kosmetyczka mamy

Kosmetyczka Marty Brylińskiej

Mamo, jak o siebie dbasz?

Kosmetyczka Marty Brylińskiej
Marta Brylińska

Kosmetyczka Marty, która niebawem urodzi drugie dziecko, jest skoncentrowana na nawilżaniu, ujędrnianiu, odżywianiu i wyciszaniu ciała. Zobaczcie, jak stłoczone w jej łazience tubki, butelki i słoiczki pięknie zabiegają o jej i waszą ciekawość.

Marta nie udaje ekspertki w tematach urodowych i już na początku naszego spotkania wypala jak z armaty, że zaczęła się poważniej interesować pielęgnacją dopiero, gdy zauważyła u siebie pierwsze zmarszczki, co zbiegło się w czasie z drugą ciążą. Tak więc ostatnie miesiące to dla niej czas kosmetycznych odkryć, testowania tego, co zbawienne dla jej skóry, co ją ratuje, koi i rozpieszcza. Szczególnie ukochała sobie olejki, więc dominują one wyraźnie w jej kosmetyczce. Pozostałe miejsce zajmują kremy nawilżające, maseczki, balsamy, hydrolaty, zioła, soki i dużo wody. Bo zewnętrzne starania na nic się zdadzą, jeśli nie zadbamy o siebie od środka, nie skąpiąc sobie relaksu. To wszystko składa się na niezwykle przydatny, historyczny odcinek Kosmetyczki mamy z czasów zarazy, wyreżyserowany i zagrany przez Martę Brylińską.

*

PIELĘGNACJA CIAŁA

Zawsze, kiedy mam odpowiadać na pytania o moje pielęgnacyjne rytuały, sama się do siebie uśmiecham, bo jestem totalną minimalistką w tym temacie, a do niedawna byłam jeszcze większą ignorantką – z rozbrajającą szczerością wyznaje Marta. Ja po prostu wolę dłużej pospać (śmiech). Ale od kiedy zauważyłam u siebie pierwsze drobne zmarszczki i zaszłam w drugą ciążę, faktycznie mogę powiedzieć o rytuałach, ale przede wszystkim o systematyczności – dodaje. Chodzi o: regularność, zasady i motywację. Dla każdego to będzie inny powód: chęć przetestowania kosmetyku, chroniczne zmęczenie i chęć zmiany tego stanu, albo troska, o którą prosi przesuszona, szara skóra. I co wtedy? Po przebudzeniu, wypiciu zakwasu i soku z selera, między wodą z cytryną a śniadaniem, uciekam do łazienki. I zaczynam od masażu szczotką na sucho. Puszczam swój ulubiony kawałek, który trwa 4 minuty, i szczotkuję ciało, oddając się miłym doznaniom. Zapętlam go jeszcze raz i kolejne dwie minuty szczotką krążę po udach i pupie, bo tam gromadzi się mój największy, ciążowy cellulit! (śmiech) Po szybkim prysznicu, który ostatnio kończę kilkoma sekundami totalnie zimnej wody, nakładam Naturalny balsam z olejem konopnym i masłem cupuacu Hagi. Odkąd jestem w ciąży, na partie narażone na rozstępy nakładam kosmetyki dedykowane temu problemowi, np. Organiczny krem przeciw rozstępom Azeta Bio.

*

PIELĘGNACJA TWARZY

Twarz myję oczyszczającym olejkiem z aktywnym węglem RAAW by Trice – opowiada o swojej porannej rutynie Marta. W dalszej kolejności sięgam po ekologiczny hydrolat z kwiatu lipy Auna, olej z opuncji figowej tej samej marki, bądź krem, np. nawilżający Hydraluron Moisture Jelly Indeed Labs. Kończę kremem z filtrem. Piękna i gotowa do wyjścia. Na balkon! (śmiech) – dodaje żartowniś, który na noc, poza oczyszczeniem twarzy, nakłada maseczkę In-circadian Indeed Labs. Bardzo mi się podoba ten trik Marty z ulubioną piosenką – masujesz się i nawet nie wiesz, kiedy zlatuje minuta za minutą, a to przecież nie żadna igraszka, tylko rytuał dla wytrwałych. Masować można – a nawet trzeba – również twarz. Odwdzięczy się za to sprężystą, jędrną skórą.

*

NO MAKE-UP

I tu nie chodzi o make-up no make-up, tylko o faktyczny brak miłości do kolorówki. I solenne postanowienie, by zbadać makijażowy temat dokładniej w niedalekiej przyszłości. Bo jak jest u Marty na ten moment? W swojej szafce z kolorowych kosmetyków mam podkład, rozświetlacz, róż, dwie pomadki i tusz do rzęs – i wszystkie te kosmetyki za każdym razem są kwestią przypadku. Serio. Mój makijaż to totalne minimum, a w jego wykonywaniu jestem jeszcze bardziej nieudolna i obiecałam, że na trzydziestkę kupię sobie jakiś fajny kurs. Niemniej moje kosmetyki dotychczas to były wybory drogeryjne, niekoniecznie z fajnym składem. Teraz planuję skończyć to, co jeszcze mam, i przejść na całkowicie naturalne i przyjazne środowisku kosmetyki. Przypomnimy się za rok!

*

Z WŁOSAMI NIC NIE ROBIĘ

Takie już ma: błyszczące, zdrowe i bajecznie posłuszne. Czyli to kwestia genów lub szczęścia, albo ich kombinacji. To może zapytam, czego nie robi z włosami? Nie prostuję i nie suszę (bo nie mam suszarki, haha!). Farbuję, ale nie za często, podcinam regularnie i stosuję naturalne produkty – i to już dość długo. Ostatnio wróciłam do robienia laminacji z galaretki i płukania włosów zimną wodą. Czy to działa, czy to tylko placebo – nie wiem. Może to po prostu taki wpływ mają na mnie ciąża i hormony.

*

6 HITÓW MOJEJ KOSMETYCZKI

Trudne zadanie. Wybrać tych najlepszych z najlepszych, najmilszych w użyciu i najsłodszych w zapachu, przeto najskuteczniejszych w działaniu. I nikogo nie urazić. Na szczęście Marta to rasowa minimalistka – ma w swojej łazience tylko to, czego naprawdę potrzebuje, tak więc wybór toczył się pomiędzy dobrymi i bardzo dobrymi zawodnikami w kosmetycznym biegu z przeszkodami. Oto zwycięzcy.

1. Balsam nawilżający do ciała Si si bee lubię za piękny, delikatny zapach. A do tego się nie klei, nie lepi i cudnie nawilża.

2. Naturalny olejek do ciała z olejem chia i złotymi drobinkami Hagi to mój hit. Pachnie cytrusami, orzeźwia, pieści zmysły, no i błyszczy, jak milion dolarów! Hagi to jedna z moich ulubionych polskich marek. Kocham także ich mydła.

3. Organiczny płyn do higieny intymnej Azeta Bio świetnie mi się sprawdza. Nie podrażnia, zapach jest delikatny, a konsystencja przyjemna. Jest wydajny, no i to różowe opakowanie!

4. In-circadian maska na noc Indeed Labs jest genialna. Można ją zmyć, można zostawić na noc. Ja zostawiam, a rano moja buzia jest superprzyjemna, delikatna i miła, jak pupka niemowlaka!

5. Hydrolat, antyperspirant i olej marki Auna. Lubię wszystkie tak samo. Ta marka okazała się dla mnie totalnym odkryciem! Poza tym, że produkty są w szklanych opakowaniach, działają cuda. Hydrolat z kwiatu lipy Auna jest cudowny! Jak najdelikatniejsza mgiełka. Olej z opuncji figowej idealnie sprawdza mi się pod oczy, a antyperspirant w kremie to coś, co już dawno chciałam sprawdzić, a nie miałam odwagi.

6. Produkty do masażu marki Weleda – te kosmetyki wyglądają jak z babcinej apteczki i mam dziwne poczucie, że to najlepsze, co mogę dać swojej skórze.

*

DBANIE O SIEBIE W CZASACH ZARAZY

Na pytanie, jak znosi izolację, kiedy poród za pasem, Marta odpowiada: Mnie ta cała sytuacja już jakiś czas temu przestała stresować. Na początku, kiedy to wszystko było takie nowe, miałam bardzo często chwile zwątpienia i smutku, ale im więcej czasu mija, a my wiemy coraz więcej, tym jestem spokojniejsza, choć nie ukrywam, że patrzę z lękiem na rzeczywistość po. Niemniej ciąża, kompletowanie wyprawki i tych wszystkich cudów sprawiają, że nie mam czasu o tym myśleć. Mamy też plany zawodowe na niedaleką przyszłość i to zaprząta większość moich myśli. No i słońce, dużo słońca sprawia, że, mimo wszystko, chce mi się żyć. I jeszcze plaża, że jest tak blisko. Że można wsiąść w auto i za moment już tam być i wietrzyć głowę. Innym razem siadam na balkonie, robię sok warzywny, butlę wody z owocami i łapię słońce. Od siebie dodamy, że w tych trudnych czasach podobną rolę odegra relaksująca herbata Testea Heaven*. Zatem notujemy: woda, sok domowej produkcji, ziółka w termosie i wystawianie buzi do słońca. Oczywiście nasmarowanej kremem z SPF.

*kobiety w ciąży, karmiące piersią oraz osoby z alergiami powinny skonsultować jej stosowanie z lekarzem.

Dodaj komentarz