

*

CO ZOSTAJE WE WSPOMNIENIACH

W pamięci zostaje chyba wszystko, jako całość. Chłopaki stworzyli raj na ziemi. Atmosfera domu, piękno okolicy i pyszne jedzenie, nic z tych rzeczy nie można tak łatwo puścić w niepamięć.

*

 

Łukasz i Piotr zamienili warkot warszawskich silników na śpiew ptaków, wieżowce na szczyty gór. Taki detoks od miasta powinien być przepisywany przez lekarza rodzinnego i stosowany bez ograniczeń. Jak sami mówią: Udało nam się stworzyć kameralny dom gościnny, w którym najważniejsza jest jakość, a nie ilość. To duży przywilej w dzisiejszym przepełnionym i szybkim świecie, móc prowadzić miejsce, gdzie człowiek jest w centrum uwagi. W Kwieciszowicach i w okolicy poznaliśmy wspaniałych ludzi, którzy nas inspirują, fascynują i pomagają w potrzebie. Myślimy sobie, że tu jest po prostu dobra energia – Goście to czują, lubią u nas być i do nas wracać.

Ja nabrałam ochoty! Sprawdźcie to miejsce i niech się wam… kwieci!

Więcej na stronie KWIECI i Instagramie.

Post został przygotowany w ramach współpracy z Kwieci.