kwarantanna

Co robić z dziećmi – rodzice dzielą się tipami

Rodziny na kwarantannie

Co robić z dziećmi – rodzice dzielą się tipami
archiwa prywatne
Narodowa kwarantanna nam nie straszna. W końcu już w czasie pierwszego lockdownu szybko musieliśmy dostosować się do nowej rzeczywistości, szukając niecodziennych sposobów na spędzanie czasu z naszymi dziećmi.

W poszukiwaniu nowych inspiracji postanowiłyśmy zapytać kreatywnych rodziców o to, jak radzą sobie z ograniczeniami i spędzają czas ze swoimi dziećmi. Kiedy nasze rozwiązania przestaną już działać, z pewnością wdrożymy ich patenty w nasze rodzinne życia.

*

JOANNA WITEK-LIPKA – mama Gustawa (6 lat), zajmuje się art managementem, prowadzi własny biznes

Absolutnym hitem tego roku w naszym domu są słuchowiska. Mój syn Gustaw lubił je już wcześniej, ale w trakcie lockdownu to właśnie audiobooki dały mi szansę na kilka godzin pracy w ciągu dnia. Dzięki temu Gutek nauczył się koncentrować uwagę przez długi czas, a przy okazji przyswoił bardzo dużo wiedzy po tym, jak odkryliśmy serię „Moja pierwsza mitologia”. Kiedy Gutek za zaserwowanego mu na kolację naleśnika podziękował słowami „jesteś dobra jak Prometeusz”, zaczęłam polecać go innym rodzicom.

Drugim zwyczajem, który mocno wszedł nam w nawyk, są częste wizyty wśród dzikiej natury. Mieszkamy niedaleko Wisły, gdzie zaczęliśmy regularnie jeździć na wycieczki rowerowe. Podczas jednej z nich odkryliśmy „naszą tajną plażę” na wysokości Żoliborza i często wybieraliśmy się tam na obiad lub kolację w formie pikniku. Wizyty w lesie czy weekendowe wyjazdy nad rzekę lub jezioro też sprawiają, że mamy poczucie przeżytej przygody.

Często praktykujemy akrobacje i sztuki walki ninja. Gustaw przygotowuje się do bycia „prawdziwym ninja”, więc musimy sporo trenować. Też lubię te treningi. Takie mocne przytulanki i przepychanki dają nie tylko ujście energii, kumulowanej w sześcioletnim ciele, ale też dużo bliskości dla nas obojga.

OLA BUCZKOWSKA-PRZEŹDZIK – mama Mai (7 lat) i Hani (4 lata), stylistka, projektantka, fotografka

Staramy się nie siedzieć w domu. W naszym ogrodzie cały czas jest coś do zrobienia. Piaskownicę przerobiliśmy na ogródek warzywny. Założyliśmy hotel dla owadów, zrobiliśmy domki oraz karmnik dla ptaków i zbudowaliśmy szałasy. O każdej porze roku dekorujemy drzewka. Odwiedzamy też Ogród Botaniczny w Powsinie, gdzie zimą otwarte są szklarnie. To bezpieczna przestrzeń, która daje dzieciom sporo swobody. Karmimy kolorowe ryby, głaszczemy świnki morskie, patrzymy, jak owocują cytrusy, zbieramy suche liście i płatki kwiatów, z których w domu można zrobić coś fajnego. Poza tym sporo jeździmy na rowerach do lasu, karmimy ptaki i wiewiórki w parku. Odwiedzamy też Mini Zoo i Papugarnię, bo oba te miejsca są otwarte mimo pandemii. Sami zresztą mamy dwie papugi, które latają po mieszkaniu. Mój mąż, Michał, uczy dziewczyny karate, a z Mają ćwiczy też jogę.

MAGDALENA ŁAPIŃSKA-ROZENBAUM – mama Cyryla (6,5 roku), projektantka, artystka

Nasze relacje są intensywne i dużo rozmawiamy. Samo rozmawianie i rozkminianie rzeczywistości zajmuje nam większą część dnia. Razem też gotujemy. Najpierw jednak wspólnie szukamy przepisów, przeglądamy książki kucharskie, jak „Jadłonomia” i zastanawiamy się, kto na co miałby ochotę albo co jest „fuu” (według Cyryla to na przykład fasola).

Nie planujemy z wyprzedzeniem. Wspólnych aktywności szukamy na bieżąco i staramy się myśleć o zadowoleniu każdego członka rodziny. Naradzamy się, co kto chce robić w weekend i zazwyczaj realizujemy pomysły całej naszej trójki. Ważny jest też czas, w którym każdy zajmuje się sobą, jak na przykład godzina, kiedy ja i mój mąż Kacper czytamy, a Cyryl układa puzzle. Kocham jeździć do lasu, więc robimy to praktycznie co weekend.

Mamy też swoje rodzinne rytuały, jak kino domowe z czipsami-dinozaurami (takimi dla dzieci), które wspólnie zajadamy. Bardzo lubimy po prostu „poprzewalać” się na kanapie, przytulać, wygłupiać, rozmawiać o absurdalnych rzeczach i zatracać w bezzadaniowości. Wszystkie zwykłe czynności życia codziennego jak sprzątanie, gotowanie, bałaganienie, chodzenie na zakupy i po prostu naradzanie się w domowych sprawach, staramy się robić wspólnie.

ZUZANNA CISZEWSKA – mama Aliny (2,5 roku), dyrektorka strategiczna Fundacji SEXEDpl

Wydaje mi się, że całkiem nieźle oswoiliśmy pandemiczną rzeczywistość. Oczywiście bywają gorsze dni – bo krótszy dzień, gorsza pogoda oraz ogólne zmęczenie i zniechęcenie kolejnymi, wykluczającymi się obostrzeniami. Staramy się im nie poddawać i żyć jak zawsze. Dlatego, ubrani jak Eskimosi, chodzimy na spacery do lasu szukać krasnoludków, do parku na rower, czy na place zabaw, które świecą teraz pustkami.

Dużo czytamy i rytuałem już stało się odwiedzanie naszej ulubionej księgarni w Nowym Teatrze. Chodzimy też na zorganizowane zajęcia na basen, Alina je uwielbia. Ratunkiem i dużą atrakcją są też dziadkowie, którzy chętnie zajmują się wnuczką, oraz wspólny czas z dzieciakami w podobnym wieku. Kiedy możemy, uciekamy też na weekendowe wypady – nic tak nie czyści głowy, jak parę dni poza Warszawą.

ALEKSANDRA HAMKAŁO – mama Jagny (4,5 roku), aktorka

Lockdown stał się dla nas istną eksplozją manualnej kreatywności. Zainspirowało nas… „Przedszkole” w TVP, w którym pewnego dnia podali „przepis” na orangutana z magnesami w łapach. Potem pomysły na handmade’owych członków rodziny posypały się lawinowo. Z pomocą nadciągnęła moja mama – słynna przerabiaczka ciuchów i misiowa krawcowa. Mama kuchnię omijała zawsze szerokim łukiem, ale okazji do odpalenia maszyny do szycia nie przegapiła nigdy. Z dzieciństwa pamiętam ręcznie robione pluszaki i przepiękną piżamkę dla misia ze skrupulatnie obszytymi detalami. Mama ma czarny pas w buszowaniu po ciuchlandach i wynajdowaniu w nich ubrań, które potem skrzętnie dekonstruuje, pozyskując z nich świetnej jakości, różnorodne materiały. Także gdy tylko babcia Ula dowiedziała się, że działamy w tym zakresie, parę dni później dostałyśmy z Jagną wielgachną paczkę z Wrocławia, wypełnioną po brzegi różnymi tkaninami, guziczkami, wstążkami i kilkoma bonusowymi błyszczącymi i puchatymi akcesoriami z pasmanterii. No i zaczęłyśmy – szyć, sklejać, dosztukowywać i przerabiać!

MARIANNA GRZYWACZEWSKA – właścicielka butiku Cloudmine, organizatorka targów Bakalie, pomysłodawczyni Demokracji Ilustrowanej i EDGAR BĄK – grafik. Rodzice Mirki (4,5 roku) i Sawy (8 miesięcy)

Marianna: Każde z nas znalazło swoje sposoby na czas z Mirką. Ja wręczam jej kopertę z różnymi niespodziankami, zadaniami i pomysły na popołudnie – od robienia naleśników po podchody w lesie. Wprowadziliśmy codzienny poobiedni rytuał losowania kolejnej przygody. To nasz wspólny czas.

Mirka lubi wszystkie plastyczne zabawy, dlatego raz na jakiś czas robimy zakupy w plastycznym sklepie online (wychodzi bardzo tanio). Udało nam się stworzyć książeczki dla dziadków, skrzynkę pocztową na listy od sąsiadów z domków obok, a ostatnio pracowaliśmy nad dekoracjami świątecznymi i kartkami do przyjaciół.

Edgar: Za inspiracją Bożeny Kowalkowskiej zawiesiłem kółka gimnastyczne. Po odpowiednim obniżeniu można się na nich bujać albo wirować, dlatego nazywamy je w domu „kręciołą”. To, co potrafią z nimi zrobić dzieci, budzi nasz podziw, bo to zupełnie inny sposób układania ciała niż na ziemi. Nowa logika.

Trzeba jeść, dlatego dużo gotujemy i naturalnie włączamy w to naszą czterolatkę. Jest tyle czynności, które można przekazać dziecku: rozbicie jajek, ubicie ich, wymieszanie na patelni i omlet gotowy! Może krojenie warzyw nożem jeszcze nie, ale masła już tak. Sprawdzają się alchemia oraz mikrozadania, jak rozładowywanie zmywarki i nakrywanie do stołu.

Od kilku miesięcy mieszkamy na wsi, gdzie naturalne są wyprawy do lasu w poszukiwaniu „życia”. To samo podejście działa też w mieście: odebrać paczkę, zapamiętać, gdzie mieszkają wróble i następnym razem sypnąć im ziaren, poszukać żółtlicy, kurdybanka czy pokrzywy. Kiedy pojawia się zmęczenie, moim patentem są suszone owoce albo po prostu coś słodkiego (ale nie za dużo, po powrocie przecież jest obiad).

Marianna i Edgar: Zawsze mamy pod ręką kartki i coś do rysowania. Może to być nawet wygodny długopis. Włączamy słuchowisko i każdy rysuje to, na co ma ochotę. Nie ma reguł. Można tworzyć razem, zamieniać się kartkami i kończyć za siebie nawzajem. Nie chodzi o to, żeby było ładnie czy żeby cokolwiek przedstawić, to raczej sposób na wyciszenie, zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych.

A wy – macie swoje sposoby na kreatywne spędzanie czasu podczas narodowej kwarantanny? Czekamy na wasze inspirujące komentarze.

Dodaj komentarz