Książkowe TOP 10

Książkowe hity Kamili i Ani z wydawnictwa Mamania

U nas, z miłości do literatury, uginają się półki, a te dwie panie wydają szereg pięknych książek. Kamila Wrzesińska - redaktorka i Anna Zdrojewska-Żywiecka , wydawczyni i właścicielka wydawnictwa Mamania. Mieliśmy już okazję, by bliżej przyjrzeć się ofercie wydawnictwa,  jest bardzo urozmaicona - od książek dla niemowlaków, przez serie przygodowe do samodzielnej lektury dla starszych dzieci, po prawdziwe perełki takie jak "Jezioro Łabędzie".

dsc_0573p

Skąd taka różnorodność? Odpowiedzi szukajcie w dziecięcych wspomnieniach Kamili i Anny. Przeczytajcie o pierwszych doświadczeniach samodzielnych czytelniczek, ich córek: Ewy i Broni i spróbujcie zgadnąć, od której książki zaczęła się ich przygoda z literaturą dziecięcą w wydawnictwie Mamania.

***

dsc_0548p

Ania: Moja ukochana książka – „Ronja, córka zbójnika”. Późna Astrid Lingren, trochę mroczna, ale nie można się od niej oderwać. Moi rówieśnicy na pewno pamiętają też ekranizację – włochaci zbójcy, ciemne komnaty… To wszystko było dla mnie w dzieciństwie ekscytujące. Kiedy teraz wydajemy „Nelly Rapp”, czuję podobne emocje.

dsc_0601p

Kamila: Mój egzemplarz „Dziadka do orzechów” ma pracowicie wypisaną zielonym flamastrem dedykację „Za systematyczne oszczędzanie w SKO”. Jako dziecko chyba niezbyt ceniłam Hoffmanna czy (o zgrozo!) Szancera, bo z tamtego czasu nie pamiętam specjalnych wzruszeń związanych z tą książką. Miałam natomiast okazję, obserwować rosnącą fascynację mojej córki, która najpierw wydawała nam dyspozycję co do wieczornych lektur, potem z mozołem czytała sama. Jej fascynacja rozciągnęła się na przedstawienia baletowe, a kiedy dziś poprawia koczek i podciąga getry, biegnąc na próbę, zastanawiam się, jaki udział w jej pasji miała ta wypłowiała już książka, zakupiona przez opiekuna SKO ze Szkoły Podstawowej nr 1…

Teraz w naszym domu jest mnóstwo książek o tematyce okołobaletowej. Wśród nich absolutnie zjawiskowe „Jezioro łabędzie”, autorska książka francuskiej ilustratorki Charlotte Gastaut. Zachwycające misternością ażurowe wycinanki zdają się tańczyć na wszystkich stronach, zadziwiając pomysłowością i pięknem.

dsc_0817p

Kamila: Żałuję, że nie dane mi było dorastać wśród takich książek, jak edukacyjna seria wydawnictwa Dwie Siostry. Może gdyby było inaczej, nie musiałabym się długie lata przekonywać, że do odbioru sztuki współczesnej nie potrzeba specjalistycznej wiedzy, znajomości technik i trendów. Że wystarczy ciekawość świata i wrażliwość.

Obserwuję dzieci, które są doskonale obeznane z tymi tytułami, widzę, jak wiele im dają. Wchodzą do muzeów jak do siebie, potrafią się zachwycić, ale i skrytykować. Z „D.O.M.K.U” wybierają swoje wymarzone miejsce do zamieszkania, a kiedy zaczynają tworzyć coś same, ich wyobraźnia zdaje się nie mieć żadnych granic.

dsc_0847p

Ania: Pierwsze wydanie Miziołków trafiło do mnie jako do prawie równolatki głównego bohatera. Pamiętam, że rozmawiałyśmy z przyjaciółką tekstami z książki. To było super! Na rynku książki panowała wtedy prawdziwa smuta, jeśli chodzi o książki dla młodszych nastolatków, a „Miziołki” były czymś świeżym. Oprócz kolejnych przygód Ani Shirley i Emilki w tamtym czasie czytałam dużo chłopackich książek, które pamiętały dzieciństwo mojej mamy – Pana Samochodzika, Karola Maya. Z nich wszystkich ciepło dziś myślę tylko o przygodach Mikołajka.

dsc_0898p

Kamila: Księgarnie niemal pękają w szwach od tak zwanych wydawnictw edukacyjnych. Encyklopedie tego, śmego i owego, pierwsza encyklopedia twojego maluszka, ósmy leksykon twojego przedszkolaczka… Jakość i wykonanie – różne. Najgorzej jednak, kiedy takie książki są nudne. A przecież da się inaczej! Książki Wojciecha Mikołuszki z ilustracjami Tomasza Samojlika są tego najlepszym dowodem. „Tato, a dlaczego?” to pięćdziesiąt historii, które odpowiadają na nurtujące dzieci pytania w rodzaju: dlaczego bekamy, skąd się biorą bąki w pupie, po co bobry ścinają drzewa i po co jeździć zimą do lasu. A kiedy sami potrzebujemy argumentów za tym, żeby się do tego lasu ruszyć, bardzo polecam „Ostatnie dziecko lasu” i „Witaminę N” Richarda Louva. To książki z gatunku tych, które naprawdę mogą wpłynąć na nasze życie. Ja sama przerwałam czytanie w połowie, żeby wyrwać się choć na kilka godzin do lasu. Powąchać liście, poobserwować z dzieckiem mrówki, podejrzeć ptaki w ich naturalnym środowisku. Polecam – i książki Louva, i częstszy kontakt z przyrodą.

dsc_0972p

Ania: Oto i Zły Kocurek. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, bo Kocurek zachowuje się po prostu okropnie! Ale kiedy dobrze się wczytałam, zobaczyłam w Kocurku po prostu małe dziecko – niezadowolone z prezentu (nie ten wymarzony z KOTalogu), zazdrosne (czy młodszy brat mnie nie zdetronizuje?) i w końcu takie, które ciężko zapędzić do kąpieli. We Francji dzieci zaczynają czytać od komiksów, u nas długo komiksy nie kojarzyły się dobrze. Kocurek jest na pograniczu książki z rozdziałami i komiksu. W przeciwieństwie do książek dla początkujących czytelników akcja nie jest zredukowana do kilku zdań, ale zawiera się też w dynamicznych ilustracjach. Dlatego nie trzeba płynnie czytać, aby szybko poradzić sobie ze 120 czy 160 stronami kocurkowej książki, bo akcję popycha nie tylko tekst, ale też ilustracje. Dzięki „Kocurkowi” samodzielne czytanie polubiła moja córka, a dla Mamanii na dobre zaczęła się przygoda z książkami dziecięcymi.

Dziękujemy za super 10 i fajne inspiracje książkowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.