kosmetyki pielęgnacja współpraca reklamowa

Kosmetyki wielofunkcyjne – 3 mistrzów dla skóry mamy

Naturalna pielęgnacja z BIOUP

Kosmetyki wielofunkcyjne – 3 mistrzów dla skóry mamy
Beata Zięba-Zaborek

Ręka w górę, która z was ceni na łazienkowej półce produkty do zadań specjalnych? Takie, które mają dobre, czyli krótkie i naturalne składy, a do tego spełnią więcej niż jedną funkcję? Mamy dziś dla was taki wszechstronny TOP 3 w pielęgnacji.

Obie ręce w tym temacie unosi nasza dzisiejsza testerka – mama małego Miłosza, projektantka wnętrz, tworząca studio Oyka, i minimalistka w kwestii kosmetyków. Poznajcie Dagmarę Zdanowicz, która nie jest fanką pielęgnacyjnych eksperymentów, za to, jeśli już coś sprawdzi i polubi, pozostaje temu wierna: „Lubię kosmetyki uniwersalne i wielofunkcyjne, które sprawdzają się przez cały rok. To moja baza. Uzupełniam ją od czasu do czasu czymś, co mnie zachwyci lub wpadnie w oko. Ale do tych sprawdzonych kosmetyków wracam i gdy kończy się opakowanie, kupuję następne” – opowiada.

Jeśli chodzi o jej minimalistyczne podejście, jest – ściśle rzecz ujmując – praktyczne, jak sama mówi: „Rytuały kosmetyczne? Tysiąc kroków pielęgnacji twarzy? Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to to, że zwyczajnie nie mam na to czasu, a nawet otwarcie mówiąc – nie czuję takiej potrzeby. Ale oczywiście zależy mi na tym, żeby moja skóra dostała to, czego potrzebuje i dzięki temu ładnie wyglądała”. Czujemy, że sporo z was może się pod tym podpisać. Patent jest prosty: mało, ale skutecznie.

Poprosiłyśmy Dagę o sprawdzenie na własnej skórze, jak działa naturalne trio rodzimej marki BIOUP: Kwas hialuronowy o stężeniu 3%, odżywczy krem o apetycznej nazwie Eko Sorbet MangoHydrofilowy olejek myjący do twarzy. Oddajemy jej głos!

Mistrz nr 1: Kwas hialuronowy 3%

To dla mnie kosmetyk wszech czasów! Sama zużyłam parę buteleczek, a nie zliczę, ile kupiłam jako drobne upominki. Odkąd go odkryłam, wydaje mi się, że każda kobieta powinna go mieć. Kwas hialuronowy 3% jest totalnie bez zapachu, co dla mnie jest atutem, bo nie lubię, kiedy na twarzy mieszają mi się aromaty różnych kosmetyków.

Ten delikatny żel jest bardzo wydajny, kropla załatwia sprawę. Życiodajne nawilżenie skóry – jest po nim cudowna w dotyku, miękka i zadowolona. Czasem stosuję kwas po umyciu twarzy na wilgotną skórę, a czasem kroplę dodaję do kremu czy olejku. W lecie jest idealny, nieobciążający i fajnie pomagający w walce z przesuszeniem i upałem, zabieram go zawsze na wakacje nad morzem. Jesienią i zimą sprawdza się równie dobrze. To jest kwas tylko z nazwy, w sensie chemicznym nie jest kwasem, nie podrażnia skóry, wręcz przeciwnie – koi ją i sprzyja regeneracji.

TIP: W czasie ciąży smarowałam cieniutką warstwą nawet brzuch po wyjściu z wanny, żeby trochę wspomóc skórę.

Mistrz nr 2: Eko sorbet Mango

Soczyste owocowe słońce zamknięte w słoiku. Balsamik-masełko. To nie jest mój kosmetyk na co dzień. Używam go, gdy czuję, że potrzebuję ekstraotulenia i odżywienia. Na twarz, na dłonie, na ciało. Na dwór, na wiatr – obowiązkowo, nie tylko dla mnie, ale też dla dzieci. Pachnie tak, że chciałoby się go zjeść, a w składzie sama uczta dla skóry – masło mango, shea, olej migdałowy, jojoba i rokitnik. Skład jest 100% naturalny i to jest dla mnie ważne.

Eko Sorbet Mango jest megawydajny – dosłownie odrobinę rozsmarowuję na palcach, a potem pokrywam twarz cieniutką warstwą. Gdy moja skóra jest przesuszona lub podrażniona, ten słoiczek mnie ratuje. Na urlop jedzie ze mną zawsze – w lecie i w zimie. Ostatnio dziecko powiedziało mi, że ten zapach kojarzy mu się z wakacjami.

TIP: Czasami stosuję Eko Sorbet Mango na noc jako ostatnią warstwę otulającą

Mistrz nr 3: Hydrofilowy olejek myjący

Na początku pandemii był moim największym zaskoczeniem i odkryciem jednocześnie. Nie bardzo sobie wyobrażałam mycie twarzy olejkiem. Szczerze mówiąc, nim go odkryłam, zawsze mycie twarzy lub demakijaż to była huśtawka pomiędzy uczuciem ściągnięcia a poczuciem, że czegoś nie domyłam i nadal jestem tłusta lub czuję jakąś niechcianą dodatkową warstwę na skórze. Nie lubiłam myć twarzy i zmywać makijażu. Olejek hydrofilowy BIOUP zmienił wszystko.

Po kontakcie olejku z wodą powstaje delikatna emulsja, nie ma żadnej tłustości. Emulsja zmywa wszystko, tusz z rzęs też. Nie szczypie, nie maże się. Skóra jest fajna w dotyku, czysta, nieściągnięta. Nawet nie myślałam, że to może być takie proste i skuteczne. Myje się nim trochę jak żelem – po prostu palcami, beż żadnych wacików. Łatwo, szybko, przyjemnie i skutecznie. Czego chcieć więcej?

TIP: Zauważyłam, że odkąd stosuję olejek myjący, moja skóra na twarzy mniej się zanieczyszcza

Więcej o naturalnych kosmetykach polskiej marki BIOUP poczytacie na stronie internetowej – zajrzyjcie też na tutejszego bloga o pielęgnacji.

Tutaj czeka na was pierwsza odsłona naszego minicyklu.

*

Materiał powstał przy współpracy z BIOUP

Dodaj komentarz