Kto zbudował jeżowy świat?

Rozmowa z Kasią Walentynowicz

Pracuś i ranny ptaszek. Dziewczyna z milionem pomysłów i imponującą liczbą ilustratorskich realizacji. Twórczyni nowiutkiej planszówki „Psiechadzka” i jeżowego świata firmującego Festiwal Kino Dzieci. Cześć, Kasia Walentynowicz!

Widzicie te kolory, zamaszystą kreskę, wielowarstwowość i precyzję? Korzystając z tychże dobrodziejstw Kasia zmalowała swoich ulubieńców: jeże, koty, psy i lisy, całe bandy kudłatych zwierzaków wpisujących się w krajobraz artystycznych działań stołecznego Muzeum Narodowego, Muzeum POLIN, Muzeum Chopina czy Instytutu Adama Mickiewicza. A że Kasia zapracowaną osoba jest, to zmyślone przez nią zwierzaki zerkają na was repgularnie z afiszy i przypominajek o najważniejszych wydarzeniach kulturalnych dla dzieci i całej reszty ludzkości. Pora się z ich autorką ładnie przywitać i przepytać o pracowanie, popracowe czilowanie, miłość do zwierząt i ulubione rysownicze klamoty. Chodźcie!

*

Kiedy myślę o Kinie Dzieci od razu mam przed oczami twoje, firmujące całe wydarzenie, ilustracje. Jak zaczęła się wasza współpraca i jak wam się obecnie współpracuje?

Nasza współpraca rozpoczęła się w 2014 roku i trwa od pierwszej edycji festiwalu – właśnie pracujemy nad materiałami do szóstej. Pracuję w studiu graficznym Homework, gdzie obsługujemy graficznie m.in. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, czyli właśnie organizatora Kina Dzieci. Kiedy powstała idea stworzenia festiwalu filmowego dla dzieci, zostaliśmy poproszeni przez organizatorów o stworzenie sylwetki bohatera przewodniego: jeża. Po przygotowaniu przez nas różnych propozycji wybór padł na dwa jeże spośród tych zaproponowanych przeze mnie. Tak rozpoczęła się nasza współpraca. Zaczynałam prace graficzne w duecie z Beatą Danowską. To było niesamowicie ekscytujące zadanie od samego początku – wspólne wymyślanie przygód, jakich doświadczają jeże, tworzenie całego jeżowego świata. Festiwal wyjściowo miał mieć oprawę czarno-białą, takie były dwie pierwsze edycje. Później doszedł kolor.

Działacie razem całe 5 lat, a to spory kawałek czasu. Co zrobić, żeby wciąż było ekscytująco?

Wszystko ewoluuje w miarę tego, jak zmieniają się nasze coroczne doświadczenia, a także osoby współtworzące festiwal. Może dlatego praca przy festiwalu nigdy się nie nudzi i co roku stanowi nowe wyzwanie. Staramy się zawsze wypracowywać wszystko wspólnie od samego początku – Nowe Horyzonty i my, Homeworki. Robimy częste burze mózgów, co roku staramy się dodawać coś świeżego. Praca nad gadżetami, jak skarpetki, plecaki i tatuaże zmywalne to zawsze mój ulubiony etap pracy.

Widziałam twoje ilustracje, zainspirowane rodzimym folklorem, które przygotowałaś na Bolońskie Targi. Powiedz co jeszcze dostarcza ci inspiracji, co zachwyca?  Gdzie chadzasz i co robisz, kiedy czujesz głód pomysłów?

Ilustracje, o których mówisz, powstały w ramach zainicjowanego przez Instytut Adama Mickiewicza projektu ,,Upiór”, którego celem jest popularyzacja polskiej mitologii ludowej. Materiałów źródłowych dostarczył mi Łukasz Kozak, znany m.in. ze Starych Obrazków ze Zwierzętami czy Discarding Images. Rodzima mitologia i oryginalne teksty okazały się prawdziwą skarbnicą inspiracji. Ja zawsze staram się odwiedzać wszelkie muzea etnograficzne, inspirują mnie dzieła sztuki bizantyjskiej, islamskiej czy religijne dzieła sztuki średniowiecznej. Oprócz tego inspiracji dostarczają nieodmiennie ludzie, rozmowy, wszelkie sklepy ze starociami, podróże – to banał, ale poruszające może być tak naprawdę wszystko. Jeśli nosi się ,,z tyłu głowy” jakiś projekt, to inspiracje same wychodzą z każdego kąta, wszystko się z czymś kojarzy.

Jesteś za pan brat z projektowaniem gier dla dzieci. ,,Psiechadzka” i ,,Zagrywki” to nasze domowe klasyki, nie ma bez nich weekendowego popołudnia. Powiedz jak wygląda proces pracy nad planszówką, ile trwa jej stworzenie? Co jest najtrudniejsze,a  co najśmieszniejsze?

Jak miło to słyszeć! Praca nad planszówką zazwyczaj trwa kilka tygodni bądź nawet kilka miesięcy. Dla mnie najśmieszniejsze są ilustracyjne pomyłki – oczywiście są zabawne tylko wtedy, gdy w porę zostaną wyłapane. Zazwyczaj pliki finalne przegląda kilka osób, w tym moja przyjaciółka, mama, siostra. Przy edukacyjnej grze memory ,,Zmory” nikt nie zauważył, że tur na mojej ilustracji ma 5 nóg. W ostatniej chwili udało mi się to wychwycić i usunąć piątą nogę.

 

 

 

Świetne! A czy wydarzyło się coś podobnego przy okazji ,,Psiechadzki”?

W pierwszej wersji pudełka narysowałam 3 psy i dałam to do zrecenzowania 3 osobom. Siostra spytała mnie, czemu są tu 2 psy i bóbr, chłopak – czemu nie zrobię po prostu 3 psów, a przyjaciółka – co to za zwierzę na prawo od psa… (śmiech). Najbardziej wymagającym dla mnie etapem jest natomiast praca nad samą koncepcją. W ,,Zagrywkach” od początku starałyśmy się tworzyć gry o walorach edukacyjnych, nie interesowały nas tylko ,,ładne przedmioty” – podobnie w ,,Psiechadzce”. Zawsze czuję ogromną odpowiedzialność za treści, zawartość i poprawność merytoryczną, przekaz całości. Trzeba uważać na to, by korzystać tylko z pewnych źródeł.

Uwielbiam ,,Psiechadzkę” przede wszystkim za to, że tak pięknie i mądrze ustawia relację pies-człowiek. Nikt tu nie jest niczyim właścicielem, tylko kumplem. Masz w domu kumpla-pieska?

Niestety mój chłopak jest bardzo uczulony na psy i koty, a współlokator-pies to jedno z moich największych marzeń. Wychowywałam się z psami od dziecka, więc teraz pozostaje mi radość z tego, że moja siostra i rodzice wciąż kontynuują psią tradycję. W moim rodzinnym domu pół życia kręci się wokół psów, tak też zostałam wychowana. Ze wszystkich członków rodziny tylko nasze psy mają własne albumy i kalendarze ze swoimi zdjęciami.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

 

Wchodzę na twój Instagram, a tam ciągle coś nowego, ty w kółko coś robisz.

Pracuję faktycznie dużo, ale jestem zdyscyplinowana i zorganizowana, co sprawia, ze nie marnuję zapasów energii na ,,zbieranie się” do czegoś czy udawanie pracy w pracy. Dzięki temu po dniu pracy nadal mam dużo siły. Najbardziej lubię zresztą prowadzić kilka projektów równolegle – wtedy każdy z nich jest odskocznią dla innego, dzięki temu łatwiej mi nabrać dystans.

Powiedz jak się relaksujesz, jakie masz ceremonie odstresowujące?

Kiedyś często dla relaksu rysowałam. Praca stanowi jednocześnie moje hobby. Gdy rysowanie stało się moim zawodem, musiałam nauczyć się też odpoczywać inaczej, żeby jakoś mentalnie oddzielić pracę od nie-pracy. Nie potrafię już rysować ,,do szuflady”, bo od razu przychodzi mi do głowy tysiąc możliwości, jak wykorzystać daną ilustrację: o, to może być plakat, a tamto to zaczątek nowej gry. Najbardziej relaksuje mnie bycie w ruchu lub w podróży, czyli wszelkie wycieczki, niezależnie, czy mówimy o wyjazdach zagranicznych czy zwiedzaniu zakątków Polski, czy odwiedzaniu przyjaciół w innych miastach. Na wyjazdy nigdy nie biorę komputera i pracy. Często chodzę do kina, jeżdżę na festiwale filmowe, lubię odkrywać nowe wege-smaki, kocham kolacje ze znajomymi. Ludzie w ogóle dają niesamowitą energię, rozmowy odstresowują, a spędzanie czasu z przyjaciółką to jedna z moim ulubionych rozrywek. Zazwyczaj chodzimy po prostu na długie spacery. Latem przemieszczanie się na rowerze jest niezawodną odskocznią.

Masz bzika na punkcie przyborów do rysowania? Bez czego nie siadasz do pracy?

Jestem raczej odwrotnością bzika. Rysuję tym, co mam akurat dosłownie pod ręką. Bywa, że to, który mazak w moim pudełku najlepiej pisze, decyduje o tym, w jakim kolorze będzie dana ilustracja. Zawsze mam pod ręką czarne cienkopisy, bo nimi w większości rysuję. Kieruję się przy ich wyborze ceną i tym, jaki akurat sklep mijam po drodze – marka nie ma dla mnie większego znaczenia. Lubię też mocno zużyte mazaki – kolorowanie nimi daje ładne efekty. Pewnie to, co mówię, nie brzmi najlepiej, ale przy moim całym uporządkowaniu zawodowym to są właśnie takie momenty, w których idę na żywioł (śmiech). Wagę przykładam jedynie do dobrego komputera.

Pracujesz po nocach?

Nigdy! Ostatni raz zdarzyło mi się to raz kilka lat temu podczas pracy do późna nad scenografią i to tylko dlatego, że studio było wynajęte tylko na jedną dobę. Ale to jedyny raz i mówimy tu o pracy do godziny 1:00 w nocy. Lubię za to wstawać o 6:00 i zaczynać pracę, gdy wiele osób jeszcze śpi.

Dzięki za rozmowę.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Prace Kasi Walentynowicz możecie znaleźć tu.

Kasia Walentynowicz Ilustratorka i graficzka. Współzałożycielka marki gier planszowych Zagrywki. Twórczyni gry Psiechadzka. Związana ze studiem graficznym Homework. Specjalizuje się w projektowaniu materiałów edukacyjnych dla instytucji kultury: autorka ilustracji do festiwalu filmowego Kino Dzieci, ilustrowanej identyfikacji miejsca edukacji rodzinnej U Króla Maciusia w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN, druków edukacyjnych towarzyszącym wystawom w Muzeum Narodowym w Warszawie, ilustracji do programów edukacyjnych w Muzeum Fryderyka Chopina w Warszawie, Cricotece i Muzeum Narodowym w Krakowie. Autorka ilustracji do kilku książek. Absolwentka grafiki na ASP w Warszawie, projektowania ubioru w MSKPU i design management na SWPS. Portfolio: www.kasiawalentynowicz.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.